Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mariusz Stachowiak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mariusz Stachowiak. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 sierpnia 2015

Sen o teatrze



Teatr Snów. Republika marzeń. SC, Lato 1990 r. Skan negatywu.


Flashback pierwszy

 

Późny Gierek czyli końcówka '70; ciasna sala poznańskich Masek w DS Hanka; trwa jeden z licznych wtedy przeglądów  teatrów studenckich. Akcja spektaklu rozgrywa się w mroku, publiczność siedzi w kole wokół sceny. Najwyższe miejsce zajął fotograf z dużym aparatem produkcji DDR na statywie; podczas całego spektaklu słychać charakterystyczny spust migawki Pentacona.  Koniec spektaklu, milknie scena, zapalają się światła. W tym momencie oczy wszystkich kierują się na fotografa, który demonstracyjnie i głośno wstaje, wychodzi na środek sceny, otwiera tylną klapę aparatu, wyjmuje i dynamicznie rozwija taśmę ochronną filmu. Negatyw był prawdziwy, stracony bezpowrotnie. Fotografowanie, bez rejestracji, zdajemy sobie sprawę, że braliśmy udział w spektaklu, z którego nie będzie dokumentacji, w jednorazowym przeżyciu, które nie zostało utrwalone, strata żal. Czy wszystko musi być sfotografowane, zapisane, zadokumentowane? Po spektaklu nie pozostała fotografia, może to był tylko sen?
Nie pamiętam tytułu spektaklu, nazwy teatru, niewiele z tego co działo się na scenie. Za to doskonale utrwaliłem w zakamarkach pamięci sytuację z fotografowaniem, chociaż wtedy jeszcze nie myślałem nawet o tym, że wkrótce fotografia i fotografowanie staną się istotnymi wartościami w moim życiu. Czy utrwalił bym pamięć o wydarzeniu gdyby pozostały po nim zdjęcia?


Flashback drugi 

 

 

Teatr Snów. Republika marzeń. SC, Lato 1990 r. Skan negatywu.


Dlaczego Teatr fotografuję tylko dokumentacyjnie? Bo w takich zdjęciach nie ma nic mojego.
Od strony wizualnej Teatr to wizja i kreacja reżysera, scenografa, choreografa. Każdy kadr Fotografa jest tylko rejestracją tej wizji albo jej fragmentu.

W przypadku fotografii teatralnej nie można mówić o rejestracji fotograficznej wycinka rzeczywistości.
Teatru jako osobnego bytu sztuki nie można sfotografować, da się jedynie zapisać na kliszy lub matrycy. Czy Fotograf może wykorzystać rejestrację spektaklu aby stworzyć osobną jakość wizualną? Raczej nie. Spróbuj mnie przekonać że jest inaczej.


Teatr Snów. Republika marzeń. SC, Lato 1990 r. Skan negatywu.

Kadry ze spektaklu mogą być 'malownicze' często przebogate wizualnie ale nie należą do fotografa.
Fotograf jest tylko narzędziem wykonującym dokumentację spektaklu, podobnie jest fotografowaniem koncertów muzycznych; wyzwalaczem migawki. (Ale... na koncercie, szczególnie rockowym, Fotograf swój wycinek znaleźć może w pobliżu lub wokół sceny, kierując obiektyw aparatu od sceny ku widowni, kulisom, garderobom.)
Fotograf teatralny musi zrezygnować ze swoich ambicji artystycznych.

To wszystko nie znaczy, że ze spektaklu teatralnego nie można wyjść z dobrymi zdjęciami. Można i jest wiele przykładów świetnych i cennych dokumentacji (ale tylko dokumentacji, nie dokumentów). Fotografować Teatr należy i warto, wartość dokumentacyjna jest priorytetowa.


Flashback trzeci

 

Jacek Kulm. Fragment wystawy.

Metody są różne. Jacek Kulm w latach '80 dokumentował średnioformatowymi aparatami, na kolorowych, slajdach Teatr w Poznaniu. Jego zdjęcia były ustawiane, wykonywał je na próbach i specjalnych sesjach, we współpracy z reżyserami. Wspólnie ustawiali 'żywe obrazy' - sceny ze spektakli, nawet te bardzo dynamiczne, zamrażając na kilka sekund ruch sceniczny. Efektem tej pracy były atrakcyjne, perfekcyjne i piękne zdjęcia, dokumentujące ważny okres poznańskiego życia teatralnego.


Flashback czwarty

 

Reżyser Eugeniusz Korin i Tadeusz Łomnicki. Mariusz Stachowiak, 1992

 

Dlaczego warto dokumentować teatr? W 1992 w Teatrze Nowym w Poznaniu, podczas prób do Króla Leara zmarł Tadeusz Łomnicki. Aktor legenda, jeden z największych jakich miała polska scena, z ostatniego wcielenia mistrza nie pozostało by nic, gdyby nie Mariusz Stachowiak (1956-2006), który te próby dokumentował  (album Tadeusz Łomnicki - w stronę Leara, 1993 r.)
Mariusza Stachowiaka spotkaliśmy tylko dwa razy, odrobinę hipisujący, długowłosy, promieniał pozytywną aurą. Razem z Januszem Nowackim oceniał zdjęcia poplenerowe, w każdej fotografii znalazł coś pozytywnego, nie wartościował, zadawał pytania, ze stosu fotografii wybierał te najmniej artystowskie, najbliższe codzienności.
Stachowiak zmarł przedwcześnie u szczytu swoich możliwości twórczych, teatr fotografował od 1983 r. Jako jednemu z nielicznych udało mu się znaleźć swój kluczyk do teatru, fotografował bez słodkiej, lukrowanej polewy jaka dominuje w tej dziedzinie, do motywów teatralnych podchodził jak do wszystkich pozostałych, jak najbliżej - jak by się pochylał. Mariusz Stachowiak nigdy nie rozstawał się z aparatem. Fotografował dużo, szybko i intensywnie, pozostawił po sobie jedno z najbogatszych archiwów dokumentalnych czasów polskiej przemiany, ciągle niezbadane do końca i niedocenione.



Flashback piąty








Teatr Snów. Republika marzeń. SC, Lato 1990 r. Skany negatywów.

 

W pudle z negatywami znalazłem zwiniętą rolkę filmu negatywowego sprzed ponad 20 lat. Spróbowałem to zeskanować na Plustku, wyszło dość słabo - warto będzie zrobić kilka powiększeń? Na negatywach rejestracja spektaklu, który mgliście pamiętam. Nie są to chyba wszystkie zdjęcia, powinna być jeszcze jedna rolka z drugiej, bardziej widowiskowej części spektaklu, szczudła, żagle itp. Może kiedyś się znajdzie? Na zdjęciach mamy upalne letnie wczesne popołudnie 1992, widowisko plenerowe na Rynku SC.
Teatr Snów z Gdańska o swoim spektaklem Republika marzeń: >>

wtorek, 15 stycznia 2013

Gniezno Antywidokówki, czyli 29 prac Szymona Słupnika

Zwykle unikam umieszczanie w tym miejscu materiałów związanych ze swoją pracą zawodową. Robię to jedynie w wyjątkowych przypadkach, takich jak zbliżająca się prezentacja wystawy i twórczości literackiej Krzysztofa Szymoniaka. Kilka miesięcy temu zaproponowałem Krzysztofowi aby wreszcie pokazał efekt swoich prywatnych fotograficznych wędrówek po Gnieźnie. Krzysztof fotografuje Gniezno od wielu lat, jak sam mówi - fotografia nie jest jego główną domeną twórczą i z wielką skromnością zastanawiał się, czy jego zdjęcia, w ogóle nadają się aby je pokazać publicznie. Po obejrzeniu części materiału, który mógłby stworzyć wystawę zdecydowałem, że spojrzenie Krzysztofa na jego miasto jest na tyle oryginalne a zdjęcia są dość jednolite stylistycznie, i co istotne, świetnie wykonane, że utwierdziłem go w zamyśle przygotowania zestawu wystawowego. Po kilku dniach Krzysztof przesłał mi płytę z proponowanymi seriami, pojechałem z tymi fotografiami do pracowni Bogusława Biegowskiego aby pomógł mi dokonać wstępnego wyboru oraz po koleżeńsku napisał SŁOWO o wystawie. Ostateczny wybór Bogusia został zaakceptowany przez autora fotografii, mimo, że wiele jego ładnych zdjęć kurator bezlitośnie wyciął. Seria 29 zdjęć Krzysztofa zdecydowanie przełamuje stereotyp pocztówkowego, pokazywania Gniezna, miejsca ważnego w naszej historii początków. Wszystkie zdjęcia są fotografiami cyfrowymi, surowymi plikami, autor nie stosował żadnych zabiegów mogących podnieść ich atrakcyjność. Nie zmieniał tonacji, ostrości może lekko jasność  nielicznych? Są one dokładnie takie jak zarejestrowała je matryca lustrzanki Krzysztofa Szymoniaka. Dzięki temu od razu uderza nas prawda i szczerość tego zapisu, również dlatego, że te kadry, nigdy w zamyśle autora, nie były planowane jako obrazy wystawowe.


W dzisiejszej poczcie znalazłem tekst Bogusława, który poniżej przytaczam w całości ponieważ dotyczy on nie tylko tej konkretnej wystawy ale próbą określenia miejsca fotografii we współczesnej nam rzeczywistości.
Do tej pory Gniezno nie miało szczęścia w fotografii, chociaż wydało kilku świetnych fotografów z fotoreporterem, dokumentalistą Mariuszem Stachowiakiem na czele. W Gnieźnie mieszka Władek Nielipiński, animator fotografii z poznańskiej Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej i Centrum Animacji Kultury, dzięki jego pracy i inicjatywom od ponad 10 lat nieźle rozwija się amatorski ruch fotograficzny w Wielkopolsce. Są lata lepsze i gorsze, ale ubiegłoroczny Festiwal pokazał, że środowisko jest silne i zintegrowane, wielkopolscy fotografowie chętnie spotykają się i wymieniają doświadczeniami kilka razy do roku, na imprezach organizowanych przez WBP i CAK (w Poznaniu na ul. Prusa 3).
Mam szczerą nadzieję, że tą wystawą Krzysztof  Szymoniak, poeta, dziennikarz, eseista, pracownik naukowy UAM stał się również FOTOGRAFEM, a sama wystawa zainteresuje kulturalne Gniezno, które będzie chciało ją pokazać na swoim terenie.


Serdecznie zapraszam na spotkanie autorskie w KaffeLit, w Miejskim Domu Kultury w Wągrowcu. Gościem nasze Kawiarni Literackiej będzie Krzysztof Szymoniak, poeta, dziennikarz, fotograf, pracownik naukowy Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Spotkaniu  z artystą towarzyszyć będzie wystawa, nigdy wcześniej nie prezentowanych, fotografii Gniezno Antywidokówki, czyli 29 prac Szymona Słupnika. Wystawa została przygotowana przez Krzysztofa Szymoniaka specjalnie na to spotkanie.
Impreza połączona z wernisażem  odbędzie się w Galerii Miejskiego Domu Kultury w Wągrowcu, w czwartek 24 stycznia 2013 r., o godzinie 18:00. Spotkanie poprowadzi poznańska dziennikarka specjalizująca się w sprawach szeroko pojętej kultury i sztuki Grażyna Banaszkiewicz.



Bogusław Biegowski

Gniezno Antywidokówki, czyli 29 prac Szymona Słupnika *)

Boże stópki

Wyzwaniem dla fotografów są miejsca, których wartość symboliczna jest mocno zakorzeniona w przeszłości. Największy problem pojawia się, kiedy przeszłość, czasem wielka historia, ma niewielki już związek ze współczesnością. Wszystko pozostaje w sferze mitu, sentymentu i nostalgii za przebrzmiałą wielkością. Cienie wielkich  wież i pierwsze doznania na szkolnej wycieczce kształtują jednowymiarowe wyobrażenie. Pokolenia fotografów od lat rozstawiają swoje aparaty w tych samych miejscach. Nogi statywów utworzyły tam trwałe ślady przypominające Boże stópki.  Chęć twórczego zmierzenia się z uświęconym miejscem zmusza do wysiłku i szukania radykalnych rozwiązań. Odrzucenie wyświechtanych schematów fotografii turystyczno-dewocjonalnej staje się koniecznością.

Nie wszyscy są z nas

Fotografowie z urodzenia zawsze pilnie strzegli zawodowych tajemnic i bronili dostępu do swojego świata. Magia fotografii nie była dla każdego. Uproszczenie   światłoczułej technologii wszystko zmieniło. Fotografia dopiero teraz stała się naprawdę dostępna i demokratyczna. Niestety, trzeba było ustąpić pola fotografującym intruzom, aktorom, celebrytom, telewizyjnym przepowiadaczom pogody i z pokorą  znosić ich błyskotliwe sukcesy, cierpliwie czekając, aż zacznie działać jedno z praw dialektyki. Szczęśliwym paradoksem uproszczona procedura dla wielu twórców stała się dodatkowym narzędziem zapisu i poznania. Kto nie marzył, aby ogarnąć Całość… mówić wszystkimi językami. Użycie przez autora innej formy wypowiedzi niż ta, do której przywykliśmy, najczęściej zaskakuje. Użycie fotografii może zdumiewać. Zastanawiamy się, czy jest to wynik rozczarowania dotychczasową praktyką twórczą,   czy chęć poszerzenia wypowiedzi?

Labirynt

Druga część tytułu wystawy, „… 29 prac Szymona Słupnika” ustanawia tu jednoznaczną relację. Odwołuje się wprost do twórczości literackiej autora prezentowanych na wystawie fotografii. Nie ma możliwości, aby w zwyczajowo krótkim tekście towarzyszącym dokonać rzetelnej analizy wielowątkowej twórczości. Najkrócej zatem.  Prezentowany na wystawie zbiór fotografii to rodzaj aneksu i zaproszenie do całościowego odczytania oeuvre K. Szymoniaka. Antywidokówki to pułapka. Aby znaleźć wyjście z labiryntu, koniecznie trzeba odczytać znaki pozostawione przez autora  wcześniej w innych miejscach. Trawestując wypowiedz B. Brechta: Patrząc na gnieźnieńskie fotografie nie dowiemy się wiele o świecie Szymona Słupnika, nie wiemy nawet jakiego kolory była podłoga w mieszkaniu przy ulicy Grzybowo 3/6, a są przecież jeszcze sprawy dużo ważniejsze. Fotografia to byt paradoksalny. Nie mówi nic, kiedy nie umiemy patrzeć… To, co najważniejsze, jest ukryte, jest poza obrazem.

Flaneur, czyli poemat perypatetyczny

Podmiot fotograficzny regularnie odwiedza foto-genne strefy. Bez pośpiechu ogląda i sprawdza, czy wszystko jest na swoim miejscu. Przy okazji fotografuje. Potwierdza obecność. Nie zatrzymuje się dłużej niż to jest konieczne. Bez zbędnych egzaltacji rejestruje żałosny urok miejsc. Rezygnuje z wirtualnych miraży. Przeciwstawia się  banałowi stereotypowych wizerunków. Wydeptane ścieżki wędrówek tworzą misterną mapę stygmatów.   

Chronos

Fotografia często używana jest do zapisywania procesu przemijania i rozpadu substancji. Prawdopodobnie nic bardziej boleśnie nie uświadamia upływu czasu. Każde miasto ma swoje wstydliwe podbrzusze. Autor Antywidokówek unika publicystycznej retoryki. Nie są to też zdjęcia interwencyjne. Dyskretnie i z poczuciem taktu tworzy swoją osobistą topografię. Miasto przedstawione jest tu in statu nescendi w stanie terminalnym, u kresu dziejów, czekające na ponowne przyjście Zbawiciela. Nie ma jednak nadziei. Ekonomia odkupienia nie uwzględnia  bytów nieosobowych. Pozostało wieczne trwanie. Tak to wygląda…

Bogusław Biegowski, fotograf

Poznań, 13 stycznia 2013

..: Notatki z prowincji :..

Notatki z prowincji. Listy z Suicide City 1.

Świat się szybko zmienia, zmienia się internet, powoli zmienia się i ten blog. Od jakiegoś czasu staje się dla mnie - jak to kiedyś p...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy