Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gołańcz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gołańcz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2015

Smogulec, Zamczysko 1

Wizyta w Smogulcu nie była by pełna bez odwiedzenia miejsca zwanego dziś Zamczyskiem lub Zameczkiem




Władający tymi ziemiami, od co najmniej XI wieku, Grzymalici Smogulecy osiedli w XIII wieku w grodzie na sztucznie usypanym wzniesieniu, pośród rozlewisk Noteci - w miejscu zwanym dziś Zamczyskiem, kilka km na północ od Smogulca, w pobliżu mostu na Noteci. Strażnicę polecił wznieść książę Przemysł I, strzec miała północnych rubieży dzielnicy Wielkopolskiej przed Pomorzanami i Brandenburczykami. Bryła Zamczyska, zapewne nieprzypadkowo, bardzo przypomina zamek w pobliskiej Gołańczy. Wiele wieków później, podczas Powstania Wielkopolskiego, Zamczysko pełniło rolę umocnionego posterunku powstańczego, ślady okopów do dzisiaj znaleźć można w pobliskim lesie.






Przemysł I, którego sławę przyćmił wybitny syn, król Przemysł II, przeszedł do historii jako wielki rycerz, mądry dyplomata, dobry gospodarz i mecenas kultury. Za jego rządów prawa miejskie otrzymał nie tylko Poznań ale i Gniezno, Powidz, Lądek, Wronki, Rogoźno, Kostrzyn, Śrem, Kłecko, Buk, Krzywiń, Jarocin i Pyzdry. Przemysł I dążył przede wszystkim do odzyskania ziemi należących niegdyś do Wielkopolski, a także do zabezpieczenia jej przed najazdami, zajmując i umacniając grody przygraniczne o dużym znaczeniu strategicznym. Swoją politykę realizował na dwa sposoby znane w ówczesnej Europie – przy pomocy miecza i związków małżeńskich. Niestety, nie do końca mu się to udało. Nie zlikwidowano rosnącego zagrożenia ze strony Brandenburgii, a stosunki z książętami śląskimi, mimo okresów przyjaźni i bliskiej współpracy, przerywane były konfliktami zbrojnymi. Ambicje Przemysła jako władcy, ograniczyły się do umocnienia rodzinnej ziemi. Nie ma dowodów na to, aby chciał sięgnąć po koronę (...).  
Kronika Wielkopolska przedstawiła zresztą Przemysła jako wręcz idealnego władcę. Książę miał cechować się łagodnością, dobrocią, prawdomównością, dążeniem do zgody ze wszystkimi, miłosierdziem, odwagą i umiarkowaniem. Przemysł miał być niezwykle pobożny. Czytywał psalmy po nocach, nigdy nie opuszczał nabożeństw, śpiewał pobożne pieśni, a w okresie Wielkiego Postu miał nosić pod szatami grubą włosienicę. Ponoć na cztery lata przed śmiercią w ogóle się nie mył, co w ówczesnych czasach uchodziło za dowód niezwykłego umartwienia ciała. Być może ta nadmierna pobożność i asceza przyczyniła się do przedwczesnej śmierci księcia w wieku 36 lub 37 lat. Książę zmarł 4 czerwca 1257 roku i został pochowany w poznańskiej katedrze... więcej na blogu  Macieja Brzezińskiego. Poznańskie Historie>> 




Ślady zamczyska widoczne są dzisiaj przy drodze między Osiekiem a Smogulcem, między rozległymi stawami, siedliskiem wielu gatunków ptaków. Często można tu trafić na grupy fotografów przyrody, którzy ze swoimi długimi obiektywami cierpliwie czekają na TEN, jedyny niezwykły portret wielkiego lub małego ptaka.




*Tym razem wszystkie zdjęcia są cyfrowe, 2014 r.




piątek, 8 maja 2015

Smogulec hrabiego Hutten-Czapskiego. Kolejne obiekty



Potem rządca został poddany torturze herbaty. Fabrizio kazał przynieść dwie filiżanki i okropnie zgnębiony don ‘Nofrio musiał jedną z nich wypić.

(Giuseppe Tomasi di Lampedusa. Gepard)

Smogulec, 2015 r. Skan powiększenia na papierze Ilford Xpress MG, (nieprzeterminowanym), 24x30 cm



Bogdan Franciszek Serwacy Hutten-Czapski, właściciel dóbr Smoguleckich był postacią nietuzinkową, interesująca i niejednoznaczną; jednak z lektury kilkuset stron jego pamiętników*) o Czapskim-żywym, czującym człowieku dowiadujemy się niewiele a właściwie nic; znajdujemy za to szczegółowe opisy służby wojskowej i misji dyplomatycznych w imieniu cesarza Prus i Niemiec Wilhelma II. Urodzony w 1851 r. już jako młodzieniec poznał członków panującej w Niemczech Hohenzollernów, niemieckich i francuskich arystokratów; rozszerzył i pogłębił te znajomości podczas mniej i bardziej tajnych misji dyplomatycznych, głównie do Rzymu; w czasie I wojny światowej, Czapski, pupil cesarza kierowany był do niewiele znaczących zadań, nie mając pojęcia, że zakres władzy i rola jego protektora zostały w raz z eskalacją działań wojennych drastycznie ograniczone. 
Za to dość drobiazgowo, jako naoczny świadek, opisuje listopadowe dni 1918 r., przejmowania przez Polaków władzy w Warszawie; kilka dni później opuścił Warszawę i wyjechał do swej siedziby rodowej w Smogulcu; dopiero 30 listopada po opublikowaniu obwieszczenie cesarza Wilhelma, w którym zwalniał swych oficerów i urzędników od przysięgi na wierność Bogdan Hutten-Czapski zrozumiał, że nie ma powrotu do jego dawnego feudalnego świata: cesarskiego dworu, misji dyplomatycznych, brylowania na dworach. Zerwanie z dawnym życiem zajęło jednak hrabiemu Czapskiemu kilka lat; długo jeszcze utrzymywał przyjazne stosunki z wpływowymi postaciami z czasów sprzed I wojny; przez kilka lat wynajmował 14-pokojowe mieszkanie w centrum Berlina obok alei Unter den Linden, w którym mieszkał wspólnie z byłym kanclerzem Bethmann-Hollwegiem, regularnie jeździł do Rzymu, gdzie spotykał się z  weteranami polityki, sprzed 1914 r.,  jak b. kanclerzem II Rzeszy Bülowa (zanim ten opublikował swe wspomnienia, w których Czapskiego oczernił), czy starymi kardynałami z czasów Leona XIII; w końcu zwinął wszelkie interesy w Niemczech i powrócił do Smogulca.



Smogulec, 2015 r. Skan powiększenia na papierze Ilford Xpress MG,
(nieprzeterminowanym), 24x24 cm

Jego przyszłość w wolnej Polsce, nie była jasno zarysowana; postrzegany był, zresztą słusznie,  jako dyplomata i protegowany niemieckiego cesarza, mógł się obawiać wywłaszczenia; stąd pomysł adoptowania 25-letniego Emeryka Augusta Czapskiego, rozwiązania ordynacji i utworzenia fundacji (w celu popierania nauki polskiej).

W pamiętnikach znalazłem jedynie kilka linijek o gorących dniach Powstania Wielkopolskiego, kiedy to w parku miedzy kościołem a pałacem i wielokrotnie wybuchają pociski artyleryjskie; walki w ty rejonie były dość zacięte; do przepraw na Noteci ze Smogulca jest niecałe 6 kilometrów; na cmentarzu znajdują się mogiły 5 powstańców, poległych w tym rejonie, w styczniu-lutym 1919 r.
Z pamiętników nie dowiadujemy się nic, w ogóle; zero, null, o gospodarowaniu w rodowym Smogulcu a prawie wszystkie obiekty, które tam stoją, wybudowane albo przebudowane zostały właśnie z jego inicjatywy.


Smogulec, 2015 r. Skan powiększenia na papierze Ilford Xpress MG,
(nieprzeterminowanym), 24x24 cm


Nieprędko bym wrócił do tematów Smoguleckach gdyby nie ponowna, po wielu latach, lektura nowego (2009) tłumaczenia powieści Lampedusy dokonanego przez Stanisława Kasprzysiaka; tym razem pod tytułem znacznie lepiej przystającym do oryginału GEPARD. Bogdan Hutten-Czapski, Polak  z urodzenia, Niemiec z wyboru, arystokrata i kosmopolita jest mi najbliższym terytorialnie znanym przedstawicielem wysoko urodzonych. Do tej pory mieszkańcy wsi w okolicach Gołańczy wspominają opowieści o karcianych i erotycznych wyczynach hrabiego mimo, że od tamtych czasów minął prawie wiek; zbiorowa pamięć przechowuje informacje o tym, które majątki i do kogo Czapski przegrał w karty.
Lampedusa napisał tylko jedną powieść, zresztą wydaną już po jego śmierci; Lampard/Gepard powstawał w atmosferze mody na awangardę, w czasach kiedy tradycyjna powieść uważana była za skończoną, mimo to tradycyjna narracja, dobrze opowiedziana historia się obroniły i książka jest wydawana i czytana do dzisiaj czego nie można powiedzieć o wielu dziełach nowej powieści.

Smogulec, 2015 r. Skan powiększenia na papierze Ilford Xpress MG,
(nieprzeterminowanym), 24x24 cm



Założycielem rodu Tomasich był Thomaso, dowódca straży pałacowej bizantyjskiego cesarza z VI w. Tyberiusza; ów Thomaso poślubił Irenę, córkę cesarza i używał przydomka Lampart.  Wizerunek lamparta na tarczy herbowej książąt Lampedusy podlegli im chłopi nazywali w dialekcie sycylijskim gattupardu (a nie leopardo); w powieści geparda utożsamiać miał książę Salina Don Fabrizio; posłowiu Stanisław Kasprzycki przytacza fragment listu (z 1957 r.) Lampedusy do przyjaciele  Enrico Merlo di Tagliaviti: Nie warto ci mówić, że książę Salina to książę Lampedusy, Giulio Fabrizio, mój pradziadek, wszystko tu jest prawdziwe, wzrost, matematyka, myląca gwałtowność, sceptycyzm, żona, matka Niemka, odmowa zostania senatorem (…) Sycylia jest: jaka była w 1860, przedtem i zawsze.
Powieściowy Don Fabrizio, pradziadek pisarza, wciela w życie autentyczne notatki z dziennika, co prawda nie własnego, ale swego syna, dziadka pisarza Giuseppe Tomasiego: w tym dzienniku była mowa i o rodzinnym odmawianiu różańca, i o rodzinnym zmartwieniu jakim była fanatyczna pasja do koni i żałośnie mierna osobowość pierworodnego syna Gulia (ojca pisarza). Lampedusa z ochotą przenosił na Don Fabrizia także własne przymioty: pogodny sceptycyzm, uszczypliwy sarkazm, pozorną nieczułość z nalotem wzgardliwości i wyzbytą złudzeń gorycz.
Sukces powieści umocniony został ekranizacją z 1963 r.; film na podstawie książki o zmierzchu starej epoki, o świecie, który nieuchronnie umiera, chyba nieprzypadkowo nakręcił przedstawiciel innego arystokratycznego rodu, nie tak starego jak Tomasich (bo wzmiankowanego dopiero od XI wieku) - Lucino Visconti di Modrone, hrabia di Lonate Pozzolo, reżyser z herbem, komunista i homoseksualista; ukończył Lamparta (Il gattopardo) już w 1963 roku, zaledwie pięć lat po pierwszym, pośmiertnym wydaniu książki Lampedusy.


Smogulec, 2015 r. Skan powiększenia na papierze Ilford Xpress MG,
(nieprzeterminowanym), 24x24 cm

Na koniec kilka słów Lampedusy o twórczości, słowa te są głęboko przemyślane, autor jednej powieści nie rzucał słów mimowolnie, jego przyjaciele i uczniowie mówili, że przeczytał wszystkie książki, nawet te jeszcze nienapisane; zdanie można chyba, bez nadużycia, odnieść do wszelkiej twórczości w tym fotograficznej: To co sami tworzymy, jest w istocie, tworzone przez wielu naszych poprzedników… My tylko wieńczymy gotowy już gmach, który jednak wznosili również inni. (Letteratura inglese. Szkic o Henrym Jamesie).
----
*) Bogdan Franciszek Serwacy Hutten-Czapski h. Leliwa, niem. Bogdan Graf von Hutten-Czapski (ur. 13 maja 1851 w Smoguleckiej Wsi, zm. 7 września 1937 w Poznaniu) – hrabia polskiego pochodzenia, polityk pruski, burgrabia Cesarskiego Zamku Poznańskiego, kurator uczelni warszawskich 1915–1918, prezydent Związku Polskich Kawalerów Maltańskich 1926–1937, właściciel ordynacji Smogulec w obecnym woj. wielkopolskim, doctor honoris causa Uniwersytetu[2] i Politechniki Warszawskiej… i tak dalej w Wikipedii


**) Bohdan Hutten-Czapski: Sześćdziesiąt lat życia politycznego i towarzyskiego. T. I. Warszawa: Księgarnia F. Hoesicka, 1936

czwartek, 26 czerwca 2014

Oleszno - zapomniany pomnik przyrody i orby




Zdarzyło się wczoraj - 25 czerwca 2014 r.

Nie da się już spokojnie śledzić nowości związanych z Vistula Gate. Przerażenie wywołuje poziom polskich elit władzy. Dotąd naiwnie myślałem, że tak jest tylko na dole. Hańba! Szkoda na to moich nerwów i czasu. Na szczęście są jeszcze kamienie.
Dotąd wydawało mi się, że kamienie z Budziejewka i Margonina są największymi w mojej części Wielkopolski. Wczoraj okazało się jednak, głaz z Oleszna nie ustępuje im wymiarami a margoniński nawet przewyższa. Mieszkańcy Gołańczy i okolicy doskonale wiedzą że w ich pobliżu znajduje się jeden z największych głazów narzutowych w Wielkopolsce. Niestety (a może jednak -stety?) władze powiatu i gminy nie robią nic aby swym fenomenem przyrody zainteresować turystów z całej Polski. Brak jakiegokolwiek drogowskazu, tabliczki kierunkowej, czegokolwiek co ułatwiło by dotarcie błądzącemu miłośnikowi kamieni.


Oleszno. Tą drogą dochodzimy do kamienia.

Kamień z Oleszna, pomnik przyrody, znajduje się w borku oleskim, zlokalizowanym na południe od wsi, z prawej strony nieczynnej linii kolejowej do Bydgoszczy, kilkaset metrów za gospodarstwem Oleszno 1. Latem leśna ścieżka do kamienia jest zarośnięta bujną roślinnością, tak gęstą że niedowiarek mógłby po 100 metrach zrezygnować z poszukiwań kamienia. Po ciężkiej przeprawie przez chaszcze nasza cierpliwość  zostaje nagrodzenia. Kamień jest imponujący, zaświadcza o lokalnej specyfice polodowcowego krajobrazu. Ma kształt nieregularny, jest jasnoszarym granitognejsem, o długości 430 cm, szerokości 340 cm, po jego bokach rosną dwa okazałe drzewa.
Najbliższe otoczenie jest podmokłe, wręcz bagienne i zapewne z tego powodu i swego ciężaru  głaz stopniowo się zapada. Wystaje jeszcze na ok. 1,2- 1,5 m nad ziemię. 

Może i dobrze, że do głazu trudno dotrzeć, po cóż zakłócać jego spokój.






Fotografując z lampą błyskową w plenerze możemy zarejestrować orba (z ang. orb=sfera) – artefakt występujący najczęściej w formie koła.
Przez początkujących fotoamatorów i osoby interesujące się zjawiskami  paranaturalnymi,  orby często brane są za zjawiska nadprzyrodzone  jak duchy miejsca czy anioły opiekuńcze.
Wyjaśnienie tego zjawiska jest jednak bardzo proste, w przypadku gdy w powietrzu znajdują się drobinki kurzu (najczęściej), krople deszczu lub owady, światło z lampy błyskowej odbija się od nich i trafia do aparatu tworząc przeważnie białe koliste elementy na zdjęciu. Zdarzają się jednak inne kolory, kształty i struktury. Przyczyna tego zjawiska polega na tym, że przy wykonywaniu zdjęć światło flesza obiekty znajdujące się bliżej lampy błyskowej są oświetlane znacznie silniej. We współczesnych aparatach kompaktowych flesz jest niewielki, jest umieszczony blisko obiektywu a średnica obiektywu jak i element matrycy fotoczułej niewielki. Wszystkie te czynniki sprawiają, że kompaktowe aparaty cyfrowe silnie uwydatniają niewielkie elementy znajdujące się blisko obiektywu. Znajdujące się blisko obiektywu elementy tworzą na matrycy obraz nieostrego obiektu, który na zdjęciu wydaje się znacznie większy niż jest w rzeczywistości*). Takie wytłumaczenie podaje autor artykułu w Wikipedii. Orb zarejestrowany na powyższym zdjęciu nie jest uwieczniony kompaktem tylko lustrzanką i nie znajduje się na pierwszym planie tylko kilkanaście metrów od lampy i obiektywu, w zasadzie światło lampy nie powinno tam docierać, albo bardzo słabo.


Jak widać głaz już mocno się zapadł w podmokłe podłoże.




Z głazem wiąże się lokalna legenda. Przed wiekami stała tutaj przydrożna karczma. W czasie zabawy Podkoziołkowej biesiadnicy przeciągnęli ją na Środę Popielcową. Za karę, rozbawieni imprezowicze wraz z karczmą zamienieni zostali w ten wielki kamień.
Inne podanie głosi, że pewnego razu w miejscowej karczmie było bardzo wesoło i gwarno. Doszło do bójki po pijanemu, podczas której został zabity jeden z uczestników zabawy. Szybko wyniesiono zwłoki i podjęto na nowo zabawę. Trzykrotnie tajemniczy, czarno ubrany pan wzywał obecnych do przerwania zabawy. Gdy go nie posłuchano, przeklął ich. Karczma zapadła się pod ziemię. Na drugi dzień na tym samym miejscu znaleziono olbrzymi głaz, który do dziś leży w lesie.





Sama wieś Oleszno jest bardzo ciekawie położona na polodowcowym wyniesieniu. We wsi znajduje się dwór z początku XX wieku. W 1926 roku majątek należał do Magdaleny Kruszewskiej. Jest to budynek parterowy, przekryty dachem dwuspadowym. Obok znajdują się pozostałości parku dworskiego. Na wjeździe do wsi znajduje się sklep i przystanek autobusowy i tam głównie kwitnie życie towarzyskie...
Jakiś czas temu, wiele miejscowości leżących na trasie kolei Gołańcz-Bydgoszcz odciętych zostało od świata, kiedy to kolej została zlikwidowana. Po raz pierwszy idąc w stronę kamienia nawet nie zauważyliśmy, że przechodzimy przez te tory. Cóż postęp cywilizacyjny na polskiej prowincji kojarzy mi się przede wszystkim z degradacją, wykluczeniem i odcięciem. Wystarczy wyjechać za rogatki wielkopolskich miast i miasteczek by ujrzeć Polskę zupełnie inną niż ta pokazywana nam w mediach. A powszechnie uważa się, że Wielkopolska cywilizacyjnie wyprzedza inne rejony kraju. Trudno mi w to uwierzyć. Może tak było na przełomie XIX i XX wieku.



   ---
Tym razem wszystkie zdjęcia są cyfrowe. Sorry!

niedziela, 26 maja 2013

Pejzaż pięknie zdegradowany

       NOKIOGRAFIE




Podstawowym błędem popełnianym przez ludzi zajmujących się sztuką jest umiejscawianie fotografii obok malarstwa. Wychodząc z tego założenia, wielu artystów poczuwało się do prowadzenia walki o potwierdzenie statusu estetycznego fotografii.
Allan Sekula dostrzegając niepewne miejsce fotografii w systemie sztuki, umiejscawia ją w specyficznym trójkącie między literaturą, filmem i sztukami wizualnymi (malarstwem i grafiką). Fotografia cały czas żegluje między tymi dziedzinami sztuki ale nigdy nie zawija do żadnego z tych portów. Ta metafora trafnie oddaje niestabilną kondycję fotografii.
Sam Sekula w swej działalności artystycznej często wykorzystuje słowo pisane, z tego powodu powszechnie uważany za jednego ze współczesnych krytyków kapitalizmu, a rzadziej mówi się o nim jako o artyście, fotografie. W swych pracach fotograficznych nawiązuje do znanych z historii fotografii zdjęć - ikon. Fotografie w zestawieniu z tekstem uzyskują u niego nowe, trzecie znaczenie.
Artysta jest autorem licznych esejów i tekstów krytycznych, odnoszących się do okresu późnego kapitalizmu - czyli systemu, w którym żyjemy, a który jest szczególnie rozwinięty i widoczny w Stanach Zjednoczonych. 




Precz z wiatrakami od naszych domostw / Stop, wiatraki zniszczą nam przyrodę / Nie wiatrakom 400 m od domu to hasła wypisane na transparentach setek osób jakie od kilku lat demonstrują (również pod kancelarią premiera) przeciwko turbinom wiatrowym. Ludzie domagają się prowadzenia przepisów określających dopuszczalną odległość od domostw, w jakiej można umieszczać wiatraki a można je stawiać nawet kilkadziesiąt metrów od domów. Zdaniem demonstrantów, elektrownie, wykorzystujące turbiny wiatrowe do wytwarzania energii elektrycznej, mimo są uważane za ekologiczne czyste, mają bardzo negatywny wpływ na mieszkańców okolicznych domów.
Ostatnio okazuje się, że wiatraki to nie tylko duże pieniądze dla gmin ale i powód korupcji władz lokalnych i powiatowych. Kiedy w grę wchodzą (niewyobrażalnie) duże pieniądze, to pokusie ich zawłaszczenia  trudno się oprzeć i żadne racjonalne argumenty do lokalnych władców nie docierają. Istnieje w sieci nagranie, na którym burmistrz najbardziej uwiatraczonej okolicy mówi, ...całe szczęście, że ekolodzy nie dowiedzieli się, że na terenie gminy (...) są dwa gniazda Bielika Białego bo farma wiatrowa by nie powstała... więcej >>> 




Z drugiej strony, jadąc z Margonina do Gołańczy, przez tereny do niedawna niezbyt zamożne bo popegeerowskie, gołym okiem widać postęp cywilizacyjny jaki w ostatnich latach nastąpił w tutejszych gospodarstwach. Powodem są nie tylko unijne dotacje z których chłop wielkopolski - jak żaden inny - potrafi korzystać ale i profity z farm wiatrowych, które nie do poznania zmieniły płaski, wielkopolski krajobraz, na przestrzeni wielu kilometrów. Niestety profity z wiatraków są tylko dla tych, którzy posiadają kawałek gruntu, pozostali - sieroty po PGR-ach, jak dotąd, żyją z dnia na dzień... 

piątek, 10 maja 2013

Smogulec hrabiego Hutten-Czapskiego





Są takie miejsca, które odwiedzamy regularnie, od wielu lat a każde odwiedziny są inspirujące. Takim ulubionym miejscem jest Smogulec - przez prawie 300 lat miasto a teraz wieś niedaleko Gołańczy, w pobliżu doliny Noteci. Okolice wsi są zalesione i pagórkowate - co jest rzadkie w tej części Wielkopolski. 
Do umieszczenia zdjęć ze Smogulca przymierzałem się od dość dawna, problemem okazywał się tekst ponieważ temat jest dość obszernie opisany*), zarówno przez regionalistów jak i zawodowych historyków więc trudno nie powtarzać informacji powszechnie znanych. Pretekstem do tego tekstu niech będą zdjęcia wykonane kilka dni temu. 
Warto jednak przypomnieć kilka faktów historycznych: Smogulec był gniazdem rodowym Grzymalitów Smoguleckich i ich własnością do końca XVII w. W 1335 r. podkomorzy poznański Wierzbięta Smogulecki uzyskał od Kazimierza Wielkiego przywilej na lokację miasta na prawie średzkim. Osada podupadła w II połowie XVI w. i  od 1618 r. traktowana jest w dokumentach jako wieś. 
Jednym z właścicieli wsi był Jan Mikołaj Smogulecki, (1610—56), misjonarz, jezuita, matematyk i astronom. Był wszechstronnie uzdolniony, studiował na w Poznaniu (na Akademii Lubrańskiego), Fryburgu, Rzymie i Padwie, w wieku zaledwie 19 lat został starostą nakielskim, a rok później - posłem na sejm. W r. 1646, wkrótce po wstąpieniu do zakonu jezuitów, wyruszył przez Hiszpanię, Portugalię i Indie do Chin. Szybko nauczył się języka, przyswoił obyczaje i zyskał sympatię cesarza Shunzhi, był nawet wykładowcą na uczelni w Nankinie (Nankingu) gdzie przekazywał Chińczykom dorobek europejskich nauk ścisłych. Wraz z chińskim uczonym Bi Fengzuo, którego zapoznał z zasadami europejskiej matematyki, wydał dzieło Obliczanie zaćmień według metod zachodnich.
W 1653 cesarz pozwolił Smoguleckiemu na ewangelizację Mandżurii, wręczając mu list żelazny. Polski misjonarz rozpoczął wędrówkę po tej kraju, zyskując powszechny szacunek i nawracając wiele osób. W 1655 przeniósł się w okolice Kantonu, a następnie na wyspę Hajnan. W końcu w czasie podróży do Kantonu zachorował i zmarł.


W połowie XIX w. spokojny Smogulec, położony z dala od szlaków komunikacyjnych, wybrany został na centrum wielkich dóbr rodziny Hutten-CzapskichW pierwszej połowie XX w właścicielem Smogulca był hrabia Bogdan Hutten Czapskijedyny syn barwnej postaci z 1. poł. XIX wieku, Józefa Napoleona Czapskiego i córki generała Mielżyńskiego Eleonory (Laury) primo voto Karolowej Czarneckiej, dziedziczki Smogulca. Ojciec zmarł na cholerę, gdy Bogdan miał rok. Matka, która posiadała rozległe koneksje na dworze w Berlinie, uzyskała dla 10-letniego syna, dziedziczny pruski tytuł hrabiowski i przekształcenie Smogulca w ordynację.

Założyciel fundacji Bogdan Hutten-Czapski przed kościołem
parafialnym w Smogulcu w 1929 r. NAC/Sygnatura: 1-N-2990-1

Hrabia Hutten-Czapski (1851-1937) to postać nietuzinkowa i kontrowersyjna, rodacy uważali go za germanofila a pruscy nacjonaliści za zatwardziałego klerykała i Polaka, któremu nie można w pełni ufać. W swoich pamiętnikach pisał o sobie: pochodzenie szlacheckie, narodowość polska, obywatelstwo pruskie, wyznanie katolickie, liberalne poglądy polityczne, niezależność ekonomiczna, wychowanie kosmopolityczne, radość życia, żądza wiedzy, chęć do pracy i do podróżowania były decydującymi elementami mego długiego życia. Był majorem huzarów, przyjacielem Wilhelma I i jego sekretarzem, dyplomatą obdarzonym wielkim zaufaniem cesarza, świetnym gospodarzem swych rozległych włości, wprowadzał nowoczesne metody gospodarowania i uprawy roli, przez wiele lat kierował Związkiem Polskich Kawalerów Maltańskich.

Prezydent RP Ignacy Mościcki zwiedza Fundację Smogulecką. 
NAC Sygnatura: 1-A-1603-5 Więcej >> 

Z powodu zażyłości z niemiecką rodziną cesarską, politycznej roli jaka odegrał w czasie I wojny światowej a następnie w okresie Królestwa Regencyjnego - i co istotne - braku potomka, pierwsze lata II Rzeczypospolitej spędził w Berlinie, bo obawiał się wywłaszczenia z dóbr smoguleckich. Wyjściem okazało się przekształcenie majątku w fundację w celu popierania nauki polskiej, której główne środki miały być przeznaczone na rozwój Uniwersytetu i Politechniki Warszawskiej. Dzięki temu posunięciu  hrabia Hutten-Czapski zaakceptowany został przez elity II Rzeczypospolitej o czym świadczą zdjęcia w NAC wśród których znajduje się relacja z wizyty prezydenta Mościckiego w Smogulcu w maju  1929 r. na innym stoi obok Marszałka. Ostatnie lata życia hrabia spędził na pisaniu pamiętników. Zmarł zanim wydarzenia II wojny światowej zmiotły z areny dziejów arystokrację w Europie Środkowej. Jego trumnę złożono obok rodziców, w smoguleckim mauzoleum. Napis na tablicy nagrobnej mówi wszystko: Bogdan hrabia Hutten Czapski, urodzony w roku 1851, zmarły w roku 1937, niegdyś pan ma Smogulcu, teraz proch, popiół i nic.






Po Fundacji Czapskich zachował się w Smogulcu, stary park krajobrazowy (4,08 ha) z małym stawem, pięknie rozplanowany w pofalowanym terenie polodowcowym. Rosną tu wspaniałe okazy drzew, m.in. lipy o obwodach do 570 cm oraz imponujące świerki. Park w całości uznany jest za pomnik przyrody. O dziwo park jest w częściowo zadbany, większość ścieżek wygrabione, widać nowe nasadzenia drzew. Na jego skraju znajdują się zabudowania pozostałe po barokowym pałacu, spalonym przez Rosjan w 1945 r.




Perłą architektury jest tutejszy kościół gotycko-renesansowy, ufundowany na początku XVII w. przez  Jana Wierzbiętę Smoguleckiego. Z czasów budowy kościoła pochodzą trzy późnorenesansowe portale z piaskowca. Również w piaskowcu rzeźbiony jest chór z początku XVII w. W późnorenesansowym ołtarzu głównym z lat ok. 1620 znajdują się posągi zamiast kolumn i dwa siedemnastowieczne obrazy ze szkoły włoskiej, jednym z nich jest wspaniały obraz św. Katarzyny z XVII w., patronki kościoła - rzymski zakup hrabiego Bogdana Hutten-Czapskiego. Na przełomie  XIX i XX w. hrabia Czapski dokonał rozbudowy kościoła tak aby przypominał on katedrę wawelską. Ostatnią kondygnację wieży zwieńczona została hełmem wzorowanym na Wieży Srebrnych Dzwonów katedry wawelskiej. 
Do kościoła przylega od wschodu kaplica grobowa Hutten-Czapskich, mauzoleum jakie hrabia Bogdana wybudował dla siebie i rodziców. Projekt kaplicy, z dekoracją utrzymaną w stylu neorenesansowym, sporządził jeden najwybitniejszych architektów epoki Zygmunt GorgolewskiNa szczególna uwagę zasługuje bizantyjska chrzcielnica z greckiego marmuru, którą hrabia kupił w Rzymie. Mauzoleum pod kaplicą całe wyłożone jest wenecką mozaiką, a w środku znajdują się 4 wielkie brązowe kandelabry. 
Ostatni szlif kościoła, czyli polichromię i witraże, właściciel Smogulca zlecił na początku lat 20 XX w. według projektów Juliana Makarewicza
Hrabia Bogdan Hutten Czapski był też patronem kościołów w pobliskich Chojnie i Gołańczy. 




Fundacja Czapskiego nie przetrwała zbyt długo. W 1939 do Smogulca weszli Niemcy i osadzili tam swego zarządcę. W 1945 dwór w Smogulcu wraz z m. in. bogatą biblioteką spalili czerwonoarmiści. Później nastały czasy reformy rolnej i  władzy ludowej. Pomimo, że po wojnie Rada Fundacji wznowiła swą pracę, fundację zlikwidowano. Z jej dóbr utworzono PGR, którego pracowników zakwaterowano w ocalałej z pożaru oficynie. 


O właścicielu Smogulca warto przeczytać artykuł Marka Henzlera w Polityce pod wymownym tytułem: Dobry pruski Polak.  Hrabia Hutten-Czapski - sponsor nauki polskiej.

Moje zdjęcia w tekście nie są skanowane tylko fotografowane, nie są też tożsame z oryginałami, które są ostre jak brzytwa. 1) 23x23 cm na barycie, kartonie Ilforda z negatywu Shanghai; 2) wglądówki (z perforacją) ok. 15x12  - z Polypanu F wywołanego w kafenolu.

Kolejny post na ten temat 8.05.2015: Smogulec hrabiego Hutten-Czapskiego. Kolejne obiekty >>
 
_____________________
*) najobszerniejsza jest praca Katarzyna Grysińskiej-Jarmuły. Hrabia Bogdan Hutten-Czapski (1851–1937). Żołnierz, polityk i dyplomata (2011)

czwartek, 17 maja 2012

Parki i ogrody. Rybowo

Nokiografie

W drodze z Gołańczy zatrzymałem się na kilka chwil w Rybowie z myślą Parkach i ogrodach. Mam nadzieję, że jakieś kadry z tego miejsca znajdą się w moim cyklu, jak tylko pojawi się właściwe światło. Rybowo to jedna z większych i ładniejszych wsi w gminie Gołańcz. Tymczasem zamieszczam kilka nokiografii z majowej wizji lokalnej.



Wieś pierwotnie należała do rodu Pałuków, pierwsze wzmianki (w rejestrach sądowych) pochodzą z końca XIV w. Pierwsza z roku 1391 dotycząca Janusza z Rybowa Rybowskiego, którego kupiec poznański Mikołaj Golparg pozywał sądownie o 2 kopy groszy. Z kolei w 1399 r. Małgorzata z Rybowa Rybowska prawowała się z Sędziwojem Mokronowskim o wiano w sumie 100 kóp groszy; czuła się bowiem pokrzywdzoną przy działach,  jakie między sobą poczynili dziedzice Margonina*.
Około 1523-1548 r. wchodziło Rybowo w skład klucza gołanieckiego. U schyłku XVIII wieku Rybowo, Grabowo i Konary dziedziczyli Ignacy i Stanisław Ulatowscy. Rybowo z folwarkiem Wymysłowem jeszcze 1850 r. było w ręku Ulatowskich herbu Jastrzębiec.
Do końcu XIX wieku wieś składała się z części włościańskiej (2 domy z 492 morgami) i dworskiej (z 208 mieszk. w 21 domach,  3237 morgów). Bezpośrednio przed I wojną światową Rybowo należało do niemieckiej fundacji Neuzelle (w Brandenburgii)*.



Ponad jeziorem znajduje się zrujnowany dwór, (w zasadzie stoją tylko 2 ściany) z końca XVIII wieku, przebudowany w XIX wieku. Otaczają go resztki parku (3,25 ha), wśród których nie sposób nie zauważyć wspaniałych okazów kasztanowców. Właśnie teraz pięknie kwitną. Do parku wchodzi się przez starą bramę. Obok stoją nie tynkowana oficyna z połowy XIX wieku i ruiny zabudowań folwarcznych. Na domu nr 23 (dawnym czworaku z 1901 roku) znajduje się ciekawa pamiątka PRL-u, tablica upamiętniająca miejsce stacjonowania sztabu Armii Czerwonej w styczniu 1945 roku.





Nazwa wsi i jeziora wskazuje, że ryb zawsze musiało być tutaj mnóstwo. Tak jest do dzisiaj. Jezioro Rybowskie (Paliński nazywa je jeszcze - Jeziorem Rybno), przylegające bezpośrednio do parku i zabudowań dworskich jest naturalnym polodowcowym zbiornikiem o powierzchni 10 ha. Niezbyt dużym ale zasobnym w różne gatunki ryb. Akwen jest doskonale znany i polecanym w środowisku wędkarzy. Łowisko jest prywatne, na temat warunków połowu informacje znaleźć można na specjalistycznych stronach dla wędkarzy. Można się tam dowiedzieć, że ...masa poławianych osobników mieści się w przedziale od 7 do 30 kg, najczęściej poławia się ryby o masie 10-20 kg. Populację ciekawych dla karpiarzy ryb uzupełniają amury, jest ich jednak niewiele i stanowią raczej przyłów, choć ich rozmiary są dość imponujące. W ostatnich latach udało się złowić dwa amury których masa wynosiła 17 i 22 kg.


________________________
* nieoceniony Piotr Paliński

poniedziałek, 9 maja 2011

Dokumentacja. Bunkier w Bukowcu




Bukowiec. Schron obserwacyjno bojowy nr 15


Jeszcze do niedawna o polskich, unikalnych, umocnieniach obronnych, budowanych na wypadek wojny z Niemcami, nie wiedzieliśmy zbyt wiele. W przeddzień II wojny światowej, jedna z  linii polskich umocnień, biegła od Dobieszewka do Wągrowca wzdłuż rynny jezior wągrowieckich. Budowę umocnień prowadziła grupa fortyfikacyjna nr 92 wydzielona ze składu 26 Dywizji Piechoty. Oprócz umocnień ziemnych wykonała 16 schronów betonowych. Umocnienia, niestety na nic się nie przydały się w 1939 r., bo już  2 września,  obsadzające odcinek oddziały wycofały się na pozycje w rejon Żnina.
Umocnienia ARMII POZNAŃ w okolicach Gołańczy są już dość dobrze znane, dzięki pracom grupy miłośników bunkrów z Gołańczy.
W okolicach Wągrowca zachowały się dwie takie budowle. Jeden ze schronów znajduje się do dziś jako atrakcja  przy moście na Strudze Gołanieckiej (ul. Rogozińska).
Natomiast  szczerym polu koło Bukowca, bez trudu znajdziemy schron obserwacyjno bojowy nr 15.
Więcej >>

..: Notatki z prowincji :..

Notatki z prowincji. Listy z Suicide City 1.

Świat się szybko zmienia, zmienia się internet, powoli zmienia się i ten blog. Od jakiegoś czasu staje się dla mnie - jak to kiedyś p...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy