Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karol Libelt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karol Libelt. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 lutego 2013

Początki fotografii w Poznaniu


Poznań/2012/10/Olympus Trip +ORWO 1983

Pierwsze fotografie, które dotarły do Poznania nie były zbyt efektowne, choć pierwsi fotografiści* pojawili się w Mieście wkrótce po ogłoszeniu wynalazku Daguerre'a-Niepce'a. Już 1840 r., nakładem braci Szerków, w Poznaniu ukazało się polskie tłumaczenie dziełka Daguerre'a Daguerreotyp i Dijorama, czyli dokładny i autentyczny opis postępowania i aparatu mojego do utrwalenia obrazów ciemnicy optycznej (camera obscura) przytem o rodzaju i sposobie malowania i oświetlania w Dijoramie. W tym samym czasie księgarz i wydawca Konstanty Żupański sprowadził z Paryża pierwszy dagerotyp: Był to widok Luwru, bardzo niewyraźny, musiałem go bowiem kręcić na różne strony pod światło, nim obraz pochwycić mogłem; pierwsza zaś tutaj u nas fotografia, tj. odbitkę na papierze, pokazał mi czterdziestego ósmego roku Karol Libelt; przywiózł ją z Frankfurtu n/M., gdzie posłował w parlamencie niemieckim. Wyglądało to jeszcze tak nieszczególnie, iż gdyby Libelt nie był zaręczał, że to ma być jego fizjonomia, nikt by tego odgadnąć nie zdołał - tak opisywał swe zetknięcie z nowym wynalazkiem zasłużony kronikarz Poznania Marceli Motty.


Poznań/2012/10/Olympus Trip +ORWO 1983

Pionierem dagerotypii w Poznaniu był litograf Wiktor Kurnatowski (1800-1846). Pierwsze dagerotypy wykonał  już na początku lat czterdziestych. Zajmował się dagerotypowaniem nie dla zysku a dla przyjemności, zdejmując przyjaciół i znajomych. Zaczęły też powstawać w Poznaniu zakłady fotograficzne. Pierwszym, który próbował dorobić się na dagerotypowaniu był Niemiec A. Lippowitz, przybyły z Leszna do Poznania około roku 1844 r. Otworzył pracownię przy Friedrichstrasse (dzisiaj ul. 23 Lutego) i daguerotypował, co się dało. Niezbyt jednak sobie radził bo dagerotypowanie było wtedy procesem kosztownym trudnym i długotrwałym. Gdy pojawiła się tańsza fotografia na papierze, jego kłopoty nie znikły. Problemem dla Lippowitza okazało się retuszowanie, ważny elementem procesu produkcyjnego fotografii,  nie miał do tego talentu, a dobrych retuszowników niełatwo było znaleźć. W rezultacie porzucił fotografię i  założył fabrykę nawozów sztucznych.

Poznań/2012/10/Olympus Trip +ORWO ale tym razem  niezadymiony

Wkrótce pojawiła się konkurencja w osobach braci Zeuschnerów, Filehnego i Engelmanna, którym powiodło się znacznie lepiej. Ostatni z nich, w swoim atelier, z sukcesami fotografował piękne damy, które chętnie korzystały z jego usług. Wszyscy wymienieni dorobili się sporych fortun i kamienic. Pierwszym Polakiem, który wybrał drogę fotograficznego rzemiosła, był Nepomucen Seyfried (1811-1892), który przyjechał do Poznania ze Wschowy około 1868 r. Postawił nawet parterowy pawilonik na narożniku ulicy Podgórnej i Wilhelmowskiej (Aleje Marcinkowskiego). Zakład funkcjonował krótko, nadzieje Mottego, który widział w Seyfridzie poznańskiego Beyera czy Rzewuskiego nie spełniły się.


Jan Nepomucen Seyfried, portret Hipolita Cegielskiego.
Zbiory Biblioteki Narodowej

Jego następczynią w rzemiośle fotograficznym była kobieta, Balbina Mirska, która podpisywała się na zdjęciach Emma albo Emilia. Fotografować nauczyła się w Paryżu i była jedną z pierwszych Polek zajmujących się fotografią. Założyła zakład, który przetrwał bardzo długo po jej śmierci, jako Atelier Rubens, był jednym z najdłużej funkcjonujących zakładów fotograficznych na ziemiach polskich. Mirska gwarantowała swoim klientom, że fotografie kolorowane i w oświetleniu Rebrandta, uznawane za najartystyczniejsze, reprodukcje z obrazów, drzeworytów itd. oraz portrety aż do naturalnej wielkości wykonuje z największą dokładnością. W 2011 cały 3 numer Kroniki Miasta Poznania poświęcony został fotografii w Mieście. O działalności niezwykłej kobiety, artystki i patriotki Balbiny-Emmy Mirskiej znajdziemy w publikacji cały rozdział. Książka jest bogato ilustrowana fotografiami i ilustracji z poszczególnych epok. Gorąco polecam.



Władysław Łęgowski w atelier Rubens
 dawn. E. Mirska na Placu Wilhelmowskim 3
________ 
*) Tak mawiał o sobie i kolegach nieodżałowany Lech Morawski
Źródła: M i L. Trzeciakowscy. W dziewiętnastowiecznym Poznaniu,
Kronika MNiasta Poznania. Fotografia (KMP 2011/3) 

wtorek, 20 listopada 2012

Czeszewo Libelta


MALOWNICZA RUINA

Jak na razie, konsekwentnie fotografuję nowo powstałe wglądówki a w przyszłości również i zdjęcia.  Nie jest to dla mnie żadne novum, bo i wcześniej wszystko do umieszczania w necie, co przekraczało rozmiar kartki A4,  fotografowałem. Dotąd z powodów praktycznych a teraz ideologicznych.
Tak się stało i z Czeszewem. Pałac Libelta i jego parkowe otoczenie odwiedzamy regularnie i z żalem dokumentujemy proces upadku. Kiedyś pałac był chociaż zamknięty, teraz drzwi rozwarte są na oścież, młodzież i wiatr hulają w najlepsze.
 W wydanym w 1981 roku przewodniku Nad dolna Wełną znajdujemy informację z pogranicza sci-fi w najbliższym czasie ma być on zaadaptowany na ośrodek kultury i muzeum. Minęło ponad lat 30 i dwór ciągle nie ma mieszkańców, stoi jak stał ale niszczeje i popada w ruinę... Sprawa jest tym bardziej przygnębiająca, że budowla usytuowana jest w środku wsi, przy dość intensywnie uczęszczanej drodze. Tuż obok jest teren kościelny, przez proboszcza wypieszczony, wychuchany, położone nowe chodniczki, krawężniczki, trawka przycięta, elegancki parking nie wspominając o kościele i plebanii - jest pięknie! Szkoda, że tego wielkopolskiego porządku zaradności zabrakło za płotem. W ciągu ostatnich 20 lat, pałacem zainteresowanych było kilku inwestorów, ostatnio nawet dość poważnych ale jak dotąd upadek  ciągle postępuje. Wydaje się, że Czeszewo skazane jest na zagładę bo nie widać możliwości wykręcenia intratnego interesu, dwór jest potężny więc i duże pieniądze byłyby potrzebne na jego odbudowę. Czeszewo Libelta to miejsce, które czeka na człowieka z wizją, pasją ...i pieniędzmi, bo na powiatowych decydentów nie ma co liczyć.


Wglądówki (12x12 cm) na resztkach multikontrastu Fomy i jednocześnie pożegnanie
z tym niezwykle wygodnym ...ale również pozbawionym duszy materiałem.

CZESZEWO

Czeszewo to zasobna wieś, położona l km na wschód od skrzyżowania dróg SC-Bydgoszcz i Gołańcz-Wapno, w pobliżu Jeż. Czeszewskiego. Pierwsze wzmianki o osadzie pochodzą z r. 1360, kiedy było własnością Czeszewskich. Minęło kilka wieków by w 1850 r. wieś odziedziczył Karol Libelt. Piętrowy dwór, stylowo eklektyczny, zbudował w latach 1859-60, na zlecenie Libelta, wspominany już w kilku innych miejscach tego bloga, architekt Wiktor Stabrowski z Kcyni.


Wieś w XIX wieku była miejscem ważnym, centrum intelektualnym związanym z osobą Karola Libelta. W latach 1866-75 kilkakrotnie gościł, u Libelta w Czeszewie, Oskar Kolberg, zbierając materiały do swych Pieśni Ludu polskiego
Przez długie lata nauczycielem w Czeszewie był tu Jakub Chociszewski, ojciec Józefa, znanego pisarza i działacza narodowego. Stąd pochodził Jan Spychalski (1893—1946), malarz, literat i publicysta, związany z poznańską  grupą ekspresjonistów Zdrój.
Za płotem stoi Czeszewski kościół, choć nie wygląda, to zbudowany został około 1500 r. Wieżę, wzorowaną na kościele klarysek w Bydgoszczy, wybudowano znacznie później, w 1909 r. W kościele, w lewą ścianę wmurowane jest neorenesansowe epitafium marmurowe Karola Libelta (pochowanego w podziemiach kościoła) z wizerunkiem zmarłego, malowanym według portretu Tytusa Malczewskiego. Poniżej znajduje się nagrobek w kształcie obelisku z czarnego marmuru, poświęcony jego synowi Karolowi, poległemu w r. 1863.
Jak wszędzie na tej ziemi, gdziekolwiek archeologowie nie wbiją swoich łopat to trafiają na pozostałości wcześniejszych kultur. Również okolice Czeszewa obfitują w takie znaleziska. Wykopano tu m.in. narzędzia z epoki kamiennej i kultury łużyckiej, naczynia kultury grobów kloszowych, skarb z wczesnej epoki brązu (1800—1500 p.n.e.), zawierający siekierki i ozdoby, oraz wczesnośredniowieczny grot oszczepu.

 

KAROL LIBELT

Karol Libelt (ur. 8 IV 1807 w Poznaniu, zm. 9 VI 1875 w Brdowie) był wybitnym filozofem, estetykiem, publicystą i działaczem społeczno-politycznym. Podczas studiów filozoficznych na Uniwersytecie Berlińskin należał do ulubieńców G. W. Hegla i pod jego kierunkiem napisał rozprawę doktorską. 
Na wieść o wybuchu powstania listopadowego opuścił Paryż i wrócił do kraju, walczył w kilku bitwach, m.in. pod Ostrołęką i Międzyrzeczem a za męstwo otrzymał Virtuti Militari. Po złożeniu broni został internowany w Opawie i Zatorze. Gdy wrócił do Poznania, Prusacy uwięzili go w twierdzy magdeburskiej i skonfiskowali majątek. Po wyjściu na wolność nie miał szans na pracę w instytucjach Prus, zajął się więc gospodarzeniem w folwarkach będących własnością kolejnych żon oraz pracą naukową. Dużo pisał i wydawał, brał aktywny udział w wydarzeniach Wiosny Ludów. Po wyciszeniu nastrojów rewolucyjnych osiadł w Czeszewie, zajął się praca organiczną. Czas spiskowania przeminął, a miejsce jego zająć powinna agitacja prawna, publiczna, dozwolona - pisał wtedy.

Karol Libelt, uczestnik powstania listopadowego – fotografia ze zbiorów NAC

W 1867 r. założył w Czeszewie kółko rolnicze. Gospodarując tutaj, a później w Brdowie rozmyślał nad poprawą stosunków ekonomicznych i nad wyrównaniem różnic między właścicielami a robotnikami. Rozważania te zawarł w dziele Koalicja kapitału i pracy. W latach 1859-70 był posłem do sejmu pruskiego z okręgu wągrowieckiego, przewodniczącym koła polskiego.
Stopniowo jednak odchodził od poglądów lewicowych i rozluźniał kontakty z emigracją, angażował się w propagowanie pracy organicznej w duchu solidaryzmu społecznego. Wpływowy w Wielkopolsce, choć nie bez prób kontestowania przez środowiska konserwatywne, Libelt cieszył się uznaniem aż w Galicji, co ujawniła podróż w 1869 oraz członkostwo krakowskiej Akademii Umiejętności (1873).  
Wielkim wyróżnieniem był wybór w 1868 na prezesa Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu. Funkcję tę pełnił z wielkim oddaniem do 1875  r.
Miał wielki autorytet wśród współczesnych. Ceniono go jako filozofa, historyka, pedagoga, krytyka literackiego, jako aktywnego działacza politycznego, oświatowego i gospodarczego. Uznawano za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli myśli demokratycznej w Polsce. O swoich poglądach pisał: Całe życie wyznawałem zasadę demokratyczną: wiara moja polityczna była i jest zawsze demokratyczna. Uważałem, że lud jest podstawą i siłą społeczeństwa, że przywrócić mu należy prawa przywłaszczone przez mniejszość.
Intensywna działalność polityczna zbiegała się z naukową. Jego piśmiennictwo zdumiewa bogactwem i wszechstronnością. Pozostawił prace z filozofii, estetyki, literatury, polityki, ekonomii, pedagogiki, matematyki, nauk przyrodniczych i archeologii. Publikował materiały w niemal całej prasie polskojęzycznej swoich czasów. Zajmował się nawet archeologią, a na podstawie odkryć dokonanych w Czeszewie i Dobieszewku (na północ od Gołańczy) opublikował w r. 1870 głośną wtedy pracę Mieszkania nawodne przedhistoryczne.


Śmierć syna w Karola była dla Libelta wielkim wstrząsem. Ostatnie lata życia spędził prawie nie opuszczając wiejskiej siedziby. Poważna choroba serca uniemożliwia mu pracę na roli. W 1874 oddał drugiemu synowi w dzierżawę Czeszewo, a sam przeniósł się na folwark do Brdowa (nazwanego tak od miejsca śmierci syna Karola). Umarł na apopleksję 9 czerwca 1875, został pochowany 14 czerwca w Czeszewie.
Libelt to nie był tylko bakałarz narodowy, nie tylko wychowawca, wykładowca, moralista, pedagog, teolog, historyk, matematyk, krytyk, myśliciel. Ale to był także budziciel, burzyciel, bojowiec, wskrześca, odkrywca, działacz, inicjator, animator, wizjoner, człowiek walki, człowiek pełny, duch wieczny rewolucjonista, artysta, a co ważne artylerzysta (Adolf Nowaczyński).*) 

 

SYSTEM FILOZOFICZNY LIBELTA. MESJANIZM

Myśl filozoficzna Libelta to eklektyczny, choć nie pozbawiona prób stworzenia oryginalnego ujęcia systemowego, kompilacja refleksji filozoficznej z polityczną i społeczną, która miała w założeniu tworzyć kompletny system filozofii narodowej. Był to splot różnych współczesnych myślicielowi kierunków umysłowych, w oparciu o polską kulturę epoki romantyzmu. System filozoficzny Libelta przypomina intuicjonizm Henri Bergsona. Od studiów w Berlinie, Libelt, przejął się metodą dialektyczną Hegla; wykorzystał ją jednak inaczej, będąc przekonanym, że nie rozum jest najwyższym szczeblem umysłu, nadaje się on bowiem raczej do krytyki niż do syntezy, nie ma w sobie pierwiastków twórczych.  Z pewnością można umieścić Libelta wśród wyznawców i propagatorów myśli mesjanistycznej.**) Był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli polskiej myśli filozoficznej epoki romantyzmu, świadomie nawiązującym do idei innych autorów metafizyków polskich. 


Karol Libelt swoje tezy wyłożył w potężnym, sześcioczęsciowym dziele: Filozofia i krytyka, 1847-1850, z których I część rozważała Samowładztwo rozumu i objawy filozofii słowiańskiej, II i III zawierały System umnictwa czyli filozofii umysłowej, pozostałe zaś Estetykę czyli umnictwo piękne. ***)
Najwyższą władzą jest urn, władza praktyczna, czynna. Libelt przepowiadał, iż (zgodnie z dialektyczną zasadą rozwoju) po panowaniu rozumu przyjdzie era umu, po wszechwładztwie filozoficznym Niemiec nastąpi era Słowian. Uważał, że epoka Słowian, głównie Polaków, będzie tą, w której ci ostatni udowodnią istnienie Boga, w oparciu o świadectwa umu. Mesjanistyczna nauka obudzić miała ducha narodu, zainicjować nowe prądy polityczne i Polska jako nauczyciel narodów miała zunifikować myśl ludzką w umie. Filozofia przyszłości będzie oparta, nie na samym dyskursywnym poznaniu, lecz na intuicji i wierze, będzie bardziej konkretna i lepiej odpowie potrzebom życiowym, udowodni istnienie Boga osobowego i duszy nieśmiertelnej.
Jak wszystkie metafizyki polskie XIX w., tak i mesjanizm Libelta kładł nacisk na historiozofię i na posłannictwo narodów, zwłaszcza polskiego. Jednakże historiozofia jego była trzeźwiejsza od innych, nie mówiła o Chrystusie narodów ani o nadchodzącej epoce Ducha Świętego.
Wiele miejsca w twórczości Libelta (podobnie jak i pokrewnego mu Kremera) zajęła estetyka. Była ona u obu myślicieli zależna od Hegla, idealistycznie widziała piękno w tym, że duch przenika materię.


Więcej zdjęć z cyfrowej dokumentacji Czeszewa w albumie na picasie  >>

*) Krystyna Suchan, Winieta, nr 2. 2007.
**) W pierwszej połowie XIX w. pojawił się w Polsce cały zastęp metafizyków, jednomyślnych  w tezach podstawowych, a bardzo różniących się w szczegółach. Jedynym ośrodkiem ich działalności był Paryż, inni działali w samodzielnie Trentowski w Niemczech, Gołuchowski na wsi w Kongresówce, Cieszkowski i Libelt w Wielkopolsce, Kremer w Krakowie. Większość ich rozpoczęła swą działalność dopiero po powstaniu 1830 roku. 
Byli wśród nich filozofowie zawodowi, ale w dziejach mesjanizmu nie mniejszą rolę odegrali poeci: Mickiewicz, Słowacki i Krasiński, oraz działacze religijni, jak Towiański. Dążenia mesjaniczne łączyły ich wszystkich, ale metoda rozumowań, a częstokroć i wyniki były inne u wieszczów niż u uczonych. Wieszczowie pragnęli stworzyć filozofię polską, a uczeni filozofię absolutną. Uczeni mesjaniści znali współczesną filozofię europejską i korzystali z niej, wieszczowie bardziej samorodnie tworzyli swą metafizykę.
Znacznie upraszczając można rzec, ze  najważniejszą różnicą dzielącą mesjanistów była ta, że jedni z nich byli racjonalistami, a drudzy mistykami.
***) Syntetyczny opis systemu Karola Libelta: http://www.ptta.pl/pef/pdf/l/libelt.pdf

sobota, 17 listopada 2012

Natura górą. Smuszewo (part 1)

Po prawej wznosiły się budowle kopalni Wapno...

Jak co dzień po śniadaniu, Pan Donimirski wszedł na pałacową wieżę, z której doskonale widział całą okolicę. Po prawej wznosiły się budowle kopalni Wapno, od świtu pracowało potężne koło wieży wyciągowej dalej dobrze widoczne były kościoły w Srebrnej Górze, Damasławku i Niemczynie.
Po lewej wznosiła się wieża kościoła w pobliskim Czeszewie. Przy dobrej pogodzie mógł zobaczyć nawet położoną na wzgórzu Kcynię. Ale nie po to aby podziwiać malownicze widoki, co dzień wchodził na wieżę Pan Dobromirski, ale by ogarnąć swój majątek gospodarskim okiem, mieć baczenie, jak pracują w polu jego chłopi. Z wieży doskonale widać było kto pilnie wykonuje swoją robotę. Przed bystrym okiem pańskim nie ukrył się żaden leń. Postał tak kwadrans potem nabił i zapalił fajkę i dalej prowadził obserwację, zakonotował sobie w myśli kogo pochwalić a komu obciąć z dniówkę...
Właściciel Smuszewa Edward Donimirski, jak na Wielkopolanina przystało,  był ziemianinem z urodzenia i zamiłowania, wraz z przyjacielem, wielkim patriotą, Kazimierzem Grabowskim ze Zbietki, patronował kółkom rolniczym w całym powiecie. Sam stosował najnowsze metody produkcji rolnej i uczył nowoczesnej gospodarki okolicznych włościan. Najlepszy przykład miał za miedzą, w okolicy żywa była pamięć dokonań Karola Libelta (1807-1875), dobrego gospodarza pobliskich wsi Czeszewo i Brdowo, sławnego patrioty, filozofa wcielającego w życie zasady pracy organicznej. Edward Donimirski przebudował dwór po Gutowskich, w parku założył stawy, wytyczył ścieżki, pobudował mostki i altanki. Niestety jego Arkadia istniała  tak samo krótko jak II Rzeczypospolita. 


Po tym grafomańskim wstępie proponuję wycieczkę do zapomnianego przez boga i ludzi Smuszewa. Aby dojechać do wsi, trzeba zjechać z w boczną drogę, od trasy SC-Kcynia, w Łukowie musimy   skręcić na Wiśniewo. Dalej polną drogą i XIX wiecznym brukiem dojeżdżamy w pobliże położonego na niewielkim wzgórzu pałacu i parku. Przebijając się przez chaszcze i krzaki dotrzeć można do samego pałacu. Wybudowany został przez Gutowskich w latach 1870-1880. Budowla jest eklektyczna, na bazie klasycyzmu z elementami renesansowymi, wewnątrz zachowała się piękna klatka schodowa i  kolumny wzorowane na greckich. Dziś niewiele zostało po pięknym zadbanym parku ze stawami i fontannami. Na szczęście ocalały wiekowe jesiony i klony.
Po drugiej strony brukowej drogi widać jeszcze resztki ruin po zabudowaniach gospodarczych: spichlerzu, stajni dla koni wyjazdowych i roboczych, kuźni, stolarni, oborze i stodole.



W czasie niemieckiej okupacji,  do roku 1945 majątkiem zarządzał Niemiec Winteler. W czasie jego rządów ludzie musieli  pracować przymusowo od 6 rano do 21, nawet dzieci i młodzież. 
Po 9 wieczorem wszystkie bramy i budynki gospodarcze były zamykane, Niemcy bali się Twardowskiego, który dokuczał Niemcom w powiecie. Po wojnie Edward Donimirski wrócił do swego majątku ale nie ominęły go upokorzenia. Wkrótce, dekretem PKWN o reformie rolnej, jego majątek został rozparcelowany a on sam po prostu wyrzucony, wyjechał więc na ziemie odzyskane, na Pomorze. Do pałacu wprowadzili się jego oddani pracownicy. Jak pisze Hubert Wesołowski - Donimirski jeszcze w 1939 roku pochował na strychu srebra, książki i inne cenne rzeczy. W 1947 roku do pałacu przyjechała córka i zabrała wszystko co ocalało na strychu i w schowkach. Od tego czasu Donimirscy nie pojawili się w Smuszewie.


Władza ludowa, dała mieszkania w pałacu, rodzinom bezrolnych chłopów. Ludzie mieszkali w nim do lat 70-tych. Z czasem wszyscy mieszkańcy się wyprowadzili.  Od tego czasu pałac zaczynał popadać w ruinę. "Ktoś" powybijał szyby, wyniósł wszystkie elementy metalowe. Przeciekać zaczął niezabezpieczony dach, pospadały stropy i tarasy. Dzisiaj w niezłym stanie są tylko ściany nośne. Przez jakiś czas opuszczony dwór służył jeszcze jako miejsce schadzek i spotkań alkoholizującej się młodzieży. Kilka lat temu pałac kupił prywatny inwestor, który niestety zmarł w 2011 r. Dzisiaj już nie tylko park ale i pałac zarastają krzakami, bujna przyroda może sobie swobodnie poszaleć w Smuszewie. Natura zwycięża! Jak dotąd, na naszych oczach, bez przeszkód realizuje się scenariusz z Pomarzanek czy Miedzianki (Filipa Springera).





Historia Smuszewa sięga znacznie głębszej przeszłości niż XIX-go wieku. Za wsią, na wysokim brzegu Jez. Czeszewskiego, znajdują się pozostałości grodziska z V wieku p.n.e. Kiedy przez kilka pokoleń mieszkańcy grodziska zniszczyli swoje środowisko, przenieśli się opodal na przesmyk między Jeziorami Czeszewskim i Czeszewskim Małym i wznieśli tam nowy gródek obronny. Podczas badań archeologiczne przeprowadzonych w 1956 roku, odsłonięto fragmenty drewnianych domów, wałów obronnych, ulic oraz fragmenty ceramiki i innych wyrobów. Gródek był niemal identyczny z Biskupinem. Osada została opuszczona po wielkim pożarze. W tym samym miejscu, w IX wieku nasi przodkowie wznieśli drewniany gród, otoczony wałem i fosą. Niektórzy uczeni uważają, że we wczesnym średniowieczu Smuszewo było główną siedziba potężnego rodu Pałuków.

Droga do Wapna i Czeszewa.
W tekście wykorzystałem informacje z publikacji Rafała Różaka. Tropem regionalnego ducha szlacheckiego. 2012 oraz ze strony Opuszczone perły Ziemi Wągrowiekiej redagowanej przez Huberta Wesołowskiego. 

wtorek, 29 września 2009

Nuta odrobinę patriotyczna. Czeszewo

Czeszewo, wrzesień 2009 r. 

Jest takie miejsce w drodze na Wapno i Kcynię, do którego pielgrzymujemy od lat regularnie. Czeszewo, wieś która związana jest z niezwykłą osobą - Karolem Libeltem (1807-1875), wybitnym filozofem. Zapamiętany został  raczej z powodu swej działalności społecznej i patriotycznej. Mieszkał w Czeszewie przez wiele lat, założył tutaj kółko rolnicze, przez 12 lat posłował do sejmu pruskiego z tutejszego okręgu.
Eklektyczny dwór, zbudowany dla Libelta w latach 1859-1860, od lat jest w bardzo złym stanie. Ostatnio jednak pojawiła się nadzieja na jego odrestaurowanie. Budowla wreszcie znalazła nabywcę i podobno będzie remontowana.

Czeszewo, wrzesień 2009 r. 
Warto również zajrzeć do czeszewskiego późnogotyckiego kościoła z ok. 1500 r. Wewnątrz znajduje się epitafium filozofa, którego pochowano w podziemiach świątyni.
Obok, w północną ścianę kościoła wmurowano obelisk z czarnego marmuru. Jest to nagrobek młodszego syna Libelta, również Karola (1842-1863). Gdy wybuchło powstanie styczniowe, był studentem uniwersytetu we Wrocławiu. Niezwłocznie udał się jednak do Królestwa Polskiego i walczył w oddziale Leona Younga de Blankenheima. Zginął 29 kwietnia w potyczce koło Brdowa niedaleko Izbicy Kujawskiej. Starszy Karol Libelt bardzo przeżywał śmierć syna. Nazwał Brdowem, nowo założony, odległy 2 km od Czeszewa, folwark  i mieszkał tam aż do śmierci.
Młodszy Karol Libelt musiał więc brać udział w słynnej, zwycięzkiej bitwie  pod Nową Wsią - 26 kwietnia 1863 r. Oddział Younga de Blankenheim wkroczył na teren Królestwa Kongresowego z obszaru Królestwa Prus. Następnie w lasach kazimierzowskich połączył się z siłami Sokolnickiego i Oborskiego. Łącznie wojska polskie osiągnęły liczebność około 1000 żołnierzy. Nad połączonym wojskiem polskim dowództwo objął A. Seyfried.
Przeciwko wojskom polskim ruszył Nielidow, którego oddział liczył około 700 żołnierzy. Znajdujący się w Nowej Wsi Rosjanie zaatakowani zostali przez oddział Younga. Po zażartej walce Rosjanie zostali wyparci i zmuszeni do przekroczenia granicy z Prusami.

Czeszewo, wrzesień 2009 (część projektu "Parki i ogrody")

..: Notatki z prowincji :..

Notatki z prowincji. Listy z Suicide City 1.

Świat się szybko zmienia, zmienia się internet, powoli zmienia się i ten blog. Od jakiegoś czasu staje się dla mnie - jak to kiedyś p...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy