środa, 18 lutego 2015

Zmiany zachodzą niezauważalnie


Jelenia Góra 2004 i 2014
. . .

Jelenia Góra, budynek przy ul. 1 Maja 65
(Dawniej: Hindenburgstrasse, Bahnhofstrasse, Kolejowa), 
w której w przeszłości mieściła się Hindenburg Cafe.

Spacerując, w środku listopada, po Jeleniej Górze, nogi same zaniosły mnie w miejsca, które fotografowałem dokładnie 10 lat temu. Mniej interesowały mnie zmiany, bardziej walory estetyczne jeleniogórskich kamienic. Nie zaskoczyło mnie się odnowienia elewacji kamienicy, do wysokości 1 piętra, a to, że resztki reklamy-szyldu Gazety Robotniczej, organu prasowego z poprzedniej epoki, nie uległy dalszemu zatarciu. Wręcz przeciwnie, zyskały więcej szczegółów. 
Z kolei narożna kamienica na Bartka Zwycięzcy odzyskała zamurowane kiedyś drzwi i właściciela. Udało mi się nawet wejść do Galerii Gwiazd (?) ale ze zwiedzeniem był już problem.




Moi drodzy koledzy blogerzy wieszczą nieuchronny upadek fotografii wywołany ekspansją cyfry, myślę, że niepotrzebnie.
Cyfryzacja kina spowodowała renesans tego medium, powrót do początków kina jako jarmarcznej rozrywki. Nie zapominajmy, że ten wynalazek powstał jedynie dla zabawy i uciechy tłumów, sztuka filmowa pojawiła się dopiero w pierwszych dekadach XX wieku. Potężna, dzisiaj, ilościowo produkcja, kilka ważnych premier co tydzień plus nieznana dotąd jakość projekcji przyciągają do kina nawet takie osoby, które ostatni raz były w kinie w czasach szkolnych. Co piątek do kin wchodzi kilka obrazów premierowych, nowe filmy dla dzieci, złaknionej rozrywki gawiedzi a nawet dla koneserów, każda premiera to wydarzenie, każdy film to arcydzieło, wytrawni kiniarze gubią się tej masie propozycji. Nawet filmy undergroundowe powstają w najwyższych rozdzielczościach z powalającą jakością obrazu i dźwięku. Kino, film i ich twórcy przeżywają teraz okres autentycznego flow. 





Wszystkie zdjęcia na tej stronie są skanami wglądówek barytowych 18x24 cm.


Z fotografią sprawa nie jest już taka prosta. Demokratyzacja i powszechna dostępność cyfrowych narzędzi do utrwalania obrazów migawkowych (i filmów), towarzysząca temu taniość i łatwość fotografowania (czy filmowania aparatem) rzeczywiście prowadzi do upadku fotografii jako sztuki. Tradycyjne procesy odchodzą do lamusa, mistrzowie ciemni również. Ostatni ortodoksi, przechodzą na elektroniczną stronę mocy albo co gorzej tworzą hybrydy, tkwiąc jedną nogą w technologi tradycyjnej (zdjęcia na kliszy) ale dalej to już skanują negatywy, likwidują plamki i inne niedoskonałości, poprawiają kontrast, składają zdjęcia w panoramy i poprawiają wszystko co można jeszcze poprawić. Tak przygotowane pliki, drukują w wielkich formatach, naklejają na pianki czy metalowe płyty i wieszają w galeriach. Dziwne to i trudne do ogarnięcia, jak mawiali starzy Rosjanie: bez pół litra nie razbieriosz.
Ta sytuacja ma swoje dobre strony, za niewielkie pieniądze wyposażyć można swoją torbę fotograficzną i ciemnię w sprzęt o jakim 30 a nawet 20 lat temu nawet trudno było marzyć. Nagle pojawiło się rozległe, niezagospodarowane pole do działania dla prawdziwych miłośników i pasjonatów fotografii. Może i prawdziwa autorska odbitka na papierze fotograficznym, wywołana a nie wydrukowana osiągnie wreszcie cenę na która zasługuje, raczej nie za mojego życia ale w bliżej nieznanej, niezbyt dalekiej przyszłości? Prawdziwie wielkie zmiany zachodzą niezauważalnie.

. . .
Trochę się boję, że przyjdzie taki dzień, gdy wyprodukowana zostanie ostatnia rolka filmu negatywowego. Chyba nie stanie się to z dnia na dzień, będzie wystarczająco dużo czasu aby zgromadzić materiały, które starczą do końca życia albo produkty do własnoręcznego wytwarzania emulsji fotograficznej.
Jakiś czas temu odtrąbiono koniec polaroidów, wydawało się, że czasy fotografii natychmiastowej to zamknięty rozdział historii fotografii ale pojawił się Projekt Impossible, wkłady są dostępne (abstrahując od ich ceny), oferta się rozszerza a Fuji również wprowadziło do oferty nowe Instaxy.


Jelenia Góra, Na Skałkach 10, (kamienica na rogu Nowowiejskiej i Na Skałkach). 2014


Czasami zastanawiam się dlaczego, mimo coraz trudniejszego dostępu do tradycyjnych materiałów fotograficznych, godzinami siedzę w ciemni, psuję sobie wzrok, wdycham chemiczne opary, przeklinam gdy znowu nie wyszło to co zamierzyłem. Od czasu do czasu i raczej rzadziej niż częściej, z półmroku wyłania się FOTOGRAFIA. Powstaje powoli, lecz zwykle pod koniec wywoływania już wiadomo, że jest to dobre powiększenie. Istotny jest każdy element procesu, pora dnia i nocy, wybór negatywu i kadru, rodzaj światła w powiększalniku, temperatura i zużycie wywoływacza, rodzaj i wiek papieru, ilość dodanego bromku, muzyka w tle (bardzo ważne), (...) a w końcu technika płukania i suszenia
Lubię brać do ręki i oglądać obrazy wywołane chemicznie, zawsze jest w nich coś z ducha miejsca i czasu. W zasadzie, nie musiałbym opisywać negatywów, zwykle nawet po latach potrafię odtworzyć okoliczności powstania każdego zdjęcia, które zrobiłem.  Nie mam takich wspomnień przy dokumentacjach cyfrowych a nawet potrzeby, przecież wszystkie informacje są zwarte danych exif. Strzel i zapomnij.
Nie podoba mi się wydruk cyfrowy, choćby był najpiękniejszy, najdoskonalszy i największy. Po prostu, tak mam, nie przemawia do mnie, nie potrafi mnie poruszyć a nawet zainteresować, ot kolejne z tysięcy obrazów, które zaabsorbowały moje oczy i mój mózg, tego dnia. 
. . .

..: RAPID :..

Notatki z prowincji. Jeszcze mniejszy obrazek

SC, 13.04. 2016 (skan) Jakub Dziewit w drugiej części swojej książki Aparaty i obrazy. W stron kulturowej historii fotografii ...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy