środa, 20 września 2017

"Buntownicy i Marzyciele", Jeżyce 2017


"DIA 1. Numer Pierwszy, 2015-2017 r." Skan szklanej płytki poztywowej 8x8 cm.

 

Tej jesieni nie odbędzie się w Poznaniu ani Biennale Fotografii ani "Moja Wielkopolska". Lukę wystawienniczą próbują wypełnić moi koledzy ze Świetlicy, Ciemnicy i WBPiCAK. W ich środowisku pojawiła się idea prezentacji innej niż wszystkie. W zamierzeniu organizatorów, planowana wystawa fotografii, o niejednoznacznym i wiele mówiącym tytule "Buntownicy i marzyciele" ma przekroczyć ograniczenia narzucone przez referencyjny - dokumentalny charakter fotografii. Do udziału zaprosili twórców, którzy pozbawiają fotografię jej, jak nam się dotąd wydawało, największej siły, wartości dokumentalnej i dokumentacyjnej. Fotografia traktowna jako narzędzie ekspresji artystycznej, ingerencja albo wniknięcie w strukturę obrazu chemicznego, modyfikowanie ustalonego procesu... Tak mniej więcej zrozumiałem ideę przedstawioną mi przez Bogusława, być może kuratorom wystawy chodziło jednak o coś innego bo hybrydy i zdjęcia typowo dokumentalne na wystawie mają się znaleźć.



Wernisaż zaplanowany jest na 16 października 2017 w Jeżyckim Centrum Kultury przy ul. Jackowskiego 5-7 w Poznaniu. Założenia brzmią zachęcająco, dobrze się znaleźć w takim towarzystwie. W liście do zaproszonych autorów organizatorzy pisali:
U podstaw działania Kolektywu Fotograficznego Świetlica i Ośrodka Myśli i Działań Fotograficznych Ciemnica znajduje się chęć stworzenia miejsc i atmosfery sprzyjających swobodnej wymianie wiedzy i doświadczeń, oraz wspierających  praktyki twórczego wykorzystania fotografii. Działając od wielu lat poza głównym nurtem fotograficznego przemysłu wystawienniczego w wydaniu towarzysko-festiwalowym, trwając przy swoich przekonaniach, zdołaliśmy wokół naszych idei zgromadzić grono osób używających w swej praktyce twórczej  fotografię w sposób odmienny od dominujących dziś tendencji, dla których  ambicją  nie jest powielanie popkulturowych schematów i uporczywe zabieganie o medialną popularność.
Mamy świadomość i nadzieję, że jest jeszcze wiele takich osób, których prace zasługują aby zaprezentować je szerszej widowni, a oni sami na należną uwagę i zainteresowanie.
(...) Ponieważ wierzymy, że dobra energia, którą otrzymaliśmy, kiedyś od naszych mistrzów, nauczycieli, oraz osób  wspierających, może i powinna być przekazana dalej, zapraszamy do współuczestnictwa w wystawie.
Mamy nadzieję że poprzez osobisty kontakt i współpracę wytworzymy wartościowe wydarzenie, które będzie dopiero pierwszym krokiem w kierunku szerszego zaistnienia twórczej fotografii.
Polecam przeczytać interesujący tekst z komentarzami B+B pisanymi na gorąco, po spotkaniach z autorami. Bogusław, który umieścił swoje pierwsze wrażenia na stronie Buntownicy i Marzyciele | Jeżyce (eventbu), w tym miejscu cytuję fragment na zachętę:

(...) Spotkanie z Mirkiem Duszą. Nie widzieliśmy się ponad dwadzieścia lat. Wiedziałem, że jest poważnie chory i od wielu lat nie fotografuje. Mieszka w maleńkiej wiosce w środku lasu koło Trzcianki pod troskliwą opieką mamy. Miałem przyjemność śledzić rozwój jego nieprzeciętnego talentu na początku lat 90-tych XX wieku w pracowni Trzcianeckiego Domu Kultury pod opieką p. Króla. Jego przygoda z fotografią nie trwała długo. Zaledwie kilka lat. Choroba wszystko przerwała i zmieniała. Trudno sobie wyobrazić kim mógłby dziś być? Zbyt bolesne pytanie. Kilka prac które pozostały przemawiają po latach z jeszcze większą siłą. Dopełniło się wszystko to co nie musiało być koniecznością. Pozostały fotografie, świadectwo samospełniającej się przepowiedni. Fatum triumfujące. (...) Ciąg dalszy i więcej ---> ....buntownicy-i-marzyciele..... 

Poproszony zostałem o przygotowanie - w formacie wystawowym - pinhola z 2015 r., prezentowanego już na tym blogu ---> problem z powiększeniem był dość duży bo i oryginał jest pozytywem a nie negatywem, ponadto w formacie nietypowym; za drugim podejściem powiększenie udało się idealnie. Moja rola przy pracy laboratoryjnej polegała jedynie na przytrzymaniu kuwet i akceptacji powiększeń, cała pracę wykonał Bogusław. Dzięki mu za udostępnienie ciemni, materiałów i pracę. Wstydu nie będzie. Ostatnia faza zarejestrowana została na załączonym filmie - o tym jak powstała FOTOGRAFIA.
Podczas nagrania w roli mistrza ceremonii wystąpił Bogusław Biegowski, asystowali mu Przemysław Loba i Lech Szymanowski.




wtorek, 29 sierpnia 2017

Czas nie istnieje


Bałtyk, sierpień 2017. Skan negatywu 6x9 cm. Kodak Brownie Junior Six-20

Fizycy twierdzą, że czas  nie istnieja a matematycy, iż cały wszechświat jest hologramem. Zgodnie ze współczesną nauką nie ma czegoś takiego jak >czas< - pojęcie jest tylko i wyłącznie wytworem ludzkiego umysłu; w fizyce nie ma nawet definicji czasu. Impulsu do podobnych rozważań dostarczył sam Albert Einstein twierdzeniem, że czas to odwieczna iluzja

Teoria kwantów z której wynika powyższe jest tak zawiła, niespójna i trudna do ogarnięcia, że sami naukowcy nie są wstanie jej do końca wyjaśnić. Na poziomie atomowym i subatomowym cząsteczki zachowują się bardzo dziwnie, mogą być falami, a te fale z kolei cząsteczkami, takie cząsteczki mogą pojawiać się w dwóch miejscach jednocześnie. Ponadto jakakolwiek zmiana dokonana w jednej ze >splątanych< cząsteczek powoduje natychmiastową zmianę w drugiej, niezależnie od tego czy są oddalone od siebie na odległość kilku centymetrów, czy wielu lat świetlnych.
Zdaniem ekspertów upływ czasu jest jedynie dziwną właściwością splątania kwantowego, w różnych miejscach wszechświata czas płynie z różną prędkością. Splątanie kwantowe powoduje jedynie iluzję upływu czasu.
Max Tegmark fizyk z MIT: Iluzją jest, że każde zdarzenie, które dzieje się teraz, staje się przeszłością, a każde wydarzenie z przyszłości jeszcze nie istnieje. Jestem jednak pewien, że mój mózg pracuje tu i teraz. Wydaje nam się, że chwile, które przeżyliśmy, już minęły, ponieważ nasze mózgi je zapamiętują.


Bałtyk, sierpień 2017. Skan negatywu 6x9 cm. Kodak Brownie Junior Six-20

Model wszechświata, który dowodzi, iż czas jest jedynie złudzeniem - udało się stworzyć włoskim fizykom. Odkrycie przybliżyło nas do rozwiązaniu problemu polegającego na odnalezieniu zunifikowanej Teorii Wszystkiego.  Więcej na ten temat --->

Zjawiskiem czasu i udowadnieniem, że przeszłość i przyszłość nie istnieją, zajmuje się brytyjski fizyk Julian Barbour - twierdzi on, że rzeczywistość, jaką postrzegamy tworzą miliony zdarzeń, które można określić jako >teraz<. Każde z tych >teraz< jest równe, co jest sprzeczne z naszym dotychczasowym sposobem myślenia o czasie. Wg. dr Barboura, struktura czasu podobna jest raczej do fontanny z wieloma strumieniami tryskającymi naraz w różnych kierunkach a nie do rzeki jak nam się dotąd wydawało. Uznać to można za przyczynek do istnienia wielu alternatywnych strumieni czasu.
Julian Barbour jest jednym z wyznawców blokowej teorii czasu, negującej realność upływu czasu, w której przeszłość teraźniejszość i przyszłość są równorzędne, współistnieją na jednej płaszczyźnie co pozwala domniemywać iż można się między nimi poruszać. Stąd bardzo blisko do zagadnienia podróżowania w czasie jednego z ulubionych tematów publicystyki popularnonaukowej i literatury sci-fi.
Prawa fizyki nie wykluczają podróżowania w czasie; Stephena Hawking uważa, że umożliwią je tunele czasoprzestrzenne (tzw. dziury robacze) łączące ze sobą co najmniej dwa odległe punkty wszechświata; są one dosłownie wszędzie, ich średnica jest niewyobrażalnie mała, równa się trylionowym częściom centymetra. Być może kiedyś, uczonym uda się opanować technikę rozciągania tych tuneli w taki sposób, by dostawać się dzięki nim do innych czasów i miejsc?

Jednocześnie Steven Hawking ostrzega przed naruszeniem zasady przyczynowości, która uniemożliwia podróżowanie w przeszłość; paradoksy związane z cofaniem się w czasie zostały szczegółowo opisane w literaturze, np.  paradoks dziadka. Teoretycznie możliwa jest podróż do przyszłości ale w przeszłość już nie.


Bałtyk, sierpień 2017. Skan negatywu 6x9 cm. Kodak Brownie Junior Six-20


Dla otrzeźwienia, na zakończenie tego tekstu, przytoczę kilka słów z książki Jima Baggotta, brytyjskiego chemika, popularyzatora nauki .
Dzięki ustaleniom nauki dowiedzieliśmy się, iż otaczająca nas rzeczywistość fizyczna jest pod wieloma względami paradoksalna, ale ten jej paradoksalny aspekt ma oparcie w olbrzymiej liczbie nagromadzonych danych naukowych, co do których wszyscy się zgadzają. Tymczasem dla wielu idei współczesnej fizyki teoretycznej, takich jak supersymetryczne cząstki, superstruny, multiświat, Wszechświat jako informacja, zasada holograficzna czy też antropiczna zasada kosmologiczna, jak dotąd nie ma ani jednej obserwacji ani eksperymentu, które by je potwierdzały. A w wypadku niektórych co bardziej nieokiełznanych spekulacji teoretyków wręcz z definicji ich być nie może.
Koncepcje te nie mają nic wspólnego ani z prawdą, ani z nauką. Nazywam je „fizyką baśniową” (fairy-tale physics)  i uważam za rzecz na pograniczu oszustwa.

Bałtyk, sierpień 2017. Skan negatywu 6x9 cm. Kodak Brownie Junior Six-20


piątek, 18 sierpnia 2017

Z lamusa: CAMERA MUSEUM



Z cyklu CAMERA MUZEUM, skan odbitki na papierze barytowym Foton, 18x24 cm

Dzisiejszy materiał przygotowany do publikacji miałem już dawno, przeszło 2 lata temu, powstrzymałem się gdy Witek Jagiełłowicz pokazał swój projekt WUNDERCAMERA. Okazało się, że w tym czasie pracowałem nad podobnym cyklem, który roboczo nazwałem CAMERA MUZEUM; mój zestaw powstawał w zaciszu mojej pracowni równolegle z projektem Witka. Analogii jest mnóstwo, podobnie jak Witek zainspirowało mnie kilka starych kolekcji, mających opisywać wszystko oraz tekst Umberto Eco  „Szaleństwo katalogowania”: (...) wunderkamery, czyli gabinety osobliwości, poprzedniczki naszych muzeów nauk przyrodniczych, w których jedni próbowali zgromadzić systematycznie wszystko to, co należało wiedzieć, a inni chcieli kolekcjonować to, co brzmiało nadzwyczajnie i niesłychanie, włącznie z dziwacznymi przedmiotami, albo zaskakującymi znaleziskami. Więcej --->

Wiesław Z. analizuje zestaw "Wundercamera". SC, 2016
Bezpośrednim impulsem było obejrzenie kolekcji trofeów myśliwskich i eksponatów przyrodniczych w Muzeum Przyrodniczym w Jeleniej Górze (Cieplicach) w 2012 r. Podobne zbiory w nieco mniejszej skali znajdują się w niemal każdym Muzeum i Izbie Pamięci w mojej okolicy, choćby warta uwagi wystawa przyrodnicza w pobliskim Rogoźnie (Muzeum Regionalne).

Nigdy jeszcze nikomu nie pokazywałem tych zdjęć, z racji uderzającego podobieństwa ideowego do WUNDERKAMERY nawet nazwy okazały się podobne, nie wspominając o formie; zamknięcie fotografowanych przedmiotów w kartonowym pudełku (Witek) podzielona na 3 części drewniana półeczka (LS). Zbieżność nie jest chyba przypadkowa, uprawiamy podobną fotografię, obaj interesujemy się procesami przemijania, rejestrowania i utrwalania.
Witek po raz pierwszy swój zestaw zaprezentował na 9. Biennale Fotografii w Poznaniu w grudniu 2015 r.,  w marcu 2016 „Wunderkamerę” pokazywałem wraz z innymi pracami Kolektywu Fotograficznego "Świetlica" w SC.

Natychmiast po opisanych wydarzeniach zaprzestałem na długi czas prac nad CAMERA MUSEUM. Zostało kilka zdjęć opisujących historię fotografii tradycyjnej, utrwalonych na starej kliszy aparatu małoobrazkowego. Obok obrazów o tematyce fotograficznej sfotografowałem wtedy kilka kompozycji złożonych z różnych przedmiotów zbieranych od lat jedynie w celu sfotografowania.


Z cyklu CAMERA MUZEUM, skany odbitek na papierze barytowym Foton, 18x24 cm


Niezwykle modny dzisiaj myśliciel z czasów międzywojnia, papież lewackich artystów i teoretyków sztuki Walter Benjamin (1892-1940) przyglądał się reklamie i ogłoszeniom, slumsom, sektom, modzie, transportowi publicznemu, giełdzie i kursom walutowym, literaturze, znaczkom pocztowym, kiczowi, nudzie, tłumowi, zapomnianym książkom, językowi dzieci i oczywiście fotografii; znany był ze swojej działalności kolekcjonerskiej, która...
obejmowała swym zakresem nie tylko przedmioty - jak pocztówki, fotografie, książki, które uwielbiał pokazywać swoim przyjaciołom, obserwując przy tym ich osobliwe reakcje. Spisywane wspomnienia, językowe twory małego Stefana, czy wreszcie cytaty z prasy i literatury dziewiętnastowiecznej, również stanowiły kolekcje Benjamina, które później wykorzystywał w swojej twórczości literackie. Archiwum, konstruowane w sposób, który nie wykluczał z niego przedmiotów ze względu na ich z pozoru małą wartość. Wypowiedzi dziecka były równie cenne, co najpoważniejsze prace filozoficzne. (Mateusz Palka, Walter Benjamin, Berlińskie dzieciństwo na przełomie wieków, tłum. B. Baran). 
Nie on pierwszy i nie ostatni; Jerzy  Lewczyński (1924-2014) przez całe życie zbierał wszystko i upychał w małym mieszkaniu w bloku, Miron Białoszewski (1922-1983) podsłuchiwał wszystkich i notował strzępy rzeczywistości. Mówiono, że nawet podczas spotkania autorskiego potrafił wyjść na chwilę aby zanotować jakiś dialog.

Z cyklu CAMERA MUZEUM, skan odbitki na papierze barytowym Foton, 18x24 cm

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Notatki z prowincji. Część 1. Materiał promocyjny i okolicznościowy

 

 

Notatki z prowincji. Część 1.

Wystawa fotografii, Skansen w Osieku n. Notecią 6.08-29.09.2017

Dzisiaj małe podsumowanie, tekst, który przedstawiłem w wczoraj na wernisażu premierowej prezentacji Notatek z prowincji. Część 1. Skorzystałem z wcześniejszych swoich tekstów publikowanych na tym blogu, kilka razy cytowałem siebie - czy to już epigonizm? Usprawiedliwia mnie jedynie chęć podsumowania zebranego przez lata materiału oraz publiczność, która w większości była przypadkowa, festynowa, nie wprowadzona wcześniej w ideę i tematykę prezentacji; stąd dość szczegółowa, popularyzatorska i nieco zbyt emocjonalna forma mojego wprowadzenia.

Było ono jednoczesnie próbą rozszerzenia i dodania szerszego kontekstu myślom zawartym w tekstach, z folderu-katalogu, bardzo elegancko przygotowanego przez organizatora - Muzeum Regionalne w Pile. Teksty autorstwa Bogusława Biegowskiego i Krzysztofa Szymoniaka, zamieszczam na końcu tego artykułu. Koledzy co prawda mocno przecenili to co robię dla fotografii, ale wielkie dzięki im za to że nie musiałem ich bardzo namawiać i prosić a teksty przesłali w sugerowanym terminie.
Nieczęsto się zdarza aby  organizator - w tym wypadku komisarz wystawy p. Roman Skiba - był tak otwarty na wszelkie życzenia i fanaberie wystawiającego swe prace autora. Dziękuję więc na piśmie, za zaufanie jakim mnie odarzył przeszło rok temu, proponując przygotowanie wystawy specjalnie dla Skansenu w Osieku. Oboje jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy jaki będzie ostateczny kształt prezentacji, zresztą okazało się, że przywiozłem do Osieka zbyt wiele prac; ponieważ nie byłem wstanie rozstać się z tym nadmiarem, roli ostatecznego selekcjonera podjęła się Moja Niezastąpiona Żona, za co jej  z całego serca dziękuję.
Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda się przygotować i pokazać gdzieś drugą, miejską część "Notatek...", kilka zdjęć jest już oprawionych gotowych do prezentacji.




Tekst przygotowany na okoliczność wernisażu wystawy Notatki z prowincji. Część 1.

 Notatki z Prowincji. Część 1 to tytuł fotograficznego projektu długoterminowego realizowanego przeze mnie  od 15 lat, choć w zestawach  znajduje się kilka zdjęć starszych. Pierwsze zdjęcia pod tym tytułem powstały w latach 2002-2005, kiedy to wiadomo już było, że Polska zostanie członkiem Unii Europejskiej. Zamiarem moim było zatrzymanie na kliszach i kartach pamięci tego ciekawego czasu przeobrażeń, kiedy polski rolnik nie był jeszcze europejskim  farmerem a prowincjonalne miasteczka były niedoinwestowane i biedne. Ani to nowe ani odkrywcze, Polska fotografia zna kilka projektów bazujących na podobnym punkcie wyjścia.
Powstały wtedy setki zdjęć, które prezentowałem później  w zestawach diaporam albo fotokastów.
Moje ulubione cele fotograficznych peregrynacji po prowincji w Wielkopolsce to Ostrów Lednicki i Gniezno; Licheń Stary i Konin;  Smogulec  i Gołańcz; Łobżenica i Górka Klasztorna; Skrzatusz i Piła; Czeszewo, Smuszewo i Wapno; Łekno, Skoki, Czarnków.
A poza Wielkopolską: miasto ogród Żyrardów, Radziejowice i Niepokalanów na Mazowszu, Jelenia Góra na Dolnym Śląsku, Darłowo i Kołobrzeg na Pomorzu;
z kolei Poznań, Kraków i Lwów to miejsca, które chętnie fotografuję a - z mojej wągrowieckiej perspektywy - trudno je nazwać prowincjonalnymi. Wspomniane wcześniej  fotokasty i fotografie miejskie znajdą się w drugiej części Notatek…







W prezentowanej w Skansenie w Osieku Części 1 Notatek… przewijają się trzy interesujące mnie tematy: pamięć i przemijanie, wielkopolska wieś, miejsca święte. W Część 2 rozłożenie  akcentów będzie zupełnie inne.
Nie roszczę sobie praw do dokumentowania czegokolwiek, ta wystawa ma być czymś na kształt wizualnego eseju, formą fotograficzną prezentującą rzeczywistość tylko i wyłącznie z mojego autorskiego punktu widzenia, jest to jednocześnie mój manifest artystyczny i refleksja ogólno-fotograficzna.



 



I TO MINIE

Zatrzymane na moich kadrach miejsca  jeszcze istnieją, ale są opuszczone, porzucone, zdegradowane, a niektóre obiekty z tego obszaru swój wizerunek mają już tylko na moich zdjęciach. Tak się stało z opuszczoną wsią Pomarzanki k. Jabłkowa w gminie Skoki. Podobny los czeka obiekty kopalni soli w Wapnie, pałace i parki w Czeszewie, Smuszewie, Czesławicach czy Rybowie (dawno tam nie byłem i nie potrafię powiedzieć czy ostatnia ściana pałacu jeszcze stoi czy już runęła).
Odwiedzającego takie miejsca optymizmem napawa spostrzeżenie jak niewiele czasu potrzeba aby natura z powrotem upomniała się o swoje, szybko i niepostrzeżenie zajmuje opuszczone przez człowieka terytoria.
Pozwólcie, że zacytuję Joannę Bator (z książki „Rekin z parku Yoyogi”)  „(…)bujna wegetacja sprawia, że ma się również wrażenie, iż to nie koniec. Po prostu ludzie są teraz zastępowani przez inne stworzenia: gryzonie, zdziczałe koty, lisy, pająki. Georg Simmel (niemiecki filozof, teoretyk kultury, jeden z pierwszych socjologów) pisał: „Coś musi się rozpaść, aby poddać się nowym prądom”. 
 
Moje fotografie powstają nie z powodu fascynacji śmiercią i umieraniem, ale wynikają z zadumy nad procesem przemijania, który jest istotą japońskiej estetyki; jej założenia - od kilku lat - staram się poznać, zrozumieć i wykorzystać w swoim przekazie artystycznym.

„… jesteśmy tylko tymczasowymi mieszkańcami Ziemi. Nie ma żadnych podstaw, by sądzić, że nie przeminiemy jak tyle innych stworzeń przed nami. Betonowe ruiny, przedmioty z metalu i plastiku, elektroniczne nośniki z tekstami, których nie będzie już miał kto przeczytać, trochę napromieniowanych śmieci. To właśnie po nas zostanie. A więc bierzcie aparaty i fotografujcie ruiny w Warszawie, Wałbrzychu, Grudziądzu, Radomsku. Może kiedyś jakaś nowa mieszkanka ziemi, zielonoskóra i dzikooka, wygrzebie takie zdjęcie z haikyo (obrazem ruin), jakim stanie się cała nasza cywilizacja.” (J. Bator)

 

POSZUKIWANIE SACRUM

Interesuje mnie również wieś ale wieś wielkopolska – uporządkowana, płaska i symetryczna, gospodarna a tam za płotem widać – płaskie pola i drogi wiodące do tematu kolejnego, czyli do miejsc świętych; znajdziemy tam liczne sanktuaria maryjne, najbliższą – każdemu, kto jej szuka - sferę sacrum
Moje fotograficzne poszukiwanie świętości traktuję bardzo poważnie bez porozumiewawczych mrugnięć do odbiorcy, bez kontrastowania z profanum; ten zestaw fotografii jest w zamyśle poważny i wzniosły. Staram się opowiadać fotografiami o polskiej religijności, którą można odnaleźć na terenie znanych powszechnie miejsc. Świadczą o niej liczne przydrożne kapliczki, zawsze zadbane i przystrojona kwiatami.
To nie jest Polska liberalna, bez tradycji, historii i Boga, jakiej obraz usiłują nam narzucić niektóre media.

 


METODA

Strona formalna wystawy może wzbudzić konsternację u niektórych widzów przyzwyczajonych do pewnych festiwalowo-popkultu-rowych standardów wystawienniczych.
Nie znajdziecie na tej wystawie pięknych zdjęć wykonanych w o świcie czy zachodzie słońca, kiczowate, przeestetyzowane, nieprawdziwe obrazy mnie nie interesują nie ma też tzw. „sztuki dla sztuki”, czystej formy itp. Choć – nie ukrywam - czasami ciągnie mnie w tamtą stronę. Żaden z kadrów na tej wystawie nie powstał przypadkowo i każdy ma znaczenie.
Dobieram narzędzie, czyli  aparat  do tematu a potem materiał osobiście przygotowuję do prezentacji. Przeważnie się to sprawdza, jeśli popełniam błąd w wyborze technologii, staram się wrócić w to samo miejsce z innym sprzętem. Nie jest dla mnie istotne czym i w jakich warunkach zdjęcie wykonam, ważne  jest to co na zdjęciu utrwalę.
Na równych prawach obok kolorowych wydruków zdjęć cyfrowych na wystawie są czarno białe, ręcznie wykonane powiększenia barytowe,  robocze wglądówki (patrz. albumy) i stykówki z kliszy średnio-formatowej a nawet wydruki z domowej drukarki atramentowej 
Wykorzystuję wszelkie fotograficzne odpadki, ścinki, materiały robocze wstępne wersje, wglądówki. Uwielbiam stare materiały fotograficzne, papiery, negatywy, jest ich coraz mniej i nigdy nie wiadomo jaki efekt osiągniemy, lepszy czy gorszy – nieważne, zawsze niepowtarzalny, nie do odtworzenia ponownie.
Zbieram aparaty tradycyjne, urządzenia optyczne i fotograficzne, których ktoś się pozbył, uznając, że już się nie przydadzą. Lubię składać wywoływacze z kawy i kwasku cytrynowego.
Podstawa to ręczna robota (handy-made), recykling i ekologia.
To podejście wynika z zapatrzenia na twórczość czeskiego outsidera Miroslava Tichego, poety Mirona Białoszewskiego a ostatnio również dzieło życia Jerzego Lewczyńskiego, wystarczy do tego dołożyć etetykę japońską, i wszystko powinno być jasne.


 

OD STÓP DO GŁÓW - PROWINCJA.

 Z mojego bloga photodocument and pinhole: Dlaczego wyraz prowincja ma przeważnie wydźwięk pejoratywny? Pod tym pojęciem widzimy przeważnie część kraju oddaloną od stolicy i większych miast nie tylko terytorialnie; mieszkańcy stolic pojmują obszary prowincjonalne jako opóźnione w rozwoju cywilizacyjnym i kulturalnym a tamtejsza ludność to pożałowania godne istoty o niskiej świadomości; jeśli nie uogólniamy to wiele w tym racji;  prowincja to stan mentalny a nie miejsce na mapie; rozleniwia umysłowo, daje pozorną wolność - wyzwala od ambicji; to peryferie krajów ale odmienne niż suburbia wielkich miast z obszarami wykluczenia i nędzy, które szerokim łukiem omija policja.
Na prowincji życie płynie wolniej, zło jest wokół ale o nim się nie mówi, nie pisze; z traumą trzeba się zmagać po cichu albo wyjechać stąd na zawsze.
Tu opcje polityczne nie mają znaczenia, prawica czy lewica, to tylko etykiety, naprawdę są tylko swoi i obcy, rządzą krewni i znajomi z klasy; tutaj władzy nikt nie zagląda do portfela; lokalna władza dzierży władzę bo ją kupiła i nie zamierza jej nikomu oddać; wszelkie zmiany szokują.

Mimo wszystko łatwiej tutaj o przeżywanie przyrody, jest do niej po prostu bliżej, wystarczy wyjść za rogatki, wspiąć się na górkę aby chłonąć zapachy i przestrzenie.
Dziękuję Państwu AUTOR










Anarchista estetyczny w podróży

Dla Lech Szymanowskiego prowincja to nie sielska arkadia, mityczna kraina dzieciństwa. Nie jest to też miejsce egzotyczne gdzie dziś masowo nowi dokumentaliści ewangelizują ich zdaniem opóźnioną estetycznie ludność tubylczą. Autor Notatek... wiele lat temu znalazł własną drogę, klucz do interpretacji terytorium poza miastem. Fotografuje miejsca i obiekty z pozoru nieistotne czasem nijakie i pozbawione estetycznego potencjału. (fotogeniczności). Umiarem i wyrafinowaną prostotą,czasem anarchiczną nonszalancją rzuca wyzwanie fotograficznym tendencjom głównego nurtu kultury wizualnego nadmiaru i celebryckiej spektakularności. Próbuje zachęcić nas do podjęcia wysiłku zrozumienia świata w którym żyjemy, nawet jeśli jest to prowincja, miejsce płaskie symetryczne, nudne i właściwie nie ma tu nic do sfotografowania. Czasem z ziemi wystaje kilka większych zarośniętych trawą kamieni lub resztki podworskich zabudowań. Autor nie oszczędza widzów, nie proponuje estetycznych rozkoszy, jego metoda to uproszczony i zredukowany sposób zapisu, chłodny dystans i estetyczny minimalizm który dodatkowo wzmacnia przekaz. Lechowi udaję się osiągnąć wyjątkową  spójności między tym co fotografuje i w jaki sposób to robi. Mniej znaczy więcej, tu sprawdza się w wyjątkowy podwójny sposób.

B. Biegowski 30 czerwca 2017



Foto-Pietyzm,

czyli peregrynacje Lecha Szymanowskiego

Lech Szymanowski (obok m.in. Bogusława Biegowskiego z jego np. Zielnikiem pilskim) należy do unikających poklasku fotografów działających w sferze dokumentu systematycznie, ale daleko od artystycznego mainstreamu, można powiedzieć, że nawet na fotograficznych poboczach wielkiego świata. W tym jednak tkwi siła jego prac, jego cykli, którym zupełnie obce jest jakiekolwiek efekciarstwo, wreszcie jego kolejnych wystaw. Przygotowując tę oto wystawę, powiedział: Interesuje mnie pamięć na fotografii. Zatrzymane na moich kadrach miejsca jeszcze istnieją, ale są opuszczone, porzucone, zdegradowane, a niektóre obiekty z tego obszaru istnieją już tylko na moich zdjęciach. Interesuje mnie wieś, wieś wielkopolska – uporządkowana, symetryczna, a tam – płaskie pola i drogi wiodące do tematu kolejnego, czyli do miejsc świętych. Są to zlokalizowane głównie na terenie wsi sanktuaria maryjne, jest to sfera sacrum, moje poszukiwanie sacrum, bez porozumiewawczych mrugnięć do oglądającego, bez kontrastowania z profanum. Zestaw tematów jest w zamyśle poważny i wzniosły. Staram się opowiadać swoimi fotografiami o polskiej religijności, którą można odnaleźć na terenie znanych wszystkim miejsc. A są to: Ostrów Lednicki, Licheń Stary, Skrzatusz, Teresin-Niepokalanów, Górka Klasztorna.

Krzysztof Szymoniak

Lech Szymanowski opowiada jednak nie tylko swoimi kadrami. Wystarczy bowiem zajrzeć na jego fotoblog, aby zanurzyć się w pięknie i rzeczowo spisywanych esejach, które prowadzą czytelnika przez historię miejsc i biografie ważnych postaci, przez dzieje starożytne terenów, po której ciągle stąpamy, przez współczesność, która brutalnie zmiata z powierzchni ziemi ostatnie ślady dawnej świetności. Postawę autora tych wpisów (szczególnie polecam: W poszukiwaniu sacrum; Dokumentacja. Pomarzanki 2003-2011; Natura górą. Smuszewo; Czeszewo Libelta) nazwałem na własny użytek foto-pietyzmem, a jego działania stricte fotograficzne, które trudno oddzielić od jego postawy, jego peregrynacje do miejsc zapomnianych i świętych, odbieram z uznaniem dla rzemiosła, któremu się oddaje, i z pokorą dla idei, której pozostaje wierny.

Krzysztof  Szymoniak    



Dokumentacja fotograficzna W. Nielipiński, W i L. Szymanowscy

*) Ryszard Milczewski-Bruno. Prowincja


piątek, 28 lipca 2017

Fotografia zoologiczna


Pomnik Konia. (autor nieznany),  Poznań, ZOO, luty 2017 r.

Ogród zoologiczny w Poznaniu (Stare ZOO) przy ulicy Zwierzynieckiej jest najstarszym w Polsce, działającym bez przerwy, a o jego bogatej przeszłości świadczą zachowane zabytkowe pawilony, woliery i budynki. Na terenie zologu (jak mówią Poznaniacy) znajduje się kilka pomników z różnych okresów, przedstawiających większe i mniejsze zwierzęta; najbardziej efektowne to rzeźby konia  i lwa.
Stojący w pobliżu wejścia, wykonany z brązu Pomnik Konia przedstawia masywnie zbudowane zwierzę naturalnej a nawet ponad naturalnej wielkości; rzeźba przywieziona została ze Związku Radzieckiego po 1945. Poznańskie ZOO zajmuje niewielki obszar w centrum miasta, wciśnięte jest między ul. Zwierzyniecką Gajową, Bukowską i Kraszewskiego. Był to pierwszy ogród zoologiczny, który odwiedziłem w dzieciństwie. Daleko mu do Nowego poznańskiego ZOO, oliwskiego czy wrocławskiego, sentyment z dzieciństwa jednak pozostał i zachodzę tam czasami po drodze z dworca na Jeżyce.


August Gaul, 1910. Pomnik Lwa, Poznań, ZOO, luty 2017. Skan negatywu 6x6 cm.

Na cokole Pomnika Lwa znajduje się medalion z podobizną Roberta Jaeckla - pierwszego dyrektora poznańskiego ZOO w latach 1883-1907, oraz tablica pamiątkowa o treści: W tym miejscu powstał 100 lat temu poznański ogród zoologiczny. Poznań we wrześniu 1974 roku. Inskrypcja na podstawie rzeźby lwa głosi: A. Gaul 1910, co upamiętnia twórcę pomnika - berlińskiego artystę-animalistę, Augusta Gaula. Pomnik znajduje się przed wejściem do Muzeum Wiedzy o Środowisku PAN i woliery dla ptaków brodzących, pochodzącej z 1924 roku.


Za/w szybie woliery dla ptaków. Poznań, ZOO, luty 2017 r.
Skan negatywu 6x6 cm.



Poznań, ZOO, luty 2017. Skany negatywu 6x6 cm.


Tegoroczne fotografowanie Poznania zacząłem, u schyłku zimy, od Jeżyc. Jak dotąd udało mi się wykonać zaledwie kilka kadrów średnioformatowych, w Starym ZOO po sezonie. Zimą dostęp do większości zwierząt  ptaków jest niemożliwy, na teren ogrodu można jednak wejść bo pełni on również rolę dzielnicowego parku. Kilka gatunków, odpornych na środkowoeuropejskie zimowe temperatury znaleźć można bez trudu na wybiegach.

Ponieważ fizycy i matematycy przekonują nas, iż czas nie istnieje, wszechświat jest jedynie hologramem a wszystko jest teraźniejszością, to absolutnie nie ma potrzeby zachowywanie chronologii zdarzeń zapisywanych na tym blogu. Zdjęcia, które właśnie tu zamieszczam wykonałem w lutym 2017 r. czyli teraz? Temat jest rozwojowy będzie trzeba mocno się postarać aby znaleźć powiązanie między teoriami kwantowymi, strunowymi oraz wszystkiego a tezą klasyka, że fotografia to balsamowanie czasu, czasu który nie istnieje - tak bardzo, że fizycy nawet nie próbują go zdefiniować.



Poznań, ZOO, luty 2017. Skany negatywu 6x6 cm.

----
Z A P R O S Z E N I E
 Mimo kanikuły - uprzejmie Z A P R A S Z A M na otwarcie mojej najnowszej wystawy "NOTATKI Z PROWINCJI" cz. 1. 
​Wernisaż odbędzie się w Skansenie w Osieku n. Notecią, w niedzielę 6 sierpnia 2017​ r., o godz. 13.30 w ramach cyklicznej imprezy NIEDZIELA W SKANSENIE.

"Notatki z prowincji" w Osieku oglądać będzie można do 29 września​ 2017 r.

wtorek, 27 czerwca 2017

Chwała Bizancjum!




W XI wieku Cesarstwo Bizantyjskie przeszło drugi z największych kryzysów w swojej historii. Latem 1071 roku daleko na wschodzie, na północ od jeziora Wan, w bitwie pod Manzikertem Turcy seldżuccy pokonali i wzięli do niewoli cesarza Romana IV Diogenesa. W tym samym czasie na zachodzie Normanowie pod wodzą  Roberta Guiscard zdobyli Bari w południowej Italii. Na skutek tego splotu nieszczęsnych okoliczności potężne Bizancjum musiało stawić odpór dwóm zupełnie różnym wrogom na odległych o tysiące kilometrów kresach imperium. Od lat 70 poprzedniego wieku cesarstwo nękane było chorobą niestabilności politycznej. Aby opłacić dodatkowe siły najemne do walki z plemionami Pieczyngów Konstantyn IX (1042-1055) wybił nowe, lekkie monety ze złota kiepskiej próby. Była to pierwsza dewaluacja złotego solida od 700 lat. Chociaż Konstantyn IX dysponował doświadczonymi dowódcami  to często powierzał prowadzenie kampanii wojennych swoim kolesiom, dworskim dygnitarzom, którzy o sztuce prowadzenia wojny nie mieli pojęcia. Ta polityka doprowadziła do wielu przegranych kampanii i niepotrzebnej śmierci dziesiątek tysięcy żołnierzy.






Z drugiej strony cesarz wydawał wielkie sumy na okazałe przedsięwzięcia budowlane: klasztor i pałac Mangana w stolicy, nowy monaster na Chios, liczne dary dla kościołów i instytucji filantropijnych czy wspaniałe mozaiki w kościołach Hagia Sophia, w Kijowie i Betlejem. Czas panowania dynastii macedońskiej uważany jest za złoty okres sztuki i nauki bizantyjskiej. Wspaniałe to były czasy, kiedy głównym polem działania władzy była promocja nauki i wszelkich sztuk. Tak dobry klimat dla artystów nie zdarzał się często w historii ludzkości.
Konstantyn IX był hojnym mecenasem nauk filozoficznych i prawniczych. W chrześcijańskim Bizancjum studia nad antyczna filozofią nigdy nie zostały zarzucone, rozwijała się astronomia i astrologia. Ówczesni uczeni z Michałem Psellosem na czele próbowali racjonalnie zgłębiać nauki ścisłe.  Michał Attaliates śmiał podważyć powszechny pogląd jakoby grzmot był odgłosem wielkiego smoka!
Kryzys XI wieku został w końcu zażegnany (1081 r.) za sprawą uzurpacji Aleksego I, który tak skonstruował małżeńskie sojusze, że zjednoczył dwa rywalizujące ze sobą rody, Komnenów i Dukasów.


 


Ciemna legenda Bizancjum napisana została w średniowiecznej Europie Zachodniej ale tak naprawdę historia i życie codzienne 1000 letniego imperium nie są powszechnie znane, często zapominamy, że w Bizancjum udało się połączyć ortodoksyjną wiarę chrześcijańską z pogaństwem, klasyczne greckie wykształcenie z rzymską siłą oraz sprawnością administracyjną, ten miks sprawił iż powstała wielka, twórcza cywilizacja, która przez całe wieki stawiała opór nawale islamu. O tym zajmująco pisze Judith Herrin w dwudziestu rozdziałach składających się na książkę Bizancjum. Autorka pisze we wstępie swojej książki:

Starałam się przekazać choć w części, co znaczyło być Bizantyjczykiem, i dać wyobrażenie o kosmopolitycznym, miejskim społeczeństwie, którego członkowie, obdarzeni historyczną świadomością własnej tożsamości i pobożną wiarą w życie przyszłe, byli tak różni od nas, a zarazem tak bardzo do nas podobni.
Moim zdaniem byli jednak raczej różni niż podobni, świadomość historyczna i religijność współczesnych Europejczyków stają się pojęciami egzotycznymi, zepchniętymi do najciemniejszych zakątków muzeów. Bizantyjczycy odpór islamowi stawiali skutecznie przez 8 wieków, przykład dzisiejszej Francji pokazuje, że współcześnie islamistom będzie łatwiej i wkrótce wezmą wszystko. Francuzi, Belgowie czy Niemcy sami się podkładają, wkrótce staną się w swych krajach mniejszością. Nie widzę wyjścia - Europa Zachodnia potrzebuje nowej krucjaty.





W 1204 r. dotkliwy cios zadali Bizancjum łacińscy krzyżowcy, podczas czwartej krucjaty zajęli Konstantynopol, wyrżnęli mieszkańców i panoszyli się w stolicy jeszcze przez 50 lat. Jednak siła imperium pozwoliła mu istnieć przez następne 200 lat; Konstantynopol, Grecję i resztki Cesarstwa Bizantyjskiego w końcu podbili Turcy. Islam zagroził Europie, nie po raz pierwszy i nie ostatni. Gdyby w średniowieczu zachodni Europejczycy, do spółki z Wenecjanami, zamiast łupić Konstantynopol przyszli z pomocą Bizancjum, kiedy było jeszcze silne i wspólnie wyparli islam z Ziemi Świętej i Północnej Afryki stałby się on religią peryferyjną a my nie mielibyśmy kłopotu dzisiaj. Historie alternatywne jednak się nie zdarzają, zwykle zwycięża doraźny interes.



Ten tekst gotowy był już kilka miesięcy temu, Bizancjum i krucjaty to mój konik od zawsze a książka  Judith Herrin pięknie porządkuje wiedzę o tej ważnej a niesłusznie zapomnianej kulturze. W historii politycznej Bizancjum fascynowało mnie podejście rządzących, w którym działania wojenne podejmowano dopiero w ostateczności. Bizancjum swój kształt terytorialny, w czasach swej największej potęgi, osiągnęło nie dzięki wojnie a dyplomacji. Fascynują mnie postacie takie jak Konstantyn IX albo Konstantyn VII Porfirogeneta dla których rozwój nauki, prawa, architektura, sztuka czy literatury były wartościami najcenniejszymi i nie żałowali na to pieniędzy. Utopia?

Aby w/w tekst opublikować brakowało mi własnych ilustracji. Na początku czerwca, kilka dni musiałem spędzić w Bukareszcie i jakieś notatki fotograficzne popełniłem. Fotografie zamieszczone w tym materiale pochodzą z kilku cerkwi w centrum stolicy Rumuni, a szczególnie z Cerkwi Stavropoleos i Cerkwi Kretzulescu. Zapytacie jaki związek może mieć wspólczesny Bukarest z Bizancjum?







Cerkiew Stavropoleos / Biserica Stavropoleos

To jedna z najpiękniejszych świątyń Bukaresztu (1724) znajduje się na tyły Muzeum Narodowego (Str. Stavropoleos). Niewielka świątynia pod wezwaniem świętych Archaniołów Michała i Gabriela jest pieknym przykładem stylu brynkowińskiego; zachwyca elewacją z elementami roślinnymi z dekoracjami bogatymi w arabeski, zaś nowo bizantyjskie wnętrze oświetlone jest przez wiele ściec, podkreślających freski, ikony i wyśmienity pozłacany ikonostas z Drzewem Jessego. Obok mieści się klasztor, w którym mnisi nie tylko modlą się, ale też pracują i studiują.


Cerkiew Kretzulescu / Biserica Crețulescu

znajduje się w centrum Bukaresztu, przy reprezentatywnej Calea Victoriei (Alei Zwycięstwa) ufundowana została przez bojara Crețulescu i jego żonę Saftę, wzniesiona została w latach 1720–1722 również w stylu brynkowiańskim. Wewnątrz znajdują się freski wykonane w latach 1850–1859 przez Gheorghe Tattarescu. Pierwotnie malowana była również na zewnątrz, ale po renowacji przeprowadzonej w latach 1935–1936 pozostawiono elewacje z czerwonej cegły. Cerkiew uległa poważnym uszkodzeniom podczas trzęsień ziemi w 1940 i 1977 ale szybko została wyremontowana; ostatnia renowacja miała miejsce już po rewolucji rumuńskiej 1989 roku.





------ + ------

Smutek i żal

Fotografia poniosła dotkliwą stratę, w czwartek, w wieku 67 lat w Jeleniej Górze zmarł Wojciech Zawadzki. Artysta kompletny, jeden z najwybitniejszych, współczesnych polskich fotografów.

Ewa Anrzejewska i Wojciech Zawadzki w Galerii Korytarz. Jelenia Góra 2014

W latach 70. XX wieku związany był we Wrocławiu z nurtem fotografii elementarnej, od roku 1984 współtworzył silne środowisko fotograficzne.w Jeleniej Górze. Współorganizator Wszechnicy Fotograficznej, Biennale Fotografii Górskiej, przez 25 lat prowadził Galerię KORYTARZ Jeleniogórskiego Centrum Kultury. Organizator i wykładowca Wyższego Studium Fotografii. Przez krytykę nazywany  był twórcą jeleniogórskiej szkoły fotografii. Odszedł wielki artysta i mentor.
W oficjalnych mediach ogólnopolskich CISZA! Nie słyszeli, nie znają, nie kojarzą, nie wiedzą!
Więcej ZPAF -->

czwartek, 22 czerwca 2017

System Rapid, Poznań 2017 cd.





Kilka tygodni nie miałem w rękach swoich aparatów systemu Rapid więc dodaję do notatnika, kilka wcześniejszych kadrów z majowego spaceru po ulubionych miejscach Poznania, taki ciąg dalszy. Te i podobne zdjęcia nie znajdą się na - przygotowywanej od kilku miesięcy do Osieka n. Notecią - wystawie. Jest już termin wernisażu, pozostał mi już tylko czas na ostatnie prace wykończeniowe.

Lech Szymanowski. Notatki z prowincji
6.08 -29.09.2017
Muzeum Okręgowe w Pile, Skansen w Osieku (k. Wyrzyska)
Długo myślałem o zestawie, który przygotuję na wystawę. Zaproponowany rok temu temat Notatki z prowincji okazał się być niezwykle pojemny, w związku z czym zdecydowałem się skupić na 3 głównych wątkach. Zasada redukcji działa cały czas. Z ogromu materiału codziennie wyrzucam kilka prac. Wspomniane 3 wątki związane z wielkopolską wsią i polską religijnością to:
1. Pamięć fotografii, zatrzymane na moich kadrach miejsca, które istnieją ale są opuszczone, porzucone, zdegradowane a obiekty istnieją już tylko na moich zdjęciach, jak opuszczona wieś Pomarzanki, budynki po kopalni w Wapnie, dwory w Czeszewie, Smuszewie i Czesławicach, Smogulec --> 2. Wieś, wieś wielkopolska, uporządkowana, symetryczna, płaskie pola i drogi wiodące do tematu kolejnego… czyli -->  3. Miejsca święte, sanktuaria maryjne, cała sfera sacrum z nimi zwiazana, poszukiwanie sacrum; bez mrugania do widza, bez kontrastowania z profanum, ten fragment  jest w zamyśle poważny i wzniosły. Staram się opowiadać obrazami o polskiej religijności od samego początku: Ostrów Lednicki, Górka Klasztorna, Skrzatusz, Licheń Stary, Teresin-Niepokalanów.
Oprócz własnoręcznie wykonanych powiększeń zamierzam umieścić kilka kolorowych wydruków zdjęć cyfrowych, jednak nie udających prawdziwych zdjęć. Wystawie ma towarzyszyć skromne wydawnictwo. Zapraszam już teraz - do Osieka, od niedzieli 6 sierpnia 2017 r.























..: Baltica :..

Czas nie istnieje

Bałtyk, sierpień 2017. Skan negatywu 6x9 cm. Kodak Brownie Junior Six-20 Fizycy twierdzą, że czas  nie istnieja a matematycy, iż ...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy