niedziela, 1 grudnia 2013

Parki i ogrody. Radziejowice



Kiedy dowiedziałem się, że spędzę dwa dni w Radziejowicach pomyślałem, że warto będzie przywieźć stamtąd kilka ujęć do moich Parków i ogrodów. Niestety czasu na fotografowanie nie było wiele, jedynie kilka minut między wschodem słońca a śniadaniem i zajęciami. Park położony jest nad dużym stawem więc poranne mgły utrzymywały się prze kilka godzin. Nie należę do miłośników mglarstwa, bo ostatecznie na zdjęciu wygląda to na niepotrzebne nadawanie im romantycznej aury i proste efekciarstwo. Z drugiej strony Mglarskie zdjęcia zawsze dobrze świadczą o autorze, któremu udało się przemóc wrodzone lenistwo i opuść wygrzane łóżko, dla wykonania kilku kadrów.

W Radziejowicach głównym obiektem zabytkowym jest zajmujący wiele  hektarów zespół pałacowo-parkowy, składający się z klasycystycznego pałacu, neogotyckiego zameczku, dworku modrzewiowego, domku szwajcarskiego, dawna kuźnia i park ze stawem. Jest też wykonana w latach 70. XX wieku replika murowanego młyna.

W średniowieczu Radziejowice stanowiły rodową własność Junoszów, którzy otrzymywali je od księcia Konrada Mazowieckiego. Ród ten przyjął nazwisko Radziejowski od rzeki Radziejówka (dzisiejsza Pisia). Kronikarz pisał, iż był to starodawny i zamożny ród wieku mego, przedtem senatorzy w ks. Mazowieckim byli, urzędy na sobie znaczne od książąt a potem od królów miewali, jako był Andrzej kasztelanem sochaczewskim. Radziejowscy mieli tutaj swą siedzibę przez 300 lat.




Znaczenie Radziejowic wzrosło po przeniesieniu stolicy z Krakowa do Warszawy, wieś znalazła się w dobrym punkcie na starym piastowskim szlaku. Wielmożni Panowie, w drodze do stolicy często zatrzymywali się w Radziejowicach, gdzie można było odpocząć, dobrze zjeść i napić się.
Atmosfera Radziejowic znacznie nadszarpnięta została aferą związaną z otruciem ostatnich książąt mazowieckich: Stanisława i Janusza.
Minęło wiele czasu aby przywrócić miejscu dawny prestiż ale w końcu się udało. Wielokrotnie gościli tutaj (z całym dworem) królowie Zygmunt III Waza i Władysław IV. Hieronim Radziejowski kazał nawet wmurować tablicę tablicę, na której wyliczone są królewskie wizyty. Urodzony i wychowany w Radziejowicach Hieronim, okazał się jednym z największych krętaczy, awanturników i zdrajców, jakiego zna historia Polski. Zrobił błyskawiczną karierę na dworze króla Władysława IV. On to podburzył króla Szwecji do najazdu na Polskę i wraz z Krzysztofem Opalińskim poddał kraj najeźdźcom. Bardzo dziwne to były czasy, bo po wypędzeniu Szwedów z Polski, Hieronim zamiast zakończyć niesławne życie w więzieniu, oficjalnie przeprosił króla... i został przywrócony do łask a nawet otrzymał województwo inflanckie i włączył się ponownie do życia politycznego. Jego syn Michał, wykształcony w Paryżu, znajdował się pod osobistą protekcją króla Jana III Sobieskiego i został metropolitą gnieźnieńskim oraz prymasem Polski. Po ojcu odziedziczył nie tylko majątek ale i wredny charakter *). Na nim zakończył się ród Radziejowskich herbu Junosza.




Po śmierci prymasa dobra odziedziczyli Prażmowscy. W XVIII wieku wieś przeszła w ręce do hrabiego Aleksandra Ossolińskiego, a następnie wraz z wianem jego córki przeszły na własność rodu Krasińskich. Dzisiejszą klasycystyczna formę pałac zawdzięcza Kazimierzowi i Wawrzyńcowi Krasińskim. Wokół pałacu i zameczku założyli park krajobrazowy. Radziejowice, dogodnie położone, blisko Warszawy odwiedzali liczni goście. Bywali tu literaci, dziennikarze, m.in. Juliusz Kossak, Henryk Sienkiewicz, Lucjan Rydel, Jarosław Iwaszkiewicz i mieszkający w pobliskiej Kuklówce Józef Chełmoński.

Krasińscy byli właścicielami Radziejowic aż do wybuchu II wojny światowej, a po jej zakończeniu dobra zostały upaństwowione. Po ostatniej  wojnie światowej, mocno zrujnowany zespół pałacowy został gruntownie odremontowany ze środków Ministerstwa Kultury i Sztuki. Od 1965 roku pałac zaczął pełnić funkcję domu pracy twórczej dla twórców kultury. Od tego czasu przyjeżdżają tu stołeczni pisarze, publicyści, aktorzy, filmowcy, muzycy i plastycy. Przez trzydzieści lat stałym rezydentem pałacu był Jerzy Waldorff.


Napis na cokole pomnika w Radziejowicach: Edward Krasiński 1870-1940,
przyjaciel artystów, urodzony w Radziejowicach,
zamordowany w Dachau, amor patriae nostra lex**).

Zaraz za bramą wita nas popiersie Edwarda hrabiego Krasińskiego. Ten wielce zasłużony dla kultury polskiej pamiętnikarz, społecznik i mecenas kultury urodził w 1870 roku w Radziejowicach a zmarł w Dachau w 1940 roku. Był ostatnim ordynatem dóbr opinogórskich oraz zarządcą Biblioteki Ordynacji Krasińskich - od 1909 roku do końca życia. Doświadczenie bibliotekarza archiwisty zdobywał jeszcze przed I wojną światową w samym Raperswilu (w Muzeum Narodowym Polskim). Znacznie poszerzył zbiory prowadzonej przez siebie Biblioteki m.in. o kolekcję rękopisów rodziny matki (ze Stadnickich) oraz kolekcje z Radziejowic, Krasnego, Zegrza, Styrdyni. Zgromadził najbogatszą w Polsce kolekcję zbroi epoki napoleońskiej. Osobiście zajmował się badaniami służby wojskowej Wincentego Krasińskiego i Jana Leona Kozietulskiego. Oprócz tego napisał wiele opracowań pamiętnikarskich dokumentujących historię Mazowsza i Warszawy.
Aktywnie uczestniczył w życiu kulturalnym, i był bardzo wpływową postacią postacią, prezesem wielu Towarzystw kulturalnych, współtwórcą Teatru Polskiego. Przyjaźnił się z wieloma artystami i często ich wspierał. Przez wiele lat utrzymywał ścisłe kontakt z Henrykiem Sienkiewiczem. Politycznie sympatyzował z endecją a w latach 20. XX wieku był aktywnym działaczem środowisk katolickich. Edward Krasiński życie zakończył jako więzień w obozu koncentracyjnego w Dachau w 1940 roku. Po jego śmierci zbiory Ordynacji Krasińskich uległy dewastacji; gmach Muzeum i Biblioteki przy ul. Okólnik w Warszawie, wraz ze zbiorami rękopisów Niemcy spalili po upadku powstania warszawskiego.





AmbaSSada

Na najnowszej komedii Juliusza Machulskiego AmbaSSada, co prawda nie śmiałem się do rozpuku, ale ubawiłem się nieźle. Dowcip w tym filmie polega na  słownych i sytuacyjnych skojarzeniach rodem z kabaretu Starszych Panów. Nie każdy dowcip może być zrozumiały przez każdego ale zachować kamienną twarz gdy słyszymy walenie w drzwi i pytanie: Kto tam? a odpowiedzią jest: Aufmachen! Gestapo!...
Juliusz Machulski po raz kolejny wykorzystuje swój ulubiony sposób zawiązania i budowania akcji filmu - umieszczenia swoich bohaterów w nieznanej im odmiennej (alternatywnej?) i obcej rzeczywistości za pomocą np. podróży w czasie w Ile waży koń trojański?AmbaSSadzie. W Sex Misji była to hibernacja, w Kingsajzie napój zmieniający rozmiar. W końcu szatańskiego pomysłu, wręcz surrealistycznego: przedstawiciel wolnego świata Amerykanin odnajduje się w ZSRR w czasach NEP-u - Deja vu. Nie przepadam za prostackim humorem z Killerów ale nawet największym mistrzom zdarzają się wpadki.
Z tego nieprzystawania do obcego sobie świata powstają u Machulskiego zabawne sytuacje komediowe. Pomysł  realizowany przez reżysera jest prosty ale od lat bardzo skuteczny.
Zaskoczeniem, pozytywnym, było obsadzenie w głównych rola niemal nieznanych aktorów Magdaleny Grąziowskiej i Bartosza Porczyka oraz Adama Nergala Darskiego, który tym razem nie pastwi się nad Biblią tylko gra samego Joachima von Ribbentropa. Więckiewicz w podwójnej roli Hitlera i jego sobowtóra Lepke też daje radę... ale to już nie zaskoczenie tylko norma.
Reżyser filmu twierdził w jednym z wywiadów, że Polacy mają ogromne zapotrzebowanie na śmiech. W tym upatruje wyjaśnienia popularności przeciętnych komedii oraz mało zabawnych kabaretów. Machulski stara się wywoływać śmiech w sposób inteligentny i oby dane było mu to robić jak najdłużej. Nie wydaje mi się (jak wielu internautom), aby niestosownym w komedii było zadawanie trudnych pytań w stylu: Kto nam zepsuł patriotyzm? Można by się przyczepić do wielu szczegółowych rozwiązań dramaturgicznych, konkretnych dowcipów i puent a nawet do odsady. Wydaje mi się, że za 10-20 lat ze współczesnej polskiej produkcji filmowej obroni się raczej skromna AmbaSSada a nie gejowskie Płynące wieżowce czy propagandowo-panegiryczny Wałęsa. człowiek z nadziei.





Wszystkie zdjęcia to zeskanowane wglądówki (z papierów plastikowych, stałogradacyjnych Kodaka i Fomy) 18x18 cm.
_______
*) więcej na stronie gminy Radziejowice
**) miłość Ojczyzny naszym prawem.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

..: Baltica :..

Czas nie istnieje

Bałtyk, sierpień 2017. Skan negatywu 6x9 cm. Kodak Brownie Junior Six-20 Fizycy twierdzą, że czas  nie istnieja a matematycy, iż ...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy