Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia sztuki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia sztuki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 września 2016

Historie pomorskie. Darłowo - fragmenty




Darłowo, 2005

Wróćmy do fotografii. Dzisiaj proponuję mniej tekstu a więcej zdjęć; z jednego miejsca, z lat 2005 i 2016. Fotografie z lipca 2016 wykonałem na radziecko-rosyjskim filmie CBEMA/SVEMA FN 64 wyprodukowanego w latach 1990-1993; filmy wywołałem w vývojce sporządzonej wg. enerdowskiej receptury ORWO F43, zbliżonej do AGFA Final, ANSCO 47 a zaczerpniętej z biblii Ilińskiego*). Wglądówki wzrobiłem na Fomaspeedzie normalnym, nieprzeterminowanym, 13x18 cm.
Wróciliśmy więc, do Darłowa. Ostatnio nie mam już ambicji wykonywania szczegółowych dokumentacji zjawisk i miejsc (może poza kilkoma lokacjami jak Wapno czy Żyrardów...), wolę fragmenty, wycinki rzeczywistości, impresje, chwilowe zachwyty albo zdziwienia, konsternacje.



Darłowo należy do miejsc odwiedzonych przez nas w odstępach czasu ok. 10 letnich od pamiętnego roku 1981. Miasto jest wręcz nasączone historią i historiami. Niby nad morzem ale do plaży, wzdłuż rzeki Wieprzy, do Darłówka przejść trzeba jeszcze 3 km. Na Darłowo warto spojrzeć z lotu ptaka, kiedy można by zobaczyć plan średniowiecznej zabudowy z Rynkiem w centrum i okrężną ulicą wzdłuż dawnych murów. Zachowały się stare nawet nazwy Wałowa, Ratuszowa, Młyńska, Rzemieślnicza, Kościelna, Nabrzeżna, Podzamcze ale jest i nowa ulica Wenedów. Jeśli nie mamy pod ręką drona widać to na nieocenionych Mapach G.




Spośród historii pomorskich związanych z Darłowem najbardziej rozbudzają wyobraźnie te związane z  ostatnim Wikingiem Bałtyku, królem Erykiem I, który urodził na darłowskim zamku w 1383 roku, na chrzcie otrzymał imię Bogusław. W historii i legendach zapisał się jako wyjątkowy awanturnik i hulaka, człowiek porywczy, postać barwną i raczej niejednoznaczną. Wybuchowy charakter odziedziczył prawdopodobnie po wojowniczych i znakomitych przodkach. Jego antenatem ze strony matki był Niklot - jeden z możnych pogańskiego plemienia Obodrzyców zamieszkujących nad Łabą, jedyny słowiański władca, który wygrał z zorganizowaną przeciwko jego ludowi krucjatą i zatrzymał zbrojnie przymusową chrystianizację forsowaną przez Niemców. Eryk (Bogusław) dzięki matce spokrewniony był także z królem Danii Waldemarem IV Odnowicielem, a także był prawnukiem polskiego króla Kazimierza Wielkiego. Mimo, ze nie był ani Duńczykiem, Norwegiem czy Szwedem, prawie czterdzieści lat panował na tronach Danii (jako Eryk VII), Norwegii (jako Eryk III) i Szwecji (jako Eryk XIII). Przez cały czas swego panowania na skandynawskich tronach utrzymywał przyjazne stosunki z Polską, a z rodzinnym Darłowem utrzymywał, korzystne dla wszystkich stron, kontakty handlowe.

Po detronizacji Eryk I osiadł na jakiś czas w Gotlandii, skąd prowadził łupieżcze wyprawy, dzięki którym zyskał przydomek Króla Pirata. Grabił głównie duńskie i niemieckie statki, był w tym bardzo skuteczny. Legendy mówią o potężnych łupach, które zgromadził na zamku w Gotlandii.  Ostatecznie zmuszony został do opuszczenia królewskiej siedziby w Visby i osiadł w rodzinnym zamku w Darłowie, gdzie spędził ostatnie dziesięć lat życia (1449-59); w przerwach między, obficie zakrapianymi imprezami, sporami z mieszczanami - rozbudował zamek i unowocześnił system obronny miasta. Legenda głosi, że zabrał z Gotlandii wiele kosztowności (w tym insygnia koronne duńskie i szwedzkie) i ukrył na zamku w Darłowie,  skarb Eryka ciągle czeka na swego odkrywcę.

Leszek Walkiewicz przypomina interesujący epizod z życia króla Eryka; fakty ukazujące jeszcze inną - duchową stronę osobowości króla. Otóż w 1423 r w Vordingborgu założył król Eryk Zakon od Gwoździ Chrystusowego Krzyża. Naśladując krzyżowców i swojego ojca odbył w następnym roku pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Po nocy spędzonej w zgrzebnej koszuli przy Świętym Grobie na głębokiej modlitwie został pasowany na Rycerza Grobu Świętego przez patriarchę Jerozolimy i zwierzchnika Bazyliki Grobu Bożego. W tym samym miejscu Eryk pasował kilku z pośród swojej świty na rycerzy założonego przez siebie zakonu. Głównym symbolem zakonu króla Eryka była ręka Chrystusa z trzema gwoździami z Krzyża Świętego rozmieszczonymi po jej bokach. Po śmierci króla Eryka insygnia zakonu i jego dewizę ukradł jeden z jego sukcesorów król Chrystian I.
Najprawdopodobniej z pielgrzymki do Ziemi Świętej król Eryk Pomorski przywiózł złoty talizman w formie naszyjnika z wizerunkiem Ducha Świętego w postaci Gołębicy. Gołąb od najdawniejszych czasów jest symbolem: niebiańskiej czystości i niewinności, poselstwa, nowin niebiańskich. Więcej ----->

Współcześni Darłowianie w sierpniu, świętują powrót Króla Eryka do swej ojcowizny; towarzyszyła mu młoda i piękna dwórka Cecylia, matka Eryka juniora. Romantyczna historia została wielokrotnie opisana, w tym przez Cecylię Lucie Lehmann-Barclay, amerykańską pisarkę, dziennikarkę z Christian Science Monitor.
Bardziej szczegółowa biografia króla Bogusława-Eryka znajduje się pod tym linkiem, polecam ----->


Od lewej: Księżna Elżbieta - Król Eryk I - Księżna Jadwiga

Sarkofag Eryka I znajduje się w darłowskim kościele Mariackim, w niszy, na prawo od wejścia. Początkowo Eryk był pochowany w krypcie przed ołtarzem głównym. Sarkofag z piaskowca bogato zdobiony herbami Gryfitów i państw skandynawskich ufundował król pruski Wilhelm II po 1882 roku. We wnęce kościoła, po obu bokach, królewskiej trumny, stoją sarkofagi Elżbiety (1580-1653) żony ostatniego księcia zachodniopomorskiego z rodu Gryfitów - Bogusława XIV, Księżniczki Duńskiej, Księżnej Pomorza, Kaszubów i Wenedów, Rugii i Gryfii oraz Jadwigi (1595-1650), Księżniczki Pomorza, Pani Szczecinka.
Sarkofagi księżnych Jadwigi i Elżbiety posiadają bardzo interesującą formę, wykonane są z blachy cynowej, zdobiące ją elementy dekoracyjne odlane są z cyny i przylutowane do skrzyni. Trumna Jadwigi opiera się na dziesięciu posążkach lwów trzymających w pyskach okrągłe uchwyty. Ściany boczne zdobione są herbami i  artystycznie wyrzeźbionymi głowami kobiecymi - hermami; są też misterne też dekoracje roślinne; na krótszych ścianach widać medaliony z dwoma herbami. Na listwie wokół sarkofagu są medaliony z fragmentami jej życiorysu. Sarkofag księżnej Elżbiety również cynowy, ozdobiony jest w podobnym stylu jak trumna Jadwigi.






Kościół pw. Matki Boskiej Częstochowskiej w Darłowie x3


Wokół kościoła Mariackiego znajduje się malownicze lapidarium. Dookoła świątyni gdzie kiedyś znajdował się przykościelny cmentarz, umieszczono krzyże oraz pozostałości nagrobków zebranych z okolicznych cmentarzy rożnych wyznań: katolickich, ewangelickich, prawosławnych i żydowskich. Natomiast w mury kościoła wmontowano epitafijne tablice i krzyże.






Jakie jest Darłowo dzisiaj? Trzeba by trochę pomieszkać. Resztki dawnej świetności widać na rynku i deptaku, trochę się odnawia; w sumie jest jak wszędzie w Polsce bogactwo i nędza w jednym kadrze.

Poniżej  Darłowo 2005 i 2016: Rynek, ratusz, fontanna/pomnik rybaka, brama miejska.


 



Darłowo, 2005







Darłowo. Życie codzienne 2005-2015:


Przerwa na budowie. Darłowo, 2005



Ojcostwo. Darłowo, 2005



Minimalizm z Darłowa, 2005 (skan fotografii 18x24) 1/1



---
*) Mikołaj Iliński, MATERIAŁY FOTOGRAFICZNE CZARNO-BIAŁE. Warszawa 1970

czwartek, 7 stycznia 2016

Fotografia - remanent





W nowym 2016 roku zaczynam od remanentu, materiałów, które drzemały przez okres okołoświateczny w materiałach roboczych
Równolegle z Biennale Fotografii w Poznaniu ale poza Biennale prezentowane były dwie wystawy obok, których nie można było przejść obojętnie. W Muzeum Narodowym błyszczała Urzekająca paralaksa a w Zamku intrygował Portret potrójny.
Pierwsza z wystaw powstała według koncepcji i scenariusza Ewy Hornowskiej i jest fascynującą podróżą wgłąb polskiej fotografii XX wieku, przedsięwzięcie zostało dokładnie zrecenzowane i opisana, więc tylko je zasygnalizuję, a wracał będę niebawem do kilku artystów, których kuratorka, niektórym przypomniała a większości objawiła...













"Portret potrójny" to prezentacja, która zaistniała w Poznaniu, przy okazji Festiwalu Filmowego Off Cinema. Wystawa jest efektem międzynarodowego projektu polskich, ukraińskich i białoruskich artystów, którzy przez ponad tydzień wędrowali po Podlasiu. Rozmawiali z mieszkańcami, ale i robili zdjęcia o tyle wyjątkowe, że wykonane zapomnianą już techniką mokrego kolodionu, która "oczywiste" kadry zmienia w zupełnie "artystyczne". Wierne odbicie rzeczywistości Kresów ustępuje magii tych terenów, w której króluje niejednoznaczność.
Technikę mokrego kolodionu wynaleziono ponad sto pięćdziesiąt lat temu, ale nasze fotografie powstały… przed miesiącem. W lipcu 2015 r. sześcioro artystów z Polski, Białorusi i Ukrainy wędrowało przez 10 dni po Podlasiu w ramach projektu „Portret potrójny”, zatrzymując się w kolejnych miejscach na rozmowę i zdjęcie. Powstało kilkadziesiąt unikatowych zdjęć na specjalnych płytach.
Projekt "Portret potrójny" realizowany przez Centrum im. Zamenhofa zainicjował Michał Zieliński, absolwent ASP w Poznaniu, zaprzyjaźniony z artystami suwalskiej PAcamery, który po Podlasiu z aparatem wędrował już wielokrotnie. 









wtorek, 6 października 2015

Tapeta pani Kahle



Pani Kahle opowiada o tapecie Mongina/Zubera w Nowej Salinie. Wrze. 2015


W XIX wieku arystokracja i bogaci mieszczanie, chętnie i dość często ozdabiali ściany swoich rezydencji tapetami, rozpowszechnieniu tego sposobu ozdabiania ścian, przysłużył się wynalazek tapety w rolce (Anglia, 1765 r.), rolka liczyła 12 jardów tj. ok. 10, 7 m – odpowiadała podwójnej wysokości ówczesnej ściany. Wkrótce pojawiły się tapety panoramiczne, które spełniały funkcje podobne do dzisiejszych fototapet.
Moda na zdobienie ścian panoramami zaczęła się w Europie pod koniec XVIII. Wiele wskazuje na to się, że związane to było początkami prasy dydaktyczno-publicystycznej gdzie pojawiały się relacje z egzotycznych wypraw żeglarzy takich jak kapitan James Cook. Podróże odkrywców nowych lądów rozpaliły wyobraźnię Europejczyków i wywołały modę na egzotykę co znalazło odbicie w wystroju ówczesnych wnętrz, najbardziej widocznym(!) elementem wystroju okazały się właśnie tapety panoramiczne.
Najsłynniejszym dziełem tego typu była tapeta Sauvages de la Mer du Pacifique, która zaprojektował w 1806 roku słynny rysownik i malarz Jean – Gabriel Charvet dla francuskiego producenta Josepha Dufour et Cie. Była to jednocześnie największa panoramiczna tapeta i stała się symbolem potęgi francuskiego przemysłu tapetciarskiego na początku XIX wieku.


 
Tapetę panoramiczną wymyślili i wyprodukowali w 1804 roku – niezależnie od siebie –  Joseph Dufour i Jean Zuber. Pomysł wyznaczył nowe trendy w dziedzinie produkcji tapet, na skalę niemal masową, na rynku europejskim i amerykańskim zaczęły się pojawiać tapety przedstawiające rozległe, bardziej wymyślone niż realistyczne krajobrazy. Wzory nanoszone były maszynowo na szerokie papierowe pasy, na które - w ostatnim etapie - nanoszono odręczne zdobienia. Projektowali je najznakomitsi artyści krajobrazu swoich czasów.
W XIX w. tapety przeszły kolejną fazę rozwoju technicznego i estetycznego. W 1830 r. pojawiły nowe prasy drukarskie, ułatwiające masową produkcję a kilka lat później, w 1850 r. Nicolas Robert wynalazł tapetę ciągłą, wykorzystanie pary w produkcji tapet znacznie przyspieszyło proces drukowania,  pojawiły się też możliwości wprowadzenia nowych kolorów, które można było wydrukować a w końcu nowe rodzaje papieru np. tłoczone i opalizujące. Rosnące koszty produkcji, zmusiły firmy do obniżenia kosztów produkcji i skierowanie oferty do szerszej klienteli a co za tym idzie tapety zaczęto produkować masowo.  Średnio zamożni mogli już pozwolić sobie na rolkę tapety, która w końcu przestała być luksusem, zarezerwowanym dla bogaczy. Pod koniec XIX wieku tapety stały się standardem w domach niższych klas.
Fototapety to współczesne odpowiedniki tapet panoramicznych, są oczywiście doskonalej wydrukowane a nieograniczone bogactwo wzorów i kolorów jest nieporównywalnie większe niż w początkach przemysłu tapetowego. W dobrym stanie zachowało się niewiele tapet z XVIII i XIX wieku, są one rzadkością cenioną przez koneserów.


Pani Kahle prezentuje fragment tapety domalowany przez współczesnego malarza. 2015



W kamienicy Nova Salina II w Lüneburgu, która należy do Państwa Kahle, od prawie 200 lat znajduje się tapeta panoramiczna z okresu przed przemysłowego. Zakupiła ją w 1837 roku ówczesna właścicielka kamienicy Caroline von Wangenheim. Tapetę zaprojektował francuski malarz i pisarz Pierre-Antoine Mongin (1761-1827). Specjalizował się w malarstwie krajobrazowym i batalistycznym, chętnie odtwarzał sceny z czasów wojen napoleońskich, swoje prace malarskie regularnie wystawiał w Salonie paryskim od 1791 do 1824 roku. Projektował panoramiczne tapety dla manufaktury Jeana Zubera:  L'Hindoustan (1807), La grande Helvétie (1814), La petite Helvétie (1818), Les Lointains (1825).
Właśnie wzór La grande Helvétie zachowała się w salonie państwa Kahle. Jest to fantazyjny, panoramamiczny widok Szwajcarii składająca się z pięciu idyllicznych scen alpejskich i Jeziora Czterech Kantonów. Pierre-Antoine Mongin,  nigdy nie był w Szwajcarii, za wzory służyły współczesne mu ryciny. Na pierwszej części tapety uwiecznił siebie w grupie trzech mężczyzn jako malarz. Każdej scena zawiera mnóstwo symboliki, każdy osoba i przedmiot mają jakieś podwójne znaczenie.


Papier peint par Pierre Antoine Mongin représentant la Grande Helvétie,
manufacture Zuber, au musée des Arts décoratifs, de la faïence et de
la Mode au château Borély à Marseille. (źródło Wikipedia)


Pierre-Antoine Mongin nie ustrzegł się błędów, namalował bociana, które do Szwajcarii nigdy nie docierają >>. Dekoracje ścienne La Grande Helvetie oferowane przez słynną manufakturę Zuber z Alzacji pojawiły się w Europie i Ameryce w 1815 roku. O ile wiadomo, z wyjątkiem Lüneburga w zachowały się jeszcze dwa egzemplarze, jeden w zamku na południe od Drezna, drugi w zamku w Schaubachhütte.


Papier peint par Pierre Antoine Mongin représentant la Grande Helvétie,
manufacture Zuber, au musée des Arts décoratifs, de la faïence et de la
Mode au château Borély à Marseille. (źródło Wikipedia)



Do naszego wieku, tapeta z pani Kahle zachowała się w bardzo złym stanie, czas zrobił swoje, kolory wyblakły, zszarzały a amatorskie próby ratowania ubytków przez poprzednich mieszkańców domu bardziej zaszkodziły niż pomogły. Patyna i warstwy starej farby sprawiły, że partie niebieskiego nieba zamieniły się w brzydkie brunatne tło.
Państwo Kahle wraz z konserwatorami postanowili przyjść na ratunek swej unikatowej dekoracji ściennej. Sześciu konserwatorów przez rok zajmowało się renowacją tapety Mongina. Za pomocą skalpeli milimetr po milimetrze, usunęli stare warstwy farby aby wydobyć oryginalny motyw. W tych pracach aktywnie uczestniczyła również Pani Kahle.
Konieczne było uzupełnienie o nowe malowidło w części ściany, gdzie wcześniej stał duży piec kaflowy, zadania podjął się malarz z Lüneburga Leonhard Aschenbrenner.


Historia rekonstrukcji tapety Mongina i jej efekty zostały opisane i zilustrowane
w specjalistycznym w piśmie specjalistycznym dla konserwatorów zabytków sztuki,
jako przykład wzorcowej współpracy właścicieli i konserwatorów.

W tym samym czasie, aby przywrócić pierwotne otoczenie panoramy i uzyskać ogólne wrażenie przestrzeni, licencjonowani rzemieślnicy prowdzili renowację drzwi i ościeżnic oraz obrotowych paneli drewnianych. Dziś salon w stylowej willi Nova Salina, wygląda zupełnie tak samo, jak w pierwszej połowie XIX wieku, gdy w domu mieszkała Caroline von Wangenheim. 



  •         |||    Ta posadzka w willi Nova Salina, pochodzi z pierwszej połowy XIX, kiedy kamienica była zbudowana na nowo. Wykonana jest z betonowych płytek, wykończonych czarną fugą, która się w wielu miejscach zachowała. Pani Kahle żmudnie oczyszczała każdą płytkę za pomocą skalpela, efekt jest taki, że w pierwszej chwili pomyślałem sobie, że do tego starego domu niezbyt pasują nowe płytki (!). Ponieważ cały Lüneburg się powoli zapada (efekt wydobywania soli pod miastem przez kilka stuleci) to i ta podłoga nie jest idealnie pozioma, a ściany w domu nie trzymają pionu. W całym Lüneburgu pojęcia pionu i poziomu są bardzo względne, osoby nieprzyzwyczajone, zwiedzanie luneburskich kamienic może przyprawić o mdłości i zawroty głowy.   ||| 
 
W ogrodzie państwa Kahle podziwiamy scenerie jak z designerskiego pisma.


Altana pod rozłożystym platanem zrekonstruowana została
z pełnym pietyzmem dla jej oryginalnego stanu.


           |||    W Lüneburgu, jak w całych Niemczech, jest wiele zabytkowych domów, w których mieszkają ludzie majętni. Niemcy, wiekowe domy przywracają do stanu świetności, głównie dzięki temu, że większość kosztów remontów mogą sobie odpisać od podatku, w renowacji aktywnie i finansowo uczestniczą oficjalni konserwatorzy zabytków. Tak skonstruowany system - podatki, udział państwa i władz lokalnych w przywracaniu dawnej świetności obiektom zabytkowym, doskonale nakręca koniunkturę, daje pracę rzeszy rzemieślników, jest jednym ze składników wpływających na ogólną jakoś życia naszych zachodnich sąsiadów.
U nas, choćby w SC, w zabytkowych domach, najczęściej mieszkają, ludzie ubodzy, rodziny patologiczne, stali  beneficjenci opieki socjalnej, trudno wymagać od nich aby podejmowali się remontów, chylących się ku upadkowi, starych zawilgoconych i zagrzybionych kamienic.   |||




..: Notatki z prowincji :..

Notatki z prowincji. Listy z Suicide City 1.

Świat się szybko zmienia, zmienia się internet, powoli zmienia się i ten blog. Od jakiegoś czasu staje się dla mnie - jak to kiedyś p...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy