środa, 27 grudnia 2017

27.12.2018




99 lat temu wybuchło Powstanie Wielkopolskie. Wybuch powstania nastąpił spontanicznie po przyjeździe Paderewskiego do Poznania ale dalej prowadzone było przez doświadczonych na frontach I wojny światowej oficerów i żołnierzy, nie brakło jednak ochotników bez przygotowania wojskowego.
Widniejący na zdjęciu pomnik grobowiec poświęcony pamięci poległych powstańców stał do na wągrowieckim cmentarzu nowofarnym. Pod pomnikiem, wzniesionym w 1929 r. spoczęły ciała 17 powstańców wielkopolskich. Monument zburzony został przez Niemców wkrótce po zajęciu przez nich miasta w 1939 r.  Zbiór kilku szklanych negatywów (8,7 x 11,7 cm) otrzymałem na początku wieku od śp. Elżbiety Martyńskiej; Elżbieta nie potrafiła zidentyfikować osób pozujących przed pomnikiem; są to albo członkowie przedstawiciele jakiejś organizacji patriotycznej, może powstańcy, towarzysze broni poległych? Autor zdjęć jest również nieznany.

W zbiorach Muzeum regionalnego znajduje się zdjęcie z dokumentujące rozbiórkę monumentu datowane na 1939 r. Istnieje również fotografia pomnika wykonana w pierwszych dniach września 1939 r. przez żołnierza Wehrmachtu (poniżej).



sobota, 16 grudnia 2017

Gry i zabawy albo sentymenty



Kudowa-Wągrowiec, 2003-2005. (1/1, 20x30 cm) Technika mieszana. Fotografia oryginału.


Prace są cztery czarno-białe i ręcznie pokolorowane, wykonane w 100% pod powiększalnikiem oprawione w amatorskie passe-partout 50x60 cm. Tylko 1 raz były pokazywane publicznie, później na wiele lat wylądowały strychu; niedawno poszukując konkretnego, zagubionego zdjęcia trafiłem na te "eksperymenty". Pomysł podkolorowania zdjęć wziął się od Jana Saudka, który 20 lat temu był u nas bardzo popularny.
Powrót do  dzieciństwa nie jest łatwy. Lalki, zabawki to chyba najprostszy szlak, do tego trochę przeszkadzajek, w tamtych czasach - gdy mogłem sobie pozwolić na wielogodzinne seanse w ciemni - różne pomysły przychodziły do głowy.
Od lat noszę się z zamiarem sentymentalnej podróży fotograficznej do miejsca mojego dzieciństwa, małego miasteczka w powiecie iławskim, na wschodnich krańcach ziemi chełmińskiej a w międzywojniu przy granicy z Niemcami. Dzieciństwo i szkoła podstawowa w latach 60/70 a potem liceum w rytmie Paranoid i Schodów do nieba, te czasy nie wrócą i nawet nie powinny. Nasza pamięć jest wybiórcza, pamiętamy tylko to co miłe i sympatyczne dlatego w końcu wybiorę się z aparatami tam gdzie trawa zawsze była zielona, a woda czysta-przezroczysta.


Kudowa-Wągrowiec, 2003-2005. (1/1, 20x30 cm) Technika mieszana. Fotografia oryginału.


Kudowa-Wągrowiec, 2003-2005. (1/1, 20x30 cm) Technika mieszana. Fotografia oryginału.


Kudowa-Wągrowiec, 2003-2005. (1/1, 20x30 cm) Technika mieszana. Fotografia oryginału.





środa, 13 grudnia 2017

Mana z lasu



Mana z lasu 1 / 11.12.2017 r.

W dzisiejszy stechnicyzowanym świecie, zdominowanym przez naukę i myśl racjonalną nie powinno być miejsca na magię. Mimo to ciągle jest obecna w resztkach wiejskiej kultury tradycyjnej i pop-kulturze; niezwykle żywa jest wiara w horoskopy, maskotki, amulety, talizmany, szczęśliwe liczby. Skąd więc bierze się popularność wróżek i znachorów, moda na okultyzm i wiara w czarownice? Prof. Andrzej Wierciński uważał, że (...) to ze znużenia cywilizacyjną codziennością i jej wymaganiami, potrzebą uogólnionego poznania świata i poczucia sensu życia, które u pewnej części ludzi nie są zaspakajane ani przez tradycyjne religie, ani filozofię, ani przez światopogląd scjentystyczny. A wreszcie, nie wygasł przecież typowy dla człowieka pęd ku temu, co nieznane.


Mana z lasu 2 / 11.12.2017 r.


W szkicach z antropologii religii - Magia i religia, prof. Wierciński - słusznie zauważa, że magia zakłada zasadniczą jedność świata i tego, co się dzieje w człowieku. Jedność tę zapewnia ciągłość przejść między rzeczami i zdarzeniami, którą wzmacnia przekonanie o manipulowaniu, w zasadzie bezosobową ale wypełnioną tajemniczym życiem energią, która w różnych proporcjach zawarta jest w składnikach otoczenia i samych ludziach. Tę magiczną energię nazywamy mana, terminem wywodzącym się z wysp Polinezji. Mana może oznaczać moc czarownika, właściwości magiczne przedmiotu ale również - być zaczarowanym, albo - działać magicznie. Odpowiednikiem mana w europejskiej magii średniowiecznej było pojęcie fluidu.



Mana z lasu 3 / 11.12.2017 r.

Jak jest różnica między magią a techniką? Magia operuje małymi energiami obrzędu magicznego, a technika wymaga potężnych nakładów energetycznych. Formuła magiczna może nagle wytworzyć rzecz, a w technice tylko odpowiednia sekwencja czynności narzędziowych, najpierw modelujących części a potem zespalających je w całość. W końcu magia ma charakter rzemiosła a technika jest naukowa.


Mana z lasu 4 / 11.12.2017 r.


Mana z lasu 5 / 11.12.2017 r.

wtorek, 28 listopada 2017

Witajcie w Matriksie!




Od niedawna używam FB, narzędzia przed którym broniłem się latami. Ma to (mam nadzieję) udrożnić i poprawić komunikację z osobami z którymi współpracuję na płaszczyźnie fotografii (w różnych relacjach) .
Nie piszę: muszę, zmuszono mnie czy namówiono (może trochę); decyzja nie była też spontaniczna. Przestałem patrzeć na FB jak na szatański pomysł a kolejny kanał informacji i promocji. Wahałem się wiele tygodniu, w końcu  klamka zapadła.  ----> www.facebook.com/lech.fotografia.mdk
Podobno w każdej chwili można się z tego wypisać?
Sir Humphrey mawiał: Niezbyt często mam okazję rozmawiać z kimś, kto wie o czym mówię. Mam nadzieję, że na FB znajdę bez trudu takie osoby.

W związku z powyższym, ten blog nie będzie - jak by niektórzy się spodziewali - marginalizowany ani wyciszany, wręcz przeciwnie, dzięki FB mam nadzieję pozyskać nowych czytelników i obserwatorów. Za to na blogu nie będę umieszczał materiałów związanych z moją pracą (wystawy, edukacja, imprezy, fotorelacje itp.) tylko teksty o fotografii i okolicach.

wtorek, 24 października 2017

MAMIDŁO

Boguszyn, kwiecień 2017 r. 54x36 cm 1z2


UWAGA PROMOCJA!

Na wystawie Buntownicy i Marzyciele (BiM) odkryliśmy fotografię w stylu punk Jędrka Paszaka, nikt w Poznaniu tak konsekwentnie nie idzie wbrew, pod prąd oficjalnemu nurtowi. Jego fotografia jest brudna jak kawałki Sex Pistols, zwięzła jak utwory Ramonesów bezczelna jak The Outcasts, prowokująca jak Buzzcocks, anarchistyczna i zaangażowana jak Joe Strummer i The Clash. Foty z fona niosą przesłanie może zbyt naiwne i proste ale taki był punk, zbuntowany, prostolinijny. Z nowymi zdjęciami Jędrka spotkamy się w naszej Galerii w pierwszym kwartale 2018 r. zapowiada się anarchistycznie i nowatorsko. Już teraz zapraszam! Tymczasem w najbliższą sobotę zapraszam na spotkanie z Marleną Grewling, prawie rówieśniczką i dobrą koleżanką Jędrzeja. Na wystawie BiM  pokazała dyptyk utrzymany w stylu słynnego już gdzieniegdzie Wygnania z Raju. Zdjęcia świetnie korespondowały z wiszącymi obok pinholami Jarka Krzemińskiego.



Fragment wystawy Klatka z odbiciem wizerunku Marleny G., 2013, foto. Janusz Szkudlarek

Pierwsza wystawa Marleny premierę miała u nas w SC, po kilku latach czas na MAMIDŁO. Autorka ma już za sobą młodzieńcze obrażanie się na świat. Jej nowe zdjęcia są już znacznie dojrzalsze, a zestaw równiejszy, idee okazują się ponadczasowe: kobiecość, zmysłowość, odwołania do symboliki inicjacji i przejścia, nie brak odnośników ekologicznych. W przypadku Marleny trudno mówić o buncie bo (wydaje mi się, że) jej celem jest znalezienie swojego miejsca w mainstreamie a droga, którą tam podąża może okazać się, paradoksalnie, skuteczna. 
Co zobaczymy na wystawie MAMIDŁO? Odpowiedź znajdziecie w tekście do katalogu wystawy autorstwa Witka Jagiełłowicza - przytaczam w całości:

Klatka po klatce (?) - Mamidło Marleny Grewling

 Omen

W 2012 roku w swojej książce pt. „Fotografioły.  Okołofotograficzne ćwiczenia umysłowe” Krzysztof Szymoniak poświęcił jeden z rozdziałów młodej nieznanej jeszcze w świecie fotograficznym autorce kilku fotografii, które przykuły jego uwagę. Tak pisał min. o 3 pracach Marleny Grewling : „Na pewno włożyła wiele wysiłku w realizację tego projektu, którego reprezentantem jest wybrany przeze mnie akt-autoportret. A to z kolei pozwala przypuszczać, że gdy osiągnie odpowiedni poziom sprawności w zakresie fotografii analogowej, być może wróci do tematu przy użyciu sprzętu mechanicznego, negatywu, powiększalnika, ciemni i odpowiednich światłoczułych papierów. Dzięki tej przemianie autorka omawianej tu triady lirycznej (ale i nie-lirycznej jednocześnie) sięgnie po cenioną przez znawców materię stricte fotograficzną – estetycznie, materialnie wolną, niezależną od internetowych wskaźników popularności”.
Rok później w Wągrowieckim Miejskim Domu Kultury oglądamy znaczącą wystawę Marleny Grewling zatytułowaną „Klatka”. Fotografie zrealizowane jeszcze w technologii cyfrowej były podsumowaniem pewnego etapu życia i twórczości autorki, która za namową Krzysztofa Szymoniaka zaczyna już poszukiwać nowych środków wyrazu.

Wygnanie z raju 1, Jarosławki, sierpień 2016 r., 54x36 cm


Wygnanie z raju 3, Książ Wielkopolski, sierpień 2016r., 54x36 cm

Mamidło

Obecna wystawa złożone jest wyłącznie z prac wykonanych w technologii srebrowej. Autorka sięga po najprostsze jak by się wydawać mogło narzędzie jakim jest camera obscura. Z pełną świadomością upraszcza swoje obrazy pozbawiając je nadmiaru szczegółów nadając im charakterystyczną dla niej „liryczną ale i nie-liryczną jednocześnie” formę. Prezentowane fotografie  ukazują obszar zainteresowania fotografki w obrębie poszukiwań  tożsamości człowieka  jego związku z naturą. Ukazują w sposób formalnie interesujący a w  treści subtelny kondycję człowieka  (kobiety w szczególności). Fotografie Marleny Grewling są przepełnione symboliką, która nie jest jednak nachalna i prostacka, ale daje widzowi przyjemność odnalezienia własnych odniesień i znaczeń, możliwość różnorodnych interpretacji. Szczególnie urzekający jest portret stojącej w wodzie dziewczyny. Może to rytuał przejścia, narodzin – dziewczyna staje się kobietą, a może to zapowiedź odejścia? Nieruchoma biała postać i zastygła w czasie tafla wody mamią nas do wejścia, do jeziora, do świata marzeń, do świata artystki. Takiemu mamidłu ja się poddaję z przyjemnością i zachęcam do tego widzów. Z ciekawością oczekuję kolejnych , nowych odsłon prac Marleny – kolejnych „klatek” wychodzących poza te już zrealizowane.
Witold Jagiełłowicz
Poznań, 20 października 2017 r.

Zaniemyśl, czerwiec 2016r., 54x36 cm

Autorka zachęca do obejrzenia wystawy:
Mamidło to coś, co mami, nęci. Jak postacie, które widzę przez obiektyw, jak myśli, które kłębią się w mojej głowie. Jak uczucia, które krążą w moim sercu.
Mamidło to także przywidzenie. Fotografia jest odzwierciedleniem w sposób bardzo realistyczny otaczającego świata. A można przecież sfotografować świat, aby wyglądał bajkowo, baśniowo, czarodziejsko. Takie spojrzenie chciałam zaprezentować i mam nadzieję, że wejdziecie ze mną w świat mamienia.

 

----------------------------------------------------- 


Portret MG z zamkniętymi
oczami; foto. J.Paszak

Marlena Grewling. Urodzona w 1987 roku w Śremie. Mieszka w Książu Wielkopolskiego, pracuje w Śremie. Jest absolwentką Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu, kierunek socjologia. Członkini  Kolektywu Fotograficznego „Świetlica”, ZPAF oraz Stowarzyszenia „Nasza Gmina”. Autorka wystaw autorskich i zbiorowych, laureatka konkursów, członek ZPAF, animatorka kultury...

środa, 20 września 2017

"Buntownicy i Marzyciele", Jeżyce 2017


"DIA 1. Numer Pierwszy, 2015-2017 r." Skan szklanej płytki poztywowej 8x8 cm.

 

Tej jesieni nie odbędzie się w Poznaniu ani Biennale Fotografii ani "Moja Wielkopolska". Lukę wystawienniczą próbują wypełnić moi koledzy ze Świetlicy, Ciemnicy i WBPiCAK. W ich środowisku pojawiła się idea prezentacji innej niż wszystkie. W zamierzeniu organizatorów, planowana wystawa fotografii, o niejednoznacznym i wiele mówiącym tytule "Buntownicy i marzyciele" ma przekroczyć ograniczenia narzucone przez referencyjny - dokumentalny charakter fotografii. Do udziału zaprosili twórców, którzy pozbawiają fotografię jej, jak nam się dotąd wydawało, największej siły, wartości dokumentalnej i dokumentacyjnej. Fotografia traktowna jako narzędzie ekspresji artystycznej, ingerencja albo wniknięcie w strukturę obrazu chemicznego, modyfikowanie ustalonego procesu... Tak mniej więcej zrozumiałem ideę przedstawioną mi przez Bogusława, być może kuratorom wystawy chodziło jednak o coś innego bo hybrydy i zdjęcia typowo dokumentalne na wystawie mają się znaleźć.



Wernisaż zaplanowany jest na 16 października 2017 w Jeżyckim Centrum Kultury przy ul. Jackowskiego 5-7 w Poznaniu. Założenia brzmią zachęcająco, dobrze się znaleźć w takim towarzystwie. W liście do zaproszonych autorów organizatorzy pisali:
U podstaw działania Kolektywu Fotograficznego Świetlica i Ośrodka Myśli i Działań Fotograficznych Ciemnica znajduje się chęć stworzenia miejsc i atmosfery sprzyjających swobodnej wymianie wiedzy i doświadczeń, oraz wspierających  praktyki twórczego wykorzystania fotografii. Działając od wielu lat poza głównym nurtem fotograficznego przemysłu wystawienniczego w wydaniu towarzysko-festiwalowym, trwając przy swoich przekonaniach, zdołaliśmy wokół naszych idei zgromadzić grono osób używających w swej praktyce twórczej  fotografię w sposób odmienny od dominujących dziś tendencji, dla których  ambicją  nie jest powielanie popkulturowych schematów i uporczywe zabieganie o medialną popularność.
Mamy świadomość i nadzieję, że jest jeszcze wiele takich osób, których prace zasługują aby zaprezentować je szerszej widowni, a oni sami na należną uwagę i zainteresowanie.
(...) Ponieważ wierzymy, że dobra energia, którą otrzymaliśmy, kiedyś od naszych mistrzów, nauczycieli, oraz osób  wspierających, może i powinna być przekazana dalej, zapraszamy do współuczestnictwa w wystawie.
Mamy nadzieję że poprzez osobisty kontakt i współpracę wytworzymy wartościowe wydarzenie, które będzie dopiero pierwszym krokiem w kierunku szerszego zaistnienia twórczej fotografii.
Polecam przeczytać interesujący tekst z komentarzami B+B pisanymi na gorąco, po spotkaniach z autorami. Bogusław, który umieścił swoje pierwsze wrażenia na stronie Buntownicy i Marzyciele | Jeżyce (eventbu), w tym miejscu cytuję fragment na zachętę:

(...) Spotkanie z Mirkiem Duszą. Nie widzieliśmy się ponad dwadzieścia lat. Wiedziałem, że jest poważnie chory i od wielu lat nie fotografuje. Mieszka w maleńkiej wiosce w środku lasu koło Trzcianki pod troskliwą opieką mamy. Miałem przyjemność śledzić rozwój jego nieprzeciętnego talentu na początku lat 90-tych XX wieku w pracowni Trzcianeckiego Domu Kultury pod opieką p. Króla. Jego przygoda z fotografią nie trwała długo. Zaledwie kilka lat. Choroba wszystko przerwała i zmieniała. Trudno sobie wyobrazić kim mógłby dziś być? Zbyt bolesne pytanie. Kilka prac które pozostały przemawiają po latach z jeszcze większą siłą. Dopełniło się wszystko to co nie musiało być koniecznością. Pozostały fotografie, świadectwo samospełniającej się przepowiedni. Fatum triumfujące. (...) Ciąg dalszy i więcej ---> ....buntownicy-i-marzyciele..... 

Poproszony zostałem o przygotowanie - w formacie wystawowym - pinhola z 2015 r., prezentowanego już na tym blogu ---> problem z powiększeniem był dość duży bo i oryginał jest pozytywem a nie negatywem, ponadto w formacie nietypowym; za drugim podejściem powiększenie udało się idealnie. Moja rola przy pracy laboratoryjnej polegała jedynie na przytrzymaniu kuwet i akceptacji powiększeń, cała pracę wykonał Bogusław. Dzięki mu za udostępnienie ciemni, materiałów i pracę. Wstydu nie będzie. Ostatnia faza zarejestrowana została na załączonym filmie - o tym jak powstała FOTOGRAFIA.
Podczas nagrania w roli mistrza ceremonii wystąpił Bogusław Biegowski, asystowali mu Przemysław Loba i Lech Szymanowski.




wtorek, 29 sierpnia 2017

Czas nie istnieje (1)


Bałtyk, sierpień 2017. Skan negatywu 6x9 cm. Kodak Brownie Junior Six-20

Fizycy twierdzą, że czas  nie istnieja a matematycy, iż cały wszechświat jest hologramem. Zgodnie ze współczesną nauką nie ma czegoś takiego jak >czas< - pojęcie jest tylko i wyłącznie wytworem ludzkiego umysłu; w fizyce nie ma nawet definicji czasu. Impulsu do podobnych rozważań dostarczył sam Albert Einstein twierdzeniem, że czas to odwieczna iluzja

Teoria kwantów z której wynika powyższe jest tak zawiła, niespójna i trudna do ogarnięcia, że sami naukowcy nie są wstanie jej do końca wyjaśnić. Na poziomie atomowym i subatomowym cząsteczki zachowują się bardzo dziwnie, mogą być falami, a te fale z kolei cząsteczkami, takie cząsteczki mogą pojawiać się w dwóch miejscach jednocześnie. Ponadto jakakolwiek zmiana dokonana w jednej ze >splątanych< cząsteczek powoduje natychmiastową zmianę w drugiej, niezależnie od tego czy są oddalone od siebie na odległość kilku centymetrów, czy wielu lat świetlnych.
Zdaniem ekspertów upływ czasu jest jedynie dziwną właściwością splątania kwantowego, w różnych miejscach wszechświata czas płynie z różną prędkością. Splątanie kwantowe powoduje jedynie iluzję upływu czasu.
Max Tegmark fizyk z MIT: Iluzją jest, że każde zdarzenie, które dzieje się teraz, staje się przeszłością, a każde wydarzenie z przyszłości jeszcze nie istnieje. Jestem jednak pewien, że mój mózg pracuje tu i teraz. Wydaje nam się, że chwile, które przeżyliśmy, już minęły, ponieważ nasze mózgi je zapamiętują.


Bałtyk, sierpień 2017. Skan negatywu 6x9 cm. Kodak Brownie Junior Six-20

Model wszechświata, który dowodzi, iż czas jest jedynie złudzeniem - udało się stworzyć włoskim fizykom. Odkrycie przybliżyło nas do rozwiązaniu problemu polegającego na odnalezieniu zunifikowanej Teorii Wszystkiego.  Więcej na ten temat --->

Zjawiskiem czasu i udowadnieniem, że przeszłość i przyszłość nie istnieją, zajmuje się brytyjski fizyk Julian Barbour - twierdzi on, że rzeczywistość, jaką postrzegamy tworzą miliony zdarzeń, które można określić jako >teraz<. Każde z tych >teraz< jest równe, co jest sprzeczne z naszym dotychczasowym sposobem myślenia o czasie. Wg. dr Barboura, struktura czasu podobna jest raczej do fontanny z wieloma strumieniami tryskającymi naraz w różnych kierunkach a nie do rzeki jak nam się dotąd wydawało. Uznać to można za przyczynek do istnienia wielu alternatywnych strumieni czasu.
Julian Barbour jest jednym z wyznawców blokowej teorii czasu, negującej realność upływu czasu, w której przeszłość teraźniejszość i przyszłość są równorzędne, współistnieją na jednej płaszczyźnie co pozwala domniemywać iż można się między nimi poruszać. Stąd bardzo blisko do zagadnienia podróżowania w czasie jednego z ulubionych tematów publicystyki popularnonaukowej i literatury sci-fi.
Prawa fizyki nie wykluczają podróżowania w czasie; Stephena Hawking uważa, że umożliwią je tunele czasoprzestrzenne (tzw. dziury robacze) łączące ze sobą co najmniej dwa odległe punkty wszechświata; są one dosłownie wszędzie, ich średnica jest niewyobrażalnie mała, równa się trylionowym częściom centymetra. Być może kiedyś, uczonym uda się opanować technikę rozciągania tych tuneli w taki sposób, by dostawać się dzięki nim do innych czasów i miejsc?

Jednocześnie Steven Hawking ostrzega przed naruszeniem zasady przyczynowości, która uniemożliwia podróżowanie w przeszłość; paradoksy związane z cofaniem się w czasie zostały szczegółowo opisane w literaturze, np.  paradoks dziadka. Teoretycznie możliwa jest podróż do przyszłości ale w przeszłość już nie.


Bałtyk, sierpień 2017. Skan negatywu 6x9 cm. Kodak Brownie Junior Six-20


Dla otrzeźwienia, na zakończenie tego tekstu, przytoczę kilka słów z książki Jima Baggotta, brytyjskiego chemika, popularyzatora nauki .
Dzięki ustaleniom nauki dowiedzieliśmy się, iż otaczająca nas rzeczywistość fizyczna jest pod wieloma względami paradoksalna, ale ten jej paradoksalny aspekt ma oparcie w olbrzymiej liczbie nagromadzonych danych naukowych, co do których wszyscy się zgadzają. Tymczasem dla wielu idei współczesnej fizyki teoretycznej, takich jak supersymetryczne cząstki, superstruny, multiświat, Wszechświat jako informacja, zasada holograficzna czy też antropiczna zasada kosmologiczna, jak dotąd nie ma ani jednej obserwacji ani eksperymentu, które by je potwierdzały. A w wypadku niektórych co bardziej nieokiełznanych spekulacji teoretyków wręcz z definicji ich być nie może.
Koncepcje te nie mają nic wspólnego ani z prawdą, ani z nauką. Nazywam je „fizyką baśniową” (fairy-tale physics)  i uważam za rzecz na pograniczu oszustwa.

Bałtyk, sierpień 2017. Skan negatywu 6x9 cm. Kodak Brownie Junior Six-20


piątek, 18 sierpnia 2017

Z lamusa: CAMERA MUSEUM



Z cyklu CAMERA MUZEUM, skan odbitki na papierze barytowym Foton, 18x24 cm

Dzisiejszy materiał przygotowany do publikacji miałem już dawno, przeszło 2 lata temu, powstrzymałem się gdy Witek Jagiełłowicz pokazał swój projekt WUNDERCAMERA. Okazało się, że w tym czasie pracowałem nad podobnym cyklem, który roboczo nazwałem CAMERA MUZEUM; mój zestaw powstawał w zaciszu mojej pracowni równolegle z projektem Witka. Analogii jest mnóstwo, podobnie jak Witek zainspirowało mnie kilka starych kolekcji, mających opisywać wszystko oraz tekst Umberto Eco  „Szaleństwo katalogowania”: (...) wunderkamery, czyli gabinety osobliwości, poprzedniczki naszych muzeów nauk przyrodniczych, w których jedni próbowali zgromadzić systematycznie wszystko to, co należało wiedzieć, a inni chcieli kolekcjonować to, co brzmiało nadzwyczajnie i niesłychanie, włącznie z dziwacznymi przedmiotami, albo zaskakującymi znaleziskami. Więcej --->

Wiesław Z. analizuje zestaw "Wundercamera". SC, 2016
Bezpośrednim impulsem było obejrzenie kolekcji trofeów myśliwskich i eksponatów przyrodniczych w Muzeum Przyrodniczym w Jeleniej Górze (Cieplicach) w 2012 r. Podobne zbiory w nieco mniejszej skali znajdują się w niemal każdym Muzeum i Izbie Pamięci w mojej okolicy, choćby warta uwagi wystawa przyrodnicza w pobliskim Rogoźnie (Muzeum Regionalne).

Nigdy jeszcze nikomu nie pokazywałem tych zdjęć, z racji uderzającego podobieństwa ideowego do WUNDERKAMERY nawet nazwy okazały się podobne, nie wspominając o formie; zamknięcie fotografowanych przedmiotów w kartonowym pudełku (Witek) podzielona na 3 części drewniana półeczka (LS). Zbieżność nie jest chyba przypadkowa, uprawiamy podobną fotografię, obaj interesujemy się procesami przemijania, rejestrowania i utrwalania.
Witek po raz pierwszy swój zestaw zaprezentował na 9. Biennale Fotografii w Poznaniu w grudniu 2015 r.,  w marcu 2016 „Wunderkamerę” pokazywałem wraz z innymi pracami Kolektywu Fotograficznego "Świetlica" w SC.

Natychmiast po opisanych wydarzeniach zaprzestałem na długi czas prac nad CAMERA MUSEUM. Zostało kilka zdjęć opisujących historię fotografii tradycyjnej, utrwalonych na starej kliszy aparatu małoobrazkowego. Obok obrazów o tematyce fotograficznej sfotografowałem wtedy kilka kompozycji złożonych z różnych przedmiotów zbieranych od lat jedynie w celu sfotografowania.


Z cyklu CAMERA MUZEUM, skany odbitek na papierze barytowym Foton, 18x24 cm


Niezwykle modny dzisiaj myśliciel z czasów międzywojnia, papież lewackich artystów i teoretyków sztuki Walter Benjamin (1892-1940) przyglądał się reklamie i ogłoszeniom, slumsom, sektom, modzie, transportowi publicznemu, giełdzie i kursom walutowym, literaturze, znaczkom pocztowym, kiczowi, nudzie, tłumowi, zapomnianym książkom, językowi dzieci i oczywiście fotografii; znany był ze swojej działalności kolekcjonerskiej, która...
obejmowała swym zakresem nie tylko przedmioty - jak pocztówki, fotografie, książki, które uwielbiał pokazywać swoim przyjaciołom, obserwując przy tym ich osobliwe reakcje. Spisywane wspomnienia, językowe twory małego Stefana, czy wreszcie cytaty z prasy i literatury dziewiętnastowiecznej, również stanowiły kolekcje Benjamina, które później wykorzystywał w swojej twórczości literackie. Archiwum, konstruowane w sposób, który nie wykluczał z niego przedmiotów ze względu na ich z pozoru małą wartość. Wypowiedzi dziecka były równie cenne, co najpoważniejsze prace filozoficzne. (Mateusz Palka, Walter Benjamin, Berlińskie dzieciństwo na przełomie wieków, tłum. B. Baran). 
Nie on pierwszy i nie ostatni; Jerzy  Lewczyński (1924-2014) przez całe życie zbierał wszystko i upychał w małym mieszkaniu w bloku, Miron Białoszewski (1922-1983) podsłuchiwał wszystkich i notował strzępy rzeczywistości. Mówiono, że nawet podczas spotkania autorskiego potrafił wyjść na chwilę aby zanotować jakiś dialog.

Z cyklu CAMERA MUZEUM, skan odbitki na papierze barytowym Foton, 18x24 cm

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Notatki z prowincji. Część 1. Materiał promocyjny i okolicznościowy

 

 

Notatki z prowincji. Część 1.

Wystawa fotografii, Skansen w Osieku n. Notecią 6.08-29.09.2017

Dzisiaj małe podsumowanie, tekst, który przedstawiłem w wczoraj na wernisażu premierowej prezentacji Notatek z prowincji. Część 1. Skorzystałem z wcześniejszych swoich tekstów publikowanych na tym blogu, kilka razy cytowałem siebie - czy to już epigonizm? Usprawiedliwia mnie jedynie chęć podsumowania zebranego przez lata materiału oraz publiczność, która w większości była przypadkowa, festynowa, nie wprowadzona wcześniej w ideę i tematykę prezentacji; stąd dość szczegółowa, popularyzatorska i nieco zbyt emocjonalna forma mojego wprowadzenia.

Było ono jednoczesnie próbą rozszerzenia i dodania szerszego kontekstu myślom zawartym w tekstach, z folderu-katalogu, bardzo elegancko przygotowanego przez organizatora - Muzeum Regionalne w Pile. Teksty autorstwa Bogusława Biegowskiego i Krzysztofa Szymoniaka, zamieszczam na końcu tego artykułu. Koledzy co prawda mocno przecenili to co robię dla fotografii, ale wielkie dzięki im za to że nie musiałem ich bardzo namawiać i prosić a teksty przesłali w sugerowanym terminie.
Nieczęsto się zdarza aby  organizator - w tym wypadku komisarz wystawy p. Roman Skiba - był tak otwarty na wszelkie życzenia i fanaberie wystawiającego swe prace autora. Dziękuję więc na piśmie, za zaufanie jakim mnie odarzył przeszło rok temu, proponując przygotowanie wystawy specjalnie dla Skansenu w Osieku. Oboje jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy jaki będzie ostateczny kształt prezentacji, zresztą okazało się, że przywiozłem do Osieka zbyt wiele prac; ponieważ nie byłem wstanie rozstać się z tym nadmiarem, roli ostatecznego selekcjonera podjęła się Moja Niezastąpiona Żona, za co jej  z całego serca dziękuję.
Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda się przygotować i pokazać gdzieś drugą, miejską część "Notatek...", kilka zdjęć jest już oprawionych gotowych do prezentacji.




Tekst przygotowany na okoliczność wernisażu wystawy Notatki z prowincji. Część 1.

 Notatki z Prowincji. Część 1 to tytuł fotograficznego projektu długoterminowego realizowanego przeze mnie  od 15 lat, choć w zestawach  znajduje się kilka zdjęć starszych. Pierwsze zdjęcia pod tym tytułem powstały w latach 2002-2005, kiedy to wiadomo już było, że Polska zostanie członkiem Unii Europejskiej. Zamiarem moim było zatrzymanie na kliszach i kartach pamięci tego ciekawego czasu przeobrażeń, kiedy polski rolnik nie był jeszcze europejskim  farmerem a prowincjonalne miasteczka były niedoinwestowane i biedne. Ani to nowe ani odkrywcze, Polska fotografia zna kilka projektów bazujących na podobnym punkcie wyjścia.
Powstały wtedy setki zdjęć, które prezentowałem później  w zestawach diaporam albo fotokastów.
Moje ulubione cele fotograficznych peregrynacji po prowincji w Wielkopolsce to Ostrów Lednicki i Gniezno; Licheń Stary i Konin;  Smogulec  i Gołańcz; Łobżenica i Górka Klasztorna; Skrzatusz i Piła; Czeszewo, Smuszewo i Wapno; Łekno, Skoki, Czarnków.
A poza Wielkopolską: miasto ogród Żyrardów, Radziejowice i Niepokalanów na Mazowszu, Jelenia Góra na Dolnym Śląsku, Darłowo i Kołobrzeg na Pomorzu;
z kolei Poznań, Kraków i Lwów to miejsca, które chętnie fotografuję a - z mojej wągrowieckiej perspektywy - trudno je nazwać prowincjonalnymi. Wspomniane wcześniej  fotokasty i fotografie miejskie znajdą się w drugiej części Notatek…







W prezentowanej w Skansenie w Osieku Części 1 Notatek… przewijają się trzy interesujące mnie tematy: pamięć i przemijanie, wielkopolska wieś, miejsca święte. W Część 2 rozłożenie  akcentów będzie zupełnie inne.
Nie roszczę sobie praw do dokumentowania czegokolwiek, ta wystawa ma być czymś na kształt wizualnego eseju, formą fotograficzną prezentującą rzeczywistość tylko i wyłącznie z mojego autorskiego punktu widzenia, jest to jednocześnie mój manifest artystyczny i refleksja ogólno-fotograficzna.



 



I TO MINIE

Zatrzymane na moich kadrach miejsca  jeszcze istnieją, ale są opuszczone, porzucone, zdegradowane, a niektóre obiekty z tego obszaru swój wizerunek mają już tylko na moich zdjęciach. Tak się stało z opuszczoną wsią Pomarzanki k. Jabłkowa w gminie Skoki. Podobny los czeka obiekty kopalni soli w Wapnie, pałace i parki w Czeszewie, Smuszewie, Czesławicach czy Rybowie (dawno tam nie byłem i nie potrafię powiedzieć czy ostatnia ściana pałacu jeszcze stoi czy już runęła).
Odwiedzającego takie miejsca optymizmem napawa spostrzeżenie jak niewiele czasu potrzeba aby natura z powrotem upomniała się o swoje, szybko i niepostrzeżenie zajmuje opuszczone przez człowieka terytoria.
Pozwólcie, że zacytuję Joannę Bator (z książki „Rekin z parku Yoyogi”)  „(…)bujna wegetacja sprawia, że ma się również wrażenie, iż to nie koniec. Po prostu ludzie są teraz zastępowani przez inne stworzenia: gryzonie, zdziczałe koty, lisy, pająki. Georg Simmel (niemiecki filozof, teoretyk kultury, jeden z pierwszych socjologów) pisał: „Coś musi się rozpaść, aby poddać się nowym prądom”. 
 
Moje fotografie powstają nie z powodu fascynacji śmiercią i umieraniem, ale wynikają z zadumy nad procesem przemijania, który jest istotą japońskiej estetyki; jej założenia - od kilku lat - staram się poznać, zrozumieć i wykorzystać w swoim przekazie artystycznym.

„… jesteśmy tylko tymczasowymi mieszkańcami Ziemi. Nie ma żadnych podstaw, by sądzić, że nie przeminiemy jak tyle innych stworzeń przed nami. Betonowe ruiny, przedmioty z metalu i plastiku, elektroniczne nośniki z tekstami, których nie będzie już miał kto przeczytać, trochę napromieniowanych śmieci. To właśnie po nas zostanie. A więc bierzcie aparaty i fotografujcie ruiny w Warszawie, Wałbrzychu, Grudziądzu, Radomsku. Może kiedyś jakaś nowa mieszkanka ziemi, zielonoskóra i dzikooka, wygrzebie takie zdjęcie z haikyo (obrazem ruin), jakim stanie się cała nasza cywilizacja.” (J. Bator)

 

POSZUKIWANIE SACRUM

Interesuje mnie również wieś ale wieś wielkopolska – uporządkowana, płaska i symetryczna, gospodarna a tam za płotem widać – płaskie pola i drogi wiodące do tematu kolejnego, czyli do miejsc świętych; znajdziemy tam liczne sanktuaria maryjne, najbliższą – każdemu, kto jej szuka - sferę sacrum
Moje fotograficzne poszukiwanie świętości traktuję bardzo poważnie bez porozumiewawczych mrugnięć do odbiorcy, bez kontrastowania z profanum; ten zestaw fotografii jest w zamyśle poważny i wzniosły. Staram się opowiadać fotografiami o polskiej religijności, którą można odnaleźć na terenie znanych powszechnie miejsc. Świadczą o niej liczne przydrożne kapliczki, zawsze zadbane i przystrojona kwiatami.
To nie jest Polska liberalna, bez tradycji, historii i Boga, jakiej obraz usiłują nam narzucić niektóre media.

 


METODA

Strona formalna wystawy może wzbudzić konsternację u niektórych widzów przyzwyczajonych do pewnych festiwalowo-popkultu-rowych standardów wystawienniczych.
Nie znajdziecie na tej wystawie pięknych zdjęć wykonanych w o świcie czy zachodzie słońca, kiczowate, przeestetyzowane, nieprawdziwe obrazy mnie nie interesują nie ma też tzw. „sztuki dla sztuki”, czystej formy itp. Choć – nie ukrywam - czasami ciągnie mnie w tamtą stronę. Żaden z kadrów na tej wystawie nie powstał przypadkowo i każdy ma znaczenie.
Dobieram narzędzie, czyli  aparat  do tematu a potem materiał osobiście przygotowuję do prezentacji. Przeważnie się to sprawdza, jeśli popełniam błąd w wyborze technologii, staram się wrócić w to samo miejsce z innym sprzętem. Nie jest dla mnie istotne czym i w jakich warunkach zdjęcie wykonam, ważne  jest to co na zdjęciu utrwalę.
Na równych prawach obok kolorowych wydruków zdjęć cyfrowych na wystawie są czarno białe, ręcznie wykonane powiększenia barytowe,  robocze wglądówki (patrz. albumy) i stykówki z kliszy średnio-formatowej a nawet wydruki z domowej drukarki atramentowej 
Wykorzystuję wszelkie fotograficzne odpadki, ścinki, materiały robocze wstępne wersje, wglądówki. Uwielbiam stare materiały fotograficzne, papiery, negatywy, jest ich coraz mniej i nigdy nie wiadomo jaki efekt osiągniemy, lepszy czy gorszy – nieważne, zawsze niepowtarzalny, nie do odtworzenia ponownie.
Zbieram aparaty tradycyjne, urządzenia optyczne i fotograficzne, których ktoś się pozbył, uznając, że już się nie przydadzą. Lubię składać wywoływacze z kawy i kwasku cytrynowego.
Podstawa to ręczna robota (handy-made), recykling i ekologia.
To podejście wynika z zapatrzenia na twórczość czeskiego outsidera Miroslava Tichego, poety Mirona Białoszewskiego a ostatnio również dzieło życia Jerzego Lewczyńskiego, wystarczy do tego dołożyć etetykę japońską, i wszystko powinno być jasne.


 

OD STÓP DO GŁÓW - PROWINCJA.

 Z mojego bloga photodocument and pinhole: Dlaczego wyraz prowincja ma przeważnie wydźwięk pejoratywny? Pod tym pojęciem widzimy przeważnie część kraju oddaloną od stolicy i większych miast nie tylko terytorialnie; mieszkańcy stolic pojmują obszary prowincjonalne jako opóźnione w rozwoju cywilizacyjnym i kulturalnym a tamtejsza ludność to pożałowania godne istoty o niskiej świadomości; jeśli nie uogólniamy to wiele w tym racji;  prowincja to stan mentalny a nie miejsce na mapie; rozleniwia umysłowo, daje pozorną wolność - wyzwala od ambicji; to peryferie krajów ale odmienne niż suburbia wielkich miast z obszarami wykluczenia i nędzy, które szerokim łukiem omija policja.
Na prowincji życie płynie wolniej, zło jest wokół ale o nim się nie mówi, nie pisze; z traumą trzeba się zmagać po cichu albo wyjechać stąd na zawsze.
Tu opcje polityczne nie mają znaczenia, prawica czy lewica, to tylko etykiety, naprawdę są tylko swoi i obcy, rządzą krewni i znajomi z klasy; tutaj władzy nikt nie zagląda do portfela; lokalna władza dzierży władzę bo ją kupiła i nie zamierza jej nikomu oddać; wszelkie zmiany szokują.

Mimo wszystko łatwiej tutaj o przeżywanie przyrody, jest do niej po prostu bliżej, wystarczy wyjść za rogatki, wspiąć się na górkę aby chłonąć zapachy i przestrzenie.
Dziękuję Państwu AUTOR










Anarchista estetyczny w podróży

Dla Lech Szymanowskiego prowincja to nie sielska arkadia, mityczna kraina dzieciństwa. Nie jest to też miejsce egzotyczne gdzie dziś masowo nowi dokumentaliści ewangelizują ich zdaniem opóźnioną estetycznie ludność tubylczą. Autor Notatek... wiele lat temu znalazł własną drogę, klucz do interpretacji terytorium poza miastem. Fotografuje miejsca i obiekty z pozoru nieistotne czasem nijakie i pozbawione estetycznego potencjału. (fotogeniczności). Umiarem i wyrafinowaną prostotą,czasem anarchiczną nonszalancją rzuca wyzwanie fotograficznym tendencjom głównego nurtu kultury wizualnego nadmiaru i celebryckiej spektakularności. Próbuje zachęcić nas do podjęcia wysiłku zrozumienia świata w którym żyjemy, nawet jeśli jest to prowincja, miejsce płaskie symetryczne, nudne i właściwie nie ma tu nic do sfotografowania. Czasem z ziemi wystaje kilka większych zarośniętych trawą kamieni lub resztki podworskich zabudowań. Autor nie oszczędza widzów, nie proponuje estetycznych rozkoszy, jego metoda to uproszczony i zredukowany sposób zapisu, chłodny dystans i estetyczny minimalizm który dodatkowo wzmacnia przekaz. Lechowi udaję się osiągnąć wyjątkową  spójności między tym co fotografuje i w jaki sposób to robi. Mniej znaczy więcej, tu sprawdza się w wyjątkowy podwójny sposób.

B. Biegowski 30 czerwca 2017



Foto-Pietyzm,

czyli peregrynacje Lecha Szymanowskiego

Lech Szymanowski (obok m.in. Bogusława Biegowskiego z jego np. Zielnikiem pilskim) należy do unikających poklasku fotografów działających w sferze dokumentu systematycznie, ale daleko od artystycznego mainstreamu, można powiedzieć, że nawet na fotograficznych poboczach wielkiego świata. W tym jednak tkwi siła jego prac, jego cykli, którym zupełnie obce jest jakiekolwiek efekciarstwo, wreszcie jego kolejnych wystaw. Przygotowując tę oto wystawę, powiedział: Interesuje mnie pamięć na fotografii. Zatrzymane na moich kadrach miejsca jeszcze istnieją, ale są opuszczone, porzucone, zdegradowane, a niektóre obiekty z tego obszaru istnieją już tylko na moich zdjęciach. Interesuje mnie wieś, wieś wielkopolska – uporządkowana, symetryczna, a tam – płaskie pola i drogi wiodące do tematu kolejnego, czyli do miejsc świętych. Są to zlokalizowane głównie na terenie wsi sanktuaria maryjne, jest to sfera sacrum, moje poszukiwanie sacrum, bez porozumiewawczych mrugnięć do oglądającego, bez kontrastowania z profanum. Zestaw tematów jest w zamyśle poważny i wzniosły. Staram się opowiadać swoimi fotografiami o polskiej religijności, którą można odnaleźć na terenie znanych wszystkim miejsc. A są to: Ostrów Lednicki, Licheń Stary, Skrzatusz, Teresin-Niepokalanów, Górka Klasztorna.

Krzysztof Szymoniak

Lech Szymanowski opowiada jednak nie tylko swoimi kadrami. Wystarczy bowiem zajrzeć na jego fotoblog, aby zanurzyć się w pięknie i rzeczowo spisywanych esejach, które prowadzą czytelnika przez historię miejsc i biografie ważnych postaci, przez dzieje starożytne terenów, po której ciągle stąpamy, przez współczesność, która brutalnie zmiata z powierzchni ziemi ostatnie ślady dawnej świetności. Postawę autora tych wpisów (szczególnie polecam: W poszukiwaniu sacrum; Dokumentacja. Pomarzanki 2003-2011; Natura górą. Smuszewo; Czeszewo Libelta) nazwałem na własny użytek foto-pietyzmem, a jego działania stricte fotograficzne, które trudno oddzielić od jego postawy, jego peregrynacje do miejsc zapomnianych i świętych, odbieram z uznaniem dla rzemiosła, któremu się oddaje, i z pokorą dla idei, której pozostaje wierny.

Krzysztof  Szymoniak    



Dokumentacja fotograficzna W. Nielipiński, W i L. Szymanowscy

*) Ryszard Milczewski-Bruno. Prowincja


..: Notatki z prowincji :..

Notatki z prowincji. Listy z Suicide City 1.

Świat się szybko zmienia, zmienia się internet, powoli zmienia się i ten blog. Od jakiegoś czasu staje się dla mnie - jak to kiedyś p...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy