Pokazywanie postów oznaczonych etykietą archeologia fotografii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą archeologia fotografii. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 lipca 2022

Ostania dekada Olka

 


Zimą tego roku, chwilę po kolejnej fali epidemii zaprezentowaliśmy w naszej Galerii prace Olka Matczyńskiego. Wystawa planowana była na rok wcześniej ale plany pokrzyżował nam "pierwszy covid". Z kronikarskiego obowiązku zamieszczam tutaj kilka zdjęć i tekst z folderu towarzyszącego wystawie. (LS)

ALEKSANDER MATCZYŃSKI "OSTATNIA DEKADA"

Galeria Miejskiego Dom Kultury w Wągrowcu 5.03-3.04.2022

Prezentowana w naszej Galerii wystawa fotografii Aleksandra Matczyńskiego nosi tytuł „Ostatnia dekada”. Są to zdjęcia reporterskie z lat 1979-1989, fotograficzna dokumentacja upadku PRL-u. Wystawa składa się z kilku cykli dokumentujących: pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II w Gnieźnie, odpust prawosławny na Podlasiu, dzień powszedni na targowisku w Gnieźnie, polskie wesele,  żywioł sportu żużlowego i wesołe miasteczko „od kuchni”, a w końcu, jeden z niezliczonych wypadków na polskich drogach. Rzeczywistość, życie codzienne i świąteczne ostatniej dekady PRL-u.


„Reportaż z wesela wykonałem przy okazji zawodowego zlecenia - mówił autor - podczas pracy zobaczyłem sceny jak z filmu. Obrazy były wyjątkowe, musiałem to zrobić, weselnicy ustawiali się przed moją kamerą jak aktorzy filmowi. Zdjęcia zrobiłem bez użycia flesza a nieostrości i ziarnistość sforsowanego filmu, podkreśliły tylko klimat uwiecznionego wydarzenia”.




Zdjęcia z cyklu „Dzień powszedni” powstały podczas pracy Aleksandra Matczyńskiego w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie. Codziennie, wychodząc na dokumentacje wykopalisk prowadzonych przez Muzeum, przechodził przez gnieźnieńskie targowisko przy ul. Warszawskiej. Zarówno handlujący jak i kupujący, szybko przyzwyczaili się do codziennej obecności fotografa w tym miejscu, dzięki temu powstał niezwykle bogaty i prawdziwy materiał, utrwalający na kliszy, codzienne życie targowiska, z którego jedynie niewielka część znalazła się na naszej wystawie. 




Aleksander Matczyński doskonale wyczuwa i rejestruje nastrój dużych wydarzeń religijnych. Doskonale potrafi oddać religijne uniesienie, napięcie ale i zmęczenie uczestników wydarzeń tak jak w przypadku dokumentacji pierwszej wizyty papieskiej Jana Pawła II w Gnieźnie w czerwcu 1979 roku czy jarmarku prawosławnego  z sierpnia 1980 roku (cykl „Prawosławni”). 
„Żużel” to cykl wykonany wspólnie z wybitnym fotoreporterem tygodnika „Wprost” Mariuszem Stachowiakiem (1956-2006). "Dokumentowaliśmy cały sezon żużlowy w Gnieźnie. Naszym zamierzeniem było pokazanie tematu od środka, w sposób prawdziwy, ostry i brutalny w czym specjalizował się mój przedwcześnie zmarły kolega.”



"Wypadek" wydarzył się naprawdę, w pobliżu Swarzędza a autor w nim uczestniczył, był jednym z poszkodowanych, mimo to wyjął z torby aparat fotograficzny i zarejestrował dramatyczne wydarzenie. Aleksander Matczyński na swoich fotografiach pokazuje widzom bieg różnych zdarzeń, nie pozostając obojętnym na emocje. Autor wybrał do prezentacji zdjęcia najmocniejsze w formie i jasno przedstawiające tematy. Każda z tych fotografii ma znaczenie, każda jest ważna, bo stanowi ona część zestawu. To  subiektywna opowieść fotoreportera o życiu w Polsce w ostatnich latach PRL-u. 
Lech Szymanowski, luty 2021.




___________________________________________________

Aleksander Matczyński ur. 20.02.1956 r. w Poznaniu. Fotografią zajmuje się od  1974 r. 1975 r. - pierwsze publikacje w „Jazz Forum” i „Na Przełaj” oraz wystawa „Jazz” w klubie „Od nowa” w Poznaniu. 
1977 r. - wystawa plenerowa „Żużel”, wspólnie z Mariuszem Stachowiakiem, w Gnieźnie. 
1977 r. - I miejsce na Wojewódzkim Przeglądzie Fotografii Amatorskiej w Poznaniu. 
1977-1980 r. praca jako fotograf w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie. 
1979 r. przeglądowa wystawa indywidualna w „Galerii Nowa” - salon sztuki DESA1. 
Od 1980 r. członek PTF. 
1980 r. nagrodzony brązowym medalem na Salonie Jesiennym PTF za cykl „Prawosławni”.  
1980-1983 udział w wystawach zbiorowych w Polsce i we Francji. 
Od 1981 r. pracuje jako niezależny fotograf komercyjny, prowadząc zakłady fotograficzne m.in. w Janowcu, a latach 2005- 2021 r. w Wągrowcu.

niedziela, 18 lutego 2018

Zapomniane, porzucone




W połowie naświetlony film for all occasions (Boots, Universal ISO 400 135/36 EXP DX). był załadowany - nie wiadomo przez kogo i kiedy - do niesprawnego aparatu kompaktowego, zakupionego w sklepie z używanymi angielskimi rzeczami. W połowie zeszłego roku film przełożyłem go do Olympusa Tripa i przez kilka tygodni naświetlałem codzienne zdarzenia rodzinne. Negatyw dołożyłem do koreksu z innymi filmami i wywołałem kilka dni temu, stara klisza nadawała się tylko do skanowania i do tego nie wszystkie klatki. Na razie nie udało się dojść kto naświetlił pierwsze 15 i kto uwieczniony został na zdjęciach ale wiadomo gdzie i kiedy zdjęcia były wykonane.




Pierwsze 5 kadrów to typowe zdjęcia rodzinne, widzimy na nim ładną kilkuletnią blondynkę podczas zabawy na osiedlowym (?) placu pod bacznym okiem mamy. Musiała być i trzecia osoba, może fotografujący tata albo dziadek z pierwszego zdjęcia, zrobionego na górnym pokładzie angielskiego autobusu?



Zagadka czasu i miejsca wyjaśnia się na kolejnych kadrach. Letni skwar, sądząc po strojach i świetle, zabudowa nakazuje nam domyślać się, że widzimy główną ulicę angielskiego miasta a  flagi przywołują świąteczną atmosferę. Po co ci wszyscy ludzie wylegli na ulicę, na kogo czekają? Na czyją cześć wiwatują? Komu i czego gratulują? 



 





Kiepski obiektyw aparatu plus ziarnistość kliszy sprawiają, że baner na autobusie jest trudny do rozszyfrowania ale domyśleć się można, że chodzi olimpijczyków z Aten, zwycięzców biegów na 800 i 1500 m. Kto w 2004 roku, w Atenach zdobył medale dla Anglii na tych dystansach? Odpowiedź jest tylko jedna - Kelly Holmes, triumfowała na obu tych dystansach. ---> https://youtu.be/VVxGnJb-lRE <--- a="">




Tonbridge, 125 High Street  / Google Maps

Musi to być jej rodzinna miejscowość albo miejsce gdzie mieszka czyli gdzieś w hrabstwie Kent. Ostatnia wskazówka jest na zdjęciu The Rose and Crown, pub, restauracja albo hotel z charakterystycznym wejściem - gankiem z kolumnami, na których opiera się daszek. Mapa Google znajduje  8 miejsc o tej nazwie. Interesujący nas hotel Pod Różą i koroną znajduje się w miejscowości Tonbridge przy High Street 125. Domy obok i po przeciwnej stronie ulicy również niewiele się zmieniły co widać na screenie z map Google.



Dwukrotna mistrzyni olimpijska z Aten (2004) w biegach na 800 i 1500 m. Brązowa medalistka olimpijska z Sydney (2000) na 800 m - Kelly Holmes urodziła się w 1970 r. w Pembury w hrabstwie Kent, mieszka w pobliskim Tonbridge.
Z powodzeniem startowała w mistrzostwach świata, zdobyła trzy medale: srebro na 1500 m i brąz na 800 m w Goeteborgu (1995) oraz srebro na 1500 m w Paryżu (2003). W halowych mistrzostwach świata zdobyła srebrny medal na dystansie 1500 m (Birmingham 2003), w mistrzostwach Europy srebro na 1500 m (Helsinki 1994) i brąz na 800 m (Monachium 2002). Za swój wyczyn w Atenach w 2005 r. została uznana przez BBC Sports Personality of the Year. W 2005 r. Królowa Elżbieta II odznaczyła ją Orderem Imperium Brytyjskiego i nadała tytuł szlachecki Dame*) co oznacza to samo co męski odpowiednik Sir; wtedy Kelly Holmes zrezygnowała z uprawiania lekkiej atletyki. Jest prezydentem Commonwealth Games England, była doradcą organizatorów Igrzysk Olimpijskich w 2012 roku. Jej książka, Just Go For It! okazała się sukcesem wydawniczym.




W 2016 roku była sportsmenka  po raz pierwszy prowadziła Maraton Londyński a w 2017 r. w Tonbridge postawiono na jej cześć statuę, honoruje ona mistrzynię olimpijską Dame Kelly Holmes, która na rok przed olimpiadą w Atenach, doznała tak bardzo poważnej kontuzji, że jej start w Atenach wydawał się niemożliwy a kariera sportowa skończona.

------o------

Jest jeszcze 15 ujęcie, nie pasujące do  żadnego z opisanych zestawów. Kadr skomponowany centralnie, niebiesko-zielona kolorystyka, jezioro żagle, deski, zawody? regaty? piknik? intymna chwila  trójka ludzi na pierwszym planie... dla mnie wzruszający obrazek codzienności.



*) Dame – żeński ekwiwalent angielskiego tytułu honorowego Sir, który otrzymuje kobieta uhonorowana Orderem Łaźni, Orderem św. Michała i św. Jerzego, Orderem Wiktoriańskim lub Orderem Imperium Brytyjskiego w klasie "Dama Krzyża Wielkiego" lub "Dama Komandor". (źródło Wikipedia)

środa, 3 stycznia 2018

Filipinki - to my, autor zdjęć nieznany.






Zielonawa, porozdzierana koperta, 7 zdjęć w formacie pocztówki, na jednym opis Filipinki, 8.08.1970 r., koncert odbył się w wągrowieckim amfiteatrze; niestety brak podpisu albo pieczątki autora. Na zdjęciach widzimy zapis koncertu najpopularniejszego girls-bandu z lat 60 ubiegłego wieku. 
W sierpniu 1970 Filipinki szczyt popularności (1963–1965) miały już za sobą. Nadal jednak dawały po 300 koncertów rocznie. Uwieczniony na zdjęciach zespół bigbitowy Bez Atu to czwarta ekipa akompaniująca Filipinkom (1968-1971), wcześniej przygrywały im całkiem niezłe polskie kapele: zespoły jazzu tradycyjnego Coma 5 i Warszawscy Stompersi a od jesieni 1967 do jesieni 1968 – zespół bigbitowy Dzikusy.
Ówczesny fotograf dokumentujący imprezy dla Domu Kultury, musiał uwiecznić kilka imprez na jednej rolce filmu, 7 zdjęć z koncertu Filipinek musiało wystarczyć i wszystkie zdjęcia musiały być dobre. Na kilku fotografiach widzimy wszystkie podmioty wykonawcze, wokalistki i zespół a nawet dzieciaki pod sceną, niezbyt zresztą zainteresowane tym co się na niej dzieje. 
W innej kopercie znalazłem również niezłą i klimatyczną dokumentację kilku imprez z przełomu lat 70/80 XX w., te na szczęście opisane. W następnej notatce pokażę zdjęcia p. Zbigniewa Rybaka ale najpierw postaram się czegoś o nim dowiedzieć.








 







środa, 27 grudnia 2017

27.12.2018




99 lat temu wybuchło Powstanie Wielkopolskie. Wybuch powstania nastąpił spontanicznie po przyjeździe Paderewskiego do Poznania ale dalej prowadzone było przez doświadczonych na frontach I wojny światowej oficerów i żołnierzy, nie brakło jednak ochotników bez przygotowania wojskowego.
Widniejący na zdjęciu pomnik grobowiec poświęcony pamięci poległych powstańców stał do na wągrowieckim cmentarzu nowofarnym. Pod pomnikiem, wzniesionym w 1929 r. spoczęły ciała 17 powstańców wielkopolskich. Monument zburzony został przez Niemców wkrótce po zajęciu przez nich miasta w 1939 r.  Zbiór kilku szklanych negatywów (8,7 x 11,7 cm) otrzymałem na początku wieku od śp. Elżbiety Martyńskiej; Elżbieta nie potrafiła zidentyfikować osób pozujących przed pomnikiem; są to albo członkowie przedstawiciele jakiejś organizacji patriotycznej, może powstańcy, towarzysze broni poległych? Autor zdjęć jest również nieznany.

W zbiorach Muzeum regionalnego znajduje się zdjęcie z dokumentujące rozbiórkę monumentu datowane na 1939 r. Istnieje również fotografia pomnika wykonana w pierwszych dniach września 1939 r. przez żołnierza Wehrmachtu (poniżej).



piątek, 18 sierpnia 2017

Z lamusa: CAMERA MUSEUM



Z cyklu CAMERA MUZEUM, skan odbitki na papierze barytowym Foton, 18x24 cm

Dzisiejszy materiał przygotowany do publikacji miałem już dawno, przeszło 2 lata temu, powstrzymałem się gdy Witek Jagiełłowicz pokazał swój projekt WUNDERCAMERA. Okazało się, że w tym czasie pracowałem nad podobnym cyklem, który roboczo nazwałem CAMERA MUZEUM; mój zestaw powstawał w zaciszu mojej pracowni równolegle z projektem Witka. Analogii jest mnóstwo, podobnie jak Witek zainspirowało mnie kilka starych kolekcji, mających opisywać wszystko oraz tekst Umberto Eco  „Szaleństwo katalogowania”: (...) wunderkamery, czyli gabinety osobliwości, poprzedniczki naszych muzeów nauk przyrodniczych, w których jedni próbowali zgromadzić systematycznie wszystko to, co należało wiedzieć, a inni chcieli kolekcjonować to, co brzmiało nadzwyczajnie i niesłychanie, włącznie z dziwacznymi przedmiotami, albo zaskakującymi znaleziskami. Więcej --->

Wiesław Z. analizuje zestaw "Wundercamera". SC, 2016
Bezpośrednim impulsem było obejrzenie kolekcji trofeów myśliwskich i eksponatów przyrodniczych w Muzeum Przyrodniczym w Jeleniej Górze (Cieplicach) w 2012 r. Podobne zbiory w nieco mniejszej skali znajdują się w niemal każdym Muzeum i Izbie Pamięci w mojej okolicy, choćby warta uwagi wystawa przyrodnicza w pobliskim Rogoźnie (Muzeum Regionalne).

Nigdy jeszcze nikomu nie pokazywałem tych zdjęć, z racji uderzającego podobieństwa ideowego do WUNDERKAMERY nawet nazwy okazały się podobne, nie wspominając o formie; zamknięcie fotografowanych przedmiotów w kartonowym pudełku (Witek) podzielona na 3 części drewniana półeczka (LS). Zbieżność nie jest chyba przypadkowa, uprawiamy podobną fotografię, obaj interesujemy się procesami przemijania, rejestrowania i utrwalania.
Witek po raz pierwszy swój zestaw zaprezentował na 9. Biennale Fotografii w Poznaniu w grudniu 2015 r.,  w marcu 2016 „Wunderkamerę” pokazywałem wraz z innymi pracami Kolektywu Fotograficznego "Świetlica" w SC.

Natychmiast po opisanych wydarzeniach zaprzestałem na długi czas prac nad CAMERA MUSEUM. Zostało kilka zdjęć opisujących historię fotografii tradycyjnej, utrwalonych na starej kliszy aparatu małoobrazkowego. Obok obrazów o tematyce fotograficznej sfotografowałem wtedy kilka kompozycji złożonych z różnych przedmiotów zbieranych od lat jedynie w celu sfotografowania.


Z cyklu CAMERA MUZEUM, skany odbitek na papierze barytowym Foton, 18x24 cm


Niezwykle modny dzisiaj myśliciel z czasów międzywojnia, papież lewackich artystów i teoretyków sztuki Walter Benjamin (1892-1940) przyglądał się reklamie i ogłoszeniom, slumsom, sektom, modzie, transportowi publicznemu, giełdzie i kursom walutowym, literaturze, znaczkom pocztowym, kiczowi, nudzie, tłumowi, zapomnianym książkom, językowi dzieci i oczywiście fotografii; znany był ze swojej działalności kolekcjonerskiej, która...
obejmowała swym zakresem nie tylko przedmioty - jak pocztówki, fotografie, książki, które uwielbiał pokazywać swoim przyjaciołom, obserwując przy tym ich osobliwe reakcje. Spisywane wspomnienia, językowe twory małego Stefana, czy wreszcie cytaty z prasy i literatury dziewiętnastowiecznej, również stanowiły kolekcje Benjamina, które później wykorzystywał w swojej twórczości literackie. Archiwum, konstruowane w sposób, który nie wykluczał z niego przedmiotów ze względu na ich z pozoru małą wartość. Wypowiedzi dziecka były równie cenne, co najpoważniejsze prace filozoficzne. (Mateusz Palka, Walter Benjamin, Berlińskie dzieciństwo na przełomie wieków, tłum. B. Baran). 
Nie on pierwszy i nie ostatni; Jerzy  Lewczyński (1924-2014) przez całe życie zbierał wszystko i upychał w małym mieszkaniu w bloku, Miron Białoszewski (1922-1983) podsłuchiwał wszystkich i notował strzępy rzeczywistości. Mówiono, że nawet podczas spotkania autorskiego potrafił wyjść na chwilę aby zanotować jakiś dialog.

Z cyklu CAMERA MUZEUM, skan odbitki na papierze barytowym Foton, 18x24 cm

poniedziałek, 8 maja 2017

Zapomiana klisza




Teatr Biuro Podróży, 1991 r. Zdjęcie ze spektaklu Einmal ist keinmal. Na pierwszym planie Zbysław Kaczmarek, w tle Andrzej Rzepecki, Kuba Klimaszewski. Wśród widowni, w lewym dolnym rogu Jan Kasper (poeta, twórca Teatru Prób)

 

Archeologia Fotografii (Teatralnej)

Teatr Biuro Podróży.  Einmal ist keinmal 

Wertując pudło ze starymi negatywami, szukając czegoś zupełnie innego trafiłem na nieopisaną rolkę filmu 120,  w innym miejscu znalazłem dwa powiększenia 18x24 cm z małego obrazka. Na odwrocie jednej z odbitek znajdował się opis wykonany moim charakterem pisma Biuro Podróży, 1991. Nie byłem jednak na 100% pewny czy opis nie pochodzi z innego czasu niż zdjęcia, zupełnie nie pamiętałem spektaklu, okoliczności okoliczności wykonania zdjęć. W tamtych czasach w sali LO odbywało się wiele spektakli teatrów niezależnych i amatorskich. O zdjęcia i osoby występujące na zdjęciach zapytałem u samego źródła, w istniejącym do dzisiaj Teatrze Biuro Podróży --->
Dzisiaj z całą pewnością mogę powiedzieć, że fotografie wykonałem w 1991 roku podczas spektaklu Einmal ist keinmal, w Auli LO im. Powstańców Wielkopolskich w Wągrowcu. Dzięki uprzejmości Marty Strzałko i Jarosława Siejkowskiego udało się się zidentyfikować spektakl i aktorów w nim występujących - w 1991 r. w przekształconej w scenę teatralną Auli LO. Był to pierwszy spektakl Biura Podróży. Kto znalazł się na tych zdjęciach? Na potwierdzenie identyfikacji natknąłem się w jednym z wywiadów Pawła Szkotaka, twórcy, dyrektor Teatru: kilkoro, młodych ludzi, studentów, spotkało w późnych latach 80 się w ciemni akademika Zbyszko aby potem wspólnie założyć teatr. Na początku w tej ciemni był wtedy ze mną tylko Zbysław Kaczmarek. Długo rozmawialiśmy. I tak się wszystko zaczęło. Potem dołączyli do nas Andrzej Rzepecki, Kuba Klimaszewski i Grażyna Nawrocka-Skibińska. To był pierwszy filar Biura. Pierwszy skład naszego pierwszego spektaklu Einmal ist keinmal (premiera 1988 r.). Wszystkie wymienione osoby znajdują się na moich zdjęciach z 1991 r. Więcej --->


Zbysław Kaczmarek


Biuro Podróży okazało się jednym z najciekawszych polskich teatrów alternatywnych wyrastający z doświadczeń kontrkultury - głównie teatru Laboratorium Jerzego Grotowskiego i Odin Teatret Eugenia Barby.
Biuro Podróży wzięło od Laboratorium znacznie więcej niż tylko regułę ciężkiego treningu aktorskiego oraz ideę aktu całkowitego (...) - pisał Tomasz Plata. - członkowie zespołu udowodnili, że interesują ich niemal dokładnie te same tematy, które wcześniej były przedmiotem zainteresowania Grotowskiego, i które po Grotowskim podjęła cała generacja kontrkultury. Opresywna funkcja systemów społecznych, napięcia powstające na styku społeczność-zbuntowana jednostka, bluźnierstwo lub ofiara jako szansa na zachowanie przez jednostkę godności - do wszystkich tych kwestii Biuro powracało wytrwale i systematycznie. (Dialog, 1999, nr 10)
Teatr, podobnie jak Laboratorium Grotowskiego, odwoływał się do tradycji polskiego romantyzmu z jej wiarą w sens wolnej, ale i społecznie zaangażowanej twórczości.
Wyrastaliśmy w romantyzmie. - mówił Szkotak. - Kiedy mieliśmy szesnaście, siedemnaście lat, w Polsce działa się wielka rewolucja. To był czas romantycznego zaślepienia, ale i romantycznego uniesienia. Żyliśmy tym. (Życie, 13 listopada 1996)


 Andrzej Rzepecki, Kuba Klimaszewski, Zbysław Kaczmarek


Kuba Klimaszewski, Andrzej Rzepecki, Zbysław Kaczmarek


Na kilku zdjęciach widzimy Andrzeja Rzepeckiego (w środku). W Teatrze Biuro Podróży Andrzej Rzepecki zagrał w czterech przedstawieniach: Einmal ist keinmal, Łagodny Koniec, Giordano i Carmen funebre.
W 1992 roku zespół przygotował sławne, spektakularne widowisko plenerowe Giordano. Opowiadał w nim historię Giordano Bruno skazanego przez Inkwizycję na śmierć. W spektaklu wykorzystano fragmenty dzieł włoskiego filozofa i astronoma oraz dokumenty z procesu, w tym zeznania świadków. Giordana przejmująco zagrał właśnie Andrzej Rzepecki. Po premierze Giordana Katarzyna Gruszczyńska-Jesień napisała: Rzepecki w roli Giordana jest tak wiarygodny, że ludzie reagują łzami, okrzykami. Jego poniżone ciało wleczone przez oprawców po bruku, torturowane ogniem i wodą, przez swą bezbronną nagość pozostaje wyzywająco czyste i święte. Wtedy niektórzy krytycy okrzyknęli Rzepeckiego następcą Ryszarda Cieślaka z Teatru Laboratorium. Tak się nie stało. Andrzej Rzepecki zginął w wypadku za Berlinem 3 sierpnia 1994,   był to moment gdy teatr Biuro Podróży zaczynało zdobywać uznanie branży. Śmierć świetnie zapowiadającego się artysty była cezurą w działalności zespołu, kilka osób wtedy odeszło z Teatru. Zawaliło się w momencie, kiedy mieliśmy poczucie, że zaczęło się dziać coś dobrego. - mówił Paweł Szkotak - Że zaczynamy jeździć, że nasze marzenia zaczynają się realizować. Dla mnie to był też taki moment, pierwszy w życiu, kiedy zrozumiałem, że są rzeczy nieodwracalne. A przedtem zawsze mi się wydawało, że wszystko można naprawić. Myślę, że wtedy tak naprawdę skończyła się moja młodość.

O Andrzeju Rzepeckim pisał również Stefan Drajewski w 2008 r. Polecam tekst. --->


Zbysław Kaczmarek i Grażyna Skibińska

Jerzy Lewczyński pod koniec swego życia w ogóle nie pokazywał swoich zdjęć, wyłącznie kopie, wydruki a nawet kserokopie cudzych, znalezionych, porzuconych, zgubionych, wyrzuconych na śmietnik. Daleko mi jeszcze do tak ekstremalnej postawy bowiem okazuje się, że w moich pudłach znajdują się nieprzebrane ilości negatywów, wglądówek i powiększeń zapomnianych.  Kiedyś wydawało mi się, że pamiętam okoliczności powstania większości swoich zdjęć. Dzisiaj muszę to zweryfikować, zapomniane przez autora negatywy ze spektaklu Einmal ist keinmal świadczą o tym najlepiej.
Przeglądając stronę internetową Biura Podróży odniosłem wrażenie, że mimo teatr powstał w ciemni DS Zbyszko to zdjęć z pierwszych przedstawień jest tam niewiele. Wiem, ze okres pierwszych spektakli plenerowych - od Giordana  - dokumentował Bogusław Biegowski ale jego zdjęć też nie widzę na stronie.



Zbysław Kaczmarek, Grażyna Skibińska, Andrzej Rzepecki i Kuba Klimaszewski


Zbysław Kaczmarek

Grażyna Skibińska i Zbysław Kaczmarek


------
Artykuły uzupełniające:
Poznań zagłębiem teatru niezależnego - Na portalu  e-teatr --->
Teatr Biuro Podróży na portalu Culture --->


niedziela, 16 kwietnia 2017

Inspiracje-konsternacje. Jerzy Lewczyński




Tysiące i miliony sekund utrwalonych w materii negatywu tworzą nieskończone pasmo opasujące nasze istnienie. Bieg obrazów przypomina ruch elektronów wokół jądra atomu. Ciągle i dalej w nieznanym kierunku i rytmie wyznaczają drogi naszego życia. Rzekomo fotografia nawet wtedy, gdy proces technologiczny był jeszcze nieznany, istniała w umysłach naszych przodków w postaci śladu wewnętrznej projekcji. Co tworzy tę tajemniczą, nieskończoną wokół niej aurę? Pozornie kruche i łatwe do zniszczenia tworzywo papierowe zachowuje się czasami jak najlepszy marmur karraryjski, przyjmując wszelkie cechy starej i szlachetnej materii. Zauważyć to można, gdy oglądamy i dotykamy starych fotografii. Wtedy ślad zniszczenia i dotyku wielu rąk stanowią o sile przekazywanego obrazu.

Jerzy Lewczyński 1989





Negatywy znalezione na ulicy, zapomniane zdjęcia na strychu, albumy wyrzucone na śmietnik to - życie zagubione, biografie nikomu niepotrzebne; Często, zdjęcia to wszystko co pozostaje po istotach ludzkich. 
Zwinięty w rolkę negatyw leżał między szpargałami, książkami i bibelotami. Zapakowany był w tekturowe pudełko po enerdowskim średnioformatowym filmie NP22. Na nim odręczny napis długopisem „p. Molik Paweł” - zapewne to nazwisko osoby, która zleciła wywołanie negatywu? Typowe zdjęcia pamiątkowe ani bardziej ani mniej udane. Miejsce trudno określić, wieś - przedmieście, taka ulica, takie jezioro może być wszędzie. Sądząc po strojach i fryzurach ten film naświetlony został we wczesnych latach 70. Zaintrygowało mnie nazwisko na pudełku, MOLIK, osób noszących to nazwisko jest w Polsce 1480, od razu pomyślałem o Zygmuncie Moliku (1930-2010) legendarnym aktorze Teatru Laboratorium, twórcy metody treningowej „ćwiczenia głosowe” -->. Może rodzina?
Nie sposób odgadnąć dlaczego negatyw opisany „p. Molik Paweł” wylądował na straganie, dlaczego okazał się komuś niepotrzebny, być może odeszła ostatnia osoba, która kojarzyła osoby uwiecznione na zdjęciach. Od czasu naświetlenia kliszy minęło mniej niż 50 lat; tak niewiele trzeba aby zapomnieć. Podobnych eksponatów w moim archiwum znajduje się jeszcze kilka: album wygrzebany ze śmietnika, szklane negatywy z lat 20 XX wieku czy paczka kolorowych slajdów z pochodu pierwszomajowego sprzed 50 laty...
Przez wiele(?) lat 12 klatek średnioformatowego negatywu opisanego „p. Molik Paweł” wiodło swoje życie utajone. Dzisiaj - 16 kwietnia 2017 r - zaczynają swoje drugie życie.





Inspiracje. Jerzy Lewczyński

Niedawno (2014) odszedł Jerzy Lewczyński, fotograf którego znaczenie będzie rosło w miarę upływu czasu. Dzieło, które pozostawił jest ogromne, a że Lewczyński posiadał swoisty szósty zmysł archiwizatora sądzę, a że z czasem uda się ten ogrom materiału ogarnąć; sam Wielki Archiwizator nie zdążył. 
„Myślałem, że to uporządkuję, nic się nie udało. Miałem uporządkować tematami: architektura, wydarzenia, Towarzystwo Fotograficzne ale jak to zrobić, kiedy na jednym zdjęciu kilka tematów? Datami próbowałem, też nie wyszło”. Do tego dokumenty, rachunki za meble, papiery na wszystko. JL walczy z papierem, za dużo zebrał zdjęć, które wzruszają jego i tylko jego.”

Wojciech Nowicki zdążył jeszcze przeprowadzić z Lewczyńskim długą rozmowę, której fragmenty wraz ze swoimi refleksjami zamieścił w wydanej całkiem niedawno swojej drugiej książce o fotografii pt. Odbicie (Wyd. Czarne 2015).






Książka Nowickiego jest literacką realizacją idei Lewczyńskiego, którą sam artysta określił pojęciem >archeologia fotografii<. Trudno mi się zgodzić ze wszystkim co Lewczyński mówi i pisze o fotografii, choćby z jego prostym uzasadnieniem miękkiego przejście do cyfry*/, traktowaniem przez artystę oryginału i kopii; trzeba jednak podkreślić, iż Jerzy Lewczyński od samego początku był nowatorem, zawsze znajdował się o kilka kroków przed wszystkimi. Fotografia dla Lewczyńskiego była całym życiem a archeologia fotografii jest wyraźnie wybijającym się na pierwszy plan nurtem w jego twórczości:
...w wielkim skrócie można by określić jako przywracanie znaczenia wszystkiemu, co odrzucone, pogardzone, skazane na zapomnienie, na łaskę i niełaskę losu. Pasjonuje go swoiste "życie po życiu" fotografii; stare porzucone zdjęcia, przeżarte wilgocią negatywy znajdowane na strychach i w szufladach zamienia Lewczyński w znak kulturowy o niezwykle głębokim nasyceniu egzystencjalnym i znaczeniu dokumentalnym. Swoistym „bohaterem” wielu jego zdjęć i kompozycji zdjęciowych stała się nie tyle ludzka bezradność wobec „zapisanego” światłem w postaciach, rzeczach i zdarzeniach czasu, ile swoista prawda działań tego ostatniego zaznaczana przez zacieki, wilgoć, załamania papieru, jego rozdarcia, ślady brudu i pleśni wżerającej się w każdą próbę - choćby na chwilę - zatrzymania życia. Lewczyński poddaje ponownej obróbce zdjęcia odkrywane w najbardziej przypadkowych miejscach; podnosi do rangi artystycznego wydarzenia odnajdywane w rozmaitych zakamarkach zapomniane negatywy. Jedną z jego z najwspanialszych przygód stało się przywrócenie do istnienia świata, który pozostał po przedwojennym chłopskim fotografie z Zamojszczyzny Feliksie Łukowskim (Kazimierz Nowosielski).

Lewczyński brał i zawłaszczał to co go interesowało, fotografię, pismo, obraz, dowolny przedmiot i podnosił do rangi sztuki. Kopiowanie było u niego gestem autorskim.
Zdjęcia – nieważne, czy jego własne czy zapożyczone – są fragmentami świata, więc mogą zostać na nowo użyte, na nowo sfotografowane; są obrazami przedmiotami, można więc kopiować i utrwalać ich wtóre albo kolejne życie.






*/„Technika, całe to czarowanie, o którym w nieskończoność opowiadają jego rówieśnicy, wydaje się nie mieć dla Lewczyńskiego najmniejszego znaczenia. Żadnego skomlenia, ciemniowej mitologii, nic. Powiększalnik i kuwety zamienił w pewnym momencie na drukarkę, jak się wydaje bez – bez żalu. Zdjęcie jest obrazem, ilustracją, nie trzeba mu wypieszczenia, choć akurat jego odbitki są wypieszczone, ale mówi o tym, jakby się to działo mimochodem, jakby nie przykładał do tego ręki. Tu też trzeba dostrzec jego nowoczesność, w tym odrzuceniu właśnie: poszedł aż do końca za logiką narzędzia. W końcu fotografia powstała po to tylko, żeby łatwiej było kopiować z natury , żeby się nie męczyć z rysunkiem i żeby wierniej oddawać obraz i obraz powielać; u niego podobnie: jest idea wyrażona i dostosowana do niej współczesna technika.Laserowy wydruk, kopia ze starego zdjęcia, mówią, to nie jest odbitka vintage(kurs), oryginalna, z epoki. Ma zupełnie inną wartość. „Dla mnie odpowiada na to JL - ma taką samą.”




Negatywy znaleziony na ulicy, Tryptyk znaleziony na strychu, Negatywy znalezione w Nowym Jorku to tytuły kolejnych prac JL, zdjęć znalezionych na śmietnikach. Jednak tematem zdjęć znalezionych Lewczyńskiego nie są przedstawione osoby, ale samo medium, fotografia, jej cel i bezcelowość jednocześnie. Najczęściej, i to za sprawą samego Lewczyńskiego, ta seria - zdjęcia, których nie można pominąć, kiedy się o nim mówi - odczytywana była jako na wiązanie do ready mades, sięganie po przedmioty gotowe lub wprowadzenie zdjęć nieartystycznych do galerii i muzeów, bo - pisze Elżbieta Łubowicz „znalezione na strychu, na ulicy lub wręcz na śmietniku cudze, anonimowe, zniszczone fotografie portretowe Jerzy Lewczyński podnosi do rangi równej dziełu sztuki, eksponując wykonane przez siebie ich kopie właśnie jako dzieła cudze, nie własne”!



Wydaje mi się, że ta cała archeologia fotografii to melancholia i zwątpienie w dokumentalną wartość fotografii. Jerzy Lewczyński wielokrotnie próbował prowadzić śledztwa w sprawie identyfikacji osób utrwalonych, zawsze bez powodzenia. 
Zdjęcie nieopisane, na którym widnieją niezidentyfikowane osoby, obiekty czy miejsca dla archiwisty nie mają praktycznie wartości, dlatego pełnić mogą co najwyżej rolę co najwyżej ready mades. Twórczość Lewczyńskiego była konsekwencją poszukiwań zapoczątkowanych jeszcze w latach '50 XX wieku; współpracował wtedy z Beksińskim i Schlabsem, ich artystyczna kolaboracja zaowocowała pokazem Antyfotografii w 1959 r.
Niewielu wtedy zrozumiało znaczenie tej ekspozycji dla fotografii polskiej; jeden z recenzentów stwierdził, że artyści weszli na błędną drogę, na której fotografia jako sztuka traci swoją specyfikę zdobytą dzięki reportażowi a inny określił wystawę jako arenę igraszek formalnych wysokiej klasy godzących w specyfikę fotografii artystycznej. Jerzy Lewczyński pokazał wtedy 17 fotografii, w tym dwa zestawy po 3 fotografie, prace rejestrowały różne ślady ludzkiej działalności; ukazywał pospolite przedmioty wyrzucone, zużyte naznaczone ludzką aktywnością - kartkę z rachunkami, stronę zeszytu szkolnego czy słup z plakatem itp. Wówczas jeszcze, artysta używał wyłącznie własnych fotografii, w większości z nich ograniczając obróbkę estetyczną prac, decydując, by do widz odnalazł historię zapisaną w znalezionych i sfotografowanych przez artystę przedmiotach.



..: Notatki z prowincji :..

Notatki z prowincji. Listy z Suicide City 1.

Świat się szybko zmienia, zmienia się internet, powoli zmienia się i ten blog. Od jakiegoś czasu staje się dla mnie - jak to kiedyś p...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy