poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Notatki z prowincji. Część 1. Materiał promocyjny i okolicznościowy

 

 

Notatki z prowincji. Część 1.

Wystawa fotografii, Skansen w Osieku n. Notecią 6.08-29.09.2017

Dzisiaj małe podsumowanie, tekst, który przedstawiłem w wczoraj na wernisażu premierowej prezentacji Notatek z prowincji. Część 1. Skorzystałem z wcześniejszych swoich tekstów publikowanych na tym blogu, kilka razy cytowałem siebie - czy to już epigonizm? Usprawiedliwia mnie jedynie chęć podsumowania zebranego przez lata materiału oraz publiczność, która w większości była przypadkowa, festynowa, nie wprowadzona wcześniej w ideę i tematykę prezentacji; stąd dość szczegółowa, popularyzatorska i nieco zbyt emocjonalna forma mojego wprowadzenia.

Było ono jednoczesnie próbą rozszerzenia i dodania szerszego kontekstu myślom zawartym w tekstach, z folderu-katalogu, bardzo elegancko przygotowanego przez organizatora - Muzeum Regionalne w Pile. Teksty autorstwa Bogusława Biegowskiego i Krzysztofa Szymoniaka, zamieszczam na końcu tego artykułu. Koledzy co prawda mocno przecenili to co robię dla fotografii, ale wielkie dzięki im za to że nie musiałem ich bardzo namawiać i prosić a teksty przesłali w sugerowanym terminie.
Nieczęsto się zdarza aby  organizator - w tym wypadku komisarz wystawy p. Roman Skiba - był tak otwarty na wszelkie życzenia i fanaberie wystawiającego swe prace autora. Dziękuję więc na piśmie, za zaufanie jakim mnie odarzył przeszło rok temu, proponując przygotowanie wystawy specjalnie dla Skansenu w Osieku. Oboje jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy jaki będzie ostateczny kształt prezentacji, zresztą okazało się, że przywiozłem do Osieka zbyt wiele prac; ponieważ nie byłem wstanie rozstać się z tym nadmiarem, roli ostatecznego selekcjonera podjęła się Moja Niezastąpiona Żona, za co jej  z całego serca dziękuję.
Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda się przygotować i pokazać gdzieś drugą, miejską część "Notatek...", kilka zdjęć jest już oprawionych gotowych do prezentacji.




Tekst przygotowany na okoliczność wernisażu wystawy Notatki z prowincji. Część 1.

 Notatki z Prowincji. Część 1 to tytuł fotograficznego projektu długoterminowego realizowanego przeze mnie  od 15 lat, choć w zestawach  znajduje się kilka zdjęć starszych. Pierwsze zdjęcia pod tym tytułem powstały w latach 2002-2005, kiedy to wiadomo już było, że Polska zostanie członkiem Unii Europejskiej. Zamiarem moim było zatrzymanie na kliszach i kartach pamięci tego ciekawego czasu przeobrażeń, kiedy polski rolnik nie był jeszcze europejskim  farmerem a prowincjonalne miasteczka były niedoinwestowane i biedne. Ani to nowe ani odkrywcze, Polska fotografia zna kilka projektów bazujących na podobnym punkcie wyjścia.
Powstały wtedy setki zdjęć, które prezentowałem później  w zestawach diaporam albo fotokastów.
Moje ulubione cele fotograficznych peregrynacji po prowincji w Wielkopolsce to Ostrów Lednicki i Gniezno; Licheń Stary i Konin;  Smogulec  i Gołańcz; Łobżenica i Górka Klasztorna; Skrzatusz i Piła; Czeszewo, Smuszewo i Wapno; Łekno, Skoki, Czarnków.
A poza Wielkopolską: miasto ogród Żyrardów, Radziejowice i Niepokalanów na Mazowszu, Jelenia Góra na Dolnym Śląsku, Darłowo i Kołobrzeg na Pomorzu;
z kolei Poznań, Kraków i Lwów to miejsca, które chętnie fotografuję a - z mojej wągrowieckiej perspektywy - trudno je nazwać prowincjonalnymi. Wspomniane wcześniej  fotokasty i fotografie miejskie znajdą się w drugiej części Notatek…







W prezentowanej w Skansenie w Osieku Części 1 Notatek… przewijają się trzy interesujące mnie tematy: pamięć i przemijanie, wielkopolska wieś, miejsca święte. W Część 2 rozłożenie  akcentów będzie zupełnie inne.
Nie roszczę sobie praw do dokumentowania czegokolwiek, ta wystawa ma być czymś na kształt wizualnego eseju, formą fotograficzną prezentującą rzeczywistość tylko i wyłącznie z mojego autorskiego punktu widzenia, jest to jednocześnie mój manifest artystyczny i refleksja ogólno-fotograficzna.



 



I TO MINIE

Zatrzymane na moich kadrach miejsca  jeszcze istnieją, ale są opuszczone, porzucone, zdegradowane, a niektóre obiekty z tego obszaru swój wizerunek mają już tylko na moich zdjęciach. Tak się stało z opuszczoną wsią Pomarzanki k. Jabłkowa w gminie Skoki. Podobny los czeka obiekty kopalni soli w Wapnie, pałace i parki w Czeszewie, Smuszewie, Czesławicach czy Rybowie (dawno tam nie byłem i nie potrafię powiedzieć czy ostatnia ściana pałacu jeszcze stoi czy już runęła).
Odwiedzającego takie miejsca optymizmem napawa spostrzeżenie jak niewiele czasu potrzeba aby natura z powrotem upomniała się o swoje, szybko i niepostrzeżenie zajmuje opuszczone przez człowieka terytoria.
Pozwólcie, że zacytuję Joannę Bator (z książki „Rekin z parku Yoyogi”)  „(…)bujna wegetacja sprawia, że ma się również wrażenie, iż to nie koniec. Po prostu ludzie są teraz zastępowani przez inne stworzenia: gryzonie, zdziczałe koty, lisy, pająki. Georg Simmel (niemiecki filozof, teoretyk kultury, jeden z pierwszych socjologów) pisał: „Coś musi się rozpaść, aby poddać się nowym prądom”. 
 
Moje fotografie powstają nie z powodu fascynacji śmiercią i umieraniem, ale wynikają z zadumy nad procesem przemijania, który jest istotą japońskiej estetyki; jej założenia - od kilku lat - staram się poznać, zrozumieć i wykorzystać w swoim przekazie artystycznym.

„… jesteśmy tylko tymczasowymi mieszkańcami Ziemi. Nie ma żadnych podstaw, by sądzić, że nie przeminiemy jak tyle innych stworzeń przed nami. Betonowe ruiny, przedmioty z metalu i plastiku, elektroniczne nośniki z tekstami, których nie będzie już miał kto przeczytać, trochę napromieniowanych śmieci. To właśnie po nas zostanie. A więc bierzcie aparaty i fotografujcie ruiny w Warszawie, Wałbrzychu, Grudziądzu, Radomsku. Może kiedyś jakaś nowa mieszkanka ziemi, zielonoskóra i dzikooka, wygrzebie takie zdjęcie z haikyo (obrazem ruin), jakim stanie się cała nasza cywilizacja.” (J. Bator)

 

POSZUKIWANIE SACRUM

Interesuje mnie również wieś ale wieś wielkopolska – uporządkowana, płaska i symetryczna, gospodarna a tam za płotem widać – płaskie pola i drogi wiodące do tematu kolejnego, czyli do miejsc świętych; znajdziemy tam liczne sanktuaria maryjne, najbliższą – każdemu, kto jej szuka - sferę sacrum
Moje fotograficzne poszukiwanie świętości traktuję bardzo poważnie bez porozumiewawczych mrugnięć do odbiorcy, bez kontrastowania z profanum; ten zestaw fotografii jest w zamyśle poważny i wzniosły. Staram się opowiadać fotografiami o polskiej religijności, którą można odnaleźć na terenie znanych powszechnie miejsc. Świadczą o niej liczne przydrożne kapliczki, zawsze zadbane i przystrojona kwiatami.
To nie jest Polska liberalna, bez tradycji, historii i Boga, jakiej obraz usiłują nam narzucić niektóre media.

 


METODA

Strona formalna wystawy może wzbudzić konsternację u niektórych widzów przyzwyczajonych do pewnych festiwalowo-popkultu-rowych standardów wystawienniczych.
Nie znajdziecie na tej wystawie pięknych zdjęć wykonanych w o świcie czy zachodzie słońca, kiczowate, przeestetyzowane, nieprawdziwe obrazy mnie nie interesują nie ma też tzw. „sztuki dla sztuki”, czystej formy itp. Choć – nie ukrywam - czasami ciągnie mnie w tamtą stronę. Żaden z kadrów na tej wystawie nie powstał przypadkowo i każdy ma znaczenie.
Dobieram narzędzie, czyli  aparat  do tematu a potem materiał osobiście przygotowuję do prezentacji. Przeważnie się to sprawdza, jeśli popełniam błąd w wyborze technologii, staram się wrócić w to samo miejsce z innym sprzętem. Nie jest dla mnie istotne czym i w jakich warunkach zdjęcie wykonam, ważne  jest to co na zdjęciu utrwalę.
Na równych prawach obok kolorowych wydruków zdjęć cyfrowych na wystawie są czarno białe, ręcznie wykonane powiększenia barytowe,  robocze wglądówki (patrz. albumy) i stykówki z kliszy średnio-formatowej a nawet wydruki z domowej drukarki atramentowej 
Wykorzystuję wszelkie fotograficzne odpadki, ścinki, materiały robocze wstępne wersje, wglądówki. Uwielbiam stare materiały fotograficzne, papiery, negatywy, jest ich coraz mniej i nigdy nie wiadomo jaki efekt osiągniemy, lepszy czy gorszy – nieważne, zawsze niepowtarzalny, nie do odtworzenia ponownie.
Zbieram aparaty tradycyjne, urządzenia optyczne i fotograficzne, których ktoś się pozbył, uznając, że już się nie przydadzą. Lubię składać wywoływacze z kawy i kwasku cytrynowego.
Podstawa to ręczna robota (handy-made), recykling i ekologia.
To podejście wynika z zapatrzenia na twórczość czeskiego outsidera Miroslava Tichego, poety Mirona Białoszewskiego a ostatnio również dzieło życia Jerzego Lewczyńskiego, wystarczy do tego dołożyć etetykę japońską, i wszystko powinno być jasne.


 

OD STÓP DO GŁÓW - PROWINCJA.

 Z mojego bloga photodocument and pinhole: Dlaczego wyraz prowincja ma przeważnie wydźwięk pejoratywny? Pod tym pojęciem widzimy przeważnie część kraju oddaloną od stolicy i większych miast nie tylko terytorialnie; mieszkańcy stolic pojmują obszary prowincjonalne jako opóźnione w rozwoju cywilizacyjnym i kulturalnym a tamtejsza ludność to pożałowania godne istoty o niskiej świadomości; jeśli nie uogólniamy to wiele w tym racji;  prowincja to stan mentalny a nie miejsce na mapie; rozleniwia umysłowo, daje pozorną wolność - wyzwala od ambicji; to peryferie krajów ale odmienne niż suburbia wielkich miast z obszarami wykluczenia i nędzy, które szerokim łukiem omija policja.
Na prowincji życie płynie wolniej, zło jest wokół ale o nim się nie mówi, nie pisze; z traumą trzeba się zmagać po cichu albo wyjechać stąd na zawsze.
Tu opcje polityczne nie mają znaczenia, prawica czy lewica, to tylko etykiety, naprawdę są tylko swoi i obcy, rządzą krewni i znajomi z klasy; tutaj władzy nikt nie zagląda do portfela; lokalna władza dzierży władzę bo ją kupiła i nie zamierza jej nikomu oddać; wszelkie zmiany szokują.

Mimo wszystko łatwiej tutaj o przeżywanie przyrody, jest do niej po prostu bliżej, wystarczy wyjść za rogatki, wspiąć się na górkę aby chłonąć zapachy i przestrzenie.
Dziękuję Państwu AUTOR










Anarchista estetyczny w podróży

Dla Lech Szymanowskiego prowincja to nie sielska arkadia, mityczna kraina dzieciństwa. Nie jest to też miejsce egzotyczne gdzie dziś masowo nowi dokumentaliści ewangelizują ich zdaniem opóźnioną estetycznie ludność tubylczą. Autor Notatek... wiele lat temu znalazł własną drogę, klucz do interpretacji terytorium poza miastem. Fotografuje miejsca i obiekty z pozoru nieistotne czasem nijakie i pozbawione estetycznego potencjału. (fotogeniczności). Umiarem i wyrafinowaną prostotą,czasem anarchiczną nonszalancją rzuca wyzwanie fotograficznym tendencjom głównego nurtu kultury wizualnego nadmiaru i celebryckiej spektakularności. Próbuje zachęcić nas do podjęcia wysiłku zrozumienia świata w którym żyjemy, nawet jeśli jest to prowincja, miejsce płaskie symetryczne, nudne i właściwie nie ma tu nic do sfotografowania. Czasem z ziemi wystaje kilka większych zarośniętych trawą kamieni lub resztki podworskich zabudowań. Autor nie oszczędza widzów, nie proponuje estetycznych rozkoszy, jego metoda to uproszczony i zredukowany sposób zapisu, chłodny dystans i estetyczny minimalizm który dodatkowo wzmacnia przekaz. Lechowi udaję się osiągnąć wyjątkową  spójności między tym co fotografuje i w jaki sposób to robi. Mniej znaczy więcej, tu sprawdza się w wyjątkowy podwójny sposób.

B. Biegowski 30 czerwca 2017



Foto-Pietyzm,

czyli peregrynacje Lecha Szymanowskiego

Lech Szymanowski (obok m.in. Bogusława Biegowskiego z jego np. Zielnikiem pilskim) należy do unikających poklasku fotografów działających w sferze dokumentu systematycznie, ale daleko od artystycznego mainstreamu, można powiedzieć, że nawet na fotograficznych poboczach wielkiego świata. W tym jednak tkwi siła jego prac, jego cykli, którym zupełnie obce jest jakiekolwiek efekciarstwo, wreszcie jego kolejnych wystaw. Przygotowując tę oto wystawę, powiedział: Interesuje mnie pamięć na fotografii. Zatrzymane na moich kadrach miejsca jeszcze istnieją, ale są opuszczone, porzucone, zdegradowane, a niektóre obiekty z tego obszaru istnieją już tylko na moich zdjęciach. Interesuje mnie wieś, wieś wielkopolska – uporządkowana, symetryczna, a tam – płaskie pola i drogi wiodące do tematu kolejnego, czyli do miejsc świętych. Są to zlokalizowane głównie na terenie wsi sanktuaria maryjne, jest to sfera sacrum, moje poszukiwanie sacrum, bez porozumiewawczych mrugnięć do oglądającego, bez kontrastowania z profanum. Zestaw tematów jest w zamyśle poważny i wzniosły. Staram się opowiadać swoimi fotografiami o polskiej religijności, którą można odnaleźć na terenie znanych wszystkim miejsc. A są to: Ostrów Lednicki, Licheń Stary, Skrzatusz, Teresin-Niepokalanów, Górka Klasztorna.

Krzysztof Szymoniak

Lech Szymanowski opowiada jednak nie tylko swoimi kadrami. Wystarczy bowiem zajrzeć na jego fotoblog, aby zanurzyć się w pięknie i rzeczowo spisywanych esejach, które prowadzą czytelnika przez historię miejsc i biografie ważnych postaci, przez dzieje starożytne terenów, po której ciągle stąpamy, przez współczesność, która brutalnie zmiata z powierzchni ziemi ostatnie ślady dawnej świetności. Postawę autora tych wpisów (szczególnie polecam: W poszukiwaniu sacrum; Dokumentacja. Pomarzanki 2003-2011; Natura górą. Smuszewo; Czeszewo Libelta) nazwałem na własny użytek foto-pietyzmem, a jego działania stricte fotograficzne, które trudno oddzielić od jego postawy, jego peregrynacje do miejsc zapomnianych i świętych, odbieram z uznaniem dla rzemiosła, któremu się oddaje, i z pokorą dla idei, której pozostaje wierny.

Krzysztof  Szymoniak    



Dokumentacja fotograficzna W. Nielipiński, W i L. Szymanowscy

*) Ryszard Milczewski-Bruno. Prowincja


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

..: Baltica :..

Czas nie istnieje

Bałtyk, sierpień 2017. Skan negatywu 6x9 cm. Kodak Brownie Junior Six-20 Fizycy twierdzą, że czas  nie istnieja a matematycy, iż ...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy