wtorek, 14 marca 2017

Grotowski (II) Precyzja

Prawdziwe piękno to precyzja
Michael Haneke
Precyzję można uzyskać tylko
poprzez dużą ilość treningów i ćwiczeń

Bruce Lee


Polski Teatr Tańca. Sanatorium. 2014

ĆWICZENIA

- Tak zwana doktryna teatru ubogiego – mówił Jerzy Grotowski w książce Gabriele Vacis  - polega na ogołoceniu się ze wszystkiego. Możemy wyeliminować z teatru wszystko: kostiumy, grę świateł, muzykę, możemy zmyć ciężki makijaż z twarzy, całkowicie. Jeśli chcemy, teatr można sprowadzić do aktora i widza, niczego więcej. Kroki i głos aktora wystarczają do stworzenia muzyki scenicznej.
W tym ograniczeniu doszedł w końcu do spektaklu dla jednego widza. Paradoksalnie pierwsze przedstawienia Teatru 13 Rzędów w Opolu, oglądało po kilku osób, czasami odbywały się bez widzów*), co nie wynikało wcale z doktryny, która sformułowana została później. W tym pierwszym okresie Grotowski przede wszystkim kształtował zespół i poszczególnych aktorów przez żmudne wielogodzinne ćwiczenia fizyczne a może raczej treningi. Nie miały one służyć dojściu do aktu twórczego, jedynie pomóc w pokonywaniu przeszkód jakie aktorowi stawia ciało.
Ćwiczenia nie mogą też być wykonywane w próżni, mają służyć spektaklowi, co nie znaczy, że mają się w nim znaleźć. „Co więcej: na początku absolutnie nie mogą się w nim pojawiać. One służą pokonywaniu trudności, jakich określony spektakl nastręcza aktorowi. Pokazywanie ćwiczeń to narcyzm.” Ćwiczenia nie są sztuką, tylko pewną formą higieny osobistej w zawodzie aktora. Pokazywać ćwiczenia, to jakby pokazywać aktora podczas mycia zębów.
[Grotowski opowiadał jak to pewien słynny amerykański teatr zrobił przedstawienie, które zaczynało się ćwiczeniami fizycznymi. Nauczyli się tych ćwiczeń od Cieślaka, ale wykonali je zbyt pospiesznie, dlatego były na bardzo niskim poziomie. Umieszczenie ćwiczeń w spektaklu, pokazuje dobitnie amerykański sposób postępowania, charakter, który Grotowski uważa za odrażający: jeśli uzyska się do czegoś dostęp, trzeba to sprzedać. Ćwiczenia nie są drogą do twórczości. Można torturować się ćwiczeniami przez dziesięć godzin dziennie, a mimo to twórczo pozostać jałowym, jak przed rozpoczęciem ćwiczeń.]

Polski Teatr Tańca. Sanatorium. 2014


Wypowiedzi Grotowskiego dotyczące ćwiczeń odebrałem osobiście i do tego boleśnie; prawda często boli. Zdarza się, ze na tym blogu opisuję i pokazuję fragmenty, ścinki, wprawki, próbki, efekty eksperymentów a nawet ciekawostki! Przeważnie są one zaledwie zaczątkiem gotowych fotografii; a jeszcze częściej nie prowadzą do konkretnego obrazu czy zestawu. Mógłbym powiedzieć jak Garry Winogrand: Fotografuję, żeby się przekonać, jak to będzie wyglądało na zdjęciu. Nie powinienem jednak tego pokazywać?
Ostatnio coraz rzadziej wchodzę do ciemni, po każdej dłuższej przerwie, muszę najpierw dużo czasu poświecić na przyzwyczajenie oczu, przypomnienie procedur, dobór papieru; marnuję wtedy drogi materiał. Dopiero po kilku godzinach prób pojawia się stan jaki Grotowski nazywa AWARENESS dopiero wtedy powstaje FOTOGRAFIA.
[Angielskie pojęcie awareness można przetłumaczyć na część języków, na przykład na chiński i sanskryt ale nie francuski czy angielski, w rozumieniu potocznym tłumaczy się jako świadomość. Jednak Grotowskiemu chodzi o coś więcej: awareness „to coś, co znajduje się między obecnością tout court, czyli byciem obecnym wobec samego siebie i innych rzeczy a czuwaniem. To jakby był trójkąt pojęć, które określa awareness: cicha consapevolezza, obecność i czujność. Bardzo rzadko znajdujemy się w stanie awareness. Zdarza się to w wyjątkowych chwilach istnienia, dzięki pozytywnemu doświadczeniu o wielkiej intensywności albo w momencie zagrożenia życia. Ludzie, którzy przeżyli podobne chwile, pamiętają, że czas jakby zwolnił, że robiło się coś, a jednocześnie obserwowało się to z boku, jak spokojny świadek, któremu nie grozi niebezpieczeństwo. Znajdowaliśmy się w stanie awareness, kiedy możemy powiedzieć: „Tak, pamiętam, że zrobiłem coś, ale to coś samo się zrobiło, a jednocześnie byłem obecny..." (…)Wchodzi się na bardzo szczególny poziom obecności, na którym jednocześnie nasze ciężkie życie wykonuje swoje zadanie, ale my nie identyfikujemy się ani z nim, ani z naszą machiną do myślenia. Jesteśmy gdzie indziej, na innym poziomie, w miejscu, z którego można obserwować wszystkie poziomy, jest się obecnym, jest się aware.]

Polski Teatr Tańca. Balladyna. 2009

PRECYZJA

Grotowski, nie zgadzał  na filmowanie swoich spektakli. Nigdy nie pozwolił na zarejestrowanie Księcia Niezłomnego co nie znaczy, że podczas swoich wykładów nie pokazywał pirackich nagrań swoich przedstawień. Jedno z takich rejestracji wykonanych niewiadomo kiedy i przez kogo stało się legendą.  Zapis video jednego z włoskich spektakli Księcia Niezłomnego znalazł podobno „uniwersytet rzymski” jako instytucja, która pewnego dnia „poszła” niewiadomo gdzie, może na targ Porta Portese, i „znalazła” to nagranie na jakimś straganie, gdzie sprzedawano pirackie nagrania spektakli obok butlerów Genesis i King Crimson. To fantastyczne! – spuentował Grotowski. Datę nagrania filmu Mistrz i jego ludzie określili w miarę dokładnie - po fryzurach aktorów.

 Janusz Stolarski "Hiob, mój przyjaciel" 2014


Kilka lat później rozgłośnia radiowa z Oslo poprosiła o zgodę na rejestrację dźwięku ze spektaklu Księcia…. Grotowski zgodził się ale pod warunkiem, że ani aktorzy ani publiczność nie będą wiedzieli, że spektakl jest nagrywany. Mikrofony zostały więc starannie zamaskowane, co musiało wpłynąć  na jakość dźwięku.
 „Uniwersytet Rzymski" dotarł do tego nagrania z Oslo i zmontował swój film zrealizowany nie wiadomo gdzie z nagraniem dźwięku wykonanym trzy czy cztery lata później i tysiące kilometrów dalej.  Pasowały do siebie idealnie.
Ta historia przykładnie ilustruje stopień precyzji, do jakiej trzeba dążyć: precyzja ma utrzymać w czasie strukturę i rytm spektaklu. Mijają lata, ale można zawsze nałożyć dokładnie dźwięk na obrazy.**) Czy historia jest prawdziwa? Grotowski nie odpowiedział na to pytanie; faktem jest jednak, że pochodzące z ostatniego okresu jego twórczości Akcje były skonstruowane jeszcze bardziej precyzyjnie co często podkreślają nieliczni widzowie tych działań, bo trudno je nazwać spektaklami mimo, że można było je oglądać.



------
*) Pisze o tym Zbigniew Osiński w „Jerzy Grotowski. Źródła, inspiracje, konteksty, cz. 1, który przytacza raporty frekwencyjne z poszczególnych spektakli.
**) Grotowski nie pokazuje nam jednak filmu zmontowanego przez „Uniwersytet Rzymski".  Zobaczymy inne nagranie Księcia Niezłomnego. - Tak, to prawda, powiedziałem, że nie istniały inne nagrania spektaklu. Jednak później uległ prośbom znajomego reżysera, który także musiał przysiąc, że zdjęcia nie będą w żaden sposób przeszkadzały Cieślakowi. Trudno zrozumieć, co ma na myśli Grotowski, kiedy mówi, że „nie będą w żaden sposób przeszkadzały", ponieważ film, który widzimy wygląda na nakręcony pod kątem ujęć: nie widać publiczności, ale może to wina oświetlenia. Także w tym przypadku nagranie wykonano kamerą ustawioną w jednym miejscu. W pewnej chwili mamy bardzo bliskie ujęcie Cieślaka. W każdym razie Grotowski przyznaje, że cieszy się, że uległ namowom znajomego reżysera filmowego, ponieważ - zgoda - to, co widzimy nie jest spektaklem, a zatem nie można powiedzieć, że jesteśmy świadkami, ale przynajmniej możemy przyjrzeć się dokumentacji czynu, jak członkowie składu sędziowskiego. A to w każdym razie lepsze niż nic.  
Książę Niezłomny miał swoją premierę 25 kwietnia 1965. Oparty jest na adaptacji tekstu Calderona autorstwa Juliusza Słowackiego. Z tekstu oryginalnego pozostało niewiele, tylko inspiracja postacią, która w obliczu upokorzeń i tortur stawia bierny opór, czysty ale niezłomny. Prześladowcy zmuszeni są do zadawania mu coraz okrutniejszych tortur. Wewnętrzna siła ofiary zmusza ich do przesady i przekroczenia wszelkich granic. Ta siła fascynuje ich, a mimo to skłania do uczynienia Księcia Niezłomnego męczennikiem. Historia kończy się jego męczeńską śmiercią. Po zakończeniu filmu jak zwykle pauza. Tym razem dłuższa niż zazwyczaj. Później komentarz. -Dlaczego w sztuce Calderona de la Barca, wspaniałego hiszpańskiego dramatu z XVII wieku widzowie oglądali historię męczennika?
Elementy ikonograficzne podpowiadają skojarzenie. Aktor był ubrany tylko w przepaskę na biodrze, jak Chrystus. W spektaklu jest pewien ważny moment, gdy kobieta podtrzymuje męczennika jak Madonna syna w Pięcie Michała Anioła. Zawarto w tej sztuce wiele aluzji ikonograficznych do Chrystusa. Tekst Calderona to historia więźnia Maurów, chrześcijanina, który odmawia poddania się prawu zwycięzców, islamistów. Książę stawia bierny opór aż do śmierci. W spektaklu Grotowskiego prześladowcy nie byli ubrani jak Maurowie, lecz jak sędziowie wojskowi w Polsce z tamtego okresu. Zatem dla polskich widzów obraz ten budził skojarzenia z policją polityczną. Kostiumy wywoływały skojarzenie z aktualnością, ale nie było to skojarzenie kronikarskie, tylko coś w rodzaju zakotwiczenia w rzeczywistości historycznej. Postaci nie były Maurami, a po prostu prześladowcami”. (Gabriele VacisAwareness. Dziesięć dni z Grotowskim. s.164-166)

Polski Teatr Tańca. Sanatorium. 2014

8 komentarzy :

  1. Mówiąc szczerze załączony film jest dosyć przerażający. Wydaje się, że Grotowski próbował wejść w sferę zarezerwowaną dla religii i wywołać u odbiorcy uczucia także zarezerwowane dla religii. Nasuwa się pytanie jako kto i jakim prawem. Korci, by podsumować wieszczym "Ciemno wszędzie..."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film może i przerażający ale spektakl piękny. Może nie powinien znaleźć się akurat w tym miejscu ale korespondował mi ze zdjęciem Stolarskiego, który musiał interesować się "metodą" Grotowskiego. Współpracuje z L. Raczakiem więc raczej zna i praktykuje?
      W twórczości Grotowskiego "religia" i "bóg" nie istniały stale, raczej w pewnych konkretnych miejscach, nie one były główną domeną jego poszukiwań. Słowa "bóg" używał rzadko, za to takie pojęcia jak: aktor święty, akt całkowity, spowiedź, święto były kluczowymi w ideologii i praktyce. Grotowskiego interesował przede wszystkim rytuał, przez który jego uczestnicy odbywają podróż do swego wnętrza i łączą się z czymś wyższym. Do tego wykorzystywał narzędzia wspólne dla rytuału i teatru - śpiew, ruch i taniec. Zgłębiał praktyki szamańskie, najstarsze religie świata, Junga i Gurdżijewa. Może sam chciał zostać laickim świętym?

      Tak, Grotowski (nie ukrywajmy) był komunistycznym działaczem jego niekonwencjonalny teatr był ostro krytykowany zarówno przez środowisko teatralne, aparat partyjny a w końcu Kościół katolicki. „Apocalypsis Cum Figuris” o drugim przyjściu Chrystusa, który zostaje odrzucony przez ludzi potępione zostało nawet przez Stefana Wyszyński w słynnej homilii nazwane "prawdziwym świństwem". Bluźnierstwo było wpisane w praktykę Teatru Laboratorium. Bluźnierstwo a nie profanacja. To różnica.
      Dla równowagi polecam tekst Stanisława Obirka (a więc osoby głęboko religijnej) "Bóg u Grotowskiego, czyli poszukiwanie świetlistego" (http://www.didaskalia.pl/79_obirek.htm)

      Usuń
    2. Nie widziałam nigdy żadnego spektaklu Grotowskiego. Mogę więc opierać się jedynie na ww. fragmencie i ćwiczeniach zamieszczonych na youtube. O Grotowskim sporo słyszałam na studiach od prof. Kolankiewicza, wspomnianego w polecanym przez Pana artykule, ale wtedy nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia, kolejny dziw do teoretycznego ogarnięcia przed egzaminem.
      "Sięgnięcie do wnętrza" tak, ale po to, by to wnętrze wypatroszyć z tego co ludzkie (uszlachetnione ramą kultury i tradycji) i wypchać jakimś substytutem. Ćwiczenia sprawiają wrażenie, jakby ich celem było zakłócić proces krytycznego myślenia, przesunąć barierę wstydu, zrutynizować i odczłowieczyć po prostu.
      "Łączą z czymś wyższym"? Z czym, niby?
      Patrzę na film i widzę redukcję, degradację, groteskę. Dobrze zagraną.

      Taki odbiór jest pewnie częściowo wynikiem owej fragmentarycznej znajomości dzieła, ale może też pewnych osobistych preferencji w odbiorze sztuki. Mickiewiczowski Konrad i jego wielka improwizacja też budzą we mnie raczej politowanie niż podziw.

      Usuń
    3. ..."Łączą z czymś wyższym"? Z czym, niby?"
      ---
      Dotknęła pani sedna. Jeśli nie z bogiem to z czym? Kosmosem? Nie czuję się mocny w tej materii, kombinuję tylko jak ideę "teatru ubogiego" wykorzystać w fotografii (pomysł zresztą jest nie mój) ;) Być może to strata czasu?
      A co do ćwiczeń to trudno dyskutować z tak skrajnymi argumentami. Słuchając wypowiedzi byłych aktorów i współpracowników Grotowskiego, przewija się wątek, permanentnego, trwającego wiele lat oderwania od rzeczywistości: ciągłe próby, ćwiczenia, spektakle, niewielka zamknięta grupa ludzi i >niewiadomo co<, plus (chyba) dieta niskobiałkowa, może i za dużo alkoholu (pisze o tym w jednym z felietonów L. Raczak). Latami byli poza poza światem realnym - a szczególnie w ostatnim okresie Teatru Laboratorium, w Polsce działo się dużo i ciekawie. Po rozwiązaniu Teatru ('84) wielu nagle znalazło się jakby "na innej planecie".

      Usuń
    4. "kombinuję tylko jak ideę "teatru ubogiego" wykorzystać w fotografii" - i zamieszczone przez Pana fotografie mają ascetyczną szlachetność, powiedziałabym, że bliską świętości (w zasadzie każdej focie można by przypisać długą listę ikonograficznych kontekstów, z których pozostawił Pan oszałamiającą esencję wydobywszy ją z bogactwa dekoracyjności) ponadto foty "Sanatorium" emanują pewną surrealistyczną finezją, lekkością z nutką humoru.

      Osobiście wątpię, by na scenie wyglądało to tak intrygująco i czarująco jak na Pana zdjęciach.

      Usuń
    5. Dziękuję, ale to nie moja zasługa tylko reżyserów spektakli. Fotograf w teatrze dostaje gotowe obrazy. Musi je tylko wybrać. W zasadzie to fotograf teatralny pasożytuje na cudzej kreatywności. Pisałem o tym w materiale "Sen o teatrze" (2.08.2015)

      Usuń
  2. Dziękuję, choć wydaje mi się, że są "takie se" (jak mówią młodzi),robione podczas spektakli często z daleka od sceny w słabym świetle. Spektakl Stolarskiego zupełnie po ciemku! Niestety nie miałem przyjemności robić zdjęć Grotowskiemu ani jego teatrom więc zamieszczam "różne takie" mniej lub bardziej korespondujące. Tym razem mniej, bo Polski Teatr Tańca niewiele ma wspólnego z "teatrem ubogim": co prawda bez dekoracji ale gra świateł piękna i rozmaita a do tego głośna muzyka mechaniczna - ciężko tańczyć bez muzyki.Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń

..: RAPID :..

Notatki z prowincji. Jeszcze mniejszy obrazek

SC, 13.04. 2016 (skan) Jakub Dziewit w drugiej części swojej książki Aparaty i obrazy. W stron kulturowej historii fotografii ...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy