Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na starej fotografii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na starej fotografii. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 sierpnia 2013

Kolabo show

FRANCJA. Eure-et-Loir. Chartres. 18 sierpnia 1944. Wkrótce po wyzwoleniu, bojownicy
francuskiego ruchu oporu zgromadzili na placu przed posterunkiem policji osoby
podejrzane o współpracęz Niemcami podczas wojny.  Prawdziwym i domniemanym
kolaborantom zostaną wkrótce - na znak poniżenia - ogolone głowy .
Robert Capa © International Center of Photography/Getty Images.

FRANCJA. Eure-et-Loir. Chartres. 18 sierpnia 1944. Te same osoby, które zostały
już pozbawione włosów na posterunku policji, sfotografowane przez Capę.
Robert Capa © International Center of Photography/Getty Images.


 

 1. Robert Capa. Chartres

W 18 sierpnia 1944 r. Robert Capa z amerykańskim dziennikarzem Charlesem Wertenbakerem wjechali do Chartres. Kiedy dotarli do gmachu miejskiej prefektury, usły­szeli wzburzone krzyki francuskiego tłumu: „Salope! Salope!" (Kurwa! Kurwa!) Wertenbaker opisał tę scenę w Invasion!: „Patrioci sprowadzali na plac kolaborantki, stare kobiety, które pomagały Niemcom albo spekulowały na czarnym rynku, i młode rozczochra­ne dziewczyny, które sprzedawały się niemieckim żołnierzom. Usta­wili je pod ścianą. Niektóre ostrzyżone już były do samej skóry i na środku placu leżał stos siwo-blond włosów. Na rogu kobieta z chłop­cem sprzedawała wino na szklanki".
Capa wybiegł przed motłoch, który obsypywał obelgami kobietę niosącą brukowanymi ulicami dziecko swojego niemieckiego ko­chanka. „To okrutne i niepotrzebne - skomentowała młoda dzia­łaczka ruchu oporu. - To kobiety żołnierzy, które i tak jutro już bę­dą sypiały z Amerykanami". Idąc tyłem, Capa fotografował kobie­tę z ogoloną głową, podczas gdy setki jej rodaków wyszydzało ją i obrzucało przekleństwami. Scena ta należy do jego najsłynniej­szych fotografii i jest jaskrawym zapisem współudziału Francji w nazizmie, jak również późniejszego rozgoryczenia tych, którzy w kolaboracji na pozór nie brali udziału.*)

FRANCJA. Chartres. 18 sierpnia 1944. Zaraz po wyzwoleniu miasta,
francuska kobieta, która związana była z niemieckim żołnierzem
i urodziła jego dziecko -  z ogoloną głową musi wśród tłumu
przejść przez miasto.
Robert Capa © International Center of Photography/Getty Images


FRANCJA. Eure-et-Loir. Chartres. 18 sierpnia 1944. Wkrótce po wyzwoleniu miasta, francuskiej kobiecie,
która urodziła dziecko niemieckiego żołnierza, ogolono głowę, na znak upokorzenia.
Jej matkę potraktowano tak samo.
Robert Capa © International Center of Photography/Getty Images.
FRANCJA. Eure-et-Loir. Chartres. 18 sierpnia 1944. Grupa miejscowych kolaborantów,
już po ogoleniu głów. Zdjęcie wykonał Capa przed posterunkiem policji
Robert Capa © International Center of Photography/Getty Images

 

2. Kolaboracja = zdrada?

W języku polskim synonimem słowa kolaboracja jest po prostu zdrada. Ten negatywny wydźwięk istnieje w zasadzie tylko w naszym języku.**) W innych krajach współpraca z okupantem niekoniecznie musiała być piętnowana.
Przez kolaborację rozumiemy więc współpracę z niepopieraną przez większość społeczeństwa władzą (PRL) a zwłaszcza z władzami okupacyjnymi (Rosyjskimi, Niemieckimi). W obecnym, pejoratywnym znaczeniu, ten termin zaczął być używany dopiero w okresie II wojny światowej. Kolaborantami nazywano wszelkiej maści jednostki, które odnosiły korzyści w sytuacji w jakiej znalazły się ich narody wskutek militarnych podbojów faszystowskich Niemiec.
Współcześnie w szerszym rozumieniu "kolaboracją" zaczęto nazywać zbiór zachowań społecznych, pokazujących zbiorową uległość podbitego społeczeństwa wobec niemal każdego rodzaju represji. (Wiki) Negatywne zabarwienie terminu zaczyna się rozmywać, wracamy do pierwotnego znaczenia słowa czyli określenia każdej współpracy.

Francja 1945. Grupa Francuzek, które zostały oskarżone o kolaborację z Niemcami,
rozebrane zostały do bielizny, niektóre mają ogolone głowy, aby publiczne upokorzenie
było bardziej bolesne. (Photo by Three Lions / Getty Images)

Niemcy, w każdym kraju podbitym kraju europejskim, z wyjątkiem Polski, tworzyli podporządkowane sobie struktury władzy oraz ochotnicze jednostki wojskowe walczące po stronie Niemiec. Najwięcej zasług mieli Francuzi, którzy z Niemcami współpracowali chętnie i powszechnie. Życie kulturalne we Francji w latach 1940-44 wręcz kwitło, działały teatry, kabarety, w wytwórniach filmowych kręcono francuskie filmy, wydawane były francuskie powieści. Zwykli Francuzi nie mieli problemu w tym aby pomóc Niemcom w wysłaniu swoich Żydów do obozów zagłady. 

Lipiec 1944. Żołnierze ruchu oporu obcinają włosy kolaborantce w dniu
francuskiego Święta Niepodległości. (Fot. Keystone/Getty Images)

  Montelimar, Francja. Strzyżenie głowy kobiecie oskarżonej o sypianie z Niemcami.
National Archives

Francuski ruch oporu był tam niewielki a współpraca z okupantami powszechna. Francuzi mieli nawet namiastkę państwa w postaci La France de VichyZdrajcy i kolaboranci mogli się więc czuć w okupowanej Francji całkiem bezpiecznie. Nie istniała żadna podziemna struktura, czy organizacja mogąca ich ukarać. W zasadzie dopiero kiedy alianci wylądowali w Normandii w czerwcu 1944 roku nagle "okazało się", że co drugi Francuz to bojownik Resistance.***) Było jak w stary dowcipie:  po wojnie okazało się, że rzeczywiście mieli potężny Ruch Oporu tylko tak dobrze zakonspirowany, że sami Wolni Francuzi i Alianci o nim nie wiedzieli. Co prawda walką z Niemcami trudno było mu się już popisać, więc skupił się na szukaniu wroga na własnym podwórku. Ocenia się, że ofiarą samosądów w powojennej Francji padło kilkadziesiąt tysięcy ludzi. I to nie tylko zdrajców. Często motywem oskarżenia o zdradę był sąsiedzki zatarg, jakiś zadawniony spór, czy zwykła zawiść. Jak to zwykle w historii ludzkości bywa, pierwszymi ofiarami stały się kobiety.  Szczególną nienawiścią tłumy pałały wobec kobiet, które podczas wojny utrzymywały z stosunki towarzyskie z Niemcami. Ten rodzaj kolaboracji spotykał się z  natychmiastową reakcją we wszystkich krajach okupowanych przez Niemcy.

Paryż, 27 sierpnia 1944. Dwie kobiety, częściowo rozebrane z ogolonymi głowami 
i swastykami wymalowanymi na ich twarzach, maszerują boso ulicami Paryża,
poniżone za współpracę z Niemcami. (Photo by Three Lions / Getty Images)

Powszechnie stosowaną karą było publiczne ogolenie głowy. Aby bardziej upokorzyć, grupy ostrzyżonych do gołej skóry kobiet musiały paradować ulicami miast wśród tłumu obrzucającego je wyzwiskami, a po dojściu na rynek wchodziły na specjalną platformę, gdzie musiały wznieść ręce w hitlerowskim pozdrowieniu. To publiczne znęcanie się nad kobietami można uznać za obrzydliwe, należy jednak pamiętać, że takie akty upokorzenia w rzeczywistości... ratowały im życie. W miastach, w których doszło do publicznego strzyżenia "szkopskich dziwek" praktycznie nie było potem przypadków linczu. Te "akty sprawiedliwości ludowej" rozładowywały wściekłość tłumu i dawały upust nagromadzonej przez lata złości i chęci odwetu.
Zresztą - ci samozwańczy kaci często również nie byli bez winy. Kierując nienawiść społeczności ku tym kobietom odsuwali od siebie podejrzenia i podkreślali swój rzekomy patriotyzm.***)

3. Henri Cartier-Bresson. Dessau

W kwietniu 1945 roku. Henri Cartier-Bresson wykonał poniższe zdjęcia w obozie przejściowym w Dessau (Niemcy), który położony był między strefami okupacyjnymi amerykańską i sowiecką, a przeznaczony dla osób z Europy Zachodniej wyzwolonych przez Rosjan w Niemczech wschodnich. W obozie zgromadzeni byli uchodźcy, więźniowie polityczni, jeńcy wojenni, robotnicy przymusowi, przesiedleńcy. Na pierwszym zdjęciu Bresson zatrzymał decydujący moment****) gdy młoda kobieta identyfikuje belgijskiego informatora gestapo, którego rozpoznano gdy próbował ukryć się w tłumie.  Cartier-Bresson niemal całą wojnę spędził w obozie jenieckim w Badenii-Wirtemberdze, udało mu się uciec w 1943 i przyłączyć się do Ruchu Oporu. W poprzednim roku Cartier-Bresson fotografował wyzwolenie Paryża. 



Henri Cartier-Bresson, Dessau, Germany, kwiecień 1945. Ukrywający się w tłumie mężczyzna zostaje rozpoznany jako współpracownik gestapo. (Magnum Photos)


Henri Cartier-Bresson, Dessau, Germany, kwiecień 1945.
Mężczyzna rozpoznany jako informator gestapo. (Magnum Photos

Henri-Cartier Bresson, Dessau, Germany, kwiecień 1945. (Magnum Photos)

 

4. Fred Ramage i inni

Fred Ramage (autor słynnych zdjęć na którym alianccy żołnierze wygłupiają się na balkonie kancelarii Rzeszy i drugiego na którym zapisał spotkanie sojuszników - żołnierzy amerykańskich i sowieckich - na Elbie 27 kwietnia 1945), zarejestrował na kliszy sytuację jak to bojownicy francuskiego ruchu oporu dopadli z nożyczkami kobietę podejrzaną o kolaborację z Niemcami.



3x Francja. 10 sierpnia 1944. (Fot. Fred Ramage / Keystone / Getty Images)

1944. Duńska kolaborantka, kochanka dowódców SS, Aldegonda Zeguers
oczekuje na rozprawę za wydanie Niemcom członka duńskiego ruchu oporu.
W wyniku jej zdrady młody człowiek został przez okupantów zamordowany.
(Photo by Fred Ramage/Keystone/Getty Images).

Po wyzwoleniu, we Francji powołano specjalny trybunał, który miał rozpatrywać sprawy oskarżonych o kolaboracje z okupantem niemieckim. Najgłośniejszymi procesami były sprawa Philippa Petaina, który stał na czele marionetkowego rządu Vichy oraz premiera i ministra spraw zagranicznych tego rządu - Pierre’a Laval’a. Marszałek Petain po zakończeniu wojny schronił się w Szwajcarii, jednak z własnej woli wrócił do Francji, gdzie został oskarżony o kolaboracje i po procesie odbywającym się w dniach 23 VII - 15 VIII 1945 r. Marszałek odmówił wszelkich zeznań i skazany na karę śmierci. Z uwagi na wcześniejsze zasługi i podeszły wiek generał de Gaulle zamienił wyrok na dożywocie, które spędzić miał wyspie d'Yeu gdzie zmarł w 1951 r. Proces Lavala odbył się w październiku 1945 r, oskarżonego skazano na karę śmierci i pospiesznie rozstrzelano 15 X, aby nie wiązać ze sprawą  innych znanych i czynnych  polityków, np. Pierre’a Flandina. Wśród znaczniejszych skazanych na śmierć znależli się jeszcze Joseph Darnand - szefa vichystowskiej milicji, oraz (skazany zaocznie) faszystowski publicysta Marcel Deat, autor słynnego pytania postawionego 4 maja 1939 r. w dzienniku Oeuvre: Umierać za Gdańsk? 

1945. Grupa holenderskich kolaborantów aresztowanych w Nijmegan. (Fot. H. Warhurst / PNA Rota / Getty Images)
Według oficjalnych danych za kolaborację z Niemcami stracono 10 522 osoby, z czego 8 248 zostało zabitych bez sądu przez Ruch Oporu, z tego zaś 5 234 osoby podczas wojny. De Gaulle ułaskawił 1303 osoby skazane na śmierć. Na kary więzienia za kolaboracje skazano 39 900 osób, z kolei 18 tys. oskarżonych uniewinniono. Na 800 tys. urzędników państwowych zatrudnionych w administracji w czasie wojny 20 tys. poddano weryfikacji. Sądy belgijskie wydały około 55 tys. wyroków w sprawach oskarżonych o kolaboracje a holenderskie około 50 tys.

Włochy, 1945. Dziewczyna, która współpracowała z Niemcami. (Fot. Keystone / Getty Images). 

Francja 1944. Zatrzymani, podejrzani o kolaborację (kobieta w ciemnej sukni
i mężczyzna w białej koszuli), próbują  odeprzeć zarzuty jakoby  byli informatorami Gestapo.
Scenę obserwuje tłum wrogich im gapiów z małej francuskiej wsi.
(Fot. Keystone / Getty Images).

Francja, 13 września 1944. Francuski zdrajca rozstrzelany na placu w Grenoble.
(Fot. Hulton Archive / Getty Images).


5. Svatopluk Sova. Praga

Dlaczego w Czechosłowacji nie było ruchu oporu? Bo Niemcy na to nie wyrazili zgody. Opowiadając ten dowcip utrwalamy stereotypy na temat Czechów zapominając o Operacji Anthropoid czyli udanym zamachu na protektora Czech i Moraw Heynricha oraz powstaniu praskim w maju 1945 r.
Czesi w XX wieku zawsze mocni byli w fotografii. Zdjęcia kolaborantów Svatopluka Sovy (1913-1984) z 1945 r. dopuszczone zostały do publikacji dopiero po roku 1989. W necie znalazłem tylko te dwa. Niosą one tak wielki ładunek emocjonalny i są tak ponadczasowo symboliczne, jak sławne fotografie Capy z Chartres.




Svatopluk Sova. 1945
W Polsce rozprawa z kolaborantami następowała na bieżąco. Zdecydowana większość najgroźniejszych zdrajców, prowokatorów i szmalcowników po prostu nie dożyła końca wojny. Ginęli od kul egzekutorów Armii Krajowej na mocy wyroków wydanych przez Wojskowe i Cywilne Sądy Specjalne... ale to już zupełnie inna historia do której warto będzie wrócić, ...gdy tylko pojawią się jakieś zdjęcia.

----------------------
*) Alex Kershaw. Capa. szampan i krew
**) w angielskim  collaboration  to prawie to samo co-operation; coordination
***)  Biszop. Los kolaboranta
****) fr. l'instant décisif, ang. the decisive moment 

środa, 5 października 2011

Pamiątki PRL-u. T-34-85 z Czarnkowa n/Notecią

Poznań, ul. Wrocławska, 15.10.2011 r.
Nie ekscytuję się PRL-em i jego zabytkami. Uważam wręcz, że zorganizowanie np. wystawy sprzętów AGD z tamtych czasów jest działalnością szkodliwą. W całym byłym bloku socjalistycznym jak grzyby po deszczu wyrastają muzea komunizmu i knajpy stylizowane na tamte, siermiężne czasy. Widziałem nawet piwo firmowe, jednego z poznańskich barów w specjalnej butelce, tzw. bączku. Prawie wszystko z lat 1945-89 jest dzisiaj  "kultowe" a nawet "cooltowe". Młodym ludziom urodzonym w latach 80 czy 90 wydaje się, że były to coolerskie  czasy saturatorów na ulicach, po których jeździły "kultowe" auta WarszawaSyrenka i Trabant. Ludzie ponoć żyli biednie ale wesoło. W telewizji "pokazywali" "Klossa" i „pancernych” oraz festiwale muzyczne  z udziałem Maryli Rodowicz i Anny Jantar, a w kinach „Rejs” i „Misia”. Ujawniony niedawno przypadek, choćby reżysera Marka Piwowskiego, twórcy „kultowego” REJS-u, (który bez przymusu, ochoczo donosił socjalistycznym służbom na kolegów artystów) przypomina nam po raz kolejny, że za tą fajną fasadą istniało codzienne życie ludzi ustawicznie kontrolowane przez SB. Znaczna część społeczeństwa nie chce wiedzieć, że byli funkcjonariusze ciągle kontrolują życie polityczne i gospodarcze w Polsce. Są ciągle na tyle silni, że nie dopuszczają do nawet minimalnego ograniczenia swoich wpływów. Chcą abyśmy sobie myśleli, że wtedy żyliśmy w "Misiu" ("Uwikłanie", reż. J. Bromski 2011).
Moda na PRL  jest rodzajem prania młodych mózgów, która wraz z likwidacja historii w szkołach, dewaluacją dyplomów studiów wyższych ma ostatecznie  przyczynić się do zbudowania społeczeństwa bezideowego, nihilistycznego.
Coś jednak z tymi pamiątkami naszej niechlubnej historii trzeba zrobić. Wzorcowo rozwiązany został problem czołgu w Czarnkowie.

T-34-85 z Czarnkowa n/Notecią






Przez wiele lat przejeżdżając przez Czarnków obowiązkowo zatrzymywaliśmy się na Rynku, gdzie na  na potężnym postumencie stał radziecki czołg. T-34 górował nad placem w centrum miasta od 1945 roku do marca 2006 r. W „czasach nowego porządku” mimo wszystko ciągle stał. Władze miasta długo miały z nim problem, bo dookoła pomnika leżeli polegli w pobliżu krasnoarmiejcy.  Był nawet pomysł sprzedaży i znalazł się kupiec. Ostatecznie Sowietów ekshumowano i z honorami pochowano na cmentarzu miejskim a czołg zdjęto z cokołu i postawiono okolicy Osiedla Parkowego (przy drodze na Poznań).  Czarnkowska maszyna to T-34-85 wyprodukowany przez Uralskij  Tankowoj Zawod Nr. 183 im. Kominternu, Niżnyj Tagił, w 1944 roku. Zniszczony został w pobliżu miasta w styczniu 1945 roku. Na polecenie ówczesnego komendanta Czarnkowa, ściągnięto go z pobojowiska i ustawiono na cokole. W akcji wykorzystano  niemieckich jeńców.  Przez 60 lat czołg był pomalowany na biało z napisem "Kołchoźnik Perejasłowszcziny". Na wieży namalowany był trójkąt i numer 143.
Zdjęcia zrobiłem w listopadzie 2005, na wieść, ze pomnik ma zostać rozebrany a czołg przeniesiony.

Maszyną, która jako pierwsza brała udział w wyzwalaniu Czarnkowa był amerykański Sherman (z radziecką załogą), trafiony i zniszczony przez Niemców w centrum miasta.
Temat czołgu z Czarnkowa na Forum "Wiedzy i Życie" >>

wtorek, 24 maja 2011

Pamiątki PRL-u. Milicja Obywatelska.

Dostałem w prezencie album fotograficzny wydany w 1971 r. przez Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe.  Tytuł tego okolicznościowego wydawnictwa brzmi: "Milicja Obywatelska. Album fotograficzny". Album wydany został w dość dużym nakładzie 7500 egzemplarzy. Zeskanowałem kilka zdjęć i umieszczam poniżej. Tym razem bez komentarza.







„Coraz większego znaczenia w zapewnieniu porządku i bezpieczeństwa nabierają organizacyjne formy współdzia­łania milicji ze społeczeństwem, a przede wszystkim - z li­czącą 380 000 członków organizacją ORMO, zrzeszającą gru­py specjalistyczne osób o określonych kwalifikacjach i kie­runkach zainteresowania, w tym młodzieżowe grupy ORMO. Często spotykamy ormowców w służbie porządkowej, w służ­bie ruchu, w pracy z nieletnimi. Są po prostu jednymi z nas pełniącymi istotne funkcje społeczne.” - fragment wstępu.

...i ORMO w akcji.

"Milicja Obywatelska. Album fotograficzny". Scenariusz i wybór zdjęć Zbigniew Gabiński i Władysław Krupka. Zdjęcia Z. Charchan, F. Majkowski, R. Tomaszewski oraz archiwa  redakcji "W służbie Narodu" i wydawnictwa ISKRY oraz agencji Centralnej Agencji Fotograficznej.
Nakład 7500 +243

czwartek, 17 lutego 2011

Czytanie fotografii

„Zbierać fotografie - to zbierać świat” (Susan Sontag).


W połowie 2010 r. ukazały się, w Polsce, dwie ważne dla fotografów książki. Teksty będące zapisami fascynacji starymi zdjęciami. Chodzi mi "Fotoplastikon" Jacka Dehnela i "Dno oka" Wojciecha Nowickiego. Obie książki, jak pisze Dehnel powstawały w tym samym czasie, jest w nich wiele podobieństw, wynikających z podobnego podejścia do fotografii. Obaj autorzy kolekcjonują zdjęcia. Są to fotografie wyszperane na allegro, w antykwariatach, targach staroci. Zdjęcia zwykle anonimowe, dokumentacyjne, rodzinne, wakacyjne. Często  wykonane ponad 100 lat temu. Z pozoru bez wartości. Książki Dehnela jeszcze sobie nie kupiłem, jej cena była dla mnie wtedy gdy się ukazała zaporowa. Dokładnie przekartkowałem ją w księgarni i z pewnością ostatecznie i tak znajdzie swoje miejsce na moich półkach. Za to eseje Nowickiego momentalnie, od pierwszego przejrzenia, wchłonęły mnie całkowicie. Minęło już kilka miesięcy i ciągle wracam do tych tekstów. "Dno oka" jest zapisem kontemplacji obrazów minionych.  Wojciech Nowicki zbiera czytelnika wgłąb fotografii, pokazuje jak wiele można wyczytać ze zdjęć. Nie ma w nich bezstronnej analizy badacza. Nie jest to podręcznikowy wykład na wzór książki Iana Jeffreya ("Jak czytać fotografię. Lekcje mistrzów fotografii"). Nowicki kocha to o czym pisze, jego refleksje wynikają z miłości do starej fotografii ale również z głębokiej wiedzy.
Wojciech Nowicki pokazuje nam świat, który przeminął i pozostał tylko na zdjęciach. Każde zdjęcie jest początkiem podróży, w przeszłość, jest pretekstem do opowiadania coraz to nowych historii, wspomnień, snucia skojarzeń. Jednocześnie pisanie Nowickiego jest zwięzłe, pełne treści a przekaz autora jest jasny. "Dno oka" to dla mnie bardzo cenna i ważna książka, "bez kompleksów" stoi na półce obok dzieł Barthesa i Sonntag.


Jakiś czas temu natrafiliśmy na interesujące zdjęcia Suicide City (miasteczka w którym mieszkam od wielu lat). Zdjęcia wykonał w latach 1939-? niemiecki okupant, żołnierz Wehrmachtu. Na jednych zdjęciach widzimy ruiny powstałe w wyniku bombardowania miasta we wrześniu 1939 r., na innych najważniejsze ulice, budynki miasta, zabytki. Na sklepach mamy niemieckie szyldy pisane gotykiem. Na budynku dzisiejszej siedziby banku przy ul. Kościuszki powiewa hitlerowska flaga.


Wszystko to bardzo dobrze sfotografowane. Widać, że jeśli autor był tylko amatorem, to z pewnością zaawansowanym. Szczególnie zdjęcia architektury są zrobione z przestrzeganiem podstawowych reguł sztuki fotograficznej. Plaża i promenada nad jeziorem kojarzy się z widokami popularnych kurortów.
 
Najbardziej zaintrygowało mnie zdjęcie wykonane na ulicy Pocztowej. Na tle stylowego budynku poczty stoi motocykl z przyczepką a obok niego żołnierz w płaszczu i mundurze wermachtu. Według przekazu jest to zapewne autor tych zdjęć, który nie oparł się pokusie zaistnienia w wizualnej historii Eichenbrück. Fasada budynku poczty jest w zasadzie niezmieniona, tylko główne wejście jest nieco zboku, a nie na środku jak dzisiaj.

Pozostałe zdjęcia z kolekcji:  >>

_____________________________________
Wojciech Nowicki. Dno oka. Eseje o fotografii. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2010. Format: 133x215 mm, oprawa miękka, foliowana. Liczba stron: 184













..: Notatki z prowincji :..

Notatki z prowincji. Listy z Suicide City 1.

Świat się szybko zmienia, zmienia się internet, powoli zmienia się i ten blog. Od jakiegoś czasu staje się dla mnie - jak to kiedyś p...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy