Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fotografioly. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fotografioly. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 września 2015

Notatki z prowincji. Nasza Księgarnia


Obraz blady, zatarty. Nie idzie w głąb. Nie staje się wypukły. Rozprasza się i zanika. Tak trudno gonić za dawnym czasem. (Marek Nowakowski. Nekropolis 2. Wyd. Świat Książki. Warszawa 2008)


SC,  Księgarnia Muszyńscy, 1992. Skan fotografii 18x24 cm


Jakieś 4 lata temu pisałem z zachwytem o poświęconej fotografii książce Wojciecha Nowickiego Dno oka. Niedawno ukazała się jego kolejna pt. Odbicie, kontynuacja i rozszerzenie jednocześnie. Fotografia bardzo się przez ten czas zmieniła i chyba podupadła całkowicie, żyjemy już w erze masowej produkcji selfies i tym podobnych głupot, które nie obchodzą nikogo poza 'autorami' - na szczęście nie zmieniła się wrażliwość Nowickiego na fotografię, również na jej zmiany i nie uległ zmianie wciągający styl pisarza. Odbicie traktuje nie tylko o fotografiach (głównie dziewiętnastowiecznych, znajdowanych w muzealnych, zapomnianych archiwach, na kolekcjonerskich targach i forach, na strychach, pozyskiwane dzięki szczęśliwym przypadkom) ale i Fotografach, rekonstruując ich życiorysy i twórczość. Jest wśród nich cenny esej o zmarłym niedawno Jerzym Lewczyńskim (1924-2014). Meritum jego twórczości było założenie, że Zdjęcia - nieważne czy jego własne czy zapożyczone - są fragmentem świata, więc mogą zostać na nowo użyte, na nowo sfotografowane; są obrazami, przedmiotami, można więc kopiować  i utrwalać ich wtóre i kolejne życie.*) Znacznie bardziej obrazoburczy może być dla wielu stosunek Lewczyńskiego do technologii: technika, całe to czarowanie, o którym w nieskończoność opowiadają jego rówieśnicy, wydaje się nie mieć dla Lewczyńskiego najmniejszego znaczenia. Żadnego skomlenia, ciemniowej mitologii, nic. Powiększalniki i kuwety zamienił w pewnym momencie na drukarkę, jak się wydaje bez żalu.**) Czytając rozdział o Lewczyńskim, z wielu akapitów wyziera pasja artysty na pograniczu choroby, chęć do ocalenia pamięci wszystkiego. Zbiera skrawki, jakieś zaproszenia (nieważne czy oryginał czy ksero), notesiki z wydatkami. ***) 1 - zabezpieczyć, 2 - zebrać, 3 - udostępnić. Jego credo****) Nowicki znajduje wiele analogii z Białoszewskim, który był uchem, Lewczyński - obserwatorem, okiem; obaj lapidarni.*****)





Drugą niedawno wydaną książką o fotografii jest 3 tom Fotografiołów******) Autor w kilkunastu esejach poszukuje odpowiedzi na pytanie o czym jest fotografia? Nie chciałbym w tym miejscu zdradzać do jakich konkluzji dochodzi Krzysztof Szymoniak, bo bardziej istotna jest droga jaką do nich dochodzi. W pokonaniu tej intelektualnej podróży, podobnie jak u Nowickiego pomocne okazują się stare zdjęcia. Więcej >>>



SC, Księgarnia Muszyńscy, sierpień 2013, @ Google Maps

Zdjęcie ilustrujące dzisiejszy materiał wykonałem w 1992 r. jako ilustrację artykułu do lokalnej gazety. Przez 20 lat zmienił się nie tylko szyld i otoczenie sklepu ale również stosunek Polaków do książek i czytelnictwa.
Księgarnia Muszyńscy to rodzinny interes z bogatą historią. Jej początki sięgają 1881 roku, kiedy to księgarnię, drukarnię i skład papieru założył Teodor Kręglewski, pochodzący z Gniezna introligator (rzemieślnik zajmujący się ręcznym oprawianiem wydawnictw i zdobieniem zabytkowych opraw, pracuje w drukarni i oprawia książki), drukarz i kupiec, który, wspólnie z żoną Marią Pruchniewską, otworzył w tym mieście własne przedsiębiorstwo. Początkowo mieściła się tam introligatornia, mała drukarnia, skład papieru i księgarnia, którą poszerzono o wytwórnie zeszytów. W Wągrowcu było to miejsce szczególne, w którym młodzi ludzie kupowali zabronioną patriotyczną lekturę.
W 1920 r. jej właścicielem został Kazimierz Bonowski, który dokupił do niej nowoczesne maszyny, a także drukował tam reklamy i opakowania spożywczych produktów. Była to jedna z najważniejszych wągrowieckich film. W drukarni pracował wówczas dziadek obecnych właścicieli.
Bonowski, uczestnik powstania wielkopolskiego, prowadził ją do 1939 roku. W 1915 r., po wybuchu wojny, powołano go do armii niemieckiej i skierowano na zachodni front. Dwa lata później był dwukrotnie ranny. Po powrocie do rodzinnego miasta rozpoczął działalność wydawniczą, wydając między innymi „Orędownika Powiatu Wągrowieckiego”.
Niemcy przejęli jego zakład zaraz po zajęciu miasta, we wrześniu 1939 roku, a Bonowski wraz z rodziną został wysiedlony do Łowicza, gdzie działał w ruchu oporu i był łącznikiem Armii Krajowej. W 1944 r. gestapo aresztowało go i poddało torturom. Choć udało mu się uniknąć śmierci w więzieniu, kosztowało go to sporo zdrowia. Do Wągrowca powrócił w lutym, otwierając tam księgarnie i drukarnie. Zmarł 20 października 1945 roku.
Po wojnie księgarnie prowadziła wdowa po Bonowskim, Janina. W 1950 r. firmę upaństwowiono i przez długie lata należała do Domu Książki. Od 1963 r. jej kierownikiem był Zenon Muszyński, ojciec obecnych właścicieli. Od Domu Książki wykupił ją na początku lat dziewięćdziesiątych. W 1995 r. do spółki przystąpił jego syn Piotr Muszyński, a niedawno dołączyła do niego siostra, Monika Hoffmann. (za shemag.pl >>)

Strona Księgarni Muszyńscy: https://www.facebook.com/ksiegarnia.wagrowiec >>

-----------------------------------



---
*) Wojciech Nowicki, Odbicie, Wyd. Czarne, Wołowiec 2015, s.89
**) s. 93
***) s. 97
****) s. 98
*****) s. 105
*****) Krzysztof Szymoniak. Fotografioły 3. O czym jest fotografia? Gniezno 2015

sobota, 16 marca 2013

Fotografioły 2, czyli przygody ciąg dalszy




Krzysztof Szymoniak, autor znanej już nie tylko w Poznaniu serii Fotografowie Wielkopolski, ukończył pracę nad kolejnym tomem swoich esejów poświęconych fotografii. We wstępie do okołofotograficznych ćwiczeń umysłowych, jak zwykł nazywać swoje teksty, napisał między innymi: 
Drugi tom Fotografiołów, jaki ośmielam się zaproponować czytającej publiczności, otwierają moje ulubione kadry, na jakie trafiłem w roku 2012. Całość podzieliłem, podobnie jak poprzednio, na trzy części - Ludzie, Sprawy, Rozmowy - które zawierają łącznie trzynaście rozdziałów. Dwa ostatnie są rozmowami – z Krzysztofem Jureckim oraz Anią Ignasińską-Zjeżdżałką. Przy okazji rozmowy z Panią Anną prezentuję także dziesięć nigdy wcześniej nie pokazywanych i nie publikowanych fotografii Ireneusza Eryka Zjeżdżałki. Z nowości (w stosunku do tomu poprzedniego), które przyjęły tutaj kształt pozytywnych ekstrawagancji intelektualnych, jakich w okołofotograficznej eseistyce raczej niewiele się zdarza, proponuję korespondencję Bogusława Biegowskiego z Lechem Szymanowskim i Lecha Szymanowskiego z Bogusławem Biegowskim. Jest to dosyć obszerny Aneks do tekstu poświęconego wczesnej twórczości Lecha Szymanowskiego i jej estetyce przeniesionej na całą jego, także współczesną, twórczość fotograficzną. Główną kwestią, roztrząsaną i badaną przez B.B. i L.S. w tych listach jest kwestia istnienia i zdefiniowania czegoś, co obaj panowie nazywają fotografią ubogą - zresztą w nawiązaniu do teatru ubogiego, jaki w swojej praktyce teatralnej uprawiał Jerzy Grotowski. Zupełnym skandalem może być w tej sytuacji aneks do aneksu, czyli Manifest antyhybrydowy, podpisany przez obu wspomnianych uczestników dysputy. Tak więc tom Fotografioły 2 zawiera, między innymi, rozdziały poświęcone Kolektywowi Fotograficznemu Świetlica, Henrykowi Królowi, Zdzisławowi Stoltmanowi, Maciejowi Kuszeli, Antoniemu Jeśmontowiczowi, Janowi Rosołowskiemu, Lechowi Szymanowskiemu, a także dwie rozmowy, dwa teksty problemowe i omówienie czterech nowych albumów fotograficznych z roku 2012, których autorami są artyści należący do poznańskiego Oddziału ZPAF.
Znane są już terminy i miejsca pierwszych prezentacji książki: 11 kwietnia 2013 w Gnieźnie,  w Bibliotece Publicznej Miasta Gniezna, o godz. 18.00 podczas wernisażu wystawy Gniezno Antywidokówki oraz 17 maja w Kole, podczas Finału Konkursu Portret i warsztatów fotograficznych Obrazki z przedmieścia

wtorek, 15 stycznia 2013

Gniezno Antywidokówki, czyli 29 prac Szymona Słupnika

Zwykle unikam umieszczanie w tym miejscu materiałów związanych ze swoją pracą zawodową. Robię to jedynie w wyjątkowych przypadkach, takich jak zbliżająca się prezentacja wystawy i twórczości literackiej Krzysztofa Szymoniaka. Kilka miesięcy temu zaproponowałem Krzysztofowi aby wreszcie pokazał efekt swoich prywatnych fotograficznych wędrówek po Gnieźnie. Krzysztof fotografuje Gniezno od wielu lat, jak sam mówi - fotografia nie jest jego główną domeną twórczą i z wielką skromnością zastanawiał się, czy jego zdjęcia, w ogóle nadają się aby je pokazać publicznie. Po obejrzeniu części materiału, który mógłby stworzyć wystawę zdecydowałem, że spojrzenie Krzysztofa na jego miasto jest na tyle oryginalne a zdjęcia są dość jednolite stylistycznie, i co istotne, świetnie wykonane, że utwierdziłem go w zamyśle przygotowania zestawu wystawowego. Po kilku dniach Krzysztof przesłał mi płytę z proponowanymi seriami, pojechałem z tymi fotografiami do pracowni Bogusława Biegowskiego aby pomógł mi dokonać wstępnego wyboru oraz po koleżeńsku napisał SŁOWO o wystawie. Ostateczny wybór Bogusia został zaakceptowany przez autora fotografii, mimo, że wiele jego ładnych zdjęć kurator bezlitośnie wyciął. Seria 29 zdjęć Krzysztofa zdecydowanie przełamuje stereotyp pocztówkowego, pokazywania Gniezna, miejsca ważnego w naszej historii początków. Wszystkie zdjęcia są fotografiami cyfrowymi, surowymi plikami, autor nie stosował żadnych zabiegów mogących podnieść ich atrakcyjność. Nie zmieniał tonacji, ostrości może lekko jasność  nielicznych? Są one dokładnie takie jak zarejestrowała je matryca lustrzanki Krzysztofa Szymoniaka. Dzięki temu od razu uderza nas prawda i szczerość tego zapisu, również dlatego, że te kadry, nigdy w zamyśle autora, nie były planowane jako obrazy wystawowe.


W dzisiejszej poczcie znalazłem tekst Bogusława, który poniżej przytaczam w całości ponieważ dotyczy on nie tylko tej konkretnej wystawy ale próbą określenia miejsca fotografii we współczesnej nam rzeczywistości.
Do tej pory Gniezno nie miało szczęścia w fotografii, chociaż wydało kilku świetnych fotografów z fotoreporterem, dokumentalistą Mariuszem Stachowiakiem na czele. W Gnieźnie mieszka Władek Nielipiński, animator fotografii z poznańskiej Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej i Centrum Animacji Kultury, dzięki jego pracy i inicjatywom od ponad 10 lat nieźle rozwija się amatorski ruch fotograficzny w Wielkopolsce. Są lata lepsze i gorsze, ale ubiegłoroczny Festiwal pokazał, że środowisko jest silne i zintegrowane, wielkopolscy fotografowie chętnie spotykają się i wymieniają doświadczeniami kilka razy do roku, na imprezach organizowanych przez WBP i CAK (w Poznaniu na ul. Prusa 3).
Mam szczerą nadzieję, że tą wystawą Krzysztof  Szymoniak, poeta, dziennikarz, eseista, pracownik naukowy UAM stał się również FOTOGRAFEM, a sama wystawa zainteresuje kulturalne Gniezno, które będzie chciało ją pokazać na swoim terenie.


Serdecznie zapraszam na spotkanie autorskie w KaffeLit, w Miejskim Domu Kultury w Wągrowcu. Gościem nasze Kawiarni Literackiej będzie Krzysztof Szymoniak, poeta, dziennikarz, fotograf, pracownik naukowy Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Spotkaniu  z artystą towarzyszyć będzie wystawa, nigdy wcześniej nie prezentowanych, fotografii Gniezno Antywidokówki, czyli 29 prac Szymona Słupnika. Wystawa została przygotowana przez Krzysztofa Szymoniaka specjalnie na to spotkanie.
Impreza połączona z wernisażem  odbędzie się w Galerii Miejskiego Domu Kultury w Wągrowcu, w czwartek 24 stycznia 2013 r., o godzinie 18:00. Spotkanie poprowadzi poznańska dziennikarka specjalizująca się w sprawach szeroko pojętej kultury i sztuki Grażyna Banaszkiewicz.



Bogusław Biegowski

Gniezno Antywidokówki, czyli 29 prac Szymona Słupnika *)

Boże stópki

Wyzwaniem dla fotografów są miejsca, których wartość symboliczna jest mocno zakorzeniona w przeszłości. Największy problem pojawia się, kiedy przeszłość, czasem wielka historia, ma niewielki już związek ze współczesnością. Wszystko pozostaje w sferze mitu, sentymentu i nostalgii za przebrzmiałą wielkością. Cienie wielkich  wież i pierwsze doznania na szkolnej wycieczce kształtują jednowymiarowe wyobrażenie. Pokolenia fotografów od lat rozstawiają swoje aparaty w tych samych miejscach. Nogi statywów utworzyły tam trwałe ślady przypominające Boże stópki.  Chęć twórczego zmierzenia się z uświęconym miejscem zmusza do wysiłku i szukania radykalnych rozwiązań. Odrzucenie wyświechtanych schematów fotografii turystyczno-dewocjonalnej staje się koniecznością.

Nie wszyscy są z nas

Fotografowie z urodzenia zawsze pilnie strzegli zawodowych tajemnic i bronili dostępu do swojego świata. Magia fotografii nie była dla każdego. Uproszczenie   światłoczułej technologii wszystko zmieniło. Fotografia dopiero teraz stała się naprawdę dostępna i demokratyczna. Niestety, trzeba było ustąpić pola fotografującym intruzom, aktorom, celebrytom, telewizyjnym przepowiadaczom pogody i z pokorą  znosić ich błyskotliwe sukcesy, cierpliwie czekając, aż zacznie działać jedno z praw dialektyki. Szczęśliwym paradoksem uproszczona procedura dla wielu twórców stała się dodatkowym narzędziem zapisu i poznania. Kto nie marzył, aby ogarnąć Całość… mówić wszystkimi językami. Użycie przez autora innej formy wypowiedzi niż ta, do której przywykliśmy, najczęściej zaskakuje. Użycie fotografii może zdumiewać. Zastanawiamy się, czy jest to wynik rozczarowania dotychczasową praktyką twórczą,   czy chęć poszerzenia wypowiedzi?

Labirynt

Druga część tytułu wystawy, „… 29 prac Szymona Słupnika” ustanawia tu jednoznaczną relację. Odwołuje się wprost do twórczości literackiej autora prezentowanych na wystawie fotografii. Nie ma możliwości, aby w zwyczajowo krótkim tekście towarzyszącym dokonać rzetelnej analizy wielowątkowej twórczości. Najkrócej zatem.  Prezentowany na wystawie zbiór fotografii to rodzaj aneksu i zaproszenie do całościowego odczytania oeuvre K. Szymoniaka. Antywidokówki to pułapka. Aby znaleźć wyjście z labiryntu, koniecznie trzeba odczytać znaki pozostawione przez autora  wcześniej w innych miejscach. Trawestując wypowiedz B. Brechta: Patrząc na gnieźnieńskie fotografie nie dowiemy się wiele o świecie Szymona Słupnika, nie wiemy nawet jakiego kolory była podłoga w mieszkaniu przy ulicy Grzybowo 3/6, a są przecież jeszcze sprawy dużo ważniejsze. Fotografia to byt paradoksalny. Nie mówi nic, kiedy nie umiemy patrzeć… To, co najważniejsze, jest ukryte, jest poza obrazem.

Flaneur, czyli poemat perypatetyczny

Podmiot fotograficzny regularnie odwiedza foto-genne strefy. Bez pośpiechu ogląda i sprawdza, czy wszystko jest na swoim miejscu. Przy okazji fotografuje. Potwierdza obecność. Nie zatrzymuje się dłużej niż to jest konieczne. Bez zbędnych egzaltacji rejestruje żałosny urok miejsc. Rezygnuje z wirtualnych miraży. Przeciwstawia się  banałowi stereotypowych wizerunków. Wydeptane ścieżki wędrówek tworzą misterną mapę stygmatów.   

Chronos

Fotografia często używana jest do zapisywania procesu przemijania i rozpadu substancji. Prawdopodobnie nic bardziej boleśnie nie uświadamia upływu czasu. Każde miasto ma swoje wstydliwe podbrzusze. Autor Antywidokówek unika publicystycznej retoryki. Nie są to też zdjęcia interwencyjne. Dyskretnie i z poczuciem taktu tworzy swoją osobistą topografię. Miasto przedstawione jest tu in statu nescendi w stanie terminalnym, u kresu dziejów, czekające na ponowne przyjście Zbawiciela. Nie ma jednak nadziei. Ekonomia odkupienia nie uwzględnia  bytów nieosobowych. Pozostało wieczne trwanie. Tak to wygląda…

Bogusław Biegowski, fotograf

Poznań, 13 stycznia 2013

wtorek, 23 października 2012

Nie skanujemy. Manifest

Wapno. Dokumentacja 2005-2010, fragment wystawy, wszystkie prace 
są wykonane ręcznie (pod powiększalnikiem, w jednym egzemplarzu).
Foto. D. Hilbrecht

MANIFEST

Od dzisiaj wydajemy prywatną wojnę cyfrowemu oszustwu, binarnym manipulacjom, wirtualnym fotografiom, analogowo-cyfrowym hybrydom. Postanowiliśmy z kolegą Bogusławem (Biegowskim), że nie będziemy skanować. Negatywy, zdjęcia wykonane analogowo nie będą kopiowane przez skanery, jeśli zajdzie konieczność umieszczenia analogsa w sieci, to jedynie jego cyfrowe zdjęcie z wyraźnie widocznymi obrzeżami (fragmentami stołu, ściany itp.) a nawet dłońmi z palcami, trzymającymi odbitkę. Nie będziemy robić żadnych wydruków ze skanowanych obrazów żelatynowo-srebrowych, kolodionów, cyjanotypii, pinholi itp. Publicznie prezentować będziemy jedynie oryginalne negatywy lub pozytywy.
Jedynym wyjątkiem będzie przygotowanie zdjęć dla poligrafii, ale w tym wypadku opis wydrukowanego zdjęcia musi zawierać informację o tym, że jest to skan zdjęcia. Negatywy nigdy nie będą skanowane!
Z kolei, jeśli fotografia będzie wykonane cyfrowo, to  nie wolno jej będzie udawać szlachetnych barytów, choćby nie wiadomo na jak specjalistycznym i drogim papierze była wydrukowana.
Absolutnie niedopuszczalne będą hybrydy, jak na przykład, skan zdjęcia lub negatywu wydrukowany na transparentnej folii, którą  naświetla się na papierze fotograficznym.
Skany które, do tej pory już się znalazły w sieci (np. na blogach), niech już tam zostaną, stopniowo będziemy dodawać dodatkowe opisy, zresztą prędzej czy później wszystko samo zniknie (nieuchronne awarie serwerów itp).


Pusty śmiech i zażenowanie ogarnęły mnie, kiedy na wystawach Wlkp. Festiwalu Fotografii im. Ireneusza Zjeżdżałki, zobaczyłem autorskie sygnatury na wydrukach (cóż z tego, że idealnych) ale tylko wydrukach. Ciekawe co by na takie praktyki powiedział Eryk? Chyba by nie zaprotestował, był bardzo tolerancyjny - (ale nie wydaje mi się aby sam tworzył hybrydy). Na tym festiwalu jedynie Konopka i Lech, autorzy kolekcji wrzesińskiej, pokazali  stykówki, (mniej i bardziej udane) ale za to prawdziwe odbitki z negatywu na papierze fotograficznym.

foto. Kasia Piechowiak

Moja wystawa Wapno. Dokumentacja 2005-2010 wisi od kilku dni w galerii MDK w SC, można ją oglądać jeszcze do 6 listopada. Pragnę w tym miejscu jeszcze raz podziękować za przybycie wszystkim, którzy przyjechali, często mimo znacznej odległosci od SC. Świetlica Kolektyw Fotograficzny nie zawiodła, jak zwykle. Szczególne podziękowania należą się Krzysztofowi (Szymoniakowi), którego laudacja na moją cześć, często ocierała się o panegiryzm. Gdybym był osobą nieco bardzie zadowoloną z siebie i swoich osiągnięć fotograficznych to po takiej mowie, mógłbym już szykować się do zakończenia działalności i przygotowywać się do wiecznego spoczynku.
Z kolei Witek (Jagiełłowicz) najtrafniej skomentował moje zamiary estetyczne. Odniósł wrażenie jakby zdjęcia Wapna wykonał agent PZU w czasie oszacowywania strat po katastrofie. Taki też był mój zamiar przy pracy nad projektem, czyli pozbawienie się przyjemności nadawania fotografiom indywidualnego wyrazu czyli skrajnie rygorystyczny dokumentalizm.

foto. Daniel Hilbrecht

Ważnym i nieco jaśniejszym, niż zdjęcia z Wapna, punktem wieczoru była prezentacja książki Krzysztofa Fotografioły. Okołofotograficzne ćwiczenia umysłowe.  To rzadki na naszym rynku zbiór esejów o fotografii. O ludziach i sprawach związanych z uprawianiem fotografii. Trudno mi recenzować materiał, gdyż jeden z rozdziałów bezpośrednio mnie dotyczy.
Polecam rozpocząć czytanie od tekstu Fotografie z masakry, czyli Gardelegen mojej matki. Mamy tutaj do czynienie wyjątkowym przykładem okołofotograficznych rozważań, do których pretekstem jest mało znany, makabryczny epizod II wojny światowej. Jeden z niezliczonej liczby mordów i gwałtów dokonanych przez Niemców w ostatnich dniach wojny. Tekst jest wielkim moralitetem o tym jak cienka i delikatna jest otulająca nas warstewka kultury, jak często i łatwo górę bierze patologiczna natura człowieka...  cdn.

Smutno. Pożegnanie barda


Jacek Kaczmarski (1957-2004) i Przemysław Gintrowski (1951-2012). Gdańsk, sierpień 1981 r. 
Skan z pozytywu. LS

A wydawało by się, że tak niedawno pożegnaliśmy Jacka Kaczmarskiego. Smutne. W niedzielę odszedł Przemysław Gintrowski (ur.1951). Wielki artysta, bard,  głos naszego pokolenia "S". Ostatnio zapomniały o nim mainstreamowe media... cóż głosił niepopularne prawdy. Był bezkompromisowy, ostro piętnował naszą chorą rzeczywistość polityczną. Jedna z ostatnich jego publicznych wypowiedzi (dla Naszego Dziennika) brzmiała: Wielkie media robią ludziom wodę z mózgu w tak prostacki sposób, że aż trudno w to uwierzyć. Myślę, że Polacy w końcu nie wytrzymają tego i dojdzie do powtórki sytuacji z 1980r. - powstanie wielki narodowy ruch sprzeciwu. Przemysław już nie doczekał, a my? 




Suplement z grudnia 2013 r.:
Te zdjęcia znalazły się, w lipcu 2013 r., na okładce raptularza-gazety festiwalowej NADZIEJA - 10. edycja Festiwalu Piosenki Poetyckiej im. Jacka Kaczmarskiego Nadzieja w Kołobrzegu.


..: Notatki z prowincji :..

Notatki z prowincji. Listy z Suicide City 1.

Świat się szybko zmienia, zmienia się internet, powoli zmienia się i ten blog. Od jakiegoś czasu staje się dla mnie - jak to kiedyś p...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy