Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olympus OM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olympus OM. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 lutego 2015

Zmiany zachodzą niezauważalnie


Jelenia Góra 2004 i 2014
. . .

Jelenia Góra, budynek przy ul. 1 Maja 65
(Dawniej: Hindenburgstrasse, Bahnhofstrasse, Kolejowa), 
w której w przeszłości mieściła się Hindenburg Cafe.

Spacerując, w środku listopada, po Jeleniej Górze, nogi same zaniosły mnie w miejsca, które fotografowałem dokładnie 10 lat temu. Mniej interesowały mnie zmiany, bardziej walory estetyczne jeleniogórskich kamienic. Nie zaskoczyło mnie się odnowienia elewacji kamienicy, do wysokości 1 piętra, a to, że resztki reklamy-szyldu Gazety Robotniczej, organu prasowego z poprzedniej epoki, nie uległy dalszemu zatarciu. Wręcz przeciwnie, zyskały więcej szczegółów. 
Z kolei narożna kamienica na Bartka Zwycięzcy odzyskała zamurowane kiedyś drzwi i właściciela. Udało mi się nawet wejść do Galerii Gwiazd (?) ale ze zwiedzeniem był już problem.




Moi drodzy koledzy blogerzy wieszczą nieuchronny upadek fotografii wywołany ekspansją cyfry, myślę, że niepotrzebnie.
Cyfryzacja kina spowodowała renesans tego medium, powrót do początków kina jako jarmarcznej rozrywki. Nie zapominajmy, że ten wynalazek powstał jedynie dla zabawy i uciechy tłumów, sztuka filmowa pojawiła się dopiero w pierwszych dekadach XX wieku. Potężna, dzisiaj, ilościowo produkcja, kilka ważnych premier co tydzień plus nieznana dotąd jakość projekcji przyciągają do kina nawet takie osoby, które ostatni raz były w kinie w czasach szkolnych. Co piątek do kin wchodzi kilka obrazów premierowych, nowe filmy dla dzieci, złaknionej rozrywki gawiedzi a nawet dla koneserów, każda premiera to wydarzenie, każdy film to arcydzieło, wytrawni kiniarze gubią się tej masie propozycji. Nawet filmy undergroundowe powstają w najwyższych rozdzielczościach z powalającą jakością obrazu i dźwięku. Kino, film i ich twórcy przeżywają teraz okres autentycznego flow. 





Wszystkie zdjęcia na tej stronie są skanami wglądówek barytowych 18x24 cm.


Z fotografią sprawa nie jest już taka prosta. Demokratyzacja i powszechna dostępność cyfrowych narzędzi do utrwalania obrazów migawkowych (i filmów), towarzysząca temu taniość i łatwość fotografowania (czy filmowania aparatem) rzeczywiście prowadzi do upadku fotografii jako sztuki. Tradycyjne procesy odchodzą do lamusa, mistrzowie ciemni również. Ostatni ortodoksi, przechodzą na elektroniczną stronę mocy albo co gorzej tworzą hybrydy, tkwiąc jedną nogą w technologi tradycyjnej (zdjęcia na kliszy) ale dalej to już skanują negatywy, likwidują plamki i inne niedoskonałości, poprawiają kontrast, składają zdjęcia w panoramy i poprawiają wszystko co można jeszcze poprawić. Tak przygotowane pliki, drukują w wielkich formatach, naklejają na pianki czy metalowe płyty i wieszają w galeriach. Dziwne to i trudne do ogarnięcia, jak mawiali starzy Rosjanie: bez pół litra nie razbieriosz.
Ta sytuacja ma swoje dobre strony, za niewielkie pieniądze wyposażyć można swoją torbę fotograficzną i ciemnię w sprzęt o jakim 30 a nawet 20 lat temu nawet trudno było marzyć. Nagle pojawiło się rozległe, niezagospodarowane pole do działania dla prawdziwych miłośników i pasjonatów fotografii. Może i prawdziwa autorska odbitka na papierze fotograficznym, wywołana a nie wydrukowana osiągnie wreszcie cenę na która zasługuje, raczej nie za mojego życia ale w bliżej nieznanej, niezbyt dalekiej przyszłości? Prawdziwie wielkie zmiany zachodzą niezauważalnie.

. . .
Trochę się boję, że przyjdzie taki dzień, gdy wyprodukowana zostanie ostatnia rolka filmu negatywowego. Chyba nie stanie się to z dnia na dzień, będzie wystarczająco dużo czasu aby zgromadzić materiały, które starczą do końca życia albo produkty do własnoręcznego wytwarzania emulsji fotograficznej.
Jakiś czas temu odtrąbiono koniec polaroidów, wydawało się, że czasy fotografii natychmiastowej to zamknięty rozdział historii fotografii ale pojawił się Projekt Impossible, wkłady są dostępne (abstrahując od ich ceny), oferta się rozszerza a Fuji również wprowadziło do oferty nowe Instaxy.


Jelenia Góra, Na Skałkach 10, (kamienica na rogu Nowowiejskiej i Na Skałkach). 2014


Czasami zastanawiam się dlaczego, mimo coraz trudniejszego dostępu do tradycyjnych materiałów fotograficznych, godzinami siedzę w ciemni, psuję sobie wzrok, wdycham chemiczne opary, przeklinam gdy znowu nie wyszło to co zamierzyłem. Od czasu do czasu i raczej rzadziej niż częściej, z półmroku wyłania się FOTOGRAFIA. Powstaje powoli, lecz zwykle pod koniec wywoływania już wiadomo, że jest to dobre powiększenie. Istotny jest każdy element procesu, pora dnia i nocy, wybór negatywu i kadru, rodzaj światła w powiększalniku, temperatura i zużycie wywoływacza, rodzaj i wiek papieru, ilość dodanego bromku, muzyka w tle (bardzo ważne), (...) a w końcu technika płukania i suszenia
Lubię brać do ręki i oglądać obrazy wywołane chemicznie, zawsze jest w nich coś z ducha miejsca i czasu. W zasadzie, nie musiałbym opisywać negatywów, zwykle nawet po latach potrafię odtworzyć okoliczności powstania każdego zdjęcia, które zrobiłem.  Nie mam takich wspomnień przy dokumentacjach cyfrowych a nawet potrzeby, przecież wszystkie informacje są zwarte danych exif. Strzel i zapomnij.
Nie podoba mi się wydruk cyfrowy, choćby był najpiękniejszy, najdoskonalszy i największy. Po prostu, tak mam, nie przemawia do mnie, nie potrafi mnie poruszyć a nawet zainteresować, ot kolejne z tysięcy obrazów, które zaabsorbowały moje oczy i mój mózg, tego dnia. 
. . .

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Park Norweski. Pocztówki niemedialne


Skan wglądówki 13x18 cm, Fomaspeed


Tadeusz Kantor wymyślił rzeczywistość (realność) najniższej rangi, czyli tę, do której każdy ma dostęp, która każe mi zawsze sprawy umieszczać i wyrażać w materii jak najniżej, jak najniższej, biednej, pozbawionej godności, prestiżu, bezbronnej, często nawet nikczemnej.*) Z kolei lider poznańskiej nieformalnej grupy artystycznej Penerów**) Wojciech Bąkowski często powołuje się na Mirona Białoszewskiego. Podobnie jak Białoszewski w swoich wierszach, tak Bąkowski w tekstach, obiektach czy filmach buduje pomniki z najbardziej dostępnych elementów rzeczywistości czy aspektów życia. Białoszewski osiąga największą moc kiedy używa tych najbiedniejszych, najbliższych, najprostszych elementów rzeczywistości - mówi Bąkowski.
Tadeusz Sobolewski wspominając Tajny Dziennik Mirona: Białoszewski żywił się ludźmi, nami też. Przyjaciele mówili, ze Miron jest gorszy niż UB, bo on wszystko donosi – publiczności! Donosy rzeczywistości robił stale, był ludożercą ale nie wampirem. Przysiadał, podsłuchiwał, notował, nagrywał, nieustannie przetrawiał donosy codzienności.




Skany wglądówek 18x24 cm, Fomaspeed


Wydawać by się mogło, że działaniom penerskim na polu sztuk wizualnych nie powinno być po drodze z większością fotografów. Istnieją jednak fotografiści*** niszowi, którzy mają wiele wspólnego w podejściu do warsztatu artystycznego i budowaniu języka artystycznej wypowiedzi. Penerstwo, bazując na staroświeckich wręcz kategoriach, odwołuje się bez skrępowania do pojęć indywidualności, stylu czy kunsztu, a nawet dziewiętnastowiecznego podejścia do tworzenia, okazuje się bliskie modernizmowi i mieści się w postawach, które pozwalają się objąć mianem tricksterowania, polegającego w tym wypadku na niewpisywaniu się w mainstream****) podobnie jak nieliczni fotografowie schowani w niszy niszy.*****)
Trickster działa wszak niczym rodzaj camera obscura, dokonując odwrócenia obrazu świata, a także jego postrzeganie może dać bardziej prawdziwe o nim wyobrażenie niż rzeczywistość postrzegana na serio, bez owego odwrócenia.




Skany wglądówek 18x24 cm, Fomaspeed 

Park Norweski znajduje się w centrum uzdrowiska Cieplice, sąsiaduje z Parkiem Zdrojowym (łączy je most przez Wrzosówkę) i jest jedną z atrakcji Jeleniej Góry. Park założony został na początku XX wieku przez właściciela fabryki maszyn papierniczych Eugena Füllnera, pierwotnie oddzielał zakład produkcyjny od osiedla domów robotniczych. Nazwą nawiązuje do pawilonu wybudowanego na wzór restauracji w Oslo, do niedawna mieściło się w nim Muzeum Przyrodnicze.


Park Norweski, Jelenia Góra, Cieplice, zdjęcie cyfrowe, LG, 2014 r.


---
*) (Tadeusz Kantor za: Jan Kłossowicz, "Tadeusz Kantor"
**) Piotr Bosacki: …sztuka Penerów, nie ma szczególnych ambicji dostosowania się do form przekazu medialnego. (Jest prawie pewne, że żaden Pener nigdy nie będzie wykonywał ćwiczeń gimnastycznych na tle obrazu kontrolnego telewizora)
Szabłowski: Sztuka Penerstwa ma więc powstawać z wewnętrznej potrzeby, a nie intelektualnej kalkulacji, i wyrażać się bez ogródek. Ekspresja, o której mowa, jest radykalna do tego stopnia, że zapomina o dobrych obyczajach. Nie wstydzi się brudu, potocznej mowy i braku elegancji. Penerstwo jest sztuką marginesu społecznego, ba - sztuką wyniośle aspołeczną, rzucającą prowokacyjne wyzwanie normom i wrażliwości drobnomieszczaństwa i klasy średniej.
Więcej: http://culture.pl/pl/tworca/penerstwo
***) pojęcie wymyślone przez poznańskiego fotografa Lecha Morawskiego (1939-1995)
****)  Marta Smolińska,TRICKSTEROWAĆ W POZNA(wa)NIU: Penerstwo i The Krasnals, Oppositre nr 2 STRATEGIE TRICKSTERA W PRAKTYCE ARTYSTY I KURATORA
*****) nisza niszy - tak, ironicznie, W. Wilczyk z nieukrywaną wyższością, określił ten nurt fotografii tworzonej przez miłośników i poszukiwaczy...

piątek, 9 stycznia 2015

Parki i ogrody. Radziejowice 2014




Ponownie, po roku przerwy, znalazłem się w Radziejowicach, w otaczającym pałac parku, z którego kadry powinny się znaleźć się w przygotowywanym od lat zestawie.
Radziejowicki park krajobrazowy, w stylu angielskim, zaprojektował w 1817 r., zaprzyjaźniony z Krasińskimi, Aleksander d’Alfonce de Saint Omer. Ozdobą parku są sztucznie utworzone zbiorniki wodne oraz wybujałe drzewa, pomniki przyrody (m.in. potężny jesion i aleja lipowa zaczynająca się koło pałacu). Wtedy, na początku XIX wieku, pałac otrzymał dzisiejszy wygląd lecz do dawnej świetności Radziejowic nie udało się przywrócić.






Prekursorem polskiej linii ziemiańskiego rodu d’Alfonce de Saint-Omer był Antoni (ur. 1750 r.). Jego syn, wspomniany wcześniej, Aleksander Jan d’Alfonce (1779-1857), zrobił karierę w wojsku, dosłużył się stopnia generała, stał się jednym z najwybitniejszych kartografów polskich swoich czasów, był autorem wielu map ziem polskich oraz krajów ościennych, twórcą niezwykle ciekawego założenia parkowego w Słubicach (w pow. płockim). Brał udział w wojnach prowadzonych przez Napoleona, a za kampanię 1807 r. otrzymał order Virtuti Militari. Po upadku cesarza pozostał w służbie Królestwa Polskiego, a po upadku powstania listopadowego służył w wojsku rosyjskim. Za wieloletnią pracę kartografa i kwatermistrza oraz przykładną służbę oficerską uzyskał w 1840 r. dziedziczne szlachectwo wraz z nadaniem herbu Sentomerski (od Saint-Omer, rodzinnego miasta we Francji). Niestety nie wiemy jak ten herb wyglądał gdyż jego wzór spłonął w 1944 r. w Warszawie, wraz z aktami Heroldii Królestwa Polskiego. Prywatnie generał Aleksander Jan d’Alfonce był drugim, po Adamie Turno, mężem Urszuli Prusimskiej, córki Wincentego Prusimskiego, dziedzica rozległych dóbr w okolicach Międzychodu, m.in. majątku Debrzno (dzisiejsza Ławica), który Urszula wniosła generałowi d’Alfonce w posagu. Jeszcze w latach 40. XIX w. zamieszkali w Warszawie synowie generała brali udział w procesach spadkowych o ten majątek.






czwartek, 11 grudnia 2014

Żyrardów. Impresja 3. Park K. Dittricha





Miasto-ogród to wcielone w życie marzenie o miejscu, w którym można mieszkać w harmonii z naturą, nie zapominając o kulturze i osiągnięciach cywilizacji.*)

Ludzie nie są stworzeni do życia w skupieniu podobnym do mrowisk, lecz, w rozproszeniu na ziemi, którą powinni obrabiać. Im więcej ludzie są skupieni, tem więcej wśród nich zepsucia. Niedomagania cielesne i duchowe są nieuniknionym wynikiem przeludnienie. Człowiek jest najmniej stworzony do życia stadowego. Gdyby ludzie żyli tak skupieni, jak barany, znikliby z powierzchni ziemi w ciągu krótkiego czasu. Wydech bowiem człowieka jest śmiertelny dla niego i dla bliźnich. Jest to prawda w znaczeniu ścisłem i przenośnem. Miasta wielkie są plagą rodzaju ludzkiego. Po upływie okresu równego kilku pokoleniem ludność w nich gnije albo wyrodnieje. Trzeba ją stale zasilać, a wieś jedynie może dokonać tego odnowienia i odrodzenia.

Jean Jacques Rousseau

„Najpierw ludzie mieszkali na farmach, później w miastach, teraz żyją online. Co dalej? Tradycyjna uprawa zaczyna przenosić się do środowisk miejskich, aby spełnić nową rolę w społeczeństwie – supermarketu przyszłości.” **)



Żyrardów - Miasto Ogród

Przed epoką rewolucji przemysłowej ludzkość współegzystowała w miarę harmonijnie z otaczającą naturą. Rajski ogród był co prawda tylko ideałem, utopijną wizją i dążeniem do łatwiejszego i bardziej komfortowego życia. Na pławienie się w luksusie życia w ogrodzie mogli sobie pozwolić tylko wybrańcy. Letnie, wiejskie rezydencje magnackie, podmiejskie wille i pałace z rozbudowanymi założeniami ogrodowymi czy kurorty popularne wśród bogatej burżuazji w XIX w. – wszystko to miało być odskocznią od codziennych niewygód. Wraz z powstaniem przemysłu napędzanego parą miasta zaczęły wyrastać i rozrastać się w tempie i skali dotąd nieznanymi i niewyobrażalnymi. Życie w mieście stało się trudne, kosztowne i niebezpieczne, bez przesady można powiedzieć, Że obietnice lepszego życia dla milionów migrujących ze wsi do miast nigdy się nie spełniały, niehigieniczne mieszkanie w ciasnocie, bez wygód, niskie płace i brak perspektyw okazywały się dla rodzin najemnych pracowników nieustającą męczarnią i udręką.







Coraz częściej z tęsknotą i nadzieją zaczęto spoglądać w stronę natury. "Zielona rewolucja” musiała wybuchnąć, prekursorskie okazały się architektoniczne utopie przełomu XIX i XX w. W momencie, kiedy rozwój przemysłu i inżynierii dał architektom i urbanistom możliwość całkowitego uniezależnienie się od natury, pojawiły się negatywne zjawiska (przeludnienie, podziały społeczne, przestępczość itp.) wymuszające rozwiązania, w których miasta miały stać się bardziej przyjazne dla mieszkańców a natura odgrywać miała zdecydowanie większą niż dotąd rolę.
Pionierem i pierwszym teoretykiem nowego sposobu myślenia o mieście był Ebenezer Howard, którego książki – Tomorrow: a Peaceful Path to Real Reform z 1898 r. i nieco zmodyfikowana, wydana cztery lata później Garden Cities of Tomorrow - miały ogromny wpływ na wygląd wielu miast w XX wieku. Miasta-ogrody miały łączyć zalety życia w mieście i na wsi, eliminując jednocześnie ich wady. Ideałem było niezależne, oddalone o kilkadziesiąt kilometrów od miasta, ale dobrze z nim skomunikowane osiedle miejskie usytuowane wśród w zieleni, z domami otoczonymi ogrodami i przyjazną przestrzenią publiczną. Pilnowana miała być maksymalna liczba mieszkańców w podstawowej jednostce struktury miejskiej, wynosiłaby ona nie więcej niż 30 tysięcy. Po jej osiągnięciu, powstawać miało by kolejne miasto, oddzielone od pierwszego zielenią i pasami pół uprawnych. Organizacja „miejsko-wiejskich” ośrodków sprzyjać miała budowaniu poczucia wspólnoty między ich mieszkańcami, zapewniać godne warunki życia, łatwy dostęp do instytucji kultury oraz rozwój gospodarczy. Ulokowanie miast-ogrodów na terenach podmiejskich miało ponadto zapewnić niskie ceny ziemi i - co za tym idzie - również czynszów.***)
Wzorując się na myśli Howarda,  w 1903 r., Barry Parker i Raymond Unwin urzeczywistnili utopię pierwszego miasta-ogrodu, stała się nią miejscowość Letchworth w Wielkiej Brytanii.






Idea miast-ogrodów znalazła wielu wyznawców w Niemczech, pierwszym kontynuatorem tej idei był lipski inżynier Teodor Fritsch. Jego książka pt. Die Stadt der Zukunft (1895 r.) zawiera zasady budowy miast, podzielonych na sfery przeznaczone do różnych celów, obficie przeplatanymi parkami i ogrodami, rozmieszczonymi na całej powierzchni miasta.
W tym samym czasie na Politechnice w Dreźnie i praktyce w Anglii przebywał  Karol August Dittrich. Przyszły właściciel Żyrardowa musiał tam zetknąć się z tematem tworzenia miast - ogrodów, bo później starał się realizować ideę, planując i realizując zabudowę przestrzenni osady przemysłowej na Mazowszu.






Planiści Żyrardowa starali się wykorzystać naturalne walory lokacji dla szybkiej i możliwie pełnej regeneracji sił robotników. Zdawali sobie sprawę, że bliskość i obfitość zieleni ma pozytywny wpływ na samopoczucie ludzi, dlatego starali się o wypełnienie otoczenia domów mieszkalnych zielenią parków i ogródków przemysłowych. Sieć zadrzewień ulicznych uzupełniano pasami przydomowych. Główna aleja miasta Żyrardowa wyznaczająca główną oś założenia urbanistycznego oś symetrii kościoła p.w. Wniebowstąpienia Najświętszej Marii Panny, wysadzana była gęsto drzewami dzięki czemu miała ona szerokość 45 m w liniach zabudowy. Wszystkie budynku użyteczności publicznej otaczane były ogrodami, co w powiązaniu z Parkiem K. A. Dittricha, aleją prowadzącą do cmentarza, promenadą ku stacji kolejowej oraz (nieistniejącym) Parkiem na Rudzie tworzyło nieprzerwany ciąg zieleni. Doskonale pokazują to panoramy Żyrardowa z ok. 1880 roku i 1899 roku.





Park
Istotnym elementem dla miasta-ogrodu było założenie centralnego ogrodu, parku miejskiego, bez ograniczeń dostępnego dla wszystkich mieszkańców. W Żyrardowie, pierwotnie, funkcje te pełnił założony w końcu XIX wieku a nieistniejący już Park na Rudzie. Dzisiaj rolę parku miejskiego pełni Park im. Karola Dittricha, założony w latach 1886-1896, jako prywatny ogród Karola Dittricha juniora, ówczesnego właściciela fabryki, który po śmierci swego ojca Karola Augusta Dittricha przejął kierowanie zakładami. Projekt, w duchu angielskim, zlecił Karolowi Sparmannowi uznanemu ogrodnikowi Warszawskiego Ogrodu Botanicznego.
Park miał stanowić oprawę dla zbudowanego tu przez Dittricha juniora pałacyku. Neorenesansowy budynek w stylu francuskim pełnił nie tylko funkcję domu mieszkalnego, ale też reprezentacyjnej rezydencji, w której Dittrichowie podejmowali najważniejsze decyzje dotyczące losu fabryki. Obecnie w pałacyku swoją siedzibę znalazło Muzeum Mazowsza Zachodniego. Park im. Karola Augusta Dittricha ma niecałe 6 ha powierzchni, można go więc nazwać kieszonkowym. Projektując park, Karol Sparmann doskonale wykorzystał walory tego miejsca, przede wszystkim płynącą obrzeżem terenu rzeczkę Pisię Gągolinę i dzielący go na pół sztuczny kanał przemysłowy ze stawem. Nad potokami przerzucił mostki, zbudował też kaskady wodne. Pagórkowaty obszar parku ogrodnik poprzecinał krętymi alejkami i obsadził roślinnością, wśród której nie zabrakło rzadkich gatunków drzew, jak platany klonolistne (których wiek szacuje się na około 170 lat) czy orzech czarny o postrzępionych liściach, który dziś jest mierzącym 40 m olbrzymem. Do naszych czasów dotrwały też trzy okazałe olszyny, trzy wiązy szypułkowe, grab i dąb szypułkowy. W Parku im. Dittricha jest w sumie jedenaście pomników przyrody.  >>>

Zdjęcie cyfrowe. Telefon LG

Zaledwie lekko naszkicowana, na przykładzie Żyrardowa, doktryna miast-ogrodów nie jest jedynie projektem wziętym z księżyca, myśl jest ciągle inspirująca dla kolejnych pokoleń architektów, twórczo rozwijana i wcielana w życie. Nawet pomysłodawca maszyny do mieszkania, propagator zamykania ludzkości w blokowiskach, Le Corbusier, dla siebie samego zaprojektował jednak dom z ogrodem na dachu. W nowojorskim Museum of Modern Art prezentowana była niedawno wystawa In Situ: Architecture and Landscape (8 kwietnia – 14 września), pokazującą kolekcję MoMa dokumentującą różne postawy architektów i urbanistów wobec natury i krajobrazu na przestrzeni ostatnich 100 lat. Można na niej zobaczyć projekty budynków i całych osiedli wpisanych w otaczający krajobraz, przykłady miejskich ogrodów i parków, dzięki którym dawne tereny przemysłowe przekształcane są w nowe, atrakcyjne obszary miast, a także cmentarzy, gdzie kontakt z naturą nabiera nieco bardziej transcendentnego charakteru. *****)

Wglądówki skanów zdjęć ~12x18 cm, na papierach polietylenowych Ilford i Kodak

---
*) Marcin Muth. WYRODNE DZIECKO SUBURBANIZACJI (respublika.pl)
**) David Fincher „The social network” (2010) (decoeko.com)
***) Daniel Szymczak. Zielone utopie. Sztuka Architektury
****) http://www.miastaogrody.pl/
*****) Daniel Szymczak. jw.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Żyrardów. Impresja 2. Bielnik






Zespół budynków dawnego Bielnika, ul. Dittricha 18

Bielnik atmosferyczny był miejscem na którym suszono przędzę i bielono na słońcu tkaniny. Pierwsze obiekty na Bielniku wybudowane zostały w połowie XIX w. Dzisiejsza zabudowa pochodzi z przełomu XIX i XX w. W jednym z budynków Zakładów Lniarskich znajduje się Muzeum Lniarstwa im. Filipa de Girarda. W zabytkowej hali wyeksponowanych jest kilkadziesiąt maszyn, pracujących niegdyś w żyrardowskich fabrykach. Maszyny pochodzą z lat 70. I 80. XX w. Stanowią one pełny park maszynowy, prezentujący najważniejsze elementy obróbki surowca włókienniczego i produkcji tkanin. W innych halach znalazły miejsce antykwariaty, sklep ze współczesnymi wyrobami lnianymi (Lniany Zaułek, piękne rzeczy) a nawet klub muzyczny.





Już w 1828 r. zbudowana został pierwsza eksperymentalną fabrykę w podwarszawskim Marymoncie, a w 1829 r., w Rudzie Guzowskiej, podpisano akt założenia spółki Karol Scholtz i spółka, następnie powstało Towarzystwo Wyrobów Lnianych, którego założyciele postawili sobie za główny cel wybudowanie fabryki, wykorzystującej wynalazek francuskiego konstruktora Filipa de Girarda - mechaniczną przędzarkę lnu. Wynalazek Girarda nie zdobył uznania w Anglii i Francji więc wynalazca pierwszą fabrykę założył w Austrii skąd zwerbowany został do budowy fabryki na Mazowszu. W latach 30. XIX w. wspomniane wcześniej Towarzystwo rozpoczęło budowę fabryki i osady fabrycznej nad rzeką Pisią. Szybko rozwijającą się osadę przemysłową, na cześć pierwszego dyrektora ds. technicznych, de Girarda, nazwano Żyrardowem. Wynalazek Francuza zrewolucjonizował proces produkcji tkanin lnianych.








Mimo, że tkaniny bardzo dobrze się sprzedawały, fabryka w końcu zbankrutowała i została przejęta przez Bank Polski. Wtedy na scenie pojawili się dwaj niemieccy przemysłowcy: Karol Hielle i Karol August Dittrich. W 1857 r. wykupili fabrykę a  Żyrardów wkroczył w swój złoty wiek.





Nowi właściciele, od końca lat 50. XIX w. konsekwentnie rozbudowali i modernizowali fabrykę i osadę. Szczyt swego rozkwitu Żyrardów przeżywał tuż przed I wojną światową w latach 1910-1914. Zakład zatrudniał wtedy 9 tys. pracowników. W latach 30. XX w. źle zarządzana fabryka przeszła pod zarząd państwa i znowu nieźle się rozwijała. Po II wojnie światowej Żyrardów ponownie stał się dużym ośrodkiem przemysłowym. W latach 90, w Polsce upadła większość przedsiębiorstw włókienniczych, w tym fabryka żyrardowska… Przytoczyłem historię, rozwój i upadek fabryki, osady fabrycznej i miasta w pigułce. Zwięźlej chyba się nie da.




C.D.N.
W następnym odcinku, pokażę to, po co pojechałem do Żyrardowa, z cyklu Parki i ogrody. Park Dittricha

wtorek, 25 listopada 2014

Żyrardów. Impresja 1



A może byśmy... wpadli, tak na dzień do Żyrardowa



Miało to być idealne miasto przemysłowe. Całość założenia była starannie przygotowana. Siatka ulic wytyczona została bardzo precyzyjnie, miasto podzielone zostało na strefy przemysłową, mieszkalną, wypoczynkową. Przygotowany został również kompleksowy plan perspektywiczny osady, który obok przemysłu przewidywał program usług towarzyszących i zabezpieczających w pełni potrzeby wszystkich grup społecznych w zakresie mieszkalnictwa, handlu, kultury, oświaty, ochrony zdrowia i rekreacji. W podstawowych ogólnych założeniach programowych miasto - ogród przeznaczono miało być dla ludności pracującej i mogło w nim mieszkać nie więcej niż 30000 ludzi w domach rodzinnych, o ile to możliwe osobnych, otoczonymi ogródkami. Miało mieć ono część przemysłową, mieszkalną i usługową, oraz posiadać swój ogród - park publiczny, a w nim miejsca gier i zabaw dla dzieci i osób starszych*).




Założyciele Żyrardowa chcieli wcielić w życie idee społecznego solidaryzmu. Osiągnąć chcieli to przy jednoczesnym podziale miasta na dzielnice robotniczą i willową gdzie mieszkali i spędzali czas wolny właściciele, inżynierowie, dyrektorzy fabryk i kadra zarządzająca. Utopie się nie sprawdzają więc prędzej czy później musiało dojść do konfliktów. Bardzo szybko Żyrardów został kojarzony z robotniczym buntem i strajkami. Określenie Czerwony Żyrardów odnosiło się nie tylko do koloru cegły, z której miasto zostało zbudowane. Do legendy przeszedł choćby strajk szpularek z 1883 r, pierwszy strajk na ziemiach polskich, było to jedno z pierwszych na świecie masowych wystąpień zapoczątkowanych przez kobiety. W strajku wzięło przeszło 8 tys. pracowników! Mimo interwencji wojska carskiego i bezwzględnych Kozaków, ofiar śmiertelnych, rannych i aresztowanych, protestujący zwyciężyli, a dyrekcja przystała na większość robotniczych postulatów**).




Do dzisiaj zachowała się prawie cała zabytkowa tkanka kompleksu urbanistycznego. Osada fabryczna dla pracowników i kadry kierowniczej fabryki lnu w Żyrardowie powstawała przez prawie cały wiek XIX i XX. Unikatowe w skali europejskiej osiedle fabryczne jest jednym z najcenniejszych zespołów architektury przemysłowej w Europie, ciągle funkcjonującym w części mieszkalnej. Jednak uwzględniając współczesne standardy - urocze domki z czerwonej cegły czy kamienice - są często po prostu slumsami, jak uważa red. naczelny Radia Żyrardów Jerzy Jankowski: W domkach z czerwonej cegły czy kamienicach ludzie mieszkają, bo nie mają wyboru. (...) są to (...) miejsca wstydliwe, dzielnice w których często się nie pracuje, nie dba o wspólne mienie, nie myśli o jutrze. I ci ludzie często nie są temu winni, po prostu miasto o nich zapomniało. Warunki społeczne, demograficzne, lokalowe nie determinują naszego życia, ale mają ogromny wpływ na nie. Wspólnota rozumiana jako „żyrardowianie” w sumie nie istnieje. Te budynki zaczynają się właśnie zawalać jak ostatnio na ul. Legionów Polskich. A pofabryczne duże budynki kupują biznesmeni i budują tam „nowy świat”. Lofty kupią bogaci warszawiacy, którzy tu tylko ulokują pieniądze, a przyjadą raz na miesiąc.







Drugie życie aparatów

Mały obrazek również posiadać urok, szczególnie jeśli jest to Olympus. OM'a 2N wygrzebałem spośród bibelotów sklepie z używanymi ciuchami, tani nie był bo kosztował aż 50 zł (!) ale warto było. Te jednocyfrowe OM-y z obiektywami Zuiko 1:1,4 chętnie używane były przez zawodowych fotoreporterów w latach 70 i 80. Aparat okazał się sprawny, mimo widocznych śladów intensywnego niegdyś używania. Po włożeniu 2 bateryjek maszyna zakaszlała i zaświeciła, światłomierz i wszystkie czasy migawki okazały się działać. 
OM-2N pojawił się w 1984 r. jego zaletą jest automatyka przesłony i solidny pomiar, aparat nie jest przeładowany elektroniką i solidnie wykonany (metal), przy czym jego rozmiary są niewielkie a konstruktorom udało się zachować niezłą ergonomię. Korpus trzyma się wygodnie, pokrętła sterujące są łatwo dostępne. Ponadto gdy rozładuje się bateria nadal można robić zdjęcia, całkowicie manualnie, ustawiając parametry na oko lub wg wskazań jakiegokolwiek światłomierza. Nie można tego powiedzieć o wielu innych konstrukcjach z ostatnich dekad XX wieku. Pewnym mankamentem (jeśli przyzwyczajeni jesteśmy do pokręteł umieszczonych na górnej pokrywie korpusu) może być tarcza ustawiania czasów migawki, znajdująca się u nasady obiektywu. Należy się po prostu przestawić i przyzwyczaić.
Z OM-em załadowanym hiszpańskim wynalazkiem firmy Argenti Protopanem 400 Professional przez kilka godzi swobodnie, bez konkretnego planu spacerowałem po ulicami Żyrardowa, nie omijając nawet zrewitalizowanych budynków Starej i Nowej Przędzalni. Mój skaner nie jest wstanie oddać ostrości i rozpiętości tonalnej zdjęć wykonanych tym aparatem, nawet na wspomnianym tanim filmie, na skanach wychodzi jakiś szum, którego na odbitkach nie ma?



Zdjęcie cyfrowe 2014 r.


STELLA
Na koniec pierwszej impresji na temat Żyrardowa prezentuję jeden z serii sfotografowanych w listopadzie 2014 r. obiektów.  Przy jednym z głównych ciągu komunikacyjnych miasta, ulicy Limanowskiego 47, stoi budynek największej swego czasu fabryki pończoch w Cesarstwie  Rosyjskim, która zatrudniała 1600 osób. W 1967 zakład otrzymał wdzięczną nazwę Stella, fabryka zamknięta została w 2005 r.




Dzisiaj budynek jest opuszczony i penetrowany jest jedynie przez miłośników miejsc opuszczonych a zdjęć wnętrz Stelli w necie znaleźć można bez liku. Przy okazji trafiłem na interesującą wypowiedź p. Ireny Wójcickiej, pracownicy zakładów: Pamiętam między innymi, że z moją przyjaciółką Małgosią Łukasiewicz wtedy [1980 lub 1981] żeśmy były w Żyrardowie, gdzie pomagałyśmy zakładać związek zawodowy w fabryce pończoch „Stella”. Całkowicie kobieca fabryka, gdzie na niechęć do zmian, na sztywność tego komunizmu, który tam był bardzo brutalny, nakładała się jeszcze taka czysto męsko-damska dyskryminacja. Kobiety pracowały, ale personel [kierowniczy] był męski i w sposób niezwykle upokarzający były traktowane. Myśmy pomagały im z moją koleżanką spisać postulaty. Był problem stempli na pończochach. Ponieważ fabryka produkowała pończochy, to dyrekcja uważała, że istnieje podejrzenie, że kobiety będą je kraść. Wymieniając stare pończochy na nowe w trakcie pracy, prawda. Wymyślono, że każda para, kupiona w sklepie, powinna – jeżeli ma być używana w pracy – pojawić się w odpowiedniej komórce tego przedsiębiorstwa i dostać stempel na górze, tam gdzie ten szerszy kawałek na podwiązki. Kobiety miały chodzić tylko w pończochach ze stemplem i ten stempel wartownik mógł kontrolować, po prostu zaglądając pod spódnicę. Postulat tych kobiet nie dotyczył tego, że jest coś niezwykle upokarzającego w samym procederze zaglądania pod spódnice, w podejrzeniu, że one mogą kraść. To, co dla nich było udręką, to fakt, że się te stemple zmywały. Wtedy nie chodziło się w spodniach, trzeba pamiętać, że pończochy no, to trzy czwarte roku się nosiło. Więc to był rzeczywiście problem, bo jak się zmywały, to trzeba było kupić następną parę, bo tylko nowa, jeszcze opakowana w sklepie, mogła być podstemplowana. To był koszt. Postulat był taki, żeby stemple były niespieralne. I to uświadomiło mi taką głębię deprawacji tego systemu, sposobu traktowania ludzi. (ze strony PAMIĘTANIE PERELU 1956-1989)
C.D.N.

Fotografie zamieszczone w tekście są skanami odbitek 12,80 x 17,80 cm, wykonanych na papierze PE Ilford Multigrade
---

..: Notatki z prowincji :..

Notatki z prowincji. Listy z Suicide City 1.

Świat się szybko zmienia, zmienia się internet, powoli zmienia się i ten blog. Od jakiegoś czasu staje się dla mnie - jak to kiedyś p...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy