Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dokument fotograficzny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dokument fotograficzny. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 lipca 2022

Ostania dekada Olka

 


Zimą tego roku, chwilę po kolejnej fali epidemii zaprezentowaliśmy w naszej Galerii prace Olka Matczyńskiego. Wystawa planowana była na rok wcześniej ale plany pokrzyżował nam "pierwszy covid". Z kronikarskiego obowiązku zamieszczam tutaj kilka zdjęć i tekst z folderu towarzyszącego wystawie. (LS)

ALEKSANDER MATCZYŃSKI "OSTATNIA DEKADA"

Galeria Miejskiego Dom Kultury w Wągrowcu 5.03-3.04.2022

Prezentowana w naszej Galerii wystawa fotografii Aleksandra Matczyńskiego nosi tytuł „Ostatnia dekada”. Są to zdjęcia reporterskie z lat 1979-1989, fotograficzna dokumentacja upadku PRL-u. Wystawa składa się z kilku cykli dokumentujących: pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II w Gnieźnie, odpust prawosławny na Podlasiu, dzień powszedni na targowisku w Gnieźnie, polskie wesele,  żywioł sportu żużlowego i wesołe miasteczko „od kuchni”, a w końcu, jeden z niezliczonych wypadków na polskich drogach. Rzeczywistość, życie codzienne i świąteczne ostatniej dekady PRL-u.


„Reportaż z wesela wykonałem przy okazji zawodowego zlecenia - mówił autor - podczas pracy zobaczyłem sceny jak z filmu. Obrazy były wyjątkowe, musiałem to zrobić, weselnicy ustawiali się przed moją kamerą jak aktorzy filmowi. Zdjęcia zrobiłem bez użycia flesza a nieostrości i ziarnistość sforsowanego filmu, podkreśliły tylko klimat uwiecznionego wydarzenia”.




Zdjęcia z cyklu „Dzień powszedni” powstały podczas pracy Aleksandra Matczyńskiego w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie. Codziennie, wychodząc na dokumentacje wykopalisk prowadzonych przez Muzeum, przechodził przez gnieźnieńskie targowisko przy ul. Warszawskiej. Zarówno handlujący jak i kupujący, szybko przyzwyczaili się do codziennej obecności fotografa w tym miejscu, dzięki temu powstał niezwykle bogaty i prawdziwy materiał, utrwalający na kliszy, codzienne życie targowiska, z którego jedynie niewielka część znalazła się na naszej wystawie. 




Aleksander Matczyński doskonale wyczuwa i rejestruje nastrój dużych wydarzeń religijnych. Doskonale potrafi oddać religijne uniesienie, napięcie ale i zmęczenie uczestników wydarzeń tak jak w przypadku dokumentacji pierwszej wizyty papieskiej Jana Pawła II w Gnieźnie w czerwcu 1979 roku czy jarmarku prawosławnego  z sierpnia 1980 roku (cykl „Prawosławni”). 
„Żużel” to cykl wykonany wspólnie z wybitnym fotoreporterem tygodnika „Wprost” Mariuszem Stachowiakiem (1956-2006). "Dokumentowaliśmy cały sezon żużlowy w Gnieźnie. Naszym zamierzeniem było pokazanie tematu od środka, w sposób prawdziwy, ostry i brutalny w czym specjalizował się mój przedwcześnie zmarły kolega.”



"Wypadek" wydarzył się naprawdę, w pobliżu Swarzędza a autor w nim uczestniczył, był jednym z poszkodowanych, mimo to wyjął z torby aparat fotograficzny i zarejestrował dramatyczne wydarzenie. Aleksander Matczyński na swoich fotografiach pokazuje widzom bieg różnych zdarzeń, nie pozostając obojętnym na emocje. Autor wybrał do prezentacji zdjęcia najmocniejsze w formie i jasno przedstawiające tematy. Każda z tych fotografii ma znaczenie, każda jest ważna, bo stanowi ona część zestawu. To  subiektywna opowieść fotoreportera o życiu w Polsce w ostatnich latach PRL-u. 
Lech Szymanowski, luty 2021.




___________________________________________________

Aleksander Matczyński ur. 20.02.1956 r. w Poznaniu. Fotografią zajmuje się od  1974 r. 1975 r. - pierwsze publikacje w „Jazz Forum” i „Na Przełaj” oraz wystawa „Jazz” w klubie „Od nowa” w Poznaniu. 
1977 r. - wystawa plenerowa „Żużel”, wspólnie z Mariuszem Stachowiakiem, w Gnieźnie. 
1977 r. - I miejsce na Wojewódzkim Przeglądzie Fotografii Amatorskiej w Poznaniu. 
1977-1980 r. praca jako fotograf w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie. 
1979 r. przeglądowa wystawa indywidualna w „Galerii Nowa” - salon sztuki DESA1. 
Od 1980 r. członek PTF. 
1980 r. nagrodzony brązowym medalem na Salonie Jesiennym PTF za cykl „Prawosławni”.  
1980-1983 udział w wystawach zbiorowych w Polsce i we Francji. 
Od 1981 r. pracuje jako niezależny fotograf komercyjny, prowadząc zakłady fotograficzne m.in. w Janowcu, a latach 2005- 2021 r. w Wągrowcu.

piątek, 7 lutego 2020

Notatka z Bydgoszczy

Muzeum Fotografii w Bydgoszczy 6.02.2020
Notatki z prowincji. parki i ogrody. Fragment zestawu 

Wernisaż, 6.02.2020




Moja wystawa „Notatki z prowincji. Część 2” została wczoraj otwarta w Muzeum Fotografii w Bydgoszczy. Serdecznie dziękuję wszystkim którzy wczoraj byli ze mną.

 Z wielką przyjemnością dane mi było powitać naszą bydgoską rodzinę,  miłośników fotografii z Bydgoszczy, koleżanki i kolegów z Miejskiego Domu Kultury w Wągrowcu, grupę fotograficzną z wągrowieckiego WUTW. Dziękuję za budujące rozmowy i mentalne wsparcie.     
Dziękuję Markowi Noniewiczowi za zaproszenie i organizację i aranżację wystawy, wydobycie z moich zestawów prac wszystkiego co istotne i precyzyjne wypunktowanie  intencji autora w słowach wstępu a także tego co znalazł „między zdjęciami”. Krzysztofowi za dowiezienie nas i wystawy do Bydgoszczy. Sam nie byłbym wstanie ogarnąć chaosu ruchu drogowego Bydgoszczy.
A przede wszystkim mojej żonie Wiesławie za pomoc  i nieustające wsparcie oraz wyrozumiałość w trakcie realizacji tego wieloletniego przedsięwzięcia.


 Bydgoszcz, ul. Piękna 13 / 3 lutego 2020 r.
Fragment budynku byłych Zakładów Fotochemicznych

Jadąc do Bydgoszczy, legendarnego miejsca - związanego z polskim przemysłem fotograficznym, obawiałem się niezrozumienia intencji autora i złego przyjęcia wystawy. Okazało się, że Bydgoszcz jest otwarta na każdy rodzaj fotografii, również na tak nienowoczesne fotografie jak moje. Jest tam wielu świetnych artystów fotografii, nie brakuje też dokumentalistów  a wśród nich najjaśniej błyszczy gwiazda, Jerzego Riegela (1931-2019) ostatniego żyjącego (do niedawna) izohelisty. 
Moja mała bydgoska wystawa prezentuje jedynie fragment większego materiału, tylko cztery tematy. W Bydgoszczy zdałem sobie sprawę, że czas już wydać album a może książkę?  Bo jak wspomniałem „nie wierzą w integralność i obiektywność fotografii” ona sama niewiele mówi. Konteksty są niezbędne, przydają się opisy a nawet przypisy. Po wczorajszych rozmach i obserwacji reakcji widzów już nie obawiam się pokazów publicznych „Notatek z prowincji”, być może „anarchista estetyczny” znalazł wreszcie drogę do własnego stylu?
Wraz z Markiem zapraszam do Bydgoszczy; można oglądać w Muzeum Fotografii jeszcze do 29 lutego w 2020 r.


Na koniec pozdrawiam anonimowych Panów, zapewne lokalnych miłośników fotografii, którym udało się przejąć bar i wprowadzić do organizmów nieco bajkowego płynu pomagającego odlecieć w inne rejony rzeczywistości. Jeśli choć przez chwilę poczuli się szczęśliwi to mi również jest bardzo miło! 












niedziela, 21 października 2018

ZWROT TOPOGRAFICZNY




Przedmieścia Koła, 2013 r.

Gdy chwyty artystyczne już się przejadły i straciły na swojej aktualności, przychodzi czas minimalizmu i oszczędności środków, rzeczywistość dochodzi do głosu, a wyobraźnia tam właśnie szuka podniet (a nie w samej sobie). Wtedy pojawiają się myślące kamery.
Jerzy Busza 


NOWY DOKUMENT | NOWA TOPOGRAFIA | ZWROT TOPOGRAFICZNY


"Nowy dokument", "nowa topografia" (NT) to słowa klucze wystarczające do zrozumienia nurtu, który w oczach krytyków i naukowców piszących o fotografii, jest dzisiaj wiodący; najlepiej opisuje nasz świat współczesny, zrzucając jednocześnie z piedestału Fotografię-sztukę. Wysoka ocena specjalistów nie przekłada się na zainteresowanie publiczności wystaw, osób kupujących albumy fotograficzne, poszukujących Fotografii w sieci. Na gorąco napisałem kilka notatek o NT w kontekście fotografii polskiej i niektórych swoich skromnych projektów permanentnych. Próbę omówienia zjawiska jakim jest NT, obok innych tematów, zamierzam podjąć podczas najbliższego spotkania naszej Grupy FB WFW FOTON w najbliższą środę.

W ubiegłym tygodniu z uwagą przysłuchiwałem się wystąpieniom na Seminarium „Procesy, sedymentacje, topografie – o współczesnym dokumencie fotograficznym” w Instytucie Kulturoznawstwa UAM. Organizatorzy seminarium (dr Marianna Michałowska) jako motto przyjęli myśl Eryka Zjeżdżałki: Zawsze moją uwagę przyciągały miejsca zawierające w sobie skumulowany czas. I choć raczej unikałem bezpośredniej obecności człowieka, to jednak zawsze pojawiał się jakiś jego ślad (Ireneusz Zjeżadżałka, Fotorealizm).
Tematyka seminarium była inspirowana fotograficznymi nurtami „nowego dokumentu” i „nowej topografii”. (...)  Charakterystyczny dla tych fotografii powrót do formalnego chłodu przedstawień, skupienie na dokumentalnym charakterze przedstawień pozwalały przedstawiać problemy społeczne, ekonomiczne i kulturowe obrazowanych przestrzeni. Zarówno „nowy dokument”, jak i „nowa topografia” pozwalały obserwować i analizować ślady odciśnięte za sprawą ludzkich działań w środowisku. (...) Przyglądając się fotografiom zrealizowanym przez młodych polskich fotografów i fotografki możemy stwierdzić, że twórczość artystów reprezentujących oba nurty pozostaje istotną inspiracją dla kolejnych pokoleń. Czytaj dalej --->

 

Tytułowy, przełomowy dla fotografii miejskiej i krajobrazowej nurt wyróżnia się minimalistycznym ale i wiernym oddaniem pozornie nieciekawej codzienności miast i przedmieść. Pojawił się dość dawno, ponad 40 lat temu. Jego epifanią okazała się wystawa New Topographics: Photographs of Man-altered Landscape; w roku 1975 swoje zdjęcia pokazało ośmiu fotografów: Robert Adams, Lewis Baltz, Joe Deal, Frank Gohlke, Nicholas Nixon, Stephen Shore, Henry Wessel, Bernd i Hill Becher.



Wapno 2007 r., budynki kopalni, 40 lat po katastrofie.


Zdjęcia Nowych Topografów zmieniły sposób perspektywę spojrzenia na krajobraz (miejski) "z poetyckiej, wzniosłej na ukazującą codzienność i samotność człowieka w zdegradowanym otoczeniu". Głównym tematem była rejestracja przekształcania krajobrazu przez człowieka i przemysł. Na zdjęciach Stephena Shora, spopularyzowanego w u nas przez Wojtka Wilczyka, widzimy puste przedmieścia, skrzyżowania, stacje benzynowe, zaplecza sklepów, motele, znaki drogowe. Jest w tych fotografiach coś niepokojącego, mówiącego o wyobcowaniu, fascynacji banalnością, tandetą, jednakowością i degradacją. Zdjęcia potwierdzają tezę, że fakt zrobienia zdjęcia czyni rzeczywistość dziwną, wydobywa jej głębsze poziomy.

U nas o NT zaczęto mówić niedawno, co nie znaczy, że projekty w tym stylu nie powstawały. Prekursorski okazał się zestaw Zbigniewa Dłubaka „Krajobrazy” 1950-1962. Co najmniej początku XXI wieku wiele przedsięwzięć nosiło znamiona NT, określane były innymi nazwami, choćby Nowi Dokumentaliści. W Polsce i całej Europie Wschodniej robienie zdjęć w charakterze nowej topografii jest naprawdę łatwe. Kiczowata „pasteloza” (Filip Springer), oblepione ogłoszeniami wylotówki, poprzemysłowe strefy (Wojciech Wilczyk), betonowe pustynie, spuścizna PRL-u  udekorowana kapitalistyczną makietą dostarczają ogromną ilość planów.
Ciekawych kadrów dostarcza Polska powiatowa, wiejska i małomiasteczkowa. Przykłady projektów z tego nurtu to Jedynka Macieja Rawluka, 808,2  km Waldemara Śliwczyńskiego, który zresztą pokazywałem w naszej Galerii w 2016 r.; obszerną galerie przykładów prezentuje polska strona Nowa Topografi. 




Waldemar Śliwczyński prezentuje swoje 800,2 km Galerii MDK w Wągrowcu

Co charakteryzuje ten nurt fotografii? W próbach jego opisania na pierwszym planie pojawia się referencyjna rola fotografii czyli dokumentacja przestrzeni. Przedmiotem zainteresowania artystów są miejsca nieszczególne | niemiejsca; najczęściej industrialne i postindustrialne ale coraz częściej wiejskie, taki jest projekt Urodzaj, Michała Woroniaka (2018). Od strony wizualnej zdjęcia NT charakteryzuje duża powściągliwość wizualna; wspomniany minimalizm to najczęściej używany środek wyrazu. Często pojawia się refotografia, czyli fotografowanie ujęć ze starych zdjęć i łączenie ich na różne sposoby, w tym wypadku zdarzają się odejścia w stronę niepotrzebnej estetyzacji jak w tym linku --->
Nigdy dotąd nie miałem okazji pokazać zdjęć wykonanych 5 lat temu w Kole, wydaje mi się, że mogą się wpisać w nurt NT?


Koło 2013








Przedmieścia Koła, 2013 r.

 Dla mnie najciekawszy jest kierunek, gdzie Fotografia staje się (...) narzędziem badania (...) sedymentacji, osadów pamięci. Prace twórców fotografujących miejsca naznaczone piętnem historii, gdzie idylliczność miejsca naznaczona została piętnem traumy np: Niewinne oko nie istnieje Wojtka Wilczyka, Other City duetu Janicka-Wilczyk, Dead landscape Huberta Humki, Pod powierzchnią Łukasza Gniadka i prezentowana w ostatnio w Poznaniu wystawa Pawła Starca “Makeshift” o miejscach w Bośni i Hercegowinie, w których w latach wojny 1992-1995 znajdowały się obozy dla jeńców i ludności cywilnej. Miejsca śmierci i tortur, które do dzisiaj w żaden sposób nie są upamiętnione.  Tego rodzaju prace posiadają duży ładunek emocjonalny. Charakterystyczne jest to, że polskie projekty odwołujące się do czasów II wojny światowej zajmują się niemal wyłącznie martyrologią żydowską. Autor tego bloga ma na swoim sumieniu materiał nieco inny.


Kolejowa 24


W 2016 roku towarzyszyłem historyczkom z poznańskiego IPN w wizji lokalnej w piwnicach budynku byłego Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Kolejowej w Wągrowcu. W roku 1945 i kilku następnych byli tam więzieni, przesłuchiwani i torturowani żołnierze podziemia niepodległościowego. Szukaliśmy jakichkolwiek śladów sprzed 70 lat. Przy okazji fotografowaliśmy wszystko.



Od 1945 r. wszystko zostało kilkakrotnie na nowo otynkowane i wymalowane. Zachowała się jednak oryginalna, kuta krata z działającym zamkiem, a na tym korytarzu klawisze z UB pilnowali więźniów ciasno poupychanych w kilku celach. Poniżej dzisiejszy stan cel - pomieszczenia były niskie, zakratowane okienka znajdowały się na poziomie chodnika. Wielokrotne remonty zatarły wszelkie napisów wydrapane przez więźniów.



Najbardziej przerażające okazało się ciasne i niskie pomieszczenie pod schodami, zdaniem historyków IPN w takich karcerach, bez ogrzewania, światła i ustępu ubecy trzymali czasem kilka a nawet kilkanaście osób. Dowodem na to, że również ta komórka pod schodami służyła jako karcer są znaki wydrapane na drzwiach, na które przez ponad 70 lat nikt nie zwrócił uwagi.





Wapno 2005-2010


Wapno, 2009 r.

W latach 2005-2010 namiętnie fotografowałem Wapno, najpierw zabudowania, które ocalały z katastrofy a potem i inne miejsca we wsi. Po pierwszych wyjazdach, zanim jeszcze powstała wystawa, z pierwszych zdjęć ćwiczebnych, złożyłem slajd show, który pokazywałem podczas spotkań rocznicowych z emerytowanymi górnikami z Wapna. Wystawa prezentowana była najdalej w Koninie; Wapno nie było nią zainteresowane; jak mnie uświadamiał wpływowy lokalny dziennikarz, Wapnianie nie będą zainteresowani obrazami rozpadu choćby najpiękniejsze historie ze sobą niosły.
W 2006 (?) zawiozłem do Wapna Eryka Zjeżdżałkę, było to następnego dnia po wernisażu "Dzieci wrzesińskich" w naszym Domu Kultury. Eryk potrzebował kilku kadrów aby wywiązać się zobowiązań, których podjął się przyjmując ministerialne stypendium.
W 2009 pokazałem Wapno Jurkowi Jernasowi, który znalazł tutaj materiał na film dokumentalny. Film "Bohaterowie z Wapna" ukończony został w następnym roku. Można go bez trudu znaleźć na YT ---> Na 3 listopada 2018 r., do Wapna wybieram się z naszą grupą FB WFW FOTON. Może ktoś chce dołączyć? 
Na koniec przydała by się puenta. Proszę bardzo! Par ma foi! il y a plus de 40 ans que je dis de la prose, sans que j’en sache quelque chose. / U licha! już przeszło 40 lat mówię prozą, nic o tym nie wiedząc - powiedział  pan Jourdain do nauczyciela filozofii, mógłbym to sparafrazować: od 30 lat uprawiam nową topografię ...



Wapno-video from Lechu58 on Vimeo.

Cytaty które umieściłem w tekście pochodzą z 
bloga betonowezamki.wordpress.com/
z materiałów Seminarium
oraz z Molière, Mieszczanin szlachcicem (1670)



sobota, 4 marca 2017

Żyrardów. Pomnik bezimiennego „bohatera”?



Żyrardów 10.11.2014, skan wglądówki 10x15 cm


W Żyrardowie, przy al. Partyzantów  vis-à-vis dworca stoi pomnik bez napisów na cokole. Przedstawia żołnierza z karabinem i szturmówką. Postawiony został w 1952 r. dla upamiętnienia oddziału Armii Ludowej, który dokonał napadu na kasę Zakładów Lniarskich 15 (albo 19) czerwca 1943 r. 

Oddział Gwardii Ludowej pod dowództwem „Stefana” (Stefana Jodłowskiego) napadł przed stacją na kasjera wiozącego z Warszawy wypłatę dla pracowników zakładów. Gwardziści zaatakowali go, gdy wsiadał do dorożki. Zrabowali pieniądze po krótkiej wymianie ognia z eskortą kasjera. W odwecie Niemcy przeprowadzili w Żyrardowie masowe aresztowania. Na miejscu rozstrzelali świadków napadu, ponad tysiąc mieszkańców trafiło do obozów koncentracyjnych. /źródło: ---->/

W kontekście 2 dni temu obchodzonego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych warto przypomnieć, że oprawcy Niezłomnych często wywodzili się z szeregów GL-AL.  Armia Ludowa nigdy nie znalazła się w strukturach polskiego Państwa Podziemnego, była sowiecką agenturą i faktycznie częścią Armii Czerwonej, działającą na zapleczu frontu niemieckiego, podobnie jak inne sowieckie grupy dywersyjne. O początku swego istnienie była narzędziem rozpracowania wywiadowczego, a z czasem politycznego i militarnego zwalczania dążeń do odbudowy niepodległego państwa polskiego.

Jak napisałem wcześniej większość członków GL-AL po wojnie włączyła się w budowę struktur systemu stalinowskiego w Polsce - partii, Urzędów Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej. Wielu z nich w nowej roli stało się bezpośrednimi sprawcami zbrodni i represji wymierzonych w społeczeństwo oraz organizacje niepodległościowe. Po latach, nie ma więc powodów do dumy,  jak widać (brak tablicy) fakty te lepiej przemilczeć.  


Dworzec kolejowy w Żyrardowie 10.11.2014, skan wglądówki 10x15 cm


„Nasz Bohater” spogląda na dworzec kolejowy, wybudowany około 1922 w stylu dworku polskiego. Stację wybudowano na trasie kolei warszawsko-wiedeńskiej według projektu architekta Romualda Millera. Uroku dodają mu kolumny w stylu jońskim, zdobione szczyty i wieża wieńcząca środkową część budowli. Wewnątrz zachowano kaflowe piece służące dawniej do ogrzewania dworcowych pomieszczeń. Dworzec jest wyremontowany a jego najbliższe otoczenie uporządkowane, dalej jednak jest gorzej okoliczne „blaszane pawilony” nie zachęcają do odwiedzin. Podejmując próbę znalezienia czystej perspektywy do sfotografowania zabytkowej wieży ciśnień zostałem przegoniony przez ochroniarzy parkingu. 

Jerzy Wierzbicki. „Erozja tradycji, erozja obecności” wystawa w CK ZAMEK. Poznań (28.02 - 19.03.2017)






Wydarzenie zaznaczył już Waldek Śliwczyński na swoim blogu --->. Dodam i ja swoje 5 groszy. Cyfrowe wersje zdjęć, złożone teraz w wystawę „Erozja tradycji, erozja obecności” pokazywał mi Jerzy Wierzbicki latem ubiegłego roku, od tego czasu życzliwie kibicowałem temu projektowi. Wchodząc do poznańskiego Zamku (hol CK ZAMEK) trudno przejść obojętnie obok piękna i tajemnicy kolorowych obrazów w stylu National Geographic a wykonanych współcześnie w Starym Mirbacie w Sułtanacie Omanu. Obrzeża i peryferia, opuszczone miejsca, rozpad i tytułowa erozja to tematy inspirujące Jurka od dawna, bo o tym były czarno białe cykle „Gdańsk Suburbia. 1995-2004", „Post-industrialny Śląsk. 2001-2006” czy ostatnio „Czarnobyl. 30 lat po katastrofie, 2015”. Ciekawa jest opowieść Wierzbickiego o przyczynach opuszczenia Mirbatu przez swoich mieszkańców, wcale nie z powodu wojny, klęski żywiołowej, katastrofy czy kryzysu ekonomicznego. Wręcz przeciwnie, mieszkańcy opuścili Mirbat z dnia na dzień z powodu ekonomicznego boomu jaki przeżywał Oman. „Dochody ze sprzedaży ropy naftowej - wyjaśnia autor - pozwoliły Sułtanowi Omanu uposażyć swoich obywateli tak, że ci przenieśli się do nowoczesnych budynków w miastach, do życia  o znacznie wyższym standardzie. Porzucili swoje tradycyjnie konstruowane domy, wraz z dużą częścią ich zawartości i te wnętrza fotograf ukazał w stanie zmierzającym do ich całkowitego unicestwienia. Utrwalenie tego, co przemija, jest podstawowym impulsem dla każdego fotografującego”. Więcej --> 











wtorek, 28 czerwca 2016

Fotografia wyzwolona

Celem sztuki nie jest kopiowanie natury, lecz tworzenie - za pomocą kształtów i barw - mikrokosmosu dla idei, wrażeń oraz słów. (Theophile Gautier)


Poznań 2016. Skan negatywu 135 (aparat Agfa ISO Rapid)


Dzisiaj pokazać mogę tylko widoki Poznania. 60 lat temu, 28 czerwca 1956 roku w Poznaniu wybuchło powstanie antykomunistyczne. Nie pierwsze i nie ostatnie w bloku radzieckim. Przeciw ludziom wołającym o chleb i wolność władza wysłała 359 czołgów (prawie dwa razy więcej niż walkach o wyzwolenie Poznania w 1945 r!) i 10 tysięcy żołnierzy, którzy wystrzelili ok. 180 tys. pocisków z broni ręcznej i maszynowej. Jeszcze do niedawna na niektórych budynkach w centrum miasta widać było dziury po kulach. Historie tzw. wypadków poznańskich ciągle żywe są w wielkopolskich rodzinach; moim naocznym świadkiem jest ojciec, który jako młodzieniec pracował wtedy w Fabryce Maszyn Żniwnych na Starołęce, z kolei teściowa przyjechała do Poznania na egzaminy wstępne. W relacjach naocznych świadków najczęściej przewijają się rytmiczny stukot drewnianych chodaków podczas wymarszu robotników z fabryk, odgłosy bliższych i dalszych strzałów oraz linczu na ubeku rozpoznanym przez tłum na dworcu. 
Film Filipa Bajona z 1996 roku, Poznań 56 nosił roboczy tytuł Szczuny i pokazywał wydarzenia z punktu widzenia nastoletnich chłopców i z perspektywy młodego robotnika (Żebrowski) i lekarzy i pielęgniarek ze Szitala im. Franciszka Raszei dokąd trafiło większość zabitych i rannych. Mocno krytykowany w chwili premiery antyrocznicowy, antykombatancki, antymartyrologiczny, antypolityczny i antyrozrachunkowy obraz dzięki takiemu właśnie przedstawieniu historii zachował siłę i prawdę, mimo upływu 20 lat film nadal dobrze się ogląda.


Poznań 2016. Skan negatywu 135 (aparat Agfa ISO Rapid)
 
Gdy wybuchła fotografia wielu wróżyło śmierć malarstwa, ono jednak nie umarło tylko się zmieniło. Artyści malarze nie musieli już nazbyt realistycznie odzwierciedlać rzeczywistości. Mogli już poszaleć, wierne portrety, piękne pejzaże oddane zostały w domenę fotografii. Fotografia okazała się niezawodnym narzędziem naukowców, dzisiaj dopiero doceniamy rolę odegrała fotografia dla jej rozwoju nauki, w każdej zasadzie dziedzinie od botaniki począwszy a na fizyce kwantowej skończywszy. Wyzwolone malarstwo od drugiej połowy XIX wieku mogło pójść swoją własną drogą; bez wynalazku fotografii niemożliwe były by wszelkie XX wieczne -izmy i awangardy.

W tym samym czasie gdy rodziła się fotografia tworzył, zapewniając sobie podziw i uznanie współczesnych Wiliam Turner (1775-1851), angielski romantyk, malarz żywiołów, genialny pejzażysta. W jego pracach dominuje gwałtowność, rzadko panuje spokój i harmonia. Często wspomina się o tym, iż malarz przygotowywał świat sztuki do zbliżającego się dużymi krokami impresjonizmu. Nie do końca jest to prawda,Turner miał w zamyśle stworzenie porywającej, ale przede wszystkim bardzo świadomej i przemyślanej wizji świata, impresjonizm zaś skupiał na chwilowym wrażeniu.  Ideę pejzażu Turner rozwinął na podstawie i w opozycji do teorii francuskiego malarza, Pierre’a-Henriego de Valenciennesa (1750–1819). De Valenciennes zachęcał do malowania widoków, które są dokładnym odzwierciedleniem natury, nie zaś wyimaginowaną koncepcją autora. Uwolnił pejzaż z historycznego albo biblijnego kostiumu i zaczął go traktować jako temat sam w sobie.
Konsekwentnie realizując swoją wizję Joseph Mallord William Turner doszedł do miejsca w którym, jego prace stały się coraz mniej zrozumiałe przez współczesnych, a przez to często nazywane obrazami nicości - bliskimi abstrakcji. Turner, miał świadomość siły swego malarstwa; wspiął się na szczyty formy, po mistrzowsku posługując się światłem. Niedawno powstała fotografia nie była wstanie stać się dla niego konkurencją - czego się zresztą obawiał; artysta należał do tych, którzy wieszczyli zmierzch malarstwa związany z rozwojem fotografii.


Poznań 2015.Skan negatywu 120. (Aparat Kodak Brownie)

W 2014 wszedł na ekrany film Mike Leigh (ur. 1943), pt. Pan Turner; niewiele filmowych biografii tak doskonale koresponduje z twórczością bohatera, o którym opowiadają. Kadry filmu są jakby wyjęte z obrazów Turnera, niezwykle plastyczne i malarskie. Wielki film Mike'a Leigh i wielka rola Timothy'ego Spall'a.
W filmie Mike'a Leigh jest scena, gdy Turner zachodzi do fotografa; widz jest świadkiem sesji fotograficznej w studio fotograficznym z połowy XIX wieku. Turner u fotografa jest bardzo zainteresowany całym procesem ustawiania i powstawania zdjęcia. Filmowy fotograf nie jest osobą anonimową, historykom fotografii jest znany z imienia i nazwiska to John Jabez Edwin Paisley Mayall (1813-1901) dagerotypista, jeden z pionierów fotografii w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Po powrocie z Ameryki założył w Londynie studio, w którym sfotografował wiele znanych osób swojej epoki m.in. Charlesa Dickensa, Johna Herschela, Alfred Tennysona a nawet jednego z wynalazców fotografii Louis Jacques'a Daguerre'a. Najpopularniejsze wizerunki Karola Marksa czy podróżnika Davida Livingstone'a zawdzięczamy właśnie Mayallowi.
Mayall zasłynął z masowej produkcji cartes-de-visite z wizerunkami królowej Wiktorii i królewskiej rodziny, które sprzedał się w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Karty wizytowe okazały się najbardziej dochodową dziedziną twórczości Mayalla, produkcja ponad pół miliona kart rocznie, pozwalała mu osiągać dochody w wysokości 12 000 £ . 


Poznań 2016. Skan negatywu 135 (aparat Agfa ISO Rapid)





Jak na pioniera przystało do historii fotografii przeszło kilka jego wynalazków i udoskonaleń. W 1846 roku, podczas pobytu w Filadelfii, Mayall zaproponował użycie słabego roztworu amoniaku, do poprawienie wyglądu dagerotypów i skrócenia czasu naświetlania do około 9 sekund. Mayall był też orędownikiem wykorzystania 'lamp black', pigmentu pochodzącego z sadzy, jako środka do polerowania płyt dagerotypowych. Stosował własne metody kolorowania dagerotypów i opatentował własną metodę fotografii na kości słoniowej, tworzył obrazy wielkich i miniaturowych formatach.
William Turner odwiedzał atelier Mayalla regularnie od 1847 do 1849 roku, ale dopiero pod koniec ich znajomości Mayall zorientował się, kim jest starszy mężczyzna, który bardzo interesował się jego pracą. Turner był zafascynowany efektami świetlnymi uchwyconymi przez kamerę Mayalla, okazywał szczególne zainteresowanie jego dagerotypami wodospadu Niagara. Zamierzał nawet użyć zdjęcia wodospadu z efektami tęczy jako wzoru dla swoich obrazów.

Mayall zrobił kilka portretów dagerotypowych Turnera, to nie były proste podobizny, artysta starał się stworzyć fotograficzne studium postaci podobnie jak wcześniej robił to Rembrandt za pomocą rysunku. Mayall był świadomy wartości swej pracy, często podkreślił artystyczne walory swoich dagerotypów, w 1847 roku, The Athenaeum opublikował artykuł na temat dzieł sztuki dagerotypowej.


Poznań 2016. Skan negatywu 135
(aparat Agfa ISO Rapid)

Wracając do pierwszego wątku  mojej opowieści, wydaje mi się, że z podobną sytuacją mamy do czynienie dzisiaj w relacji fotografia tradycyjna <=> fotografia cyfrowa. Cyfra ze względu na doskonałość rejestracji świetnie sprawdza się w wielu swoich dziedzinach fotografii sportowej, reportażu, astrofotografii, medycynie, a przede wszystkim do wszelkiej dokumentacji. Jak na razie nie widać kresu w ilości milionów megapikseli, które zarejestrują matryce aparatów cyfrowych; dzisiejsze już zapisują znacznie więcej szczegółów niż jest wstanie odebrać ludzkie oko. Nigdy w swej historii fotografia nie była tak łatwa i powszechna jak dzisiaj. Do tego zdjęcia, nawet przypadkowe i amatorskie, nigdy nie były tak udane technicznie, akceptowalne bez zastrzeżeń przez ich twórców i  odbiorców. W tej sytuacji fotograf posługujący się tradycyjnym, analogowym*) warsztatem nie musi już walczyć z ziarnem, plamkami, kontrastem, niedoskonałościami obiektywów, pilnować terminów przydatności filmów i papierów. Te niegdyś błędy, mogą wzbogacić fotografie głównie o dużą dozę o autentyzmu, który wzmacnia się gdy, fotograf może sam przejść cały proces tworzenia zdjęć, kiedy ostatecznie fotografia jest swoistym handmade,  własnoręcznie od początku do końca wykonaną odbitką-przedmiotem.  Z czasem, kiedy fotografia staje czymś więcej niż tylko obrazem-wizerunkiem, warto skoncentrować się na tym co poprzedza moment naciśnięcia migawki oraz co się dzieje później ze zdjęciami-przedmiotami. Spojrzeć przez, na i za zdjęcie (strategia Terence'a Wrighta)...


Poznań, grudzień 2015. Skan negatywu 135. (Aparat Chinon CE-5)


..: Notatki z prowincji :..

Notatki z prowincji. Listy z Suicide City 1.

Świat się szybko zmienia, zmienia się internet, powoli zmienia się i ten blog. Od jakiegoś czasu staje się dla mnie - jak to kiedyś p...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy