Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 czerwca 2017

Chwała Bizancjum!




W XI wieku Cesarstwo Bizantyjskie przeszło drugi z największych kryzysów w swojej historii. Latem 1071 roku daleko na wschodzie, na północ od jeziora Wan, w bitwie pod Manzikertem Turcy seldżuccy pokonali i wzięli do niewoli cesarza Romana IV Diogenesa. W tym samym czasie na zachodzie Normanowie pod wodzą  Roberta Guiscard zdobyli Bari w południowej Italii. Na skutek tego splotu nieszczęsnych okoliczności potężne Bizancjum musiało stawić odpór dwóm zupełnie różnym wrogom na odległych o tysiące kilometrów kresach imperium. Od lat 70 poprzedniego wieku cesarstwo nękane było chorobą niestabilności politycznej. Aby opłacić dodatkowe siły najemne do walki z plemionami Pieczyngów Konstantyn IX (1042-1055) wybił nowe, lekkie monety ze złota kiepskiej próby. Była to pierwsza dewaluacja złotego solida od 700 lat. Chociaż Konstantyn IX dysponował doświadczonymi dowódcami  to często powierzał prowadzenie kampanii wojennych swoim kolesiom, dworskim dygnitarzom, którzy o sztuce prowadzenia wojny nie mieli pojęcia. Ta polityka doprowadziła do wielu przegranych kampanii i niepotrzebnej śmierci dziesiątek tysięcy żołnierzy.






Z drugiej strony cesarz wydawał wielkie sumy na okazałe przedsięwzięcia budowlane: klasztor i pałac Mangana w stolicy, nowy monaster na Chios, liczne dary dla kościołów i instytucji filantropijnych czy wspaniałe mozaiki w kościołach Hagia Sophia, w Kijowie i Betlejem. Czas panowania dynastii macedońskiej uważany jest za złoty okres sztuki i nauki bizantyjskiej. Wspaniałe to były czasy, kiedy głównym polem działania władzy była promocja nauki i wszelkich sztuk. Tak dobry klimat dla artystów nie zdarzał się często w historii ludzkości.
Konstantyn IX był hojnym mecenasem nauk filozoficznych i prawniczych. W chrześcijańskim Bizancjum studia nad antyczna filozofią nigdy nie zostały zarzucone, rozwijała się astronomia i astrologia. Ówczesni uczeni z Michałem Psellosem na czele próbowali racjonalnie zgłębiać nauki ścisłe.  Michał Attaliates śmiał podważyć powszechny pogląd jakoby grzmot był odgłosem wielkiego smoka!
Kryzys XI wieku został w końcu zażegnany (1081 r.) za sprawą uzurpacji Aleksego I, który tak skonstruował małżeńskie sojusze, że zjednoczył dwa rywalizujące ze sobą rody, Komnenów i Dukasów.


 


Ciemna legenda Bizancjum napisana została w średniowiecznej Europie Zachodniej ale tak naprawdę historia i życie codzienne 1000 letniego imperium nie są powszechnie znane, często zapominamy, że w Bizancjum udało się połączyć ortodoksyjną wiarę chrześcijańską z pogaństwem, klasyczne greckie wykształcenie z rzymską siłą oraz sprawnością administracyjną, ten miks sprawił iż powstała wielka, twórcza cywilizacja, która przez całe wieki stawiała opór nawale islamu. O tym zajmująco pisze Judith Herrin w dwudziestu rozdziałach składających się na książkę Bizancjum. Autorka pisze we wstępie swojej książki:

Starałam się przekazać choć w części, co znaczyło być Bizantyjczykiem, i dać wyobrażenie o kosmopolitycznym, miejskim społeczeństwie, którego członkowie, obdarzeni historyczną świadomością własnej tożsamości i pobożną wiarą w życie przyszłe, byli tak różni od nas, a zarazem tak bardzo do nas podobni.
Moim zdaniem byli jednak raczej różni niż podobni, świadomość historyczna i religijność współczesnych Europejczyków stają się pojęciami egzotycznymi, zepchniętymi do najciemniejszych zakątków muzeów. Bizantyjczycy odpór islamowi stawiali skutecznie przez 8 wieków, przykład dzisiejszej Francji pokazuje, że współcześnie islamistom będzie łatwiej i wkrótce wezmą wszystko. Francuzi, Belgowie czy Niemcy sami się podkładają, wkrótce staną się w swych krajach mniejszością. Nie widzę wyjścia - Europa Zachodnia potrzebuje nowej krucjaty.





W 1204 r. dotkliwy cios zadali Bizancjum łacińscy krzyżowcy, podczas czwartej krucjaty zajęli Konstantynopol, wyrżnęli mieszkańców i panoszyli się w stolicy jeszcze przez 50 lat. Jednak siła imperium pozwoliła mu istnieć przez następne 200 lat; Konstantynopol, Grecję i resztki Cesarstwa Bizantyjskiego w końcu podbili Turcy. Islam zagroził Europie, nie po raz pierwszy i nie ostatni. Gdyby w średniowieczu zachodni Europejczycy, do spółki z Wenecjanami, zamiast łupić Konstantynopol przyszli z pomocą Bizancjum, kiedy było jeszcze silne i wspólnie wyparli islam z Ziemi Świętej i Północnej Afryki stałby się on religią peryferyjną a my nie mielibyśmy kłopotu dzisiaj. Historie alternatywne jednak się nie zdarzają, zwykle zwycięża doraźny interes.



Ten tekst gotowy był już kilka miesięcy temu, Bizancjum i krucjaty to mój konik od zawsze a książka  Judith Herrin pięknie porządkuje wiedzę o tej ważnej a niesłusznie zapomnianej kulturze. W historii politycznej Bizancjum fascynowało mnie podejście rządzących, w którym działania wojenne podejmowano dopiero w ostateczności. Bizancjum swój kształt terytorialny, w czasach swej największej potęgi, osiągnęło nie dzięki wojnie a dyplomacji. Fascynują mnie postacie takie jak Konstantyn IX albo Konstantyn VII Porfirogeneta dla których rozwój nauki, prawa, architektura, sztuka czy literatury były wartościami najcenniejszymi i nie żałowali na to pieniędzy. Utopia?

Aby w/w tekst opublikować brakowało mi własnych ilustracji. Na początku czerwca, kilka dni musiałem spędzić w Bukareszcie i jakieś notatki fotograficzne popełniłem. Fotografie zamieszczone w tym materiale pochodzą z kilku cerkwi w centrum stolicy Rumuni, a szczególnie z Cerkwi Stavropoleos i Cerkwi Kretzulescu. Zapytacie jaki związek może mieć wspólczesny Bukarest z Bizancjum?







Cerkiew Stavropoleos / Biserica Stavropoleos

To jedna z najpiękniejszych świątyń Bukaresztu (1724) znajduje się na tyły Muzeum Narodowego (Str. Stavropoleos). Niewielka świątynia pod wezwaniem świętych Archaniołów Michała i Gabriela jest pieknym przykładem stylu brynkowińskiego; zachwyca elewacją z elementami roślinnymi z dekoracjami bogatymi w arabeski, zaś nowo bizantyjskie wnętrze oświetlone jest przez wiele ściec, podkreślających freski, ikony i wyśmienity pozłacany ikonostas z Drzewem Jessego. Obok mieści się klasztor, w którym mnisi nie tylko modlą się, ale też pracują i studiują.


Cerkiew Kretzulescu / Biserica Crețulescu

znajduje się w centrum Bukaresztu, przy reprezentatywnej Calea Victoriei (Alei Zwycięstwa) ufundowana została przez bojara Crețulescu i jego żonę Saftę, wzniesiona została w latach 1720–1722 również w stylu brynkowiańskim. Wewnątrz znajdują się freski wykonane w latach 1850–1859 przez Gheorghe Tattarescu. Pierwotnie malowana była również na zewnątrz, ale po renowacji przeprowadzonej w latach 1935–1936 pozostawiono elewacje z czerwonej cegły. Cerkiew uległa poważnym uszkodzeniom podczas trzęsień ziemi w 1940 i 1977 ale szybko została wyremontowana; ostatnia renowacja miała miejsce już po rewolucji rumuńskiej 1989 roku.





------ + ------

Smutek i żal

Fotografia poniosła dotkliwą stratę, w czwartek, w wieku 67 lat w Jeleniej Górze zmarł Wojciech Zawadzki. Artysta kompletny, jeden z najwybitniejszych, współczesnych polskich fotografów.

Ewa Anrzejewska i Wojciech Zawadzki w Galerii Korytarz. Jelenia Góra 2014

W latach 70. XX wieku związany był we Wrocławiu z nurtem fotografii elementarnej, od roku 1984 współtworzył silne środowisko fotograficzne.w Jeleniej Górze. Współorganizator Wszechnicy Fotograficznej, Biennale Fotografii Górskiej, przez 25 lat prowadził Galerię KORYTARZ Jeleniogórskiego Centrum Kultury. Organizator i wykładowca Wyższego Studium Fotografii. Przez krytykę nazywany  był twórcą jeleniogórskiej szkoły fotografii. Odszedł wielki artysta i mentor.
W oficjalnych mediach ogólnopolskich CISZA! Nie słyszeli, nie znają, nie kojarzą, nie wiedzą!
Więcej ZPAF -->

poniedziałek, 26 września 2016

Historie pomorskie. Darłowo - fragmenty




Darłowo, 2005

Wróćmy do fotografii. Dzisiaj proponuję mniej tekstu a więcej zdjęć; z jednego miejsca, z lat 2005 i 2016. Fotografie z lipca 2016 wykonałem na radziecko-rosyjskim filmie CBEMA/SVEMA FN 64 wyprodukowanego w latach 1990-1993; filmy wywołałem w vývojce sporządzonej wg. enerdowskiej receptury ORWO F43, zbliżonej do AGFA Final, ANSCO 47 a zaczerpniętej z biblii Ilińskiego*). Wglądówki wzrobiłem na Fomaspeedzie normalnym, nieprzeterminowanym, 13x18 cm.
Wróciliśmy więc, do Darłowa. Ostatnio nie mam już ambicji wykonywania szczegółowych dokumentacji zjawisk i miejsc (może poza kilkoma lokacjami jak Wapno czy Żyrardów...), wolę fragmenty, wycinki rzeczywistości, impresje, chwilowe zachwyty albo zdziwienia, konsternacje.



Darłowo należy do miejsc odwiedzonych przez nas w odstępach czasu ok. 10 letnich od pamiętnego roku 1981. Miasto jest wręcz nasączone historią i historiami. Niby nad morzem ale do plaży, wzdłuż rzeki Wieprzy, do Darłówka przejść trzeba jeszcze 3 km. Na Darłowo warto spojrzeć z lotu ptaka, kiedy można by zobaczyć plan średniowiecznej zabudowy z Rynkiem w centrum i okrężną ulicą wzdłuż dawnych murów. Zachowały się stare nawet nazwy Wałowa, Ratuszowa, Młyńska, Rzemieślnicza, Kościelna, Nabrzeżna, Podzamcze ale jest i nowa ulica Wenedów. Jeśli nie mamy pod ręką drona widać to na nieocenionych Mapach G.




Spośród historii pomorskich związanych z Darłowem najbardziej rozbudzają wyobraźnie te związane z  ostatnim Wikingiem Bałtyku, królem Erykiem I, który urodził na darłowskim zamku w 1383 roku, na chrzcie otrzymał imię Bogusław. W historii i legendach zapisał się jako wyjątkowy awanturnik i hulaka, człowiek porywczy, postać barwną i raczej niejednoznaczną. Wybuchowy charakter odziedziczył prawdopodobnie po wojowniczych i znakomitych przodkach. Jego antenatem ze strony matki był Niklot - jeden z możnych pogańskiego plemienia Obodrzyców zamieszkujących nad Łabą, jedyny słowiański władca, który wygrał z zorganizowaną przeciwko jego ludowi krucjatą i zatrzymał zbrojnie przymusową chrystianizację forsowaną przez Niemców. Eryk (Bogusław) dzięki matce spokrewniony był także z królem Danii Waldemarem IV Odnowicielem, a także był prawnukiem polskiego króla Kazimierza Wielkiego. Mimo, ze nie był ani Duńczykiem, Norwegiem czy Szwedem, prawie czterdzieści lat panował na tronach Danii (jako Eryk VII), Norwegii (jako Eryk III) i Szwecji (jako Eryk XIII). Przez cały czas swego panowania na skandynawskich tronach utrzymywał przyjazne stosunki z Polską, a z rodzinnym Darłowem utrzymywał, korzystne dla wszystkich stron, kontakty handlowe.

Po detronizacji Eryk I osiadł na jakiś czas w Gotlandii, skąd prowadził łupieżcze wyprawy, dzięki którym zyskał przydomek Króla Pirata. Grabił głównie duńskie i niemieckie statki, był w tym bardzo skuteczny. Legendy mówią o potężnych łupach, które zgromadził na zamku w Gotlandii.  Ostatecznie zmuszony został do opuszczenia królewskiej siedziby w Visby i osiadł w rodzinnym zamku w Darłowie, gdzie spędził ostatnie dziesięć lat życia (1449-59); w przerwach między, obficie zakrapianymi imprezami, sporami z mieszczanami - rozbudował zamek i unowocześnił system obronny miasta. Legenda głosi, że zabrał z Gotlandii wiele kosztowności (w tym insygnia koronne duńskie i szwedzkie) i ukrył na zamku w Darłowie,  skarb Eryka ciągle czeka na swego odkrywcę.

Leszek Walkiewicz przypomina interesujący epizod z życia króla Eryka; fakty ukazujące jeszcze inną - duchową stronę osobowości króla. Otóż w 1423 r w Vordingborgu założył król Eryk Zakon od Gwoździ Chrystusowego Krzyża. Naśladując krzyżowców i swojego ojca odbył w następnym roku pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Po nocy spędzonej w zgrzebnej koszuli przy Świętym Grobie na głębokiej modlitwie został pasowany na Rycerza Grobu Świętego przez patriarchę Jerozolimy i zwierzchnika Bazyliki Grobu Bożego. W tym samym miejscu Eryk pasował kilku z pośród swojej świty na rycerzy założonego przez siebie zakonu. Głównym symbolem zakonu króla Eryka była ręka Chrystusa z trzema gwoździami z Krzyża Świętego rozmieszczonymi po jej bokach. Po śmierci króla Eryka insygnia zakonu i jego dewizę ukradł jeden z jego sukcesorów król Chrystian I.
Najprawdopodobniej z pielgrzymki do Ziemi Świętej król Eryk Pomorski przywiózł złoty talizman w formie naszyjnika z wizerunkiem Ducha Świętego w postaci Gołębicy. Gołąb od najdawniejszych czasów jest symbolem: niebiańskiej czystości i niewinności, poselstwa, nowin niebiańskich. Więcej ----->

Współcześni Darłowianie w sierpniu, świętują powrót Króla Eryka do swej ojcowizny; towarzyszyła mu młoda i piękna dwórka Cecylia, matka Eryka juniora. Romantyczna historia została wielokrotnie opisana, w tym przez Cecylię Lucie Lehmann-Barclay, amerykańską pisarkę, dziennikarkę z Christian Science Monitor.
Bardziej szczegółowa biografia króla Bogusława-Eryka znajduje się pod tym linkiem, polecam ----->


Od lewej: Księżna Elżbieta - Król Eryk I - Księżna Jadwiga

Sarkofag Eryka I znajduje się w darłowskim kościele Mariackim, w niszy, na prawo od wejścia. Początkowo Eryk był pochowany w krypcie przed ołtarzem głównym. Sarkofag z piaskowca bogato zdobiony herbami Gryfitów i państw skandynawskich ufundował król pruski Wilhelm II po 1882 roku. We wnęce kościoła, po obu bokach, królewskiej trumny, stoją sarkofagi Elżbiety (1580-1653) żony ostatniego księcia zachodniopomorskiego z rodu Gryfitów - Bogusława XIV, Księżniczki Duńskiej, Księżnej Pomorza, Kaszubów i Wenedów, Rugii i Gryfii oraz Jadwigi (1595-1650), Księżniczki Pomorza, Pani Szczecinka.
Sarkofagi księżnych Jadwigi i Elżbiety posiadają bardzo interesującą formę, wykonane są z blachy cynowej, zdobiące ją elementy dekoracyjne odlane są z cyny i przylutowane do skrzyni. Trumna Jadwigi opiera się na dziesięciu posążkach lwów trzymających w pyskach okrągłe uchwyty. Ściany boczne zdobione są herbami i  artystycznie wyrzeźbionymi głowami kobiecymi - hermami; są też misterne też dekoracje roślinne; na krótszych ścianach widać medaliony z dwoma herbami. Na listwie wokół sarkofagu są medaliony z fragmentami jej życiorysu. Sarkofag księżnej Elżbiety również cynowy, ozdobiony jest w podobnym stylu jak trumna Jadwigi.






Kościół pw. Matki Boskiej Częstochowskiej w Darłowie x3


Wokół kościoła Mariackiego znajduje się malownicze lapidarium. Dookoła świątyni gdzie kiedyś znajdował się przykościelny cmentarz, umieszczono krzyże oraz pozostałości nagrobków zebranych z okolicznych cmentarzy rożnych wyznań: katolickich, ewangelickich, prawosławnych i żydowskich. Natomiast w mury kościoła wmontowano epitafijne tablice i krzyże.






Jakie jest Darłowo dzisiaj? Trzeba by trochę pomieszkać. Resztki dawnej świetności widać na rynku i deptaku, trochę się odnawia; w sumie jest jak wszędzie w Polsce bogactwo i nędza w jednym kadrze.

Poniżej  Darłowo 2005 i 2016: Rynek, ratusz, fontanna/pomnik rybaka, brama miejska.


 



Darłowo, 2005







Darłowo. Życie codzienne 2005-2015:


Przerwa na budowie. Darłowo, 2005



Ojcostwo. Darłowo, 2005



Minimalizm z Darłowa, 2005 (skan fotografii 18x24) 1/1



---
*) Mikołaj Iliński, MATERIAŁY FOTOGRAFICZNE CZARNO-BIAŁE. Warszawa 1970

niedziela, 29 maja 2016

966. DAGOME IUDEX

Ostrów Lednicki 29.05.2016 r.


966.Dagome Iudex. Mieszko i dwie z jego żon.

966.Dagome Iudex

Spośród nieprzebranej ilości wydawnictw nawiązujących do 1050 rocznicy Chrztu Polski moją uwagę zwróciła książka Nawrócenie i chrzest Mieszka I, amerykańskiego historyka Philipa Earla Steele'a. Jest to rozszerzona wersja I wydania z 2005 r. Autor prezentuje nowe spojrzenie na początki naszej historii i przyczyny jakie spowodowały podjęcie najważniejszej chyba, decyzji w  przeszło tysiącletniej historii Polski. Autor polemizuje głównie z modelem Burkhardtowskim, powszechnym wśród marksistowskich historyków. Taka interpretacja historii, doszukuje się pragmatycznych motywacji w decyzji Mieszka. Nie dopuszcza możliwości, że Mieszko nawrócił się z powodów religijnych. Przytaczając przykłady najbardziej spektakularnych nawróceń w historii chrześcijaństwa, na przykładzie Konstantyna i Chlodwiga, analizując źródła i wykopaliska archeologiczne, porównując wiele opracowań historyków autor dochodzi do konkluzji, że Mieszko przyjął chrzest dlatego, że po prostu wierzył. Wielu historyków poszukuje logiki w decyzji Mieszka i jej nie znajdują.


966.Dagome Iudex. Opowieści o bogach i przodkach

966.Dagome Iudex. Lud oddaje cześć swoim bogom
Powinni oni jednak wiedzieć lepiej, - pisze Steele - ponieważ mają „odpowiedź" już we własnych „arsenałach". Głos Trawkowskiego: „w systemie wierzeń pogańskich, także wśród Słowian, obcy bogowie byli tak samo realni, prawdziwi i mocni jak właśni. Zachodni Słowianie skłonni byli wprowadzać także Boga chrześcijan do zespołu swych bóstw opiekuńczych, o ile uznali, że może On być im pomocny". I głos prof. Strzelczyka: Jeśli obcy Bóg okazywał się - jak Bóg chrześcijan - rzeczywiście potężny i zwycięski, nie miano na ogół oporów, by oddawać cześć i jemu, włączyć go do własnego panteonu"89.
Otóż jest to brakujący kawałek puzzli. Przypisawszy Mieszkowi wiarę w Opatrzność, widzimy, jak wszystkie części nagle składają się w całość, jak starannie opisany wyżej brak logiki w przyjęciu chrztu natychmiast znika. Ambitny, pogański woj rzeczywiście uznał, że On będzie mu pomocny, o ile sam będzie Jemu - i wyłącznie Jemu -wierny. Książe polański wierzył, iż mając po swej stronie wszechmogącego Boga, mając - w swoim zabobonnym pojmowaniu - „tajemną broń", pokona nieprzyjaciół. Opór kapłanów, dworzan, jego towarzyszy broni i ludu na nic się nie zda. Wrogie wojska nie zwyciężą. Mieszko I zapewne wierzył, że wraz z przyjęciem chrześcijaństwa uzyska obietnicę, jaką kiedyś otrzymał Konstantyn Wielki: HOC SIGNO VICTOR ERIS — POD TYM ZNAKIEM BĘDZIESZ ZWYCIĘZCĄ. Uznawszy przekonanie Mieszka - przekonanie, które rozproszyło jego obawy przed buntami, czy też zemstą Światowida - widzimy wielkiego Polanina dokładnie tak, jak Jan Matejko doskonale uchwycił go na portrecie - oczy Mieszka patrzące w światłość, jego lewa ręka przyciska Krzyż do piersi, a prawa dzierży miecz.
Inne spojrzenie na początki chrześcijaństwa w Polsce zyskało akceptację wielu polskich mediewistów, którzy do tej pory nie patrzyli z takiej perspektywy. Oprócz tego Steele przypisuje wejściu Polski na dziejową, europejską scenę dużo większe znaczenie, niż zwykło się o nim sądzić.
Osobne fragmenty dotyczą ustalenia miejsca, w którym odbył się pierwszy chrzest? Amerykański historyk stawia na Ostrów Lednicki, nie ukrywając przy tym, swej fascynacji tym niezwykłym miejscem, na poparcie swojej tezy przedstawia, przekonywujące źródła i dowody archeologiczne.

966.Dagome Iudex. Z Czech przybywa Dobrawa.
966.Dagome Iudex. Mieszko poślubia Dobrawę

  
966.Dagome Iudex. Chrzest Mieszka I (próba generalna)
966.Dagome Iudex. Chrzest Mieszka I



Autor (oraz Żona autora) tego bloga należą do kręgu miłośników Ostrowa Lednickiego, więc gdy dowiedzieli się o tym, że szykowane jest widowisko historyczne mające uświetnić 1050 rocznicę Chrztu Polski, którego premiera zaplanowana jest na 28 maja, przełamali nabytą niechęć do plenerowych imprez masowych i wieczorną porą udali się na Ostrów Lednicki.

Spektakl 966. Dagome Iudeks*) został interesująco skonstruowany w formie dyptyku, na jednej scenie widzowie oglądali dramatyczne sceny odbywające się na dworze Mieszka - księcia Polan,  zdarzenia, które miały zdecydować o przyłączeniu kolejnego narodu słowiańskiego do chrześcijańskiej Europy. Na drugim podeście, prowadzony był dopełniający wątek życia codziennego zwykłych ludzi w X wieku. Atutami widowiska były surowa, minimalistyczna scenografia w naturalnym otoczeniu. Samo przedstawienie jednak nas nie porwało a przyjemność odbioru psuła przesterowana fonia. Ponadto użycie języka stylizowanego na starosłowiański nie pomagało w percepcji widowiska.
Warto jednak, i trzeba było (!) być wczoraj wieczorem w Małym Skansenie. Przebywając  tutaj, widząc słońce kąpiące się w wodach jeziorze Lednickiego, nietrudno pojąć motywy osiedlenia się naszych przodków właśnie w tym miejscu. Prof. Andrzej Wyrwa przypomniał wczoraj, że musimy kultywować pamięć o naszych dziejach, ponieważ wszyscy się wywodzimy od tamtych ludzi sprzed tysiąca lat, to są nasi przodkowie, w naszych żyłach płynie ich krew, pamięć o naszych polańskich przodkach zawarta jest w naszym języku, obyczajach i wartościach, które szanujemy.

966.Dagome Iudex. Krzewienie chrześcijaństwa ogniem i mieczem


966.Dagome Iudex. Chrześcijański krzyż zapanował w kraju Polan

*) W spektaklu wyreżyserowanym przez Andrzeja Pieczyńskiego (urodzony w pobliskich Pobiedziskach, bardziej znany z roli taksówkarza Jurka w Wielkim Szu) wystąpili m.in. Łukasz Nowicki, Jacek Kopczyński, Katarzyna Adamczyk-Kuźmicz, Olga Paszkowska, Andrzej Pieczyński oraz grupy rekonstrukcyjne z Polski i Czech. Widowisko znalazło się w programie pierwszego Wielkiego Zlotu Słowian na Ostrowie Lednickim

Finał. Czytaj dalej  na następnej stronie ---->

czwartek, 1 października 2015

Lüneburg - mroki przeszłości i widma teraźniejszości



Muzeum w Lüneburgu, fragment ekspozycji.

Spacerując ulicami hanzeatyckiego Lüneburga często czułem się jakbym został przeniesiony w scenerię z bajek braci Grimm. Wyjątkowych zabytków jest tu może niewiele ale starówka sprawia wrażenie spójne i uporządkowane, wszędzie jest czysto i schludnie, wąskie ulice są wybrukowane a domki wyglądają jakby były zbudowane wczoraj z ciasta piernikowego. Sprawa się wyjaśnia gdy uświadomimy sobie, że Lüneburg był jednym z niewielu niemieckich miast, które uniknęły alianckich bombardowań w czasie II wojny światowej. Co prawda dwie bomby spadły na miasto, jedna z nich trafiła w stojący na bocznicy kolejowej wagon pełen robotników przymusowych, co mieszkańcy podkreślają z ubolewaniem nie wyjaśniając jednak historii do końca,  sytuacja podobna była do tej, która wydarzyła trzy dni wcześniej się w pobliskim Celle*), 11 kwietnia 1945 roku, luneburscy cywile i policjanci urządzili polowanie na zbiegów i sprawnie pojmali, tych którym udało się uciec ze zbombardowanego wagonu.

Replika zbombardowanego wagonu stoi w parku na tyłach Muzeum w Lüneburgu.

Przyznać trzeba, że lüneburczycy nie unikają swojej nazistowskiej historii, w miejskim muzeum osobna sala poświęcona jest pamiątkom 12 ciemnych lat, hitlerowskich rządów. Można na niej zobaczyć multimedialne prezentacje archiwalnych zdjęć z lat 1933-1945 i nieliczne ocalałe symbole tamtych ponurych czasów (dla wielu - lat zwycięstw i chwały). Wśród zabytków jest nawet oryginalna amerykańska bomba!
Wystawa czasowa  Zwischen Harz und Heide przybliża historię koszmarnych marszów śmierci w kwietniu 1945, kiedy zwyczajni Niemcy, wypierający dotąd nazistowskie zbrodnie, musieli się nimi zetknąć bezpośrednio. Wystawa ilustruje poziom przemocy podczas tych marszów śmierci i unaocznia, że zbrodnie zostały popełnione w miejscach publicznych; kolumny wycieńczonych więźniów przechodziły pod oknami niemieckich domów, ulicami wielu niemieckich miejscowości; już nie dało się nie widzieć i nie wiedzieć. Wystawa prezentuje też życiorysy i brutalne dokonania komendantów obozów i zwykłych strażników, rysunki i akwarele więźniów-artystów oraz zapisy video wspomnień ocalałych. Niektóre fakty wracały do mnie ze zwiększoną mocą rażenia, na jednej z plansz przedstawiona była ikonografia i opis masakry w Gardelegen, z którą wcześniej zapoznał swoich czytelników Krzysztof (Szymoniak) w pierwszym tomie Fotografiołów.**) Punktem wyjścia do rozważania o zbrodni i jej dokumentacji były wspomnienia matki Krzysztofa, naocznego świadka zbrodni w Gardelegen w 1945 roku.


Muzeum w Lüneburgu, fragment ekspozycji.

To, że Lüneburg został oszczędzony przez alianckie bombowce spowodowane mogło być bliskością Hamburga, celu znacznie istotniejszego ze względów strategicznych. (Łuny bombardowanego Hamburga były tutaj doskonale widoczne, bo oba miasta dzieli zaledwie 50 km.) Poza tym w Lüneburgu zlokalizowano 20 obozów dla robotników przymusowych, a wiele tutejszych budynków, często kościelnych, służyło im za mieszkania.
Gdy miasto dostało się pod kontrolę wojsk brytyjskich, utworzono tutaj przy Uelzener Strasse biuro przesłuchań dla niemieckich jeńców. Tutaj popełnił samobójstwo jeden z najważniejszych przywódców Trzeciej Rzeszy Heinrich Himmler. Od zakończenia wojny w Lüneburgu odbywały się procesy zbrodniarzy wojennych, w tym słynne procesy załogi obozu Bergen-Belsen 1945-1948 i Oświęcimia. Ostatnio od kwietnia do lipca 2015 trwał tutaj proces, byłego księgowego z Auschwitz-Birkenau, 94 letniego Oskara Gröninga, esesman został oskarżony o pomocnictwo w zamordowaniu co najmniej 300 tys. więźniów i skazany na 4 lata więzienia.***)


Muzeum w Lüneburgu, fragment ekspozycji.


W zasadzie pokazywanie fotografii w Niemczech to jak wożenie drzewa do lasu. Na kilka dni musiałem zapomnieć o świetnych tradycjach niemieckiej fotografii, o Auguście Sanderze, Lux Feiningerze, Leni Riefenstahl, Karlu Blossfeldt, Astrid Kirchherr a nawet o Leice. Od tej tradycji może zakręcić się w głowie. Miejsce prezentacji okazało się zabytkowe i prestiżowe, mój zestaw jest częścią większej całości (w Lüneburgu wystawiam zdjęcia wraz z kolegami Ryszardem i Piotrem a wyjazd zorganizowany był przez nasze Muzeum Regionalne).  W każdy razie, 10 wybranych prac z cyklu "Moc kamieni. Kamienne kręgi na Pomorzu" wisieć będzie w Starostwie (Landkreis Lüneburg), obok gabinetu Landrata do końca października 2015 r. Zapraszam.





Pod koniec września mieszkańcy Lüneburga żyli jednak sprawą 500 imigrantów z Syrii, którzy od niedzieli 27 września ulokowani mieli zostać w koszarach Bundeswehry, w sobotę wojsko przenosiło się do namiotów. Jak wszędzie opinie były podzielone, lewacy i liberałowie zarzucali brak współczucia bogatych Niemców dla ofiar wojen, prasa prawicowa ostrzegała przed islamskimi terrorystami. Jedynie niemiecka Matka Teresa Angela zmienia zdanie i decyzje co kilka dni. Co nam przyniosą najbliższe miesiące? Niemcy mają problem z nadmiarem wszystkiego. My Polacy, ciągle mamy nadzieję, że burza przejdzie bokiem.

 W części 2 będzie o tapecie Pani Kahle. Wkrótce.
-----||-------
*) 8 kwietnia 1945 roku w miasteczku Celle niedaleko Hanoweru na bocznicy kolejowej stał pociąg z więźniami obozów koncentracyjnych. Właśnie tego dnia dworzec stał się celem amerykańskiego nalotu. Bomby rozbiły część wagonów bydlęcych, z których udało się wydostać około 300 więźniom. Ludzie ci rozbiegli się po okolicznych lasach, a mieszkańcy miasteczka natychmiast zorganizowali obławę. (Niemieckie polowanie na zebry. Piotr Zychowicz, Rzeczpospolita. Plus Minus 2011)
Więźniowie byli tropieni jak zwierzęta, wykurzani z leśnych kryjówek i brutalnie mordowani. W masakrze nazwanej 'Celler Hasenjagd' zginęło prawie 300 osób, w tym kilkunastu Polaków. Sam lider lokalnego Hitlerjugend zamordował ponad 20 osób. Cztery dni później alianci zdobyli miasto.  Wszystko to działo się niemal w ostatniej chwili przed zajęciem miasta przez Anglosasów. Wkroczyli do Celle cztery dni później. (Rola cywilów w wojennym ludobójstwie w Historia-News)
**)  Fotografie z masakry, czyli Gardelegen mojej matki Fotografioły. Okołofotograficzne ćwiczenia umysłowe, Gniezno 2012, s. 147
***) Głos i godność dla bliskich ofiar holokaustu DW >>; TV Republika >>

..: Notatki z prowincji :..

Notatki z prowincji. Listy z Suicide City 1.

Świat się szybko zmienia, zmienia się internet, powoli zmienia się i ten blog. Od jakiegoś czasu staje się dla mnie - jak to kiedyś p...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy