Pokazywanie postów oznaczonych etykietą war photographer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą war photographer. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 sierpnia 2013

Horst Faas - zdjęcia z "czasów apokalipsy"


FROM ASSOCIATED PRESS

Dzisiaj zdjęcia z innej wojny XX wieku, ciągnącego się przez całe lata 50 i 60 krwawego starcia wschodu z zachodem na terenie Wietnamu. Fotografów było tam wielu ale ich guru był zmarły przeszło rok temu Horst Faas. Już za życia stał się ikoną war photography, ustanowił nowe standardy pokazywania wojny w kadrze. Do 1989 niektóre z jego zdjęć nie były znane  za żelazna kurtyną czyli w państwach Układu Warszawskiego, pokazywały bowiem skutki zbrodni Vietkongu albo sukcesy Armii Republiki Wietnamu Południowego i wojsk amerykańskich. W naszej części Europy nie jest faktem powszechnie znanym, że Partyzanci z Vietkongu (podobnie zresztą jak armia południowowietnamska) ponoszą bezpośrednią odpowiedzialność za wiele zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości, jakich dopuścili się w czasie wojny wietnamskiej. Jedna z bardziej znanych zbrodni to masakra w Huế: w ciągu 24 dni komunistycznej okupacji (luty - marzec 1968), specjalne grupy Vietkongu na podstawie wcześniej sporządzonych list, aresztowały i zamordowały kilka tysięcy osób, głównie południowowietnamską inteligencję, policjantów, urzędników państwowych, duchownych i kilku obywateli RFN, Francji i Stanów Zjednoczonych. Łącznie partyzanci wymordowali 3000–4500 ludzi (za zaginionych uznaje się nadal 5000 osób).
Wojskowi amerykańscy twierdzili niejednokrotnie, że Vietkong ukrywa się wśród ludności cywilnej, wskutek czego wojska amerykańskie nie mogły odróżnić partyzantów od cywilów (podobna sytuacja miała miejsce np. w czasie wojny afgańskiej, w latach 2001–2006).*) 

Wietnamskie dzieci uważnie obserwują amerykańskiego spadochroniarza z granatnikiem, 
w kanale, w którym się razem schronili przed ogniem Vietcongu. Obszar  Bao Trai, Wietnam.

Horst Fass dwa razy zdobył Nagrodę Pulitzera i medal Robera Capy dla fotoreporterów wojennych. Przez pół wieku pracował dla agencji Associated Press (AP). Jego dziełem jest wiele doskonałych zdjęć, spośród których wybrałem zaledwie kilka najbardziej reprezentatywnych. Wśród nich znajdują się dwa piękne kadry, na których fotograf zapisał moment ciszy, między strasznym a jeszcze gorszym.
Zdjęcia wykonane przez Faasa i wyszkolonych przez niego  fotografów były jednym z argumentów przeciwko prowadzeniu wojny przez USA i przyczyniły się do protestów przeciwko amerykańskiej interwencji w tym kraju.

Ujęcie nagrodzone Pulitzerem: ojciec trzyma ciało dziecka, zabitego przez siły rządowe wałczące 
z partyzantami, pokazuje zwłoki południowo-wietnamskim komandosom, 
którzy spoglądają na nie z góry ze swojego opancerzonego pojazdu. 
To zdjęcie Fass wykonał w wiosce niedaleko granicy z Kambodżą.

Horst Faas urodził się w Berlinie, karierę fotografa rozpoczął w 1951 zatrudniając się w Agencji fotograficznej Keystone. Przez 21 lat fotografował konflikty zbrojne w Indochinach. Po raz pierwszy zetknął się z tematem gdy otrzymał zlecenie sfotografowanie negocjacji pokojowych w Genewie w 1954 roku .
W 1956 roku zaczął pracować dla jednej z największych agencji prasowych Associated Press (AP), w której zapracował na reputację niezłomnego, nieustraszonego fotografa wojennego. Wykonywał gorące (newsowe) zdjęcia podczas wojen w Wietnamie i Laosie, Kongo i Algierii. W 1962 roku został naczelnym fotografem AP w Azji Południowo-Wschodniej, rezydując na stałe w Sajgonie do 1974 roku. Jego głównym zadaniem było wybranie i przygotowanie do zawodu fotografa wojennego dziesiątek młodych chłopców (poborowych fotomatorów i zawodowców), którzy dotąd nie wąchali prochu.
Jego zdjęcia z wojny w Wietnamie przyniosły mu nagrodę Pulitzera w 1965 roku. W 1967 roku został ciężko ranny w nogi i do końca życia poruszał się na wózku. W 1972 roku odebrał drugiego Pulitzera, za zdjęcia z  konfliktu w Bangladeszu .
Faas, świetny fotograf, zasłynął również  jako  edytor obrazów. To właśnie on zdecydował o publikacji dwóch najbardziej znanych i szokujących obrazów z wojny w Wietnamie: słynnego zdjęcia Execution Saigon, pokazującego zastrzelenie członka Vietcongu przez szefa policji w Sajgonie Nguyen Ngoc Loan, które wykonał  Eddie Adams w Sajgonie, 1 lutego 1968 r.**)



Druga fotografia, o publikacji której zdecydował Faas, to równie słynne Napalm Girl Nicka Uta. Zdjęcie wywołało ogromne kontrowersje w biurze AP. Redaktor naczelny sprzeciwił się publikacji zdjęcia, mówiąc, że dziewczyna była naga i że nikt takiego zdjęcia nie zdoła zaakceptować. Faas mimo zakazu  przełożonych polecił opublikować zdjęcie Uta.





 
Greg Marinovich. RPA 1990

We wrześniu 1990 roku, niezależny fotograf Greg Marinovich z RPA wykonał dla AP serię ujęć tłumu wykonującego samosąd w Johannesburgu. Redakcja agencji w Johannesburgu nie była pewna czy niektóre zdjęcia nie są zbyt drastyczne i czy należy przesyłać do publikacji w USA. Wysłali więc telegram do Fassa, który bez wahania odpowiedział: Natychmiast przesłać wszystkie zdjęcia!


Maska na twarzy chronić ma przed zapachem rozkładających się trupów,
ciał amerykańskich i wietnamskich żołnierzy poległychw walce z Viet Cong,
na plantacji kauczuku, około 45 km na północny wschód od Sajgonu.

Od 1976 Fass rezydował w Londynie jako przedstawiciel Associated Press na Europę. Na emeryturę przeszedł w 2004 roku. Już w stanie spoczynku, organizował zjazdy weteranów korpusu prasowego z Sajgonu z lat wojny wietnamskiej i prowadził międzynarodowe sympozja fotoreportażu.
Wydał cztery książki na temat swej kariery i innych fotografów prasowych, w tym Requiem***), album poświęcony zabitym po obu stronach wojny w Wietnamie.


Ranny wietnamski komandos, gotowy do obrony przed atakiem Vietcongu
w czasie bitwy w Dong Xoai, 11 czerwca 1965 roku.
Dzieci muszą przejeżdżać - ze szkoły do domu - obok ciał martwych 15 żołnierzy Vietcongu
i ich dowódcy w miejscowości An Ninh w Wietnamie,  prowincji Nghia Hau,
8 maja 1972 roku.
Marzec 1965, zdjęcie śmigłowców amerykańskich - osłaniających wraz z artylerią - 
atak wojsk lądowych w ataku na obóz Vietcongu 18 mil na północ od Tay Ninh,
w pobliżu granicy z Kambodżą.

Styczeń 1965, słońce pięknie rozproszone przez gęstą roślinność dżungli. 
Żołnierze wietnamscy i amerykańscy budzą się po  zimnej nocy,
czekając w zasadzce na atak Vietcongu.


Horst Fass (28.04.1933-10.05.2012). FROM ASSOCIATED PRESS

                                                                                                

*) za Wikipedią
**) więcej o tej fotografii >>

***) Requiem: by the photographers who died in Vietnam and Indochina

piątek, 5 kwietnia 2013

War photographer Krzysztof Miller (2)

O Millerze raz jeszcze


Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta

 Najbardziej znanym zdjęciem Krzysztofa Millera - choć nie zawsze kojarzonym z autorem - jest  pijany rowerzysta. To zdjęcie wykorzystywane jest w internecie do ilustrowania wszelkich tematów związanych z ruchem drogowym pod wpływem alkoholu. Niemal każdy demotywator na wspomniany temat podpiera się zdjęciem Millera. Fotograf wykonał to zdjęcie 19 stycznia 1998 na szosie Warszawa-Siedlce w dzień św. Jordana, święto religijne, obchodzone w Kościele prawosławnym, upamiętniające Chrzest Chrystusa.
 

Rybak nad rzeka Kongo. Fot. Krzysztof Miller


Lektura książki Krzysztofa Millera okazała się pouczająca. Dobra fotografia się broni, nawet potrafię oddzielić osobę fotografa od czasopisma dla którego pracuje. Adept fotografii znaleźć może w książce wiele recept jak się zachować w ekstremalnych sytuacjach wymagających szybkiego reagowania.  Wtopienie się w tłum jest częścią zagadki dobrej fotografii. Częścią powodzenia tematu, który fotograf robi. W tym wtopieniu aparat zawsze przeszkadza. A aparaty fotograficzne nie były wtedy tak małe jak dziś telefony komórkowe. Nie były też tak oswojone i opatrzone. One były jak siekiera. Jak topór. Ludzie się ich bali, więc fotografując, trzeba było ich oswajać. Przekonywać. A w moim przypadku po prostu ignorować. Bo ja jestem chyba mistrzem ignorancji. Nie pytam, czy mogę. Po prostu robię. (str. 215)

 
18.09.2003, prowincja Al-Hilla, akcja irackiej policji przeciwko lokalnym gangsterom i złodziejom.
Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta

Wyznanie:  Aparat potrafi być chimeryczny jak kobieta. Trzeba o niego dbać i go pieścić. Karmić bateriami i filmami. Lub, jak dziś, kartami pamięci. „Kąpać", przewijać, przecierać, chuchać. Poświęci się za ciebie. Odda za ciebie swoje życie. Jak niezawodny przyjaciel, kompan, druh będzie ci zawsze towarzyszył na dobre i na złe. Jeżeli tylko dobrze się dobierzecie, będziecie ze sobą szczęśliwi, pełni ufności po grobową deskę.
Aparat, również jak kobieta, może być wysoki i smukły lub niski, przysadzisty. Może być piękny i wyzywający. Skromny i nierzucający się w oczy. Kolorowy lub czarny. Młody, z gładką, przypudrowaną cerą. Lub stateczny, ze zmarszczkami mówiącymi, że wiele w życiu przeszedł.
Miałem w życiu niewiele aparatów. Zawsze je kochałem i trudno było mi się z nimi rozstać. Nawet po ich śmierci nigdy ich nie od-sprzedawałem. Nie pozbywałem się ich. Stoją u mnie na półce. Jak urny, w których przechowuje się prochy zmarłych. Urny pełne pamięci. Pełne historii, które z nimi przeżyłem
. (str. 245)


Afganistan, Talibowie na ulicy w Kabulu, marzec 2001 r. Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta


Za dużo zdjęć?: Setki i tysiące zdjęć, które w życiu zrobiłem, nie zostały nigdy wykorzystane. Każde opowiada czyjąś historię, tragedię, dramat. Starczyłoby mi ich do publikacji do końca życia. Wiem, że zalegają głęboko w przepastnym archiwum gazety. Tam co prawda się nie kurzą, ale wraz z upływem czasu kurczą. Nie, nie kurczy się negatyw, na którym utrwaliłem historie. Nie zwija się i nie roluje. Jest zarchiwizowany porządnie, bezpiecznie, w dobrej temperaturze i wilgotności. Kurczą się wydarzenia, które na nim zarejestrowałem. Zwijają się, rolują, maleją, tracą na znaczeniu i coraz mniej jest powodów, by do nich wracać, pokazywać je i przypominać. Niby dlaczego, skoro od ich wykonania tyle się wydarzyło? Ale mnie w sercu kole, że nie można ich pokazać. Przecież po to je robiłem! By przekazać informację, pokazać tragedię, problem. A tu zaaresztowała je prozaiczna przyczyna. Brak miejsca w gazecie. Gdy fotografowani ludzie mieli nadzieję, że ich nieszczęście pokażę, wskażę, przybliżę. Może w ten sposób pomogę.(str. 124)

WRZESIEŃ 2016
Nie spodziewałem się, że epilog będzie najgorszy z możliwych. Niestety, dzieło fotografa jest już skończone i zamknięte; 9 września 2016 usłyszeliśmy, że Krzysztof Miller zmarł tragicznie w wieku 54 lat. Więcej |||----->>>

Piotr Semka na Twitterze napisał: Zmarł Krzyś Miller. Poznaliśmy się w Bukareszcie gdy obalano Ceausescu. Zapłacił potworną cenę za swoją pasję R.I.P.

W błyskawicznym tempie zorganizowana została wystawa pośmiertna w Leica Gallery: Krzysztof Miller – Wystarczająco blisko. 01.10 - 02.10.2016 Więcej |||----->>> 

czwartek, 28 marca 2013

War photographer Krzysztof Miller (1)


Nastał u mnie czas ładowania akumulatorów. Lektury, filmy, prace ciemniowe. W ostatnich miesiącach pojawiło się trzy znaczące pozycje napisane przez fotografów wojennych i żonę war reportera. Te pozycje to: Bractwo bang-bang Grega Marinovicha i João Silvy, 13 wojen i jedna. Prawdziwa historia reportera wojennego Andrzeja Niziołka, Krzysztofa Millera oraz Miłość z kamienia. Życie z korespondentem wojennym Grażyny Jagielskiej.
O filmie nakręconym na podstawie wspomnień pistoletów z RPA już pisałem. Najbardziej przeżyłem opowieść Millera. Ta książka to szczere, wyznanie twardziela, który przeszedł piekło wielu wojen jakie miały miejsce na ziemi w ostatnich 20 latach. Fotograf opowiada o cenie jaką musiał zapłacić za obrazy, które często zafunkcjonowały tylko przez chwilę jako newsy. Barwnie, często z ironią opisuje codzienna pracę fotoreporterów wojennych. To elitarny klub, nie ma ich wielu, w zasadzie wszyscy się znają i regularnie spotykają podczas konfliktów zbrojnych w różnych częściach świata. Wspominają kolegów, którzy nie dożyli kolejnej wojny. Jak sobie radzą z olbrzymią ilością obrazów ludzkiego okrucieństwa? Najczęściej przez wyparcie starszych aby zrobić w umyśle miejsce dla nowych. Nie unikają używek, alkohole i narkotyki są im niezbędne aby nie zwariować.
Miller jest jednak zbyt dobrym fotografem abyśmy jego zdjęcia mogli zapomnieć. Wiele jego fotografii nie tylko uzupełnia historie napisane przez kolegów i koleżanki dziennikarzy, często są czymś więcej niż suchym dokumentem - moralitetem, wielowarstwowym przesłaniem. Jak choćby to  zdjęcie z RPA uwieczniające fotoreporterów w akcji albo to z udziałem wygłodzonych dzieci z obozu uchodźców w Kongo, które w celu wypróżnienia się, przysiadły na brzegach kartonu z logo agendy ONZ.


..: Notatki z prowincji :..

Notatki z prowincji. Listy z Suicide City 1.

Świat się szybko zmienia, zmienia się internet, powoli zmienia się i ten blog. Od jakiegoś czasu staje się dla mnie - jak to kiedyś p...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy