Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kujawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kujawy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 września 2015

Sztuka i kamieni kupa. Barcin 2014






W Barcinie, na rozległym polu u zbiegu ulicy Dworcowej i obwodnicy miasta ułożona jest - z białych kamieni wapiennych - niecodzienna kompozycja przestrzenna. Przypadkowy przechodzień, na pierwszy rzut oka zobaczy tylko trzy pryzmy ułożonych porządnie kamieni i kilka pojedynczych głazów różnej wielkości, nawet nie przyjdzie mu na myśl, że jest to efekt artystycznego działania. W lecie 2000 roku, do Barcina na Kujawach przybyło 150 artystów i krytyków sztuki z całego świata aby wziąć udział w działaniach artystycznych  nazwanych Konstrukcja w Procesie VII; efektem kilkudniowych prac była kompozycja przestrzenna pt. Ta ziemia jest kwiatem (This earth is a flower). Autorem, reżyserem przedsięwzięcia był amerykański artysta - Randy Jewart. Był to nie tylko szał twórczych uniesień, ale ciężka fizyczna praca przy kopaniu dziur, noszeniu budulca, mieszaniu betonu i murowaniu. Centrum rzeźby stanowią trzy głazy obudowane ogromną ilością mniejszych odłamków skalnych przymocowanych betonem.





Materiał użyty do stworzenia kompozycji to wapień wydobywany w okolicach Barcina od 1860 r. Eksploatacja i przetwórstwo występujących tu pokładów wapieni i margli jurajskich to podstawa gospodarki Barcina.

Organizatorami przedsięwzięcia Konstrukcja w Procesie VII były Okręgowe Muzeum im. Leona Wyczółkowskiego z Bydgoszczy, Międzynarodowe Muzeum Artystów z Łodzi oraz Klub MóZG.





Amerykański artysta rzeźbiarz Randy Jewart (Austin, Teksas); od lat podejmuje różnorodne działania twórcze, tworzy instalacje z różnych materiałów w ten sposób aby zaangażować widzów w proces ich tworzenia. Do swoich projektów wykorzystuje nie tylko tradycyjne materiały rzeźbiarskie ale i niekojarzące się z artystyczną rzeźbą - słomę, liście czy bele siana. Kompozycja z Barcina zmusza widza do zastanowienia nad swym sensem, nakazuje poszukiwać symboliki i znaczeń, jest intrygująco piękna i niejednoznaczna, prowokuje do rozwiązania intelektualnej zagadki... i o to chyba w sztuce chodzi.



Barcin 2014. Zdjęcia cyfrowe



piątek, 10 października 2014

Prawda jest najważniejsza



Fot. Radio Gdańsk/Anna Rębas


Z serca

Wykopaliska na warszawskiej Łączce, w Białymstoku a wreszcie odkrycie domniemanych szczątków Inki i Zagończyka*) na cmentarzu w Gdańsku przypominają nam a niektórym dopiero uświadamiają jak bezwzględną i okrutną walkę toczyli komuniści aby przejąć władzę w Polsce.
Dziwi mnie bardzo i denerwuje niska świadomość historyczna naszego społeczeństwa. Czytając komentarze w jednej z lokalnych gazet pod artykułem o żołnierzach wyklętych działających na ich terenie odczuwam bezsilność wobec skuteczności i trwałości czerwonej propagandy jaka przeprała mózgi autorom tamtych tekstów. Po ponad dekadach ciągle wypisują frazesy i przykłady wzięte z PPR-owskiej propagandy z lat 40, jakoby przywódcy antykomunistycznego powstania byli bandytami, mordercami cywilów (jeśli już, to zabijali zdrajców i konfidentów).
Nadal lewicowi historycy nazywają  wojną domową antykomunistyczne powstanie jakie trwało na ziemiach polskich do 1947 roku. Nie należy pozwolić na marginalizowanie walki żołnierzy wyklętych. Powstanie miało znacznie większy zasięg i wzięło w nim udział ludzi niż w  powstaniu styczniowym. To prawda, że w niektórych rejonach kraju np. w Wielkopolsce i na Kujawach nie odnotowujemy spektakularnych akcji, większość ludności też już miała dosyć wojny i na wielkie poparcie walczący tam partyzanci liczyć nie mogli.





Dr Szwagrzyk, archeolog penetrujący najważniejszy wykop w Polsce uważa, że gdyby nie Rosjanie nie wprowadzili u nas swojego zbrodniczego systemu, ludzie leżący na Łączce, byliby ministrami, generałami, dowódcami, profesorami. …to tutaj mamy całą śmietankę państwa podziemnego, ludzi, o których czytałem będąc dzieckiem**) mówi Bartosz Myślicki, archeolog z Uniwersytetu Wrocławskiego. Jednak w tym kraju spotkała ich śmierć, hańba, a w końcu nieznane miejsce pochówku. Ostatnich zabitych ubecy chowali jeszcze w 1956 r.! Później Łączkę wyrównali, najpierw założyli w tym miejscu kompostownik a w końcu śmietnik. Miejsce i ludzie (tutaj zakopani (bo nie pochowani)
Komuniści nie przewidzieli rozwoju genetyki, nie przypuszczali, że osoby przez nich zamordowane będą kiedykolwiek mogły być rozpoznane. Współczesna nauka i technika są tak rozwinięte, że wykopane z ziemi szczątki, mimo, że są bardzo zniszczone przez czas i warunki świetnie nadają się wydzielenia wiarygodnego materiału genetycznego do porównań.





Każdy z nas może coś zrobić aby upamiętnić żołnierzy wyklętych, choćby udokumentować miejsca związane z zapomnianymi bohaterami w swojej najbliższej okolicy. Pałuki były rejonem działań AK - Obwodu Pałuki 315. Bliżej SC działał z kolei oddział Pogromcy Teofila Żurka. Do tej pory nie zdjęto z niego odium bandyty...

---

Radio Gdańsk. Ukryta prawda. Część pierwsza audycji dokumentalnej>>


*) Inka wraca do domu – pod takim tytułem Maciej Pawlicki opublikował w tygodniku „wSieci" obszerny tekst, do którego pretekstem stały się wiadomości, iż prawdopodobnie odnalezione zostały szczątki Danuty Siedzikówny, „Inki" i ppor. Feliksa Selmanowicza „Zagończyka". Autor swój tekst, który jest analizą wyboistej drogi do odkrywania prawdy o PRL, kończy słowami: Czy Polska  zachowa się jak trzeba? Nawet jeśli odnalezione szczątki to nie „Inka" i „Zagończyk", to też chcemy wiedzieć, kim byli, przez którego ubeka, prokuratora, sędziego i kata zostali zamordowani ta nastolatka i ten 40-letni mężczyzna. A „Inki" i „Zagończyka", tak jak Witolda Pileckiego i tylu innych, będziemy szukać nadal, nawet jeśli resortowe dzieci – kontynuując dzieło swych ojców – będą utrudniać te poszukiwania, jak robią to obecnie. Bo od tego, czy pozwolimy „Ince" wrócić do domu, zależy, czy my sami wrócimy do Polski – napisał Pawlicki.  „wSieci" 29 września 2014.
**) Kwatera „Ł” (2013) i Dzieci Kwatery "Ł"  (2014) filmy Arkadiusza Gołębiowskiego

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Kościelec Kujawski (2009 i 2012)

 


Na szlaku zabytków romańskich (VI)
Dwa lata temu, wracając z Kalwarii Pakoskiej zajechaliśmy do pobliskiego Kościelca Kujawskiego. Mieliśmy to szczęście, że w kościele natknęliśmy się na konserwatorów, którzy zajmowali się renowacją zabytku.  Snując opowieść o wyjątkowości tutejszej świątyni pokazali nam najstarsze kamienne schody w Polsce. Ich stopnie prowadzą na gotycką wieżę. Znajdują się w jednym z najstarszych murowanych, wiejskich kościołów w Polsce. Od świątyni pochodzi współczesna (Kościelec), i dawna (Lapida Ecclesia – Kamienny Kościół, później po prostu Koszczioł)  nazwa wsi oraz rodu - Kościeleckich.



O wyjątkowości kościoła pw. św. Małgorzaty świadczy zgromadzenie w jednej bryle różnych stylów architektonicznych. Bez trudu znajdziemy najstarsze romańskie fragmenty budowli z przełomu XII i XIII w. Gotycka jest wieża i sklepienia. W kościele mamy z dwie kaplice, podobne do siebie, ale wybudowane w różnym czasie. Starszą, renesansową, zaprojektował - prawdopodobnie - Jan Baptysta Quadro, twórca poznańskiego ratusza i budowniczy zamku w Niemczy. Kaplicę poświęcono św. Barbarze i pełniła rolę kaplicy grobowej rodu Kościeleckich. Tutaj znajdują się nagrobki Kościeleckich dłuta innego Włocha Jana Marii Padovano. Drugą kaplicę - Serca Jezusowego - dobudowano w XIX w. Obie zdobią renesansowe attyki, bardzo rzadkie w architekturze sakralnej, zwłaszcza na wsi.
Przebudowy gotyckie i renesansowe romańskiej świątyni nie zatarły jej surowego wyrazu. Raczej uzupełniły o to co miały najlepszego.




Kościół połączony był  z pobliskim pałacem za pomocą, zniszczonego obecnie, podziemnego tunelu. Późno klasycystyczny, piętrowy pałac z 1849 r., został zaprojektowany na planie wydłużonego prostokąta. Jego fasadę zdobią ryzality zwieńczone attykami. Budynek wielokrotnie zmieniał właścicieli i przeznaczenie, aktualnie - odrestaurowany - stanowi własność prywatną.
W roku 1946, w pałacu znaleziono ogromny skarb. W 18 skrzyniach ukryta była zbroja rycerska, pistolety, złote kielichy liturgiczne, insygnia i ordery szlacheckie, porcelana saska i chińska, srebra stołowe, starodruki, od lat gromadzone przez ostatnich dziedziców wsi.



W parku otaczającym pałac znajdują się pozostałości wczesnośredniowiecznego grodziska, osada słowiańska była tutaj już  VI w. W XIII w. wieś znalazła się w rękach potężnego rodu Leszczyców. Ród w wyniku przemyślanych mariaży osiągnął status możnowładczy w XIV i XV wieku a sama miejscowość otrzymała prawa miejskie w 1442 r. od Władysława Warneńczyka.  Jednak wskutek mizernego tempa rozwoju, w okresie przedrozbiorowym prawa te utraciła. W ciągu XV – XX w. Kościelec należał do Łączyńskich, Działyńskich, zaś przed wybuchem II wojny światowej – Ponimirskich. Po wojnie majątek przejęli komuniści.

 



Park rozciąga się na  powierzchni 8 ha, bezpośrednio graniczący z przykościelnym cmentarzem. W jego obrębie znajdują się XIX wieczne spichlerze folwarczne. Wśród drzewostanu dominują wiązy pospolite, lipy drobnolistne, klony pospolite, robinie akacjowe, a z iglaków świerki pospolite. Rzadziej występują kasztanowce białe, dęby szypułkowe, klony jesionolistne, sosny – limby oraz topole białe. Spotykamy tu również surmie zwane też katalpą, świerki kłujące wywodzące się z Gór Skalistych Ameryki północnej. 
Miejscowi twierdzą, iż na terenie parku znajdują się tzw. wały szwedzkie. Opodal jest położone niewielkie jeziorko, w którym Szwedzi podczas potopu mieli zatopić ogromne skarby.

Kościelec - Kolegiata.Widok kamiennego kościoła, rys. M. Paszyński, lata 20./30. XX w.,  element zapisu podróży M. Paszyńskiego po ówczesnej Polsce; rys. ołówkiem.

czwartek, 9 sierpnia 2012

Megalityczny Kurhan ze Złotowa


Złotowo, widok od strony kurhanu. 2009 r.
1 września 1939 r. Alojzy Rybczyński (ur. 1916),  nauczyciel z Barcina miał objąć stanowisko kierownika szkoły w Kępnie Wlkp. Jednak zamiast do Kępna, pojechał z karta mobilizacyjną do Włocławka, do 14 Pułku Piechoty. Dzielnie walczył w kampanii wrześniowej, w bitwie nad Bzurą i obronie Warszawy. Do zawodu nauczycielskiego wrócił po wojnie. Zdecydował się na kierownictwo czteroklasowej szkoły w Złotowie oddalonym 6 km od Barcina. Tak bardzo tkwiłem korzeniami w tym regionie, że nie wybrałem innych miejsc* - mówił.



Złotowo leży na pograniczu Pałuk i Kujaw. Był tutaj niewielki pagórek, nazywany przez miejscowych cholernikiem. Wystawał ok. 1,2 m ponad równinę terenu. Kształt wzniesienia był zbliżony do koła o średnicy 30-40 m. Tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie mówiła, że zostali w tym miejscu pochowani zmarli na cholerę w XIX w. Stał tam niegdyś krzyż. 
W trawie na cholerniku widoczne były wierzchołki kamieni. Jak patrzyłem na te wierzchołki, bo tak mogłem sobie wyobrazić na podstawie tego jednego leżącego głazu, że to może być komora grobowa przedhistoryczna. Przypomniałem sobie lekcję historii w Seminarium Nauczycielskim w Kcyni, jak przez episkop nauczyciel wyświetlał z podręcznika uniwersyteckiego groby skrzynkowe kamienne. I tak mi to nie dawało spokoju. Pod koniec lat czterdziestych XX w., zgłosiłem to B. Zielonce, konserwatorowi zabytków w Toruniu* - wspominał p. Rybczyński.  Ekspedycja badawcza z Muzeum Archeologicznego w Łodzi przybyła  na rekonesans do Złotowa dopiero w 1959 r. ale systematyczne prace archeologiczne rozpoczęli naukowcy z Zakładu Archeologi PAN w 1961 r. Pracami wykopaliskowymi kierowała Wanda Tetzlaff. Okazało się, że jest to grobowiec megalityczny kultury amfor kulistych sprzed 4-4,5 tysięcy lat czyli czasów neolitu.



Pomimo dewastacji stanowiska, którą spowodowały prace przy wykopach na groby ofiar cholery w XIX w., budową drogi na pocz. XX w., i próby wykorzystywania kamieni do celów budowlanych,  poziom neolityczny komory grobowej pozostał nieruszony i imponuje rozmiarami. Komora w kształcie regularnej prostokątnej skrzyni zbudowana została z dużych, częściowo obrobionych głazów. Jej długość wewnętrzna wynosi ok. 6 m, szerokość przeciętnie 1,2 m, wysokość niektórych kamieni 1,1 m. Ściana zachodnia komory zbudowana została z 6 kamieni, a wschodnia z 5. Od strony północnej i południowej komorę zamykają pojedyńcze kamienie. Szczeliny między głazami uszczelniano drobnymi kamieniami łupanymi. Przy wejściu znajdowało się niewielkie palenisko wyłożone kamieniami. W środkowej części komory znaleziono kości pochowanych trzech osób. Były one słabo zachowane i rozrzucone co może mieć  związek  z ćwiartowaniem zmarłych. W wyniku analizy antropologicznej ustalono kości jednego mężczyzny. Płci dwóch pozostałych nie udało się określić. Zmarli w wieku 30-40 lat. Ponadto znalezione zostały siekierki krzemienne, bursztynowe paciorki, fragmenty naczyń ceramicznych.* Wszystkie eksponaty znajdują się Instytucie Archeologi i Etnologi PAN w Poznaniu. W najbliższej okolicy dotąd nie znaleziono podobnych zabytków.
W latach sześćdziesiątych mieszkańcy wsi utworzyli w Złotowie skansen archeologiczny. Dzisiaj, starożytnym grobowcem opiekuje się społecznie pasjonatka ze Złotowa, pani Danuta Wesołowska.



______________
*Cytaty pochodzą z artykułu Ryszarda Nowickiego pt.  Kurhan w Złotowie i jego odkrywca. Pałuki nr 182 (33/1995)

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Śladami Stanisława Przybyszewskiego



Łojewo (przed szkołą), 5.07.2012 r.


Stanisław Przybyszewski już od tygodnia nie wstawał łóżka. Męczyły go ataki duszności, chore płuca i osłabione serce. Jednak rankiem 23 listopada 1927 roku potwierdził jeszcze telefonicznie gotowość wygłoszenia odczytu o Kasprowiczu na Uniwersytecie Poznańskim. Zza okien dobiegł odgłos otwierania garażu. Jadwiga właśnie wysłała list ze słowami: „Tutaj, w Jarontach, znowu zjeżdża się okolica, by oglądać to ciekawe zwierzę Przybyszewskiego”. Przystanęła na schodach, jak zwykle nie mogąc się napatrzyć metodyczności, z jaką mąż spacerował po pokoju… i zemdlała po usłyszeniu odgłosu padającego ciała człowieka. Nie do porównania z żadnym innym odgłosem. 
Umarł. O czym przed mgnieniem rozmyślał, spacerując? O kilka mil od miejsca urodzenia, na Kujawach, po czterdziestu latach ciężkiej pracy twórczej, nie miał nic – poza ofiarami, z których zostanie rozliczony… Pisarz takiej klasy – i społecznik, i odkrywca dla historii sztuki Edvarda Muncha – mógł jeszcze tylko liczyć na pogrzeb na koszt państwa. koniec.*


Grobowiec Stanisława Przybyszewskiego na cmentarzu w Górze, 5.07.2012 r.





Jesień 1927 roku Meteor Młodej Polski spędzał w rodzinnych Jarontach koło Inowrocławia, korzystając z zaproszenia przyjaciół, państwa Marii i Józefa Znanieckich. Czas był dla pisarza niesprzyjający, poprzedni pobyt tutaj musiał przerwać z powodu choroby. Bardzo liczył na nagrodę literacką miasta Poznania w wysokości 10 tys. zł, miała ona rozwiązać kłopoty finansowe pisarza - mógłby opłacić nie tylko 265 zł czynszowych zaległości, służącą, krawca, który nie chciał mu wydać ubrania, odzyskałby meble zajęte przez komornika. Nagrodę przyznano jednak Dmowskiemu....

Pogrzeb Stanisława Przybyszewskiego był niezwykle uroczysty. Kondukt z udziałem dostojników państwowych i sławnych pisarzy posuwał się wzdłuż urządzonej na tę okazję alei świerkowej na czterokilometrowej trasie na południowy zachód: z Jaront na cmentarz w Górze
A zaś o cztery kilometry na wschód od rodzinnego Łojewa odbyło się nabożeństwo żałobne „w tym cudownym kościółku w Górze, gdzie mi wielkiej a świętej pamięci ksiądz Kompf dawał pierwszą komunię” – co sam wspominał z nostalgią, w tomie I „Moich współczesnych” (Warszawa 1926). Idealnie zamknęło się koło. Czy przypadek? 
Z kraju i ze świata spośród sześciorga dzieci zmarłego zjechały dwie córki. Stanisława (1901-1935) i Iwa (córka Dagny Juel). Baronowa Iwa Bennet zrzekła się praw po ojcu (na jego prośbę) na rzecz wdowy będącej w potrzebie... lecz Jadwiga Przybyszewska przeżyła męża zaledwie o miesiąc.


Łojewo, 5.07.2012 r.


Pomniki, tablice pamiątkowe znajdujemy w wielu miejscach związanych z Przybyszewskim. Wszędzie tylko nie w Suicide City.  Miasto nie ma i nigdy nie miało pomysłu na nowego Mesjasza literatury a tutaj urodził się  ojciec pisarza, do tutejszego gimnazjum w 1884 r. przeniesiony został przyszły Meteor Młodej Polski, po naganie za złe zachowanie jaką otrzymał w gimnazjum toruńskim. Stąd wyjechał do Berlina kontynuować naukę. Pierwszą poważną partnerką Przybyszewskiego i matką trójki jego nieślubnych dzieci (Bolesława, Mieczysławy i Janiny)  była przyjaciółka jeszcze z SC - Marta Foerder. Losem i wychowaniem dzieci Stach długo nie zaprzątał sobie głowy. Tomkowski pisał: (…) otaczała go już w latach berlińskich aura skandalu. W pewnych okresach życia miewał po trzy stałe partnerki seksualne, a na przestrzeni zaledwie dziewięciu lat co najmniej sześć razy został ojcem! 9 czerwca 1896 Marta Foerder nie mogąc liczyć na miłość i wsparcie Przybyszewskiego, popełniła samobójstwo będąc w ciąży z czwartym dzieckiem. Bolesława wzięli do siebie  (SC) dziadkowie Przybyszewskiego a dziewczynki zostały oddane do przytułku.


Szkoła Podstawowa im. S. Przybyszewskiego w Łojewie, 5.07.2012 r.






Autor Confiteora to postać barwna, kontrowersyjna z jednej strony artysta światowej klasy wyznaczający nowe drogi dla sztuki ale również sexoholik i dzieciorób, alkoholik i narkoman... W dorobku Króla Bohemy znajduje się tylko jedno arcydzieło – jest nim nie książkowa, ale rzeczywista biografia pisarza zmieszana z legendą. Dzięki swej osobliwej biografii (…) stał się nieśmiertelny. Jest w niej wszystko: sława i zapomnienie, miłość z zdrada, skandal i poniżenie, wielki wzlot i beznadziejny upadek… (Jan Tomkowski )


Łojewo, 5.07.2012 r.
Park w Łojewie, 5.07.2012 r.


Do SC Przybyszewski  jednak wracał wielokrotnie. Wiemy, że w 1905 przyjechał do rodzinnego folwarku aby usynowić mieszkającego u dziadków -13 letniego już Bolesława. Na cmentarzu staro farnym spoczęli rodzice autora Dzieci Szatana, ale nie znajdziemy dzisiaj ich grobów... Kto zresztą miał by o nie dbać, Stanisław Przybyszewski zmarł w 1927 a mocno związany z SC Bolesław - został działaczem komunistycznym w ZSRR, i co było tam normą,  nie przeżył czystek stalinowskich.

Uzupełnienie z 9 czerwca 2015 r.: Joanna Siedlecka w Obławie. Losach pisarzy represjonowanych, w rozdziale opisującym gehennę Stefana Łosia, na stronie 92, przedstawia inny aspekt sprawy Bolesława Przybyszewskiego. Otóż w Związku Radzieckim w 1925 wprowadzono karę trzyletniego więzienia za homoseksualizm, pozostałość rozkładowej burżuazji. Był na to nawet specjalny artykuł nr 121 w kodeksie kar­nym, który przestał obowiązywać dopiero po rozpadzie Związku Sowieckiego.
Rzadko się wprawdzie do niego odwoływano, ale groźba istniała pisze Siedlecka. Ze 121 siedział między innymi - i to w latach siedemdziesiątych - reżyser Siergiej Paradżanow, a wcześniej - Bolesław Przybyszewski, Polak z pochodzenia, nieślubny syn smutnego szatana, Stanisława Przybyszewskiego, muzyk i ko­munista, instruktor wydziału politycznego Armii Czerwonej. W 1933 dostał pięć lat, zesłano go do Miedwieżjegorska nad Kanałem Białomorsko-Bałtyckim, gdzie organizował złożony z zeków teatr opery i baletu, skrócono mu wo­bec tego karę do trzech lat. Wrócił do Moskwy, ale musiał się tu kryć ze swy­mi skłonnościami, w łagrze zaś czuł się niczym ryba w wodzie, wrócił więc tam dobrowolnie, w 1937 został jednak aresztowany powtórnie i stracony.




Inowrocław, dom przy ulicy Solankowej 58, 5.07.2012 r.





Nie mieli oporów mieszkańcy Łojewa, nadając szkole imię pisarza. W Inowrocławiu na ulicy Solankowej 58, w willi gdzie spędził zaledwie chwilę w ostatnim roku życia jest wmurowana tablica pamiątkowa.


Łojewo , 5.07.2012 r.


Na peryferiach Suicide City jest jedynie ulica Przybyszewskiego  W 2010 r. w ciągu kilku dni  rozebrano budynek biurowca dawnego POM znajdującego się przy ulicy Janowieckiej. W XIX wieku biurowiec był domem mieszkalnym w folwarku nazywanym Ameryka. Jego właścicielami była rodzina Przybyszewskich.** W tym dworku Tutaj urodził się ojciec pisarza Józef,  mieszkał w czasie nauki w tutejszym gimnazjum Stanisław Przybyszewski a później wychowywał się jego najstarszy syn Bolesław. Jakoś nikt nie wpadł na pomysł, że budynek z XIX wieku może być zabytkiem. Jeszcze kilka lat temu  w starym budynku Miejskiego Domu Kultury, w holu, witało wszystkich drewniane popiersie Stacha. Może za jakieś 20-50 lat przyszłe Centrum Kultury w SC będzie nosić właśnie jego imię? Ale czy wtedy jeszcze komuś potrzebna będzie kultura?


Ameryka Przybyszewskich. Fotografia z ok. 1910 r. 

Dopisek późniejszy (2015): W SC jednak coś się zmienia, czyżby sprawcza moc tego bloga? Jakiś czas temu, w kręgach zbliżonych do opiniotwórczego tygodnika, powstało Wągrowieckie Stowarzyszenie im. Stanisława Przybyszewskiego.
W listopadzie 2014 w auli liceum przy ul. Klasztornej odbyła się nawet sesja popularnonaukowa, podczas której odsłonięta została pamiątkowa tablica upamiętniająca 130. rocznicę podjęcia nauki w tutejszym Gimnazjum przez ucznia tej szkoły, Stanisława Przybyszewskiego, zaś aula otrzyma jego imię.


..: Notatki z prowincji :..

Notatki z prowincji. Listy z Suicide City 1.

Świat się szybko zmienia, zmienia się internet, powoli zmienia się i ten blog. Od jakiegoś czasu staje się dla mnie - jak to kiedyś p...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy