Pokazywanie postów oznaczonych etykietą analogsy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą analogsy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 maja 2020

ANTHOTYPIA - biologia i fotografia


Tulipan, anthotypia, kwiecień 2020, 20x30 cm


Prowadząc, na co dzień podstawową edukację fotograficzną z grupą młodzieży w Miejskim Domu Kultury, wiosną tego roku doszliśmy do momentu, kiedy zaczynać mieliśmy praktyczne zajęcia z fotografii  tradycyjnej, srebrowej i innej. Kiedy uruchomiłem ciemnię i dokonałem zakupu podstawowych materiałów akcja zastopowana została przez epidemię korona wirusa. Prawie dwa miesiące temu zaczęła się izolacja, cała Polska w napięciu oczekiwała na pacjenta „0”, dzisiaj mamy w Polsce 1400 zakażonych, zmarło już około 700 osób, stoimy w kolejkach za pieczywem, ubieramy na siebie maski, mimo, że się w nich dusimy a przez zaparowane okulary nic nie widać.

ANTHOTYPIA - KAŻDY JĄ WYKONAĆ W DOMU
Po tygodniu  w zamknięciu  uruchomiłem podstawową edukację fotograficzną w ramach zamkniętej Grupy na FB. Na początek pokazuję jak zrobić fotografię wykorzystując zjawisko światłoczułości różnych materiałów fotograficznych. Powstają obrazy nazywane „rayogramami”, „luksografiami” albo po prostu „fotogramy” oraz moje ulubione „lumen print”. Do tych obrazów, powstających bez użycia aparatu fotograficznego potrzebny jest jednak papier światłoczuły.
Cóż, nie każdy z kursantów ma teraz dostęp do papieru fotograficznego (tylko teoretycznie bo, nie ma problemu z zakupem w sklepach internetowych) dlatego na pierwszy ogień idą obrazy uzyskiwane na jakimkolwiek papierze bez użycia specjalistycznej chemii. Dawno zapomniany proces, pierwotnie wymyślony przez Sir Williama Herschela w 1842 r., jest bardzo prosty i przyjemny a nazywa się ANTHOTYPIA (od greckiego słowa anthos - kwiat), polega na tworzeniu obrazów z bezpośrednim wykorzystaniem roślin prosto z ogrodu.

Kompozycja, anthotypia, kwiecień 2020, 20x30 cm


Emulsja światłoczuła jest wykonana z wrażliwych na światło roślin - z soku z owoców, warzyw lub z rozgniecionych płatków kwiatów. Kartkę papieru akwarelowego, drukarkowego, jakiegokolwiek powlekamy sokiem z roślin, a następnie suszymy. Można rośliny czy warzywa zmiksować blenderem. Ważne jest, aby wywar ten miał w sobie silnie barwiący pigment (sok z jagód, aronii, cebuli, buraka itp.). Na przygotowaną kartkę kładziemy płaskie szablony albo rośliny i naświetlamy ją światłem słonecznym. Barwnik w miejscach nieosłoniętych po wielu dniach ekspozycji zmienia kolor i blaknie – powstaje obraz pozytywowy. Czas naświetlania, w zależności od wykorzystanych roślin i pogody wynosi od jednego do czterech dni. Obraz nie jest utrwalany. ANTHOTYPIA to najbardziej pro-ekologiczny sposób otrzymywania obrazu.
Zjawisko to, czyli blaknięcia materiału pod wpływem światła słonecznego wykorzystywane było w praktyce w przemyśle włókienniczym od czasu jego narodzin. Tkaniny bawełniane albo lniane po wyjściu z maszyny tkackiej wystawiano na słońce do wybielenia. Miejsca, w których się to odbywało nazywały się BIELNIKAMI ATMOSFERYCZNYMI (na tym blogu, pisałem kiedyś o BIELNIKU w Żyrardowie ----->  


Kompozycja, anthotypia, kwiecień 2020, 20x30 cm


Poznański artysta Paweł Kula pisze, że
  „pracę z techniką anthotypii uważam za dobry punkt wyjścia do rozmów o cyklicznych procesach, których jesteśmy częścią - przyczyną pojawienia się rośliny, światłoczułego pigmentu, i ostatecznie - obrazu, jest wszakże to samo światło.”
Nie naświetliłem zbyt wiele anthotypii, ale efekty bardzo mi się spodobały, wyszły mi blade pastelowe, praktycznie pozbawione ostrych konturów ulotne obrazy, chciałbym je oprawić i gdzieś podwiesić ale obawiam się, że pod wpływem światła z czasem wyblakły by całkowicie. A może właśnie powinienem pozwolić działać naturze zgodnie z jej prawami
Eksperyment uważam za udany, niestety do tej pory nikt z grupowiczów nie zechciał pochwalić się.

22.05.2020
Anhotypie na bazie soku z buraków kupionego w sklepie. Naświetlanie jeden tydzień







piątek, 7 lutego 2020

Notatka z Bydgoszczy

Muzeum Fotografii w Bydgoszczy 6.02.2020
Notatki z prowincji. parki i ogrody. Fragment zestawu 

Wernisaż, 6.02.2020




Moja wystawa „Notatki z prowincji. Część 2” została wczoraj otwarta w Muzeum Fotografii w Bydgoszczy. Serdecznie dziękuję wszystkim którzy wczoraj byli ze mną.

 Z wielką przyjemnością dane mi było powitać naszą bydgoską rodzinę,  miłośników fotografii z Bydgoszczy, koleżanki i kolegów z Miejskiego Domu Kultury w Wągrowcu, grupę fotograficzną z wągrowieckiego WUTW. Dziękuję za budujące rozmowy i mentalne wsparcie.     
Dziękuję Markowi Noniewiczowi za zaproszenie i organizację i aranżację wystawy, wydobycie z moich zestawów prac wszystkiego co istotne i precyzyjne wypunktowanie  intencji autora w słowach wstępu a także tego co znalazł „między zdjęciami”. Krzysztofowi za dowiezienie nas i wystawy do Bydgoszczy. Sam nie byłbym wstanie ogarnąć chaosu ruchu drogowego Bydgoszczy.
A przede wszystkim mojej żonie Wiesławie za pomoc  i nieustające wsparcie oraz wyrozumiałość w trakcie realizacji tego wieloletniego przedsięwzięcia.


 Bydgoszcz, ul. Piękna 13 / 3 lutego 2020 r.
Fragment budynku byłych Zakładów Fotochemicznych

Jadąc do Bydgoszczy, legendarnego miejsca - związanego z polskim przemysłem fotograficznym, obawiałem się niezrozumienia intencji autora i złego przyjęcia wystawy. Okazało się, że Bydgoszcz jest otwarta na każdy rodzaj fotografii, również na tak nienowoczesne fotografie jak moje. Jest tam wielu świetnych artystów fotografii, nie brakuje też dokumentalistów  a wśród nich najjaśniej błyszczy gwiazda, Jerzego Riegela (1931-2019) ostatniego żyjącego (do niedawna) izohelisty. 
Moja mała bydgoska wystawa prezentuje jedynie fragment większego materiału, tylko cztery tematy. W Bydgoszczy zdałem sobie sprawę, że czas już wydać album a może książkę?  Bo jak wspomniałem „nie wierzą w integralność i obiektywność fotografii” ona sama niewiele mówi. Konteksty są niezbędne, przydają się opisy a nawet przypisy. Po wczorajszych rozmach i obserwacji reakcji widzów już nie obawiam się pokazów publicznych „Notatek z prowincji”, być może „anarchista estetyczny” znalazł wreszcie drogę do własnego stylu?
Wraz z Markiem zapraszam do Bydgoszczy; można oglądać w Muzeum Fotografii jeszcze do 29 lutego w 2020 r.


Na koniec pozdrawiam anonimowych Panów, zapewne lokalnych miłośników fotografii, którym udało się przejąć bar i wprowadzić do organizmów nieco bajkowego płynu pomagającego odlecieć w inne rejony rzeczywistości. Jeśli choć przez chwilę poczuli się szczęśliwi to mi również jest bardzo miło! 












wtorek, 21 maja 2019

Bogdan Konopka (1953-2019)


Bydgoszcz, 25.01.2012. Wystawa fotografii Bogdana Konopki "Infeffabilis" w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskigo w Bydgoszczy. Fot. PAP/T. Żmijewski


W niedzielę, w Paryżu zmarł, wybitny polski fotograf Bogdan Konopka. Przeciętny Polak, nawet ten zainteresowany kulturą i sztuką, słyszał o Konopce i jego twórczości mniej więcej tyle co Grünspan o Victorze Hugo...:

[Grünspan: Co słychać, panie Stein?
Stein: Victor Hugo umarł wczoraj.
Grünspan: Dużo zostawił?
Stein: Sześć milionów franków.
Grünspan: Ładny grosz! W czym?
Stein: W trzyprocentowej rencie francuskiej i w „suezach”.
Grünspan: Doskonały papier! W czym robił?
Stein: W literaturze.
Grünspan: Co?! He, he… W literaturze!?
Stein: Tak, bo to był wielki poeta, wielki pisarz.
Grünspan: Niemiec?
Stein: Francuz.
Grünspan: Ha! Prawda, ja zapomniałem. Przecież to jego ta powieść Z ogniem i mieczem. Mnie Merry czytała ładniejsze kawałki z niego.]

... może jeszcze mniej. Szkoda bo to jedna z tych postaci, która pozostawiła całe rzesze bardziej i mniej świadomych fotograficznych naśladowców i epigonów. Wraz Andrzejem Lechem i nieżyjącymi od niedawna Ewą Andrzejewską, Wojciechem Zawadzkim - Konopka był czołową postacią nurtu "fotografii elementarnej" *). Kiedyś ten rodzaj poszukiwań, pośrednio dzięki znajomości z Erykiem Zjeżdżałką, bardzo mnie inspirował; dzisiaj bardziej niż "Szary Paryż" preferuję wcześniejsze prace Konopki, właśnie te bliższe konceptualizmowi.


Bogdan Konopka, cyklu Rezonans (emigranci) Didier Skoczylas 1989


Za kilka tygodni odwiedzi nas  Natasza Ziółkowska-Kurczuk, autorka filmu "Zawód fotograf"**) (2015) w którym wraz z Marcinem Sudzińskim opowiada o historii lubelskiej fotografii. Fotograf młodszego pokolenia, Marcin Sudziński wyruszył do Paryża na spotkanie z Bogdanem Konopką, ale też po to, żeby dopełnić historię opowiadaną w filmie i odkryć na nowo Lublin poprzez Paryż. Nieoczekiwanie to zapętlenie stawia Lublin w szeregu wielkich miast europejskich, pokazuje na wspólne doświadczanie przestrzeni przez artystów bez względu na czas i kontekst społeczno-polityczny. Przestrzeń posiada swoją specyfikę i swój klimat, w końcu swojego ducha, które są ponadczasowe. Spotkanie Sudzińskiego z Konopką zajmuje znaczną część filmu, dzisiaj nieoczekiwanie staje się dokumentalnym śladem istnienia wielkiego choć nieznanego poza środowiskiem artysty.


Proponuję przypomnieć kilka cytatów pochodzących z wywiadów  Bogdanem Konopką:

Nadmiar światła zabija fotografię. Jeśli powiesi pani w oknie zdjęcie, poddane działaniu słońca po dwunastu miesiącach wyblaknie. Nie jest więc wcale tak, że fotografia to światło. Tym, co określa światło, jest cień. Im mniej na nim światła, tym zdjęcie jest ciekawsze.

Bogdan Konopka, z cyklu martwe natury 1981
(niezrealizowany kupon na 2kg.cukru)

Po okresie konceptualizmu, który trochę nas przydusił i rozpadł się pod koniec lat 80., przyszła pora na coś innego. Fotografia elementarna miała być powrotem do źródeł. Wraz z refleksją, którą mieliśmy po konceptualizmie, pojawiło się pytanie: jak tu wrócić do fotografii? Trzeba mieć namysł, być "światłoczułym na nowo", a nie mieć w głowie idee i wyrzucać je jedną po drugiej. To była próba grupowego powrotu skazana na katastrofę. Fotografia jest jednak osobistym zajęciem. Proszę zwrócić uwagę ilu egoistów, samolubów i narcyzów chwyta się za aparat. Grupowo trudno cokolwiek zrobić.

Jeszcze przed wyjazdem do Francji zrozumiałem, że tak naprawdę fotografia nie jest czarno-biała, tylko szara. Nie ma ani absolutnej bieli, ani absolutnej czerni. Nie da się pokazać w fotografii więcej niż czerń papieru. A bieli pani nigdy nie pokaże.

Bogdan Konopka, Lecons de Tenebres - Chalonne sur Saonne



Więcej o życiu i twórczości znajdziecie na Fototapecie: http://fototapeta.art.pl/2010/bko.php

Polecam też wywiad B. Konopki dla Vogue:
https://www.vogue.pl/a/bogdan-konopka-fotograf-w-ktory-w-ciemnosci-szuka-swiatla



Bogdan Konopka, Lecons de Tenebres - 1996






*) "Osobny nurt w polskiej fotografii, w latach osiemdziesiątych nazywany "fotografią elementarną", tworzą artyści głęboko zaangażowani w obserwacje natury. Cenią oni bezpośredniość i precyzję odwzorowania stanu natury, czemu powinna towarzyszyć umiejętność dostrzegania i analizy zjawisk w naturze oraz uchwycenie ich we właściwym momencie. Stosuje się tam na ogół tradycyjne wielkoformatowe kamery, a nawet fotografię otworkową (pin-hole), co traktowane jest też jako opozycja wobec najnowszych technologii elektronicznego zapisywania i przetwarzania obrazów. Chociaż czasami pojawiają się tutaj obrazy stylizowane na dawne epoki, to nurt ten stał się jak najbardziej współczesną propozycją, która była reakcją na oschłość konceptualnego fotomedializmu. Podkreśla się tutaj zarówno techniczną specyfikę fotografii, jak i głęboko osobiste przeżywanie świata. Do pionierów tego typu postawy w Polsce należeli: Wojciech Zawadzki (ur. 1950) i Andrzej Lech (ur. 1955), a obecnie bardziej znanymi autorami są też: Ewa Andrzejewska (ur. 1959), Janusz Leśniak (ur. 1947), Bogdan Konopka (ur. 1953), Marek Szyryk (ur. 1966).
Bliscy wyżej wspomnianemu typowi fotografii są także Stanisław Woś (ur. 1951) i Paweł Żak (ur. 1965), którzy jednak często inscenizują swoje fotografie i stosują fotomontaż. Ich styl można by nazwać neopiktorializmem z powodu dbałości o estetyczne opracowanie odbitek oraz odwołań do czystej wrażeniowości." (https://culture.pl/pl/artykul/fotografia-polska)
**) http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=1238162

wtorek, 18 września 2018

Notatki z prowincji. Listy z Suicide City 2





W zakończonym kilka dni temu serialu "Rojst" jeden z`bohaterów kilkakrotnie cytuje fragment wiersza "Sobota" Andrzeja Bursy: .......mam w dupie małe miasteczka.  Bardzo lubię ten tekst, co nie znaczy, że naprawdę mam w dupie małe miasteczka, wręcz przeciwnie, uwielbiam się włóczyć po polskim zadupiu, fotografować ludzi i obiekty. Jak mawia mój kolega - "z Kolbergiem po kraju". Po latach okazuje się, że wszędzie jest tak samo, podobne budownictwo, podobny układ ulic, polne drogi, podobne historie, te same reklamy, banery; niepotrzebne jest szczegółowe opisywanie lokalizacji zdjęcia (wystarczy data, zmiany choć powolne jednak następują, pytanie czy są istotne?); wystarczy podpis np.  "sklep rybny gdzieś w Polsce" albo "wieża, Europa Środkowa"





 
Choćbym nie wiem jak zapierał się, że nie będę fotografował tego miasta, to zdjęcia i tak powstają; przy okazji, na marginesie. Wielokrotnie mówiłem i pisałem (ostatnio w minioną sobotę), że nie czuję obowiązku dokumentowania tutaj czegokolwiek, to zajęcie  dla tutaj urodzonych i wychowanych - swoją drogą zawsze zdumiewały mnie bezkrytyczne zachwyty nad tym miejscem, ludzi młodszych o dekady. Po 36 latach ciągle nie jestem stąd, nie jestem wstanie rozkminić tutejszych układów i zależności, niektórych tylko się domyślam inne niewyraźnie się zarysowują.
Myślę, że klucza poszukiwać należy w odległych czasach powojennych...
Obrazy zebrane w cyklu "Listy z Suicide City" - to sfotografowane, przeważnie w kwadracie miejsca i osoby - zaczynają się układać w opowieść o  mieście którego nie kocham a nawet nie lubię a ono mnie z wzajemnością.
Mimo to poza tytułem, który może wydać się zbyt prostacki a niektórym wręcz obraźliwy, fotografie zebrane w tym cyklu wybrzmiewają dość nostalgicznie. Zestaw, który się wyłania, fragment "Notatek z prowincji" to obraz miasta bardzo subiektywny, niekoniecznie prawdziwy. Fotografia mimo pozorów obiektywności nigdy taka nie jest.





wtorek, 29 maja 2018

Czas nie istnieje (2)



Czas nie istnieje. Skan odbitki na papierze RC PE. 20x30 cm

PORTAL

Wczesnym popołudniem gdy miejscowi zażywali poobiedniej sjesty, zjawili się nagle i niespodziewanie w opuszczonym poewangelickim, kościele za wsią. Dama z książką i uciekinier ze zrujnowanego świata. Nie wiemy czy się widzieli? Sami zresztą dostrzegaliśmy ich niezbyt wyraźnie, jak stali zatopieni w lekturze na środku świątyni, światło słoneczne doświetlało kartki ich książek i włosy Damy. Widziały ich na pewno dzieci, które na chwilę schowały się w budynku, być może nawet coś słyszały? Trwało to zaledwie kilka chwil, zniknęli równie szybko jak się pojawili.


Czas nie istnieje. Skan odbitki na papierze RC PE. 20x30 cm


Czas nie istnieje. Skan odbitki na papierze RC PE. 20x30 cm
 

MULTIWERSUM

Od jakiegoś czasu, istnienie światów równoległych nie budzi wątpliwości naukowców; nie jest to niczym nowym w religii i kulturze, przecież wiara chrześcijan w niebo, piekło i czyściec to nic innego jak uznawanie istnienia światów równoległych; w wiele płaszczyzn egzystencji wierzą Hinduiści; dla nich istnieją dwa światy - Królestwo Boga, świat wieczny duchowy oraz materialny wieloświat podlegający cyklicznej kreacji i destrukcji. Buddyzm naucza o istnieniu wielu wszechświatów, które mają okresy swojego powstawania, trwania i zaniku. W fizyce można by nazwać takie światy - światami równoległymi.  
Dzisiaj, coraz więcej kosmologów uważa, że nasz wszechświat jest tylko jednym z wielu istniejących równolegle i co najmniej jeden z nich znajduje się "w pobliżu" naszego. Niestety nie możemy widzieć tego świata, ponieważ istnieje on w innej, czterowymiarowej przestrzeni. Źródło ---> 


Czas nie istnieje. Skan odbitki na papierze RC PE. 20x30 cm

Dzięki teoriom strun, badaniom prowadzonych przez CERN z wykorzystaniem Wielkiego Zderzacza Hadronów wiemy coraz więcej, rozumiemy jak działa nasz wszechświat. Poszukiwaniem światów równoległych zajęło się nawet NASA. Na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej zainstalowane jest urządzenie AlphaMagnetic Spectrometer-2, jego zadaniem jest między innymi rejestracja zdarzeń, które mogą dowieść istnienia innych wszechświatów, w tym również takich które, mogą być zbudowane z antymaterii.
Na potrzeby literatury i filmów sci-fi stworzono przejścia do innych równoległych - portale. Czy jednak naprawdę istnieją na Ziemi przejścia, które są połączone z innymi galaktykami, planetami, wymiarami. Według odtajnionych raportów i dokumentów FBI do tej pory odwiedziło nas kilka pozaziemskich gatunków, przybyły one nie tylko z innych planet ale z innych wymiarów nawet z eterycznego poziomu współistniejącego równolegle z naszym wszechświatem. Źródło -->


Czas nie istnieje. Skan odbitki na papierze RC PE. 20x30 cm


Zdaniem naukowców z Bostonu, dowodem na istnienie multiwersum, są marzenia senne; sny mogą być realnymi zdarzeniami występującymi w alternatywnych wszechświatach, które przebijają się do naszego poprzez nasze umysły pozostawione w stanie nieświadomości. Nie wiadomo jednak czy to oznacza, że nasza rzeczywistość jest realna, czy raczej świat uważany za senny majak jest tak naprawdę na podobnym poziomie realności jak to co wydaje nam się tak bardzo namacalne i rzeczywiste.
Naukowcy sugerują, że to co przeżywamy w snach, których średnio mamy kilka w ciągu jednej nocy, to swoiste przebicia innych rzeczywistości, do których nie mamy dostępu z poziomu tak zwanej świadomości.
To ona przytwierdza nas do tego konkretnego, zdeterminowanego odpowiednią superpozycją kwantową wszechświata, który wydaje nam się wszystkim co istnieje, podczas gdy jest zupełnie inaczej, ale niektórzy mogą przeżyć całe swoje życie nie zdając sobie z tego zupełnie sprawy. Źródło -->


Czas nie istnieje. Skan odbitki na papierze RC PE. 20x30 cm
Zdjęcia z cyklu "Czas nie istnieje" powstały podczas pleneru uczestników zajęć fotograficznych MDK, naszej grupy facebookowej "Warsztaty Fotograficzne Wągrowiec" w Zrazimiu, 12 maja 2018 r. Dziękuję osobom uwiecznionym na zdjęciach: Dominice, Jędrzejowi, Wiolettcie i dzieciom za cierpliwe pozowanie i zaufanie, bo w czasie sesji nie wytłumaczyłem im ani kontekstu ani jaki efekt chcę uzyskać.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Łekno 2017











Wieś Łekno nieustannie mnie wzywa do siebie i inspiruje. Karczmę na rozstaju dróg fotografuję od co najmniej 15 lat, przez ten czas miała lata lepsze lub gorsze, teraz ma te gorsze. Jesienią 2017 r. tonęła w bujnej roślinności, pachnących ziołach. Tym razem Łekno w obiektywie mojego ulubionego Isomat Rapid, na maleńkiej klatce 2,4x2,4 cm, szczegóły obrazu są pogubione, dzięki temu jest niedoskonały, bardziej impresyjny niż dokumentacyjny. Nawiązując do fejsbuka mogę napisać >lubię to!<







wtorek, 3 kwietnia 2018

Lith print - moja walka (3)



Pamiątka z Biskupina 2016 r., wspomnienie prawęgierskich koczowników, którzy między V a IX wiekiem n.e. opuścili  poduralskie stepy aby w końcu zasiedlić Kotlinę Panońską skąd długo jeszcze wyruszali na łupieskie wyprawy siejąc strach i przerażenie w znacznej części środkowej i zachodniej Europy...

Tym razem rozpuściłem przechowywany od lat 2M Lith, zestaw ze sklepu internetowego. Na 70 letnim papierze Agfa Brovira udało mi się wreszcie osiągnąć akceptowalny efekt, pierwszą odbitkę litową, którą oprawiłem. Piktorializm, oldschool i vintage w jednym :)



2M Lith okazał się absolutnie nieprzewidywalny, pomijając fakt, że na jakikolwiek obraz na papierze czekać trzeba co najmniej pół godziny, to w miarę powtarzalny efekt osiągnąć można jedynie na tej samej partii papieru; porównując obraz uzyskany na starej Agfie i starym ale prawie nowym bo z lat 90 XX wieku Fotonbromie widzimy, że różnica jest naprawdę duża:





poniedziałek, 8 stycznia 2018

Lith print - moja walka (1)



Ansco 70, zestaw startowy
 

Wstyd się przyznać ale w końcu uległem modzie na lithowanie (lith print). Pół niedzieli poświęciłem na wykonanie kilku obrazków próbnych posiłkując się poradami z sieci. Kilka lat temu, w jednym ze sklepów internetowych, zakupiłem zestaw kitowy do lithu; ciagle jednak nie jestem przekonany czy odpowiada mi szczególna estetyka która prezentują lithowcy w sieci i zestaw ciągle leży w szafce nierozpakowany. Po pobieżnym zorientowaniu się technice i technologii lithu okazało się, że prosty wywoływacz lithowy mogę złożyć  z tego co mam w łazience i znajdę na półce z akcesoriami winiarskimi w pobliskim markecie budowlanym.



Test 01


Utrwalanie i płukanie...


płukanie...


Złożony w sylwestra Ansco 70 zadziałał wyjątkowo dobrze, na 25 letnim barycie fotonu dopiero po kilku minutach zaczął pokazywać się obraz, na szczęście nie zmienił się zbytnio odcień czarno-białego zdjęcia, nie są to tandetne sepie tylko cieplejsze odcienie szarości. Rozpiętością tonalną manipulować można dowolnie, dla początkujących problemem może być uchwycenie ułamku chwili, kiedy należy przerwać wywoływanie. Jestem na razie na początku drogi, mam do przetestowania kilka formuł i kilka rodzajów starych papierów w szufladzie. Kolejna brama do terytorium eksperymentów z materiałami światłoczułymi otwiera się.



i suszenie.

środa, 3 stycznia 2018

Filipinki - to my, autor zdjęć nieznany.






Zielonawa, porozdzierana koperta, 7 zdjęć w formacie pocztówki, na jednym opis Filipinki, 8.08.1970 r., koncert odbył się w wągrowieckim amfiteatrze; niestety brak podpisu albo pieczątki autora. Na zdjęciach widzimy zapis koncertu najpopularniejszego girls-bandu z lat 60 ubiegłego wieku. 
W sierpniu 1970 Filipinki szczyt popularności (1963–1965) miały już za sobą. Nadal jednak dawały po 300 koncertów rocznie. Uwieczniony na zdjęciach zespół bigbitowy Bez Atu to czwarta ekipa akompaniująca Filipinkom (1968-1971), wcześniej przygrywały im całkiem niezłe polskie kapele: zespoły jazzu tradycyjnego Coma 5 i Warszawscy Stompersi a od jesieni 1967 do jesieni 1968 – zespół bigbitowy Dzikusy.
Ówczesny fotograf dokumentujący imprezy dla Domu Kultury, musiał uwiecznić kilka imprez na jednej rolce filmu, 7 zdjęć z koncertu Filipinek musiało wystarczyć i wszystkie zdjęcia musiały być dobre. Na kilku fotografiach widzimy wszystkie podmioty wykonawcze, wokalistki i zespół a nawet dzieciaki pod sceną, niezbyt zresztą zainteresowane tym co się na niej dzieje. 
W innej kopercie znalazłem również niezłą i klimatyczną dokumentację kilku imprez z przełomu lat 70/80 XX w., te na szczęście opisane. W następnej notatce pokażę zdjęcia p. Zbigniewa Rybaka ale najpierw postaram się czegoś o nim dowiedzieć.








 







sobota, 16 grudnia 2017

Gry i zabawy albo sentymenty



Kudowa-Wągrowiec, 2003-2005. (1/1, 20x30 cm) Technika mieszana. Fotografia oryginału.


Prace są cztery czarno-białe i ręcznie pokolorowane, wykonane w 100% pod powiększalnikiem oprawione w amatorskie passe-partout 50x60 cm. Tylko 1 raz były pokazywane publicznie, później na wiele lat wylądowały strychu; niedawno poszukując konkretnego, zagubionego zdjęcia trafiłem na te "eksperymenty". Pomysł podkolorowania zdjęć wziął się od Jana Saudka, który 20 lat temu był u nas bardzo popularny.
Powrót do  dzieciństwa nie jest łatwy. Lalki, zabawki to chyba najprostszy szlak, do tego trochę przeszkadzajek, w tamtych czasach - gdy mogłem sobie pozwolić na wielogodzinne seanse w ciemni - różne pomysły przychodziły do głowy.
Od lat noszę się z zamiarem sentymentalnej podróży fotograficznej do miejsca mojego dzieciństwa, małego miasteczka w powiecie iławskim, na wschodnich krańcach ziemi chełmińskiej a w międzywojniu przy granicy z Niemcami. Dzieciństwo i szkoła podstawowa w latach 60/70 a potem liceum w rytmie Paranoid i Schodów do nieba, te czasy nie wrócą i nawet nie powinny. Nasza pamięć jest wybiórcza, pamiętamy tylko to co miłe i sympatyczne dlatego w końcu wybiorę się z aparatami tam gdzie trawa zawsze była zielona, a woda czysta-przezroczysta.


Kudowa-Wągrowiec, 2003-2005. (1/1, 20x30 cm) Technika mieszana. Fotografia oryginału.


Kudowa-Wągrowiec, 2003-2005. (1/1, 20x30 cm) Technika mieszana. Fotografia oryginału.


Kudowa-Wągrowiec, 2003-2005. (1/1, 20x30 cm) Technika mieszana. Fotografia oryginału.





..: Notatki z prowincji :..

Notatki z prowincji. Listy z Suicide City 1.

Świat się szybko zmienia, zmienia się internet, powoli zmienia się i ten blog. Od jakiegoś czasu staje się dla mnie - jak to kiedyś p...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy