ANALOGSY
Jednym z najbardziej dogłębnie przestudiowanych przeze mnie poradników fotograficznych była książka Ryszard Kreysera "Błędy fotograficzne". Bardzo cierpiałem, gdy egzemplarz wydany w latach 70 buchnęła jedna z moich wychowanek. Na szczęście później dostałem nowsze wydanie z 1989 r.
Książka Kreysera stawała się nieoceniona na etapie młodzieńczej choroby poszukiwań i eksperymentów, którą przechodzi chyba każdy początkujący fotoamator. Później to mija i staramy się osiągnąć idealne odbitki przez doskonalenie rzemiosła. W końcu powstaje ta, zdawało by się, kopia idealna. Jest harmonijnie skomponowana, tony ma rozłożone proporcjonalnie, widać wszystko zarówno w głębokich cieniach i najwyższych światłach. Pięknie ale bez ducha. Odkurzamy więc Kreysera i przypominamy sobie jak by tu coś spieprzyć aby nie było tak pięknie, żeby obraz był rozpoznawalny jako nasz. Aby nosił indywidualny stempel. Czasami pomaga nam przypadek (jak wyżej). Wstyd nam się przed samym sobą przyznać, że znowu wkraczamy na manowce formalizmu.
Na zdjęciach, to samo "magiczne miejsce" w SC, z błędem i bez. Niestety skanowanie negatywów nie jest moją mocną stroną. Łatwiej mi zrobić dobrą odbitkę pod powiększalnikiem niż ją potem zeskanować. Może to będzie wreszcie początek nowej serii analogsowej, której bohaterem będzie SC, bezpośrednio przed gwałtownymi przemianami jakie niesie nam świat.
