piątek, 29 sierpnia 2025

Okno portugalskie


Lisbona, guma chromianowa 2024


Ten tekst, przygotowałem na otwarcie mojej wystawy "Okno Portugalskie" w kwietniu 2024, zamieszczam tutaj w celach dokumentacyjnych. Tekst w 2025 lekko przeredagowałem i uzupełniłem w sierpniu 2025 r.

Wystawa „Okno Portugalskie” w Muzeum Fotografii w Bydgoszczy, 5.04.2024 r.

Moja portugalska historia zaczyna się w 2012 roku w Obrzycku, miasteczku położonym w powiecie szamotulskim. Wybrałem się tam z żoną, aby zobaczyć na własne oczy okno, które znajduje się na pierwszym piętrze barokowego ratusza.

Okno, a w zasadzie jego obramowanie, pochodzi z 1527 roku. Zostało ono przeniesione w całości z klasztoru Batalha w Portugalii. Kupił je i przywiózł do Obrzycka w 1847 roku hrabia Atanazy Raczyński (1788-1874). Ten zamożny arystokrata był politykiem i dyplomatą związanym z dworem Hohenzollernów, ale przede wszystkim był wielkim miłośnikiem i kolekcjonerem sztuki. Jako ambasador pruski w Lizbonie i Madrycie napisał pierwszą historię sztuki Hiszpanii i Portugalii.

Portugalskie okno w Obrzycku wykonano w stylu manuelińskim. Nazwa tego stylu pochodzi od króla Portugalii, Manuela I Szczęśliwego, który intensywnie finansował morskie wyprawy handlowe. Przyczyniły się one do wzbogacenia i rozbudowy imperium, które stało się obok Hiszpanii największą potęgą ówczesnego świata.

Przykład stylu manuelińskiego, cyjanotypia + guma chromianowa 2025

Bogactwo Portugalii wpłynęło na wszystkie dziedziny życia, w tym na późnogotycką architekturę. Była ona zdobiona osobliwymi ornamentami, inspirowanymi morską fauną i florą oraz elementami żeglarskimi. Styl manueliński był swoistym połączeniem późnego gotyku z elementami orientalnymi, roślinnymi, a nawet marynistycznymi. Odzwierciedlał potęgę Portugalii na morzach, dlatego wśród ornamentów często pojawiały się morskie glony, algi, muszle, korale, sieci, liny okrętowe i girlandy z roślin morskich, obok tradycyjnych kandelabrów, medalionów, gryfów, liści roślin i postaci ludzkich.

Ornamenty miały swoją symbolikę: Karczochy symbolizowały odrodzenie i zmartwychwstanie, winogrona symbolizowały Baranka Bożego. Owoce granatu symbolizowały płodność a szyszki symbolizowały płodność i nieśmiertelność. Styl manueliński narodził się w klasztorze Batalha i stamtąd rozprzestrzenił się na całą Portugalię. Najbardziej spektakularne przykłady można znaleźć w klasztorach w Belém i Tomar. Styl ten doskonale zachował się również w byłych portugalskich koloniach, np. w Safi w Maroku, w Funchal na Maderze, w indyjskim Goa czy w Mozambiku.


Historia okna z Obrzycka

Zdjęcie okna z Obrzycka zamieściłem na swoim blogu. Na początku 2015 roku otrzymałem e-maila od dr. Orlindo Jorge, kustosza muzeum Batalha, który prowadził wtedy badania nad architekturą cywilną w tym mieście. Obrzyckie okno było częścią jego badań, więc poprosił mnie o bardziej szczegółowe zdjęcia detali. Zależało mu na zrozumieniu symboliki zawartej w obramowaniu. Z późniejszej korespondencji dowiedziałem się, że okno z Obrzycka jest jedynym zachowanym z klasztoru Batalha! Wcześniej Orlindo prosił o pomoc polską ambasadę w Lizbonie, ale jego prośby zostały zignorowane.

Okno portugalskie w Obrzycku, guma chromianowa 2024

Dr Orlindo Jorge napisał, że okno w Obrzycku tworzyło całość z balkonem w budynku, który stał naprzeciwko Klasztoru w Batalha. Zostało ono wykonane na zamówienie króla Portugalii, a zaprojektował je architekt João de Castilho. W Batalha było kilka takich okien, ale żadne nie przetrwało do naszych czasów. Jedyne, i do tego świetnie zachowane, znajduje się w Obrzycku w Polsce. Zima 2015 roku była dość mroźna i obawiałem się, że nie będę mógł pojechać do Obrzycka, więc uruchomiłem „łańcuszek ludzi dobrej woli”. Ostatecznie zdjęcia detali wykonał fotograf Krzysztof Koryl z pobliskiego Kaźmierza. Wyniki swoich badań Orlindo Jorge opublikował ze współpracownikiem Pedro Redolem w portugalskim periodyku naukowym „Cadernos de Estudos Leirienses”. Artykuł dotyczył „naszego okna” oraz dwóch innych z miasta Batalha, które również pochodziły z pierwszej połowy XVI wieku. Zachowały się one do dziś, chociaż budynki, dla których zostały pierwotnie wykonane, już dawno nie istnieją.

Od tego 2015 roku Portugalia co jakiś czas przyciągała i kusiła członków naszej rodziny. Kilka lat temu nasza córka, po latach pracy w różnych międzynarodowych korporacjach, zamieszkała w okolicach Lizbony. Dzięki temu mogłem kilkakrotnie odwiedzić Lizbonę i kilka innych miejsc w Portugalii.

Klasztor Batalha, guma chromianowa 2024


Wystawa „Okno portugalskie”

Moja wystawa gum chromianowych „Okno portugalskie” to zbiór prac przygotowanych specjalnie dla Muzeum Fotografii w Bydgoszczy. Jest ona efektem dwóch wyjazdów do Lizbony i jej okolic w 2023 roku i stanowi wstępny zarys większej prezentacji. Prace te to kolorowe impresje, które odnoszą się do mojej fascynacji barwami Portugalii. W Lizbonie, Sintrze i Costa da Caparica odnalazłem najczystsze żółcie, czerwienie, błękity i zielenie. Starałem się przenieść te wrażenia na obrazy w technice gumy chromianowej.

Guma chromianowa to nie tylko kolory, ale i faktura papieru oraz warstw światłoczułych. Jest to technika kapryśna i trudna, wymagająca cierpliwości, dająca niepowtarzalne efekty, ale też mnóstwo satysfakcji.

Kilka dni po otwarciu wystawy „Okno portugalskie” w Muzeum Fotografii w Bydgoszczy, koło zdarzeń się zamknęło, historia dobiegła końca, znalazłem się w miejscowości Batalha i spotkałem się z Pedro Redolem, kustoszem Muzeum w Batalha. Spotkanie było niezwykle serdeczne. Podczas rozmowy przed wejściem do Katedry w Batalha, podczas swoistej wizji lokalnej, dr Pedro  pokazał nam gdzie  stały budynki i mogło 500 lat wcześniej być okno z Obrzycka. W końcu zwiedziliśmy historyczne miejsce, gdzie w sarkofagach spoczywają królowie i królowe Portugalii, w tym słynny Henryk Żeglarz. Z tamtego pobytu powstały kolejne zdjęcia, które z czasem przekształciłem w obrazy gumowe i cyjanotypowe. Dzisiaj w sierpniu 2025, wystawa "Okno portugalskie" jest znacznie bogatsza, przybyło wiele nowych prac a kilka z Bydgoskiej wystawy wymieniłem na ich nowsze, może i lepsze wersje? 

 Z cyklu "Pescadores" z Costa da Caparica, guma chromianowa 2025


Moja droga do technik szlachetnych

Przez całe moje fotograficzne życie zajmowałem się fotografią dokumentalną i reporterską. W pewnym momencie poczułem, że ten rodzaj fotografowania przestał sprawiać mi satysfakcję. Wiosną 2020 roku, gdy świat poddał się pandemii COVID-19, poczułem, że zamknięcie instytucji i praca zdalna stworzyły mi wyjątkową szansę do zrealizowania jednego z porzuconych pomysłów – poznania i „przerobienia” kilku technik historycznych.

Niebieskie łódki na Costa da Caparica, guma chromianowa 2023


Zacząłem od najprostszych: cyjanotypii, lumenprintów, kalotypii i brązu vandycka.W końcu trafiłem na gumę chromianową, która wydawała mi się jednocześnie niezwykle szlachetna i archaiczna. Początki były zniechęcające, ale z czasem, zaopatrzony w coraz lepsze materiały i sprzęt, zacząłem małymi krokami poznawać i opanowywać tę kapryśną i nieprzewidywalną technikę Po niezliczonej ilości eksperymentów z pigmentami i papierami, moje obrazy gumowe zaczęły powstawać dokładnie tak, jak to sobie zaplanowałem.



Z dr Pedro Redol przed katedrą w Batalha, kwiecień 2024

Na początku tworzyłem jedno- i wielowarstwowe gumy monochromatyczne. Podobnie jak wielu twórców, opracowałem własny sposób otrzymywania gum jednowarstwowych, inspirowany „gumą paryską”. O swoich pierwszych doświadczeniach pisałem na bieżąco na swoim blogu.

Założyłem też Pracownię Technik Szlachetnych i Historycznych przy Miejskim Domu Kultury w Wągrowcu, gdzie dzieliłem się swoimi doświadczeniami z grupką entuzjastów. Po moim przejściu na emeryturę pracownia chyba działa nadal pod kierunkiem młodszego kolegi, a ja przeniosłem swoją aktywność twórczą do własnej pracowni „LAB. ARCADIA. PROGRESS + LUMEN + ARS”.

Z czasem zainteresowałem się gumą kolorową, pierwszą techniką fotograficzną pozwalającą na uzyskiwanie kolorowych obrazów. Dzięki współczesnej technologii komputerowej, która w prosty sposób umożliwia drukowanie wyciągów barwnych, wykonanie kolorowej gumy stało się znacznie prostsze niż 150 lat temu. Problemy techniczne z gumą kolorową są zupełnie inne niż w przypadku monochromatycznej, ale czuję, że jestem na dobrej drodze do ich opanowania. W mojej gumie kolorowej wiodące tematy są te same, co w mojej fotografii tradycyjnej, a więc: „Parki i ogrody”, martwa natura, miejsca święte, miejsca opuszczone, kolekcje i portrety. Teraz jednak wybieram bardzo kolorowe motywy. Na wystawie w Muzeum Fotografii w Bydgoszczy pokazuję właśnie kilka takich prac.


Lech Szymanowski (kwiecień 2024-sierpień 2025)

LAB. ARCADIA

PROGRESS

LUMEN

ARS


środa, 27 lipca 2022

Ostania dekada Olka

 


Zimą tego roku, chwilę po kolejnej fali epidemii zaprezentowaliśmy w naszej Galerii prace Olka Matczyńskiego. Wystawa planowana była na rok wcześniej ale plany pokrzyżował nam "pierwszy covid". Z kronikarskiego obowiązku zamieszczam tutaj kilka zdjęć i tekst z folderu towarzyszącego wystawie. (LS)

ALEKSANDER MATCZYŃSKI "OSTATNIA DEKADA"

Galeria Miejskiego Dom Kultury w Wągrowcu 5.03-3.04.2022

Prezentowana w naszej Galerii wystawa fotografii Aleksandra Matczyńskiego nosi tytuł „Ostatnia dekada”. Są to zdjęcia reporterskie z lat 1979-1989, fotograficzna dokumentacja upadku PRL-u. Wystawa składa się z kilku cykli dokumentujących: pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II w Gnieźnie, odpust prawosławny na Podlasiu, dzień powszedni na targowisku w Gnieźnie, polskie wesele,  żywioł sportu żużlowego i wesołe miasteczko „od kuchni”, a w końcu, jeden z niezliczonych wypadków na polskich drogach. Rzeczywistość, życie codzienne i świąteczne ostatniej dekady PRL-u.


„Reportaż z wesela wykonałem przy okazji zawodowego zlecenia - mówił autor - podczas pracy zobaczyłem sceny jak z filmu. Obrazy były wyjątkowe, musiałem to zrobić, weselnicy ustawiali się przed moją kamerą jak aktorzy filmowi. Zdjęcia zrobiłem bez użycia flesza a nieostrości i ziarnistość sforsowanego filmu, podkreśliły tylko klimat uwiecznionego wydarzenia”.




Zdjęcia z cyklu „Dzień powszedni” powstały podczas pracy Aleksandra Matczyńskiego w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie. Codziennie, wychodząc na dokumentacje wykopalisk prowadzonych przez Muzeum, przechodził przez gnieźnieńskie targowisko przy ul. Warszawskiej. Zarówno handlujący jak i kupujący, szybko przyzwyczaili się do codziennej obecności fotografa w tym miejscu, dzięki temu powstał niezwykle bogaty i prawdziwy materiał, utrwalający na kliszy, codzienne życie targowiska, z którego jedynie niewielka część znalazła się na naszej wystawie. 




Aleksander Matczyński doskonale wyczuwa i rejestruje nastrój dużych wydarzeń religijnych. Doskonale potrafi oddać religijne uniesienie, napięcie ale i zmęczenie uczestników wydarzeń tak jak w przypadku dokumentacji pierwszej wizyty papieskiej Jana Pawła II w Gnieźnie w czerwcu 1979 roku czy jarmarku prawosławnego  z sierpnia 1980 roku (cykl „Prawosławni”). 
„Żużel” to cykl wykonany wspólnie z wybitnym fotoreporterem tygodnika „Wprost” Mariuszem Stachowiakiem (1956-2006). "Dokumentowaliśmy cały sezon żużlowy w Gnieźnie. Naszym zamierzeniem było pokazanie tematu od środka, w sposób prawdziwy, ostry i brutalny w czym specjalizował się mój przedwcześnie zmarły kolega.”



"Wypadek" wydarzył się naprawdę, w pobliżu Swarzędza a autor w nim uczestniczył, był jednym z poszkodowanych, mimo to wyjął z torby aparat fotograficzny i zarejestrował dramatyczne wydarzenie. Aleksander Matczyński na swoich fotografiach pokazuje widzom bieg różnych zdarzeń, nie pozostając obojętnym na emocje. Autor wybrał do prezentacji zdjęcia najmocniejsze w formie i jasno przedstawiające tematy. Każda z tych fotografii ma znaczenie, każda jest ważna, bo stanowi ona część zestawu. To  subiektywna opowieść fotoreportera o życiu w Polsce w ostatnich latach PRL-u. 
Lech Szymanowski, luty 2021.




___________________________________________________

Aleksander Matczyński ur. 20.02.1956 r. w Poznaniu. Fotografią zajmuje się od  1974 r. 1975 r. - pierwsze publikacje w „Jazz Forum” i „Na Przełaj” oraz wystawa „Jazz” w klubie „Od nowa” w Poznaniu. 
1977 r. - wystawa plenerowa „Żużel”, wspólnie z Mariuszem Stachowiakiem, w Gnieźnie. 
1977 r. - I miejsce na Wojewódzkim Przeglądzie Fotografii Amatorskiej w Poznaniu. 
1977-1980 r. praca jako fotograf w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie. 
1979 r. przeglądowa wystawa indywidualna w „Galerii Nowa” - salon sztuki DESA1. 
Od 1980 r. członek PTF. 
1980 r. nagrodzony brązowym medalem na Salonie Jesiennym PTF za cykl „Prawosławni”.  
1980-1983 udział w wystawach zbiorowych w Polsce i we Francji. 
Od 1981 r. pracuje jako niezależny fotograf komercyjny, prowadząc zakłady fotograficzne m.in. w Janowcu, a latach 2005- 2021 r. w Wągrowcu.

czwartek, 15 lipca 2021

Sposobem gumowym 4




Guma chromianowa (gum bichromate) z każdym dniem ma mniej tajemnic. Ostatnio jestem juz blisko złapania gumowego króliczka. Metoda polega na połączeniu gumy warszawskiej i paryskiej. Dość dużo pigmentu, ziemia okrzemmkowa niekoniecznie; więcej gumy, mniej dwuchromianu; obfite naświetlenie;  długie moczenie w wodzie obrazem do dołu, bez poruszania. Zwykle po godzinie otrzymuję gotowy obraz; jeśli było dosyć pigmentu, nie ma potrzeby kładzenia kolejnych warstw, jest to więc sposób na gumę jednowarstwową paryską (single layer). Niepożądany efekt, to czasami powstające, intensywne, żółte plamy po dwuchromianie. Da się je później usunąć w kąpieli oczyszczającej. Zaskakującą wartością dodaną okazały się czyste jasne światła, bez zabrudzeń, bez względu na fakturę. Mogę wreszcie robić piktorialne obrazy czarno-białe, w różnych odcieniach szarości, z użyciem zwykłej sadzy z komina, bo fotografie czarno-białe są najładniejsze, prawdziwie szlachetne. Metoda jak na razie sprawdza się, choć wymaga doskonalenia. 




Negatywami wyjściowymi były zdjęcia, które zrobiłem w maju na Zamku Książ. Negatywy stykowe wydrukowałem na transparentnej folii. Gumy wykonałem na papierze akwarelowym 250 i 300 g. w formacie A3. Zrobiłem również gumy, z tymi motywami, w odcieniach brązu ale czarno-białe bardziej mi się podobają.


poniedziałek, 24 maja 2021

Sposobem gumowym 3



Rgielsko, gumbichromate, 3 layers, 2005-2021


Guma nie jest łatwa. Im głębiej w nią wchodzę tym większy opór się pojawia. Jednak jakiś czas temu nastąpił skok kwantowy i nagle znalazłem się na zupełnie innym levelu doświadczenia.  Kolega podpowiedział mi rozwiązanie problemu pigmentów; znalazły się w sklepie fotograficznym, gdzie kupuję od lat. Papier akwarelowy 300 i dość gładki i co istotne nie bardzo drogi też wreszcie się pojawił.

Zrobiłem też zestaw gum na zamówienie. Poprosiła mnie koleżanka Dorota aby wykonać jej w gumie autoportrety z czasów jej ciąży z 2001 r. Nie było łatwo bo miały być w określony sposób zrobione, tylko czerń i biel, niezbyt wysoki kontrast a negatywy były kontrastowe. uzgodniliśmy, że podpiszemy je wspólnie jako działalność kolektywną. 






Selfportraits of Dora  1-3, 2001-2021
Gumbichromate, 3layers
Authors prints
Dorota Jeśmontowicz/Lech Szymanowski



Na koniec uwaga, wszystkie moje gumy chromianowe są na sprzedaż. Polecam się!



Aby nie zapomnieć, bo taki też jest sens tego bloga, "Moje Notatki z prowincji. Cz. 2" miały swoje prezentacje w 2021 w Muzeum Okręgowym w Pile i Świdnickim Ośrodku Kultury w Świdnicy (Wieża). Organizatorem ostatniej prezentacji było m.in. Księstwo Świdnicko-Jaworskie!



"Notatki..." w Pile, marzec 2021



"Notatki..." w Świdnicy, maj 2021


niedziela, 15 listopada 2020

Sposobem gumowym 2. Poradnik praktyczny


Guma warszawska jednowarstwowa, 1/1, 40x30 cm

Ostatnio o pisałem "moim gumowaniu" wiele tygodni temu, w sierpniu. Byłem wtedy absolutnym debiutantem, i niewiele jeszcze wiedziałem o gumie, działałem po omacku. Od tego czasu starałem się pracować z gumą jak najczęściej, kilka razy w tygodniu, chociaż po 2-4 godziny; nie będzie odkryciem stwierdzenie: systematyczna praca jest najbardziej efektywna. Przypadki się zdarzają ale lepiej aby były kontrolowane.

Dzisiaj potrafię już kontrolować proces, wypróbowałem wiele rodzajów papierów, pigmentów udoskonaliłem naświetlanie; dzisiaj mogę podzielić się doświadczeniami z tymi, którzy zechcieli by poddać się podobnemu doświadczeniu.

Guma nie każdemu się spodoba, początkowy brak wpływu na tonalność, dużą ziarnistość i faktura obrazu, to że obraz gumowy niewiele przypomina czysty wydruk czy odbitkę żelatynowo-srebrową. Odbitka wykonana sposobem gumowym jest zupełnie inna. Jej walorem jest nieprzekładalność na media cyfrowe. Ma ona swoją fakturę, kolor, zapach i tonalność. Wywołując gumę można osiągnąć znacznie większą rozpiętość tonalną niż we wspomnianej fotografii opartej na solach srebra, zarówno w cieniach jak i w światłach. Jednym z mistrzow procesu gumowego był belgijski artysta Léonard Misonne (1870-1943), jego obrazy są gęste, chyba wielowarstwowe, niezwykle harmonijne i bardzo malarskie. Misonne to kwintesencja piktorializmu w jego najszlachetniejszym znaczeniu. Gdybym miał powiedzieć jaki efekt wizualny zamierzam osiągnąć w gumie to z pewnością, mogę stwierdzić, że zupełnie odwrotny niż wspomniany twórca --->. Chciałby gumie dać wiecej  lekkości i światła. Wykorzystać szeroką rozpietość tonalną gumy i łatwość grafizowania obrazu nie gubiąc czytelności obrazu. 

Do lat trzydziestych XX wieku fotografia srebrowa nie była wstanie osiągnąć jakości obrazu gumowego,  dopiero wtedy zaczęła się dominacja metody żelatynowo-srebrowej, która trwała do końca pierwszej dekady XXI wieku, kiedy fotografia tradycyjna, alternatywna albo analogowa (jak ją zwał tak zwał) zeszła na boczny tor, stała się zajęciem pasjonatów. 


Guma warszawska czterowarstwowa, 1/1, 30x40 cm


Minęło kolejne 10 lat i pojawiło się pokolenie fotografów, którzy nigdy nie wywołali filmu w koreksie, nie byli w ciemni. Nieliczni coś tam słyszeli, coś przeczytali, zaczęli drążyć temat. Okazało się, że fotografia to nieprzebrana galeria technik, opartych na światłoczułosci soli srebra albo żelaza, łatwych i tanich jak cyjanotypia i droższych, bardziej skomplikowanych jak kallitypia czy platynotypia. Niepodobna do wszystkich innych jest jednak guma i jej pochodne, techniki swobodne nazywane również szlachetnymi.


Guma warszawska jednowarstwowa, 1/1, 30x30 cm


Po kolejnych prawie trzech miesiącach, próbowania i eksperymentowania mogę pokusić się o małe podsumowanie.


Stałe

Jedyna stała to dwuchromian potasu. Roztwór musi być nasycony i tutaj nic nie da się przekombinować. Guma arabska nie jest powtarzalna ale można ją do tego zmusić. Trzymam się przepisu Dederki, ale guma otrzymana tym sposobem jest dość gęsta, czasem można dodawać do ostatecznej mieszanki z pigmentem odrobinkę wody (albo i nie). Stała gęstość gumy bazowej to podstawa powtarzalności.


1 kg guma arabskiej,  wygląda jak bursztyn


UV

Guma wymaga krótkiego ale intensywnego naświetlenia. Słońce jest najlepszym żródłe światła UV ale w naszej strefie geograficznej nie codzień jest dostępne a nawet wtedy gdy jest jego natężenie zmienia się zbyt często. Alternatywą dla słońca może być mocna lampa, która skraca proces, pozwala na względną powtarzalność wyników. Udało mi się znaleźć w necie starą ale sprawną lampę do opalania, takie mniejsze solarium. 6 świetlówek UV pozwala naświetlać kartkę formatu A3, w zależności od koloru pigmentu, od 35 do 90 sekund. Najczęściej używam czasu 50-60 sek.



Papier

Znalezienie odpowiedniego dla siebie papieru jest bardzo ważne, on tworzy fakturę. Zrezygnowałem z typowych papierów akwarelowych 200-300 gramowych ze względu na zbyt wyrazistą fakturę, która gubiła mi ostrość rysunku. Ostatecznie zdecydowałem się na - przypadkowo użyty - papier szkicowy 150 g. Jeden z szerokiej gamy Cansona, mimo, że to papier do szkicowania na sucho, dobrze wytrzymuje kąpiele wodne a faktura jest delikatna, ponadto odwrotna strona jest prawie zupełnie gładka co pomaga skopiować obrazy złożone z większej ilości szczegółów. Szkoda, że nie nadaje się zwykły bristol, bo mocno chłonie wodę i po prostu rozpuszcza się w wodzie. 150 g to taka granica gramatury papieru, poniżej której nie powinno się schodzić. Cieńsze papiery są trudne w wywoływaniu, zawijają się, łatwo uszkodzić dobrze zapowiadającą pracę. Polecam jednak rozwiązania niekonwencjonalne, jedna z lepszych gum wyszła mi na papierze, który nie nadajwał się do niczego a do gumowania szczególnie, pochodził z lat osiemdziesiatych ubiegłego wieku, był mocno pożółkły (a więc kwasowy) miał brzydką fakturę i był niezbyt ciężki (na oko 90-120g).

Do wywoływania nie używam pędzli, gąbek staram się tak przygotować negatyw i naświetlać aby jak najmniej ingerować mechanicznie (patrz Misonne - na jego pracach dokładnie widać w który miejscu energicznie używał pędzla do rozjaśniania świateł) jeśli obraz jest zbyt obficie naświetlony lepiej użyć ciepłej wody.

Guma warszawska jednowarstwowa, 1/1, 40x30 cm


Rozpiętość tonalna

W gumie wiedeńskiej rozpiętość tonalną uzyskiwano uzywając trzech negatywów (na światła, negatyw zrównoważony i na cienie); każda warstw naświetlana był przez inny nefgatyw. Prościej jest regulować tonalność kolejnych warstw  zmieniając proporcje guma/dwuchromian. Jest to dość proste i skuteczne ale nie należy się trzymać proporcji bardzo sztywno. Indywidualne wyczucie jest najważniejsze. 

Pigmenty

To temat równie ważny jak poprzednie, niektórzy zalecają używanie farb plakatowych w tubkach. Moje doświadczenie mówi, że są one za słabe, mdłe jest w nich mało pigmentu a za to niepożądane dodatki. Czyste kolory ziemi, umbry, cynobry, sieny, zielenie w formie sproszkowanej dostać można w sklepach modelarskich nie są tanie ale sprawdzają się najlepiej. 

Najładniejsze pigmenty uzyskałem rozcierając w moździerzu stare PRL-owskie, szkolne farbki akwarelowe, nawet czerń w tej palecie jest mocna nasycona, niestety już mi się kończy. Do gumowanie dobre są też gwasze. Sadza z pieca w roli czarnego pigmentu okazała się zbyt szara. Moje poszukiwania dobrej, głębokiej czerni trwają. Pigmenty można mieszać i to jest dopiero zabawa, wymagająca jednak dużego wyczucia. Mocne pigmenty potrzebne są do gumy jednowarstwowej, gumę wielowarstwową można wykonać jasnymi pigmentami a głębie uzyskać przez wielokrotne nałożenie warstw światłoczułych.


Guma warszawska jednowarstwowa, 1/1, 40x30 cm


Klarowanie

Wywołanie i wysuszenie gumy to nie koniec, wyschnięty obraz należy sklarować, czyli wyczyścić z pozostałości dwuchromiany, jego żółtego zafarbu.  Jest kilka przepisów, najlepszy okazuje się ałun, który nie zmienia odcienia pigmentów.

Niuansów jest jeszcze mnóstwo ale o nich opowiem przy okazji kolejnych postów i ewentualnych warsztatów gumowych, w nieokreślonej przyszłości. Ważne, że już w miarę kontroluję proces i coraz częściej wychodzi mi to co zaplanuję. Teraz rozmyślam o przejściu w etap przygotowania kilku gumowych zestawów jednolitych tematycznie i stylistycznie. 

czwartek, 20 sierpnia 2020

Sposobem gumowym



Z cyklu "Czas nie istnieje"
guma warszawska, dwuwarstwowa, 26x36 cm



Co jest w gumie, że wciąga powoli a w końcu uzależnia jak heroina? Chyba to, że nigdy nie osiągniemy doskonałości, zawsze możemy ją zrobić lepiej. Żadna technika fotograficzna nie proponuje nam tylu zmiennych jak guma chromianowa, trzeba odkryć swoje procedury. Podpatrywanie gumisty, powiedzmy K. przy pracy,  nauczy nas jedynie jak zrobić gumę wg K. bo przepisów jest tyle ilu gumistów, nie ma uniwersalnej recepty. Guma może być wiedeńska, paryska, lwowska albo warszawska, jedno-, dwu- albo wielowarstwowa, monochromatyczna albo kolorowa...


Madziarska legenda. 2020
Guma warszawska, złożona z wyciągów barwnych CMYK
20x30 cm


Na początku robiłem szczegółowe notatki, trochę do nich zaglądałem przed sporządzeniem kolejnej gumy testowej. Teraz postępuję jak o gumie wiedeńskiej pisał Witold Dederko: pigmentu troszkę, gumy "sporo", dwuchromianu trochę mniej niż gumy albo pigmentu dużo, ziemi okrzemkowej "malutko"... i tego należy się trzymać inne przepisy nie zadziałają. Na ewentualne warsztaty gumowania mam zapisany przepis na szybką gumę czarno-białą jednowarstwową ale to wcale nie znaczy, że zadziała z innym niż mój, wypróbowany pigment czy gumą arabską z innego sklepu.

W gumie chromianowej znalazłem metodę na zdjęcia z cyklu, nad którym pracuję od dłuższego  czasu, do tej pory bez satysfakcji z mozołem, bo ciągle czegoś brakowało. I pewnie brakowało by jeszcze długo gdyby nie pandemia, ogólnoświatowe spowolnienie umożliwiło mi przerobienie wielu historycznych technik fotograficznych a wśród nich guma chromianowa okazała się najbardziej odpowiednia dla mojej natury.


Z cyklu "Kolekcje" 2020, guma warszawska czterowarstwowa, 36x26 cm


Niewielu dzisiaj fotografujących aparatami cyfrowymi zdaje sobie sprawę z tego, że fotografia srebrowa, czyli technologia popularna gdzieś od lat 30-XX wieku do początku ery cyfrowej (pierwsza dekada XXI wieku) wcześniej nie była ani najważniejsza ani dominująca. Istotnym nurtem były techniki wykorzystujące światłoczułość soli żelaza jak kallitypia czy chromianowe - guma. Nie można zapominać o najszlachetniejszej - potwornie drogiej - technice platynowej czy zdobywającej ostatnio dużą popularność cyjanotypii (a tej ze względu na jej taniość i łatwość wykonania).


Radziejowice. Miniguma warszawska, monochromatyczna, trzywarstwowa, 15x15 cm



Z cyklu "Czas nie istnieje"
guma warszawska, dwuwarstwowa, 26x26 cm.


PS. Guma wcale nie musi być nieostra, rozmyta, ciemna i bez kontrastu, współczesne technologie pozwalają tworzyć negatywy, z których powstają gumy ostre, kontrastowe, jasne i wyraziste ale to rzecz gustu.

wtorek, 5 maja 2020

ANTHOTYPIA - biologia i fotografia


Tulipan, anthotypia, kwiecień 2020, 20x30 cm


Prowadząc, na co dzień podstawową edukację fotograficzną z grupą młodzieży w Miejskim Domu Kultury, wiosną tego roku doszliśmy do momentu, kiedy zaczynać mieliśmy praktyczne zajęcia z fotografii  tradycyjnej, srebrowej i innej. Kiedy uruchomiłem ciemnię i dokonałem zakupu podstawowych materiałów akcja zastopowana została przez epidemię korona wirusa. Prawie dwa miesiące temu zaczęła się izolacja, cała Polska w napięciu oczekiwała na pacjenta „0”, dzisiaj mamy w Polsce 1400 zakażonych, zmarło już około 700 osób, stoimy w kolejkach za pieczywem, ubieramy na siebie maski, mimo, że się w nich dusimy a przez zaparowane okulary nic nie widać.

ANTHOTYPIA - KAŻDY JĄ WYKONAĆ W DOMU
Po tygodniu  w zamknięciu  uruchomiłem podstawową edukację fotograficzną w ramach zamkniętej Grupy na FB. Na początek pokazuję jak zrobić fotografię wykorzystując zjawisko światłoczułości różnych materiałów fotograficznych. Powstają obrazy nazywane „rayogramami”, „luksografiami” albo po prostu „fotogramy” oraz moje ulubione „lumen print”. Do tych obrazów, powstających bez użycia aparatu fotograficznego potrzebny jest jednak papier światłoczuły.
Cóż, nie każdy z kursantów ma teraz dostęp do papieru fotograficznego (tylko teoretycznie bo, nie ma problemu z zakupem w sklepach internetowych) dlatego na pierwszy ogień idą obrazy uzyskiwane na jakimkolwiek papierze bez użycia specjalistycznej chemii. Dawno zapomniany proces, pierwotnie wymyślony przez Sir Williama Herschela w 1842 r., jest bardzo prosty i przyjemny a nazywa się ANTHOTYPIA (od greckiego słowa anthos - kwiat), polega na tworzeniu obrazów z bezpośrednim wykorzystaniem roślin prosto z ogrodu.

Kompozycja, anthotypia, kwiecień 2020, 20x30 cm


Emulsja światłoczuła jest wykonana z wrażliwych na światło roślin - z soku z owoców, warzyw lub z rozgniecionych płatków kwiatów. Kartkę papieru akwarelowego, drukarkowego, jakiegokolwiek powlekamy sokiem z roślin, a następnie suszymy. Można rośliny czy warzywa zmiksować blenderem. Ważne jest, aby wywar ten miał w sobie silnie barwiący pigment (sok z jagód, aronii, cebuli, buraka itp.). Na przygotowaną kartkę kładziemy płaskie szablony albo rośliny i naświetlamy ją światłem słonecznym. Barwnik w miejscach nieosłoniętych po wielu dniach ekspozycji zmienia kolor i blaknie – powstaje obraz pozytywowy. Czas naświetlania, w zależności od wykorzystanych roślin i pogody wynosi od jednego do czterech dni. Obraz nie jest utrwalany. ANTHOTYPIA to najbardziej pro-ekologiczny sposób otrzymywania obrazu.
Zjawisko to, czyli blaknięcia materiału pod wpływem światła słonecznego wykorzystywane było w praktyce w przemyśle włókienniczym od czasu jego narodzin. Tkaniny bawełniane albo lniane po wyjściu z maszyny tkackiej wystawiano na słońce do wybielenia. Miejsca, w których się to odbywało nazywały się BIELNIKAMI ATMOSFERYCZNYMI (na tym blogu, pisałem kiedyś o BIELNIKU w Żyrardowie ----->  


Kompozycja, anthotypia, kwiecień 2020, 20x30 cm


Poznański artysta Paweł Kula pisze, że
  „pracę z techniką anthotypii uważam za dobry punkt wyjścia do rozmów o cyklicznych procesach, których jesteśmy częścią - przyczyną pojawienia się rośliny, światłoczułego pigmentu, i ostatecznie - obrazu, jest wszakże to samo światło.”
Nie naświetliłem zbyt wiele anthotypii, ale efekty bardzo mi się spodobały, wyszły mi blade pastelowe, praktycznie pozbawione ostrych konturów ulotne obrazy, chciałbym je oprawić i gdzieś podwiesić ale obawiam się, że pod wpływem światła z czasem wyblakły by całkowicie. A może właśnie powinienem pozwolić działać naturze zgodnie z jej prawami
Eksperyment uważam za udany, niestety do tej pory nikt z grupowiczów nie zechciał pochwalić się.

22.05.2020
Anhotypie na bazie soku z buraków kupionego w sklepie. Naświetlanie jeden tydzień







..: Notatki z prowincji :..

Notatki z prowincji. Listy z Suicide City 1.

Świat się szybko zmienia, zmienia się internet, powoli zmienia się i ten blog. Od jakiegoś czasu staje się dla mnie - jak to kiedyś p...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy