czwartek, 22 czerwca 2017

System Rapid, Poznań 2017 cd.





Kilka tygodni nie miałem w rękach swoich aparatów systemu Rapid więc dodaję do notatnika, kilka wcześniejszych kadrów z majowego spaceru po ulubionych miejscach Poznania, taki ciąg dalszy. Te i podobne zdjęcia nie znajdą się na - przygotowywanej od kilku miesięcy do Osieka n. Notecią - wystawie. Jest już termin wernisażu, pozostał mi już tylko czas na ostatnie prace wykończeniowe.

Lech Szymanowski. Notatki z prowincji
6.08 -29.09.2017
Muzeum Okręgowe w Pile, Skansen w Osieku (k. Wyrzyska)
Długo myślałem o zestawie, który przygotuję na wystawę. Zaproponowany rok temu temat Notatki z prowincji okazał się być niezwykle pojemny, w związku z czym zdecydowałem się skupić na 3 głównych wątkach. Zasada redukcji działa cały czas. Z ogromu materiału codziennie wyrzucam kilka prac. Wspomniane 3 wątki związane z wielkopolską wsią i polską religijnością to:
1. Pamięć fotografii, zatrzymane na moich kadrach miejsca, które istnieją ale są opuszczone, porzucone, zdegradowane a obiekty istnieją już tylko na moich zdjęciach, jak opuszczona wieś Pomarzanki, budynki po kopalni w Wapnie, dwory w Czeszewie, Smuszewie i Czesławicach, Smogulec --> 2. Wieś, wieś wielkopolska, uporządkowana, symetryczna, płaskie pola i drogi wiodące do tematu kolejnego… czyli -->  3. Miejsca święte, sanktuaria maryjne, cała sfera sacrum z nimi zwiazana, poszukiwanie sacrum; bez mrugania do widza, bez kontrastowania z profanum, ten fragment  jest w zamyśle poważny i wzniosły. Staram się opowiadać obrazami o polskiej religijności od samego początku: Ostrów Lednicki, Górka Klasztorna, Skrzatusz, Licheń Stary, Teresin-Niepokalanów.
Oprócz własnoręcznie wykonanych powiększeń zamierzam umieścić kilka kolorowych wydruków zdjęć cyfrowych, jednak nie udających prawdziwych zdjęć. Wystawie ma towarzyszyć skromne wydawnictwo. Zapraszam już teraz - do Osieka, od niedzieli 6 sierpnia 2017 r.























środa, 24 maja 2017

BEZ SENSU



Wczesną wiosną ubiegłego roku prezentowałem w tym miejscu system RAPID --->. Zimą moja kolekcja wzbogaciła się o ciekawy i co istotne, funkcjonalny aparat tego systemu, ISOMAT RAPID Agfy. Kamera jest bardziej zaawansowana od ISO Rapidów, bo posiada światłomierz (działający) informujący o niedoświetleniu oraz możliwość ustawiania kilku przysłon. Czas migawki jest stały 1/70 sek. Do aparatu należy załadować film o czułości 32-50 ISO co wyczytałem po czasie i mocno przewołałem pierwszy Agfapan 100. Odbitki dały się jednak skanować i dadzą się powiększać, przewołanie spowodowało jednak znaczną ziarnistość negatyw; następnym razem będzie lepiej. Na pierwszy ogień poszły ulubione miejsca i obiekty Poznania. 





W Arsenale tym razem znalazłem poruszającą instalację Mirosława Bałki i Katarzyny Krakowiak Jutro nie przyjdzie nigdy. Na schodach do Galerii wita nas drażniące buczenie głośnika, irytujący dźwięk współgra z podwieszoną pod sufitem neonową instalacją złożoną ze słów i znaków np.: MOJA KREW, ŻÓŁTACZKA, ZNISZCZENIE czy BEZ SENSU.
Punktem wyjścia do jego realizacji było pytanie o poczucie niepewności, jakie towarzyszy nam w coraz szybciej zmieniającym się świecie. (...) Powszechnie odczuwamy inflację znaczenia słów w przestrzeni publicznej. Agresja, demagogia i kłamstwo są dzisiaj stałymi elementami dyskursu medialnego i politycznego. Każdego dnia w mediasferze pojawiają się nowe słowa i hasła, które są narzędziami werbalnego wywierania presji i zdobywania dominacji nad innymi poprzez zawartą w tych słowach symboliczną przemoc. Otaczające nas na każdym kroku znaki manipulują naszymi emocjami i potrzebami, mają nas nieustannie pobudzać do reakcji.

 

 

Projekt poruszających się na odmiennych płaszczyznach artystów jest pytaniem o znaczenie słów i znaków, którymi się komunikujemy, ale nie porozumiewamy. Zasugerowana tytułem wystawy niemożliwość dalszej narracji, niemożliwość spełnienia się przyszłości w momencie przekreślenia teraźniejszości nie nastraja optymizmem. Tak już jest, jutro nigdy nie nadejdzie, ponieważ każda kolejna chwila jest teraźniejszością. Istniejemy w świecie bez przyszłości, w rzeczywistości skazanej na wieczną teraźniejszość, stajemy wobec niemożliwości zarówno transgresji, jak i transcendencji. Kurator wystawy Marek Wasilewski przywołuje myśli Richarda Barbrooka, które doskonale korespondują z wystawą polskich artystów. Autor książki Przyszłości wyobrażone, nadaje jej rozdziałom znaczące tytuły: "Przyszłość jest taka jak kiedyś” oraz „Ci, którzy nie pamiętają przyszłości, skazani są na jej powtarzanie”. Barbrook pokazuje, że przyszłość jest funkcją przeszłości, że wyobrażenia jutra są teoretycznym, politycznym i propagandowym konstruktem, który w rzeczywistości nigdy nie ma szansy na spełnienie w takim wymiarze, w jakim się tego spodziewamy.

---o---




poniedziałek, 8 maja 2017

Zapomiana klisza




Teatr Biuro Podróży, 1991 r. Zdjęcie ze spektaklu Einmal ist keinmal. Na pierwszym planie Zbysław Kaczmarek, w tle Andrzej Rzepecki, Kuba Klimaszewski. Wśród widowni, w lewym dolnym rogu Jan Kasper (poeta, twórca Teatru Prób)

 

Archeologia Fotografii (Teatralnej)

Teatr Biuro Podróży.  Einmal ist keinmal 

Wertując pudło ze starymi negatywami, szukając czegoś zupełnie innego trafiłem na nieopisaną rolkę filmu 120,  w innym miejscu znalazłem dwa powiększenia 18x24 cm z małego obrazka. Na odwrocie jednej z odbitek znajdował się opis wykonany moim charakterem pisma Biuro Podróży, 1991. Nie byłem jednak na 100% pewny czy opis nie pochodzi z innego czasu niż zdjęcia, zupełnie nie pamiętałem spektaklu, okoliczności okoliczności wykonania zdjęć. W tamtych czasach w sali LO odbywało się wiele spektakli teatrów niezależnych i amatorskich. O zdjęcia i osoby występujące na zdjęciach zapytałem u samego źródła, w istniejącym do dzisiaj Teatrze Biuro Podróży --->
Dzisiaj z całą pewnością mogę powiedzieć, że fotografie wykonałem w 1991 roku podczas spektaklu Einmal ist keinmal, w Auli LO im. Powstańców Wielkopolskich w Wągrowcu. Dzięki uprzejmości Marty Strzałko i Jarosława Siejkowskiego udało się się zidentyfikować spektakl i aktorów w nim występujących - w 1991 r. w przekształconej w scenę teatralną Auli LO. Był to pierwszy spektakl Biura Podróży. Kto znalazł się na tych zdjęciach? Na potwierdzenie identyfikacji natknąłem się w jednym z wywiadów Pawła Szkotaka, twórcy, dyrektor Teatru: kilkoro, młodych ludzi, studentów, spotkało w późnych latach 80 się w ciemni akademika Zbyszko aby potem wspólnie założyć teatr. Na początku w tej ciemni był wtedy ze mną tylko Zbysław Kaczmarek. Długo rozmawialiśmy. I tak się wszystko zaczęło. Potem dołączyli do nas Andrzej Rzepecki, Kuba Klimaszewski i Grażyna Nawrocka-Skibińska. To był pierwszy filar Biura. Pierwszy skład naszego pierwszego spektaklu Einmal ist keinmal (premiera 1988 r.). Wszystkie wymienione osoby znajdują się na moich zdjęciach z 1991 r. Więcej --->


Zbysław Kaczmarek


Biuro Podróży okazało się jednym z najciekawszych polskich teatrów alternatywnych wyrastający z doświadczeń kontrkultury - głównie teatru Laboratorium Jerzego Grotowskiego i Odin Teatret Eugenia Barby.
Biuro Podróży wzięło od Laboratorium znacznie więcej niż tylko regułę ciężkiego treningu aktorskiego oraz ideę aktu całkowitego (...) - pisał Tomasz Plata. - członkowie zespołu udowodnili, że interesują ich niemal dokładnie te same tematy, które wcześniej były przedmiotem zainteresowania Grotowskiego, i które po Grotowskim podjęła cała generacja kontrkultury. Opresywna funkcja systemów społecznych, napięcia powstające na styku społeczność-zbuntowana jednostka, bluźnierstwo lub ofiara jako szansa na zachowanie przez jednostkę godności - do wszystkich tych kwestii Biuro powracało wytrwale i systematycznie. (Dialog, 1999, nr 10)
Teatr, podobnie jak Laboratorium Grotowskiego, odwoływał się do tradycji polskiego romantyzmu z jej wiarą w sens wolnej, ale i społecznie zaangażowanej twórczości.
Wyrastaliśmy w romantyzmie. - mówił Szkotak. - Kiedy mieliśmy szesnaście, siedemnaście lat, w Polsce działa się wielka rewolucja. To był czas romantycznego zaślepienia, ale i romantycznego uniesienia. Żyliśmy tym. (Życie, 13 listopada 1996)


 Andrzej Rzepecki, Kuba Klimaszewski, Zbysław Kaczmarek


Kuba Klimaszewski, Andrzej Rzepecki, Zbysław Kaczmarek


Na kilku zdjęciach widzimy Andrzeja Rzepeckiego (w środku). W Teatrze Biuro Podróży Andrzej Rzepecki zagrał w czterech przedstawieniach: Einmal ist keinmal, Łagodny Koniec, Giordano i Carmen funebre.
W 1992 roku zespół przygotował sławne, spektakularne widowisko plenerowe Giordano. Opowiadał w nim historię Giordano Bruno skazanego przez Inkwizycję na śmierć. W spektaklu wykorzystano fragmenty dzieł włoskiego filozofa i astronoma oraz dokumenty z procesu, w tym zeznania świadków. Giordana przejmująco zagrał właśnie Andrzej Rzepecki. Po premierze Giordana Katarzyna Gruszczyńska-Jesień napisała: Rzepecki w roli Giordana jest tak wiarygodny, że ludzie reagują łzami, okrzykami. Jego poniżone ciało wleczone przez oprawców po bruku, torturowane ogniem i wodą, przez swą bezbronną nagość pozostaje wyzywająco czyste i święte. Wtedy niektórzy krytycy okrzyknęli Rzepeckiego następcą Ryszarda Cieślaka z Teatru Laboratorium. Tak się nie stało. Andrzej Rzepecki zginął w wypadku za Berlinem 3 sierpnia 1994,   był to moment gdy teatr Biuro Podróży zaczynało zdobywać uznanie branży. Śmierć świetnie zapowiadającego się artysty była cezurą w działalności zespołu, kilka osób wtedy odeszło z Teatru. Zawaliło się w momencie, kiedy mieliśmy poczucie, że zaczęło się dziać coś dobrego. - mówił Paweł Szkotak - Że zaczynamy jeździć, że nasze marzenia zaczynają się realizować. Dla mnie to był też taki moment, pierwszy w życiu, kiedy zrozumiałem, że są rzeczy nieodwracalne. A przedtem zawsze mi się wydawało, że wszystko można naprawić. Myślę, że wtedy tak naprawdę skończyła się moja młodość.

O Andrzeju Rzepeckim pisał również Stefan Drajewski w 2008 r. Polecam tekst. --->


Zbysław Kaczmarek i Grażyna Skibińska

Jerzy Lewczyński pod koniec swego życia w ogóle nie pokazywał swoich zdjęć, wyłącznie kopie, wydruki a nawet kserokopie cudzych, znalezionych, porzuconych, zgubionych, wyrzuconych na śmietnik. Daleko mi jeszcze do tak ekstremalnej postawy bowiem okazuje się, że w moich pudłach znajdują się nieprzebrane ilości negatywów, wglądówek i powiększeń zapomnianych.  Kiedyś wydawało mi się, że pamiętam okoliczności powstania większości swoich zdjęć. Dzisiaj muszę to zweryfikować, zapomniane przez autora negatywy ze spektaklu Einmal ist keinmal świadczą o tym najlepiej.
Przeglądając stronę internetową Biura Podróży odniosłem wrażenie, że mimo teatr powstał w ciemni DS Zbyszko to zdjęć z pierwszych przedstawień jest tam niewiele. Wiem, ze okres pierwszych spektakli plenerowych - od Giordana  - dokumentował Bogusław Biegowski ale jego zdjęć też nie widzę na stronie.



Zbysław Kaczmarek, Grażyna Skibińska, Andrzej Rzepecki i Kuba Klimaszewski


Zbysław Kaczmarek

Grażyna Skibińska i Zbysław Kaczmarek


------
Artykuły uzupełniające:
Poznań zagłębiem teatru niezależnego - Na portalu  e-teatr --->
Teatr Biuro Podróży na portalu Culture --->


niedziela, 16 kwietnia 2017

Inspiracje-konsternacje. Jerzy Lewczyński




Tysiące i miliony sekund utrwalonych w materii negatywu tworzą nieskończone pasmo opasujące nasze istnienie. Bieg obrazów przypomina ruch elektronów wokół jądra atomu. Ciągle i dalej w nieznanym kierunku i rytmie wyznaczają drogi naszego życia. Rzekomo fotografia nawet wtedy, gdy proces technologiczny był jeszcze nieznany, istniała w umysłach naszych przodków w postaci śladu wewnętrznej projekcji. Co tworzy tę tajemniczą, nieskończoną wokół niej aurę? Pozornie kruche i łatwe do zniszczenia tworzywo papierowe zachowuje się czasami jak najlepszy marmur karraryjski, przyjmując wszelkie cechy starej i szlachetnej materii. Zauważyć to można, gdy oglądamy i dotykamy starych fotografii. Wtedy ślad zniszczenia i dotyku wielu rąk stanowią o sile przekazywanego obrazu.

Jerzy Lewczyński 1989





Negatywy znalezione na ulicy, zapomniane zdjęcia na strychu, albumy wyrzucone na śmietnik to - życie zagubione, biografie nikomu niepotrzebne; Często, zdjęcia to wszystko co pozostaje po istotach ludzkich. 
Zwinięty w rolkę negatyw leżał między szpargałami, książkami i bibelotami. Zapakowany był w tekturowe pudełko po enerdowskim średnioformatowym filmie NP22. Na nim odręczny napis długopisem „p. Molik Paweł” - zapewne to nazwisko osoby, która zleciła wywołanie negatywu? Typowe zdjęcia pamiątkowe ani bardziej ani mniej udane. Miejsce trudno określić, wieś - przedmieście, taka ulica, takie jezioro może być wszędzie. Sądząc po strojach i fryzurach ten film naświetlony został we wczesnych latach 70. Zaintrygowało mnie nazwisko na pudełku, MOLIK, osób noszących to nazwisko jest w Polsce 1480, od razu pomyślałem o Zygmuncie Moliku (1930-2010) legendarnym aktorze Teatru Laboratorium, twórcy metody treningowej „ćwiczenia głosowe” -->. Może rodzina?
Nie sposób odgadnąć dlaczego negatyw opisany „p. Molik Paweł” wylądował na straganie, dlaczego okazał się komuś niepotrzebny, być może odeszła ostatnia osoba, która kojarzyła osoby uwiecznione na zdjęciach. Od czasu naświetlenia kliszy minęło mniej niż 50 lat; tak niewiele trzeba aby zapomnieć. Podobnych eksponatów w moim archiwum znajduje się jeszcze kilka: album wygrzebany ze śmietnika, szklane negatywy z lat 20 XX wieku czy paczka kolorowych slajdów z pochodu pierwszomajowego sprzed 50 laty...
Przez wiele(?) lat 12 klatek średnioformatowego negatywu opisanego „p. Molik Paweł” wiodło swoje życie utajone. Dzisiaj - 16 kwietnia 2017 r - zaczynają swoje drugie życie.





Inspiracje. Jerzy Lewczyński

Niedawno (2014) odszedł Jerzy Lewczyński, fotograf którego znaczenie będzie rosło w miarę upływu czasu. Dzieło, które pozostawił jest ogromne, a że Lewczyński posiadał swoisty szósty zmysł archiwizatora sądzę, a że z czasem uda się ten ogrom materiału ogarnąć; sam Wielki Archiwizator nie zdążył. 
„Myślałem, że to uporządkuję, nic się nie udało. Miałem uporządkować tematami: architektura, wydarzenia, Towarzystwo Fotograficzne ale jak to zrobić, kiedy na jednym zdjęciu kilka tematów? Datami próbowałem, też nie wyszło”. Do tego dokumenty, rachunki za meble, papiery na wszystko. JL walczy z papierem, za dużo zebrał zdjęć, które wzruszają jego i tylko jego.”

Wojciech Nowicki zdążył jeszcze przeprowadzić z Lewczyńskim długą rozmowę, której fragmenty wraz ze swoimi refleksjami zamieścił w wydanej całkiem niedawno swojej drugiej książce o fotografii pt. Odbicie (Wyd. Czarne 2015).






Książka Nowickiego jest literacką realizacją idei Lewczyńskiego, którą sam artysta określił pojęciem >archeologia fotografii<. Trudno mi się zgodzić ze wszystkim co Lewczyński mówi i pisze o fotografii, choćby z jego prostym uzasadnieniem miękkiego przejście do cyfry*/, traktowaniem przez artystę oryginału i kopii; trzeba jednak podkreślić, iż Jerzy Lewczyński od samego początku był nowatorem, zawsze znajdował się o kilka kroków przed wszystkimi. Fotografia dla Lewczyńskiego była całym życiem a archeologia fotografii jest wyraźnie wybijającym się na pierwszy plan nurtem w jego twórczości:
...w wielkim skrócie można by określić jako przywracanie znaczenia wszystkiemu, co odrzucone, pogardzone, skazane na zapomnienie, na łaskę i niełaskę losu. Pasjonuje go swoiste "życie po życiu" fotografii; stare porzucone zdjęcia, przeżarte wilgocią negatywy znajdowane na strychach i w szufladach zamienia Lewczyński w znak kulturowy o niezwykle głębokim nasyceniu egzystencjalnym i znaczeniu dokumentalnym. Swoistym „bohaterem” wielu jego zdjęć i kompozycji zdjęciowych stała się nie tyle ludzka bezradność wobec „zapisanego” światłem w postaciach, rzeczach i zdarzeniach czasu, ile swoista prawda działań tego ostatniego zaznaczana przez zacieki, wilgoć, załamania papieru, jego rozdarcia, ślady brudu i pleśni wżerającej się w każdą próbę - choćby na chwilę - zatrzymania życia. Lewczyński poddaje ponownej obróbce zdjęcia odkrywane w najbardziej przypadkowych miejscach; podnosi do rangi artystycznego wydarzenia odnajdywane w rozmaitych zakamarkach zapomniane negatywy. Jedną z jego z najwspanialszych przygód stało się przywrócenie do istnienia świata, który pozostał po przedwojennym chłopskim fotografie z Zamojszczyzny Feliksie Łukowskim (Kazimierz Nowosielski).

Lewczyński brał i zawłaszczał to co go interesowało, fotografię, pismo, obraz, dowolny przedmiot i podnosił do rangi sztuki. Kopiowanie było u niego gestem autorskim.
Zdjęcia – nieważne, czy jego własne czy zapożyczone – są fragmentami świata, więc mogą zostać na nowo użyte, na nowo sfotografowane; są obrazami przedmiotami, można więc kopiować i utrwalać ich wtóre albo kolejne życie.






*/„Technika, całe to czarowanie, o którym w nieskończoność opowiadają jego rówieśnicy, wydaje się nie mieć dla Lewczyńskiego najmniejszego znaczenia. Żadnego skomlenia, ciemniowej mitologii, nic. Powiększalnik i kuwety zamienił w pewnym momencie na drukarkę, jak się wydaje bez – bez żalu. Zdjęcie jest obrazem, ilustracją, nie trzeba mu wypieszczenia, choć akurat jego odbitki są wypieszczone, ale mówi o tym, jakby się to działo mimochodem, jakby nie przykładał do tego ręki. Tu też trzeba dostrzec jego nowoczesność, w tym odrzuceniu właśnie: poszedł aż do końca za logiką narzędzia. W końcu fotografia powstała po to tylko, żeby łatwiej było kopiować z natury , żeby się nie męczyć z rysunkiem i żeby wierniej oddawać obraz i obraz powielać; u niego podobnie: jest idea wyrażona i dostosowana do niej współczesna technika.Laserowy wydruk, kopia ze starego zdjęcia, mówią, to nie jest odbitka vintage(kurs), oryginalna, z epoki. Ma zupełnie inną wartość. „Dla mnie odpowiada na to JL - ma taką samą.”




Negatywy znaleziony na ulicy, Tryptyk znaleziony na strychu, Negatywy znalezione w Nowym Jorku to tytuły kolejnych prac JL, zdjęć znalezionych na śmietnikach. Jednak tematem zdjęć znalezionych Lewczyńskiego nie są przedstawione osoby, ale samo medium, fotografia, jej cel i bezcelowość jednocześnie. Najczęściej, i to za sprawą samego Lewczyńskiego, ta seria - zdjęcia, których nie można pominąć, kiedy się o nim mówi - odczytywana była jako na wiązanie do ready mades, sięganie po przedmioty gotowe lub wprowadzenie zdjęć nieartystycznych do galerii i muzeów, bo - pisze Elżbieta Łubowicz „znalezione na strychu, na ulicy lub wręcz na śmietniku cudze, anonimowe, zniszczone fotografie portretowe Jerzy Lewczyński podnosi do rangi równej dziełu sztuki, eksponując wykonane przez siebie ich kopie właśnie jako dzieła cudze, nie własne”!



Wydaje mi się, że ta cała archeologia fotografii to melancholia i zwątpienie w dokumentalną wartość fotografii. Jerzy Lewczyński wielokrotnie próbował prowadzić śledztwa w sprawie identyfikacji osób utrwalonych, zawsze bez powodzenia. 
Zdjęcie nieopisane, na którym widnieją niezidentyfikowane osoby, obiekty czy miejsca dla archiwisty nie mają praktycznie wartości, dlatego pełnić mogą co najwyżej rolę co najwyżej ready mades. Twórczość Lewczyńskiego była konsekwencją poszukiwań zapoczątkowanych jeszcze w latach '50 XX wieku; współpracował wtedy z Beksińskim i Schlabsem, ich artystyczna kolaboracja zaowocowała pokazem Antyfotografii w 1959 r.
Niewielu wtedy zrozumiało znaczenie tej ekspozycji dla fotografii polskiej; jeden z recenzentów stwierdził, że artyści weszli na błędną drogę, na której fotografia jako sztuka traci swoją specyfikę zdobytą dzięki reportażowi a inny określił wystawę jako arenę igraszek formalnych wysokiej klasy godzących w specyfikę fotografii artystycznej. Jerzy Lewczyński pokazał wtedy 17 fotografii, w tym dwa zestawy po 3 fotografie, prace rejestrowały różne ślady ludzkiej działalności; ukazywał pospolite przedmioty wyrzucone, zużyte naznaczone ludzką aktywnością - kartkę z rachunkami, stronę zeszytu szkolnego czy słup z plakatem itp. Wówczas jeszcze, artysta używał wyłącznie własnych fotografii, w większości z nich ograniczając obróbkę estetyczną prac, decydując, by do widz odnalazł historię zapisaną w znalezionych i sfotografowanych przez artystę przedmiotach.



piątek, 7 kwietnia 2017

Górka Klasztorna. Misterium 2017


Obraz Łukasza Cranacha Starszego z Katedry w Kamieniu Pomorskim


Tradycyjnie, od wielu już lat, w czasie Wielkiego Postu odwiedzamy Górkę Klasztorną aby wziąć udział Misterium Męki Pańskiej. Podobne przedsięwzięcia podejmowane są w wielu parafiach ale to w Górce jest odgrywane jest najdłużej (od 1984 r.) i jest niezwykle starannie przygotowane. Dlatego do Górki przybywają zawsze tłumy pielgrzymami z całego Pomorza, Wielkopolski i Kujaw. Tegoroczne misterium zostało nawet dofinansowane przez MKiDN co zresztą było widać. Fotografowanie nie jest naszym celem ale zawsze kilka razy udaje mi się nacisnąć migawkę aparatu, tym razem cyfrowej lustrzanki. Za każdym razem staram się staram się sfotografować Misterium trochę inaczej.




















   

 






Strona sanktuarium --->




..: RAPID :..

BEZ SENSU

Wczesną wiosną ubiegłego roku prezentowałem w tym miejscu system RAPID --->. Zimą moja kolekcja wzbogaciła się o ciekawy i co ist...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy