wtorek, 25 listopada 2014

Żyrardów. Impresja 1



A może byśmy... wpadli, tak na dzień do Żyrardowa



Miało to być idealne miasto przemysłowe. Całość założenia była starannie przygotowana. Siatka ulic wytyczona została bardzo precyzyjnie, miasto podzielone zostało na strefy przemysłową, mieszkalną, wypoczynkową. Przygotowany został również kompleksowy plan perspektywiczny osady, który obok przemysłu przewidywał program usług towarzyszących i zabezpieczających w pełni potrzeby wszystkich grup społecznych w zakresie mieszkalnictwa, handlu, kultury, oświaty, ochrony zdrowia i rekreacji. W podstawowych ogólnych założeniach programowych miasto - ogród przeznaczono miało być dla ludności pracującej i mogło w nim mieszkać nie więcej niż 30000 ludzi w domach rodzinnych, o ile to możliwe osobnych, otoczonymi ogródkami. Miało mieć ono część przemysłową, mieszkalną i usługową, oraz posiadać swój ogród - park publiczny, a w nim miejsca gier i zabaw dla dzieci i osób starszych*).




Założyciele Żyrardowa chcieli wcielić w życie idee społecznego solidaryzmu. Osiągnąć chcieli to przy jednoczesnym podziale miasta na dzielnice robotniczą i willową gdzie mieszkali i spędzali czas wolny właściciele, inżynierowie, dyrektorzy fabryk i kadra zarządzająca. Utopie się nie sprawdzają więc prędzej czy później musiało dojść do konfliktów. Bardzo szybko Żyrardów został kojarzony z robotniczym buntem i strajkami. Określenie Czerwony Żyrardów odnosiło się nie tylko do koloru cegły, z której miasto zostało zbudowane. Do legendy przeszedł choćby strajk szpularek z 1883 r, pierwszy strajk na ziemiach polskich, było to jedno z pierwszych na świecie masowych wystąpień zapoczątkowanych przez kobiety. W strajku wzięło przeszło 8 tys. pracowników! Mimo interwencji wojska carskiego i bezwzględnych Kozaków, ofiar śmiertelnych, rannych i aresztowanych, protestujący zwyciężyli, a dyrekcja przystała na większość robotniczych postulatów**).




Do dzisiaj zachowała się prawie cała zabytkowa tkanka kompleksu urbanistycznego. Osada fabryczna dla pracowników i kadry kierowniczej fabryki lnu w Żyrardowie powstawała przez prawie cały wiek XIX i XX. Unikatowe w skali europejskiej osiedle fabryczne jest jednym z najcenniejszych zespołów architektury przemysłowej w Europie, ciągle funkcjonującym w części mieszkalnej. Jednak uwzględniając współczesne standardy - urocze domki z czerwonej cegły czy kamienice - są często po prostu slumsami, jak uważa red. naczelny Radia Żyrardów Jerzy Jankowski: W domkach z czerwonej cegły czy kamienicach ludzie mieszkają, bo nie mają wyboru. (...) są to (...) miejsca wstydliwe, dzielnice w których często się nie pracuje, nie dba o wspólne mienie, nie myśli o jutrze. I ci ludzie często nie są temu winni, po prostu miasto o nich zapomniało. Warunki społeczne, demograficzne, lokalowe nie determinują naszego życia, ale mają ogromny wpływ na nie. Wspólnota rozumiana jako „żyrardowianie” w sumie nie istnieje. Te budynki zaczynają się właśnie zawalać jak ostatnio na ul. Legionów Polskich. A pofabryczne duże budynki kupują biznesmeni i budują tam „nowy świat”. Lofty kupią bogaci warszawiacy, którzy tu tylko ulokują pieniądze, a przyjadą raz na miesiąc.







Drugie życie aparatów

Mały obrazek również posiadać urok, szczególnie jeśli jest to Olympus. OM'a 2N wygrzebałem spośród bibelotów sklepie z używanymi ciuchami, tani nie był bo kosztował aż 50 zł (!) ale warto było. Te jednocyfrowe OM-y z obiektywami Zuiko 1:1,4 chętnie używane były przez zawodowych fotoreporterów w latach 70 i 80. Aparat okazał się sprawny, mimo widocznych śladów intensywnego niegdyś używania. Po włożeniu 2 bateryjek maszyna zakaszlała i zaświeciła, światłomierz i wszystkie czasy migawki okazały się działać. 
OM-2N pojawił się w 1984 r. jego zaletą jest automatyka przesłony i solidny pomiar, aparat nie jest przeładowany elektroniką i solidnie wykonany (metal), przy czym jego rozmiary są niewielkie a konstruktorom udało się zachować niezłą ergonomię. Korpus trzyma się wygodnie, pokrętła sterujące są łatwo dostępne. Ponadto gdy rozładuje się bateria nadal można robić zdjęcia, całkowicie manualnie, ustawiając parametry na oko lub wg wskazań jakiegokolwiek światłomierza. Nie można tego powiedzieć o wielu innych konstrukcjach z ostatnich dekad XX wieku. Pewnym mankamentem (jeśli przyzwyczajeni jesteśmy do pokręteł umieszczonych na górnej pokrywie korpusu) może być tarcza ustawiania czasów migawki, znajdująca się u nasady obiektywu. Należy się po prostu przestawić i przyzwyczaić.
Z OM-em załadowanym hiszpańskim wynalazkiem firmy Argenti Protopanem 400 Professional przez kilka godzi swobodnie, bez konkretnego planu spacerowałem po ulicami Żyrardowa, nie omijając nawet zrewitalizowanych budynków Starej i Nowej Przędzalni. Mój skaner nie jest wstanie oddać ostrości i rozpiętości tonalnej zdjęć wykonanych tym aparatem, nawet na wspomnianym tanim filmie, na skanach wychodzi jakiś szum, którego na odbitkach nie ma?



Zdjęcie cyfrowe 2014 r.


STELLA
Na koniec pierwszej impresji na temat Żyrardowa prezentuję jeden z serii sfotografowanych w listopadzie 2014 r. obiektów.  Przy jednym z głównych ciągu komunikacyjnych miasta, ulicy Limanowskiego 47, stoi budynek największej swego czasu fabryki pończoch w Cesarstwie  Rosyjskim, która zatrudniała 1600 osób. W 1967 zakład otrzymał wdzięczną nazwę Stella, fabryka zamknięta została w 2005 r.




Dzisiaj budynek jest opuszczony i penetrowany jest jedynie przez miłośników miejsc opuszczonych a zdjęć wnętrz Stelli w necie znaleźć można bez liku. Przy okazji trafiłem na interesującą wypowiedź p. Ireny Wójcickiej, pracownicy zakładów: Pamiętam między innymi, że z moją przyjaciółką Małgosią Łukasiewicz wtedy [1980 lub 1981] żeśmy były w Żyrardowie, gdzie pomagałyśmy zakładać związek zawodowy w fabryce pończoch „Stella”. Całkowicie kobieca fabryka, gdzie na niechęć do zmian, na sztywność tego komunizmu, który tam był bardzo brutalny, nakładała się jeszcze taka czysto męsko-damska dyskryminacja. Kobiety pracowały, ale personel [kierowniczy] był męski i w sposób niezwykle upokarzający były traktowane. Myśmy pomagały im z moją koleżanką spisać postulaty. Był problem stempli na pończochach. Ponieważ fabryka produkowała pończochy, to dyrekcja uważała, że istnieje podejrzenie, że kobiety będą je kraść. Wymieniając stare pończochy na nowe w trakcie pracy, prawda. Wymyślono, że każda para, kupiona w sklepie, powinna – jeżeli ma być używana w pracy – pojawić się w odpowiedniej komórce tego przedsiębiorstwa i dostać stempel na górze, tam gdzie ten szerszy kawałek na podwiązki. Kobiety miały chodzić tylko w pończochach ze stemplem i ten stempel wartownik mógł kontrolować, po prostu zaglądając pod spódnicę. Postulat tych kobiet nie dotyczył tego, że jest coś niezwykle upokarzającego w samym procederze zaglądania pod spódnice, w podejrzeniu, że one mogą kraść. To, co dla nich było udręką, to fakt, że się te stemple zmywały. Wtedy nie chodziło się w spodniach, trzeba pamiętać, że pończochy no, to trzy czwarte roku się nosiło. Więc to był rzeczywiście problem, bo jak się zmywały, to trzeba było kupić następną parę, bo tylko nowa, jeszcze opakowana w sklepie, mogła być podstemplowana. To był koszt. Postulat był taki, żeby stemple były niespieralne. I to uświadomiło mi taką głębię deprawacji tego systemu, sposobu traktowania ludzi. (ze strony PAMIĘTANIE PERELU 1956-1989)
C.D.N.

Fotografie zamieszczone w tekście są skanami odbitek 12,80 x 17,80 cm, wykonanych na papierze PE Ilford Multigrade
---

1 komentarz :

  1. Nie wiem czy porównanie będzie trafne, ale to o czym Pan pisze odrobinę przypomina mi historię Detroit.

    (z tą jednak różnicą, że tam nikt nie buduje nowego świata...a perspektywa kupienia tam domu za 500 dolców nikogo nie zachęca)

    OdpowiedzUsuń

..: RAPID :..

Notatki z prowincji. Jeszcze mniejszy obrazek

SC, 13.04. 2016 (skan) Jakub Dziewit w drugiej części swojej książki Aparaty i obrazy. W stron kulturowej historii fotografii ...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy