piątek, 12 kwietnia 2013

Jędrka Paszaka ORWOgrafie z dzieciństwa


 
Jak już kiedyś wspominałem, unikam na tym blogu zamieszczania materiałów związanych z moją pracą, robię to jedynie w przypadkach szczególnych, kiedy przedsięwzięcie z różnych powodów uważam za ważne, niecodzienne, zazębia się z moją prywatną niekomercyjną działalnością fotograficzną i niesie ze sobą dużo pozytywnych emocji. Dzisiaj, naśladując Krzysztofa Szymoniaka, metodą PODAJ DALEJ pragnę wydobyć z cienia Jędrka Paszka, młodego człowieka, który ma jeszcze wiele entuzjazmu dla fotografii a zaczął od poznania i doskonalenia warsztatu, swoje zamysły realizuje poruszając się w zasadzie pod prąd, wbrew powszechnym fotograficznym modom. Ma on talent do utrudniania sobie życia w imię zasad, jest chyba jedynym znanym mi fotografem, który nie posiada własnego aparatu cyfrowego (nawet w telefonie). Jest to ortodoksja, którą niezwykle szanuję i zamierzam wspierać podobnych fotografiołów kiedy tylko nadarzy się okazja.



Kilka miesięcy temu zaproponowałem Jędrzejowi przygotowanie do wystawy kilku kolorowych zdjęć w technice ORWOGRAFII. Od kilku dni mogę powiedzieć, że pomysł jest bliski finału, a jego zwieńczeniem będzie wernisaż 26 kwietnia 2013 r. Będą to zdjęcia*) jeszcze bardziej antyestetycznie przegięte niż niedawno prezentowane w tej samej galerii zdjęcia Krzysztofa Szymoniaka (wystawa jest teraz eksponowana w Gnieźnie).
Jędrzej Paszak do pracy nad wystawą wykorzystał efemeryczną - wydawało by się - już nie wykorzystywaną przez nikogo, kolorową technologię ORWO oraz pozytywowy Kodaka RA-4 Kodaka, który twórczo zmodyfikował i uprościł na własny użytek.
Kolorowe zdjęcia z nieprodukowanych już filmów kolorowych ORWO bardzo niegdyś popularnych w całych demoludach miały specyficzny urok. Zbudowane były z innych komponentów barwnikowych niż obecnie produkowane filmy do gorących procesów E-6 i C-41,  dlatego nie da się ich wywołać w tych procesach. Muszą być wywołane w specjalnym dedykowanym procesie ORWOCOLOR.


Mieszkańcy Suicide City  bez trudu zlokalizują miejsca wykonania poszczególnych kadrów ale dzięki interesującym zabiegom technologicznym, ostateczny efekt jaki udało się osiągnąć Jędrkowi jest niezwykle frapujący, mimo iż zdjęcia wykonane zostały współcześnie (2012-2013) to wydaje nam się, że pochodzą z przełomu lat 80’ i 90’ XX wieku.  Zdjęcia są eksperymentalnym powrotem do czasów dzieciństwa lat 90-tych, retrospektywną wędrówką pomiędzy wspomnieniami. Ludzka pamięć jest zawodna, wszystko zaciera się i blaknie niczym stare odbitki. Są próbą fotograficznej reprodukcji tego, co pamiętamy coraz słabiej. Mają także zwrócić uwagę na otoczenie współczesnych dzieci oraz udzielenia odpowiedzi na pytanie: Czy przez kilkanaście lat zmieniło się wiele? - napisał do mnie Jędrzej. Na kolejnych obrazach widzimy miasto dzieciństwa autora bez pomocy wehikułu czasu, konfrontując zdjęcia z rzeczywistymi miejscami i obiektami, uświadamiamy sobie, że w zasadzie od ostatnich dekad XX,  tutaj czas stoi w miejscu. Wrażenie potęguje szczególna estetyka a raczej antyestetyka tych zdjęć - żółta dominanta, głębokie czernie, nieostrości, zwichrowane piony. Obrazy Jędrka mogą być szkolnym przykładem subiektywnego dokumentu o zabarwieniu nostalgicznym. Na oryginalnych zdjęciach sprzed 30 lat i bardzo popularnych wtedy slajdach ORWO, które wielu z nas  posiada w swoich archiwach - kolory wyblakły, obraz jest już mało wyraźny a często zanikł całkowicie. Jak wspomnienia, które się zacierają a ich hierarchia się zmienia. Jedne blakną i odchodzą w głębokie rejony podświadomości inne łagodnieją ulegają idealizacji, kolejne ulegają wyostrzeniu a jeszcze inne, te traumatyczne są kasowane z dysku jakim jest nasz umysł. Tak samo zaciera się pamięć o NRD (DDR) nieistniejącym już, totalitarnym państwie niemieckim, które produkowało szeroki wachlarz materiałów fotograficznych, nadal cenionych i poszukiwanych, na internetowych aukcjach,  przez rzesze fotografów eksperymentatorów. 


Już po  po napisaniu poprzedniego akapitu zajrzałem na bloga Jędrka (Fotoamatorszczyzna) i znalazłem takie słowa: Lata 90-te były dla mnie czasem dziwnym, choć beztroskim. Wczesne dzieciństwo w Wągrowcu. Nie myślało się wtedy zbyt wiele o życiu, nie zwracało się większej uwagi na otoczenie i to co dzieje się dookoła, choć działo się naprawdę wiele. Siłą rzeczy były sprawy, które nie omijały nawet dzieciaków (...) Wszystko wydawało się sielanką, a sama mieścina ziemią obiecaną. Z biegiem lat człowiek nabiera do wszystkiego pewnego dystansu, zupełnie inaczej wszystko pamięta...lub zapomina. Wspomnienia zacierają się i blakną jak stare, kolorowe odbitki z wakacji czy szkolnej wycieczki do Ciechocinka. Po latach stwierdziłem, że nie chciałbym fundować swoim dzieciakom takiego dzieciństwa. Nie tutaj, ponieważ mam bardzo dziwne wrażenie, że nie zmieniło się tutaj wiele poza fasadą.” Ciekawa synchronia, nieprawdaż?

Jędrek Paszak jest dopiero na początku swojej fotograficznej drogi, a zaczął ją od właściwej strony -najpierw podjął mozolną pracę w celu doskonałego opanowania analogowych technik i technologii, zaczął od zmagań z ich materią. Miał to szczęście, że od razu, trafił na dobrych nauczycieli - w ŚWIETLICY, udało mu się „załapać na udział” w realizacji ostatnich ważnych projektów Kolektywu Fotograficznego, szybko stał się jednym z najbardziej aktywnych członków grupy. W krótkim czasie perfekcyjnie opanował analogowy proces czarno-biały i fotografię otworkową, teraz zgłębia i modyfikuje procesy kolorowe osiągając coraz lepsze efekty. Następnym etapem powinno być tzw. świadome fotografowanie. Liczę, że przed nim wiele ważnych projektów fotograficznych, którymi jeszcze nie raz nas zaskoczy.




Przygotowując materiały do wystawy, autor długo zastanawiał się nad adekwatnym tytułem, ostatecznie zdecydował się na tytuł Orwografie z dzieciństwa chociaż zestaw pierwotnie miał się się nazywać  Niepocztówki/Antywidokówki ale podobne tytuły miało już kilka wystaw, więc nie chciałby naśladować innych z Niepocztówkami z dzieciństwa. Jeżeli chodzi o informacje na temat samych zdjęć - napisał do mnie Jedrzej -  Cóż. Ciężko pisać mi o swojej fotografii i tłumaczyć czemu fotografuję akurat to i dlaczego wygląda to tak, a nie inaczej. Fotografuję na czuja, instynktownie. Odbiorca albo czuje to co ja,  albo po prostu tego nie kupuje. Albo każdy widzi co innego. I to bywa fajne. Myślę, że poniższy opis wystarczy. Nie ma sensu pisać elaboratu i podawać potencjalnemu odbiorcy (może jednak ktoś będzie chciał to zobaczyć i nie wyjdzie po ujrzeniu pierwszego kadru) wszystkiego na tacy.


__________
*) Wszystkie zamieszczone tutaj zdjęcia J. Paszaka są fotografiami oryginalnych odbitek formatu wykonanymi przez autora.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Jedno z takich miejsc...

Całkiem niedawno Filip Springer pisząc o swoim pobycie w nadgranicznym mieście pisał, że jest to jedno z tych miejsc, w których samobójstwo nie byłoby dla mnie kwestią stanu ducha, tylko czasu.  Podobnych miejsc naszym kraju jest tak wiele, że pojęcie samobójstwa się banalizuje, o kolejnych krokach zrozpaczonych ludzi nie pisze się już na pierwszych stronach lokalnych gazet, a jeśli któraś te fakty odnotowuje to powody desperackiego kroku są zwykle osobiste. Jest też i druga strona medalu: o ile dla wielu te miejsca to  City of Suicide to dla nielicznych są one rajem, bonanzą, eldoradem... 




Telewizja HBO pokazuje miniserial Agnieszki Holland Gorejący krzew, thriller prawniczy, dla którego pretekstem jest historia Jana Palacha, Pochodni numer 1. Umierajacy Palach mówił do pielęgniarki, ze podpalił się nie tyle w proteście przeciwko sowieckiej okupacji, bardziej dla tego, że pragnął wstrzymać proces demoralizacji, jaki lawinowo postępował w czeskim społeczeństwie po wkroczeniu wojsk Układu Warszawskiego. Między 20 stycznia a 21 sierpnia 1969 r., podobne jak Palach próby samospalenia, w geście protestu przeciwko sowieckiej okupacji, podjęło około 30 Czechów. Pochodnia nr 2, Jan Zajic pisał w pozostawionym liście: Niech moja pochodnia zapali Wasze serca i oświeci Wasz rozum. 




Samospalenia jako demonstracja polityczna i moralna*) przywędrowały do Europy z Azji. W 1963 roku, w Sajgonie buddyjski mnich Thich Quang Duc spalił się w proteście przeciwko prześladowaniom buddystów przez katolickiego dyktatora Ngo Dinh Diema. Wietnamski mnich przed swym samobójstwem przez wiele dni medytował i wysłał listy do wspólnot buddyjskich oraz rządu. W ciągu kilku następnych lat, za jego przykładem poszły dziesiątki osób w Wietnamie i innych krajach. Wiele z tych samospaleń w ogóle nie zostało dostrzeżonych przez współczesnych a wśród nich protesty Ryszarda Siwca i Evzena Plvoceha.



Lekarstwem na melancholię może być Le Magasin des suicides (Sklep samobójców), film  Patrice Leconte. Jest to animowany musical (!)  o jednym z takich miejsc, które jest ponure i beznadziejnie smutne, a mieszkający  nim  ludzie nie potrafią odczuwać przyjemności z życia. Fala samobójstw rośnie do tego stopnia, że zostały one zdelegalizowane i obłożone surową karą. Aby pomóc samobójcom zwiększyć prawdopodobieństwo udanych zamachu na własne życie, w miasteczku funkcjonuje sklep z akcesoriami dla nich. Prowadzi go od pokoleń rodzina Tuvache. Interes świetnie się kręci dopóki właścicielom Sklepiku dla samobójców nie urodził niezwykle pogodny potomek. Jego optymizm i radość życia całkowicie zmieniają życie a mieście. Rozwiązanie filmowe mają to do siebie, ze są proste i nijak się mają do rzeczywistości. Producenci doskonale wiedzą, że widzowie preferują obrazy z pozytywnym przesłaniem, które się dobrze kończą.


***

Wczoraj zmarła Margaret Thatcher, była politykiem nie tylko skutecznym ale i przewidującym, już wiele lat temu mówiła:
  •  Powołanie do życia Unii Europejskiej było największą głupotą naszych czasów.
  • UE jest skazana na niepowodzenie, gdyż jest czymś szalonym, utopijnym projektem, pomnikiem pychy lewicowych intelektualistów.
***
  • Zaproszenie  do Gniezna

______________
*) w Azji dodatkowo miały wymiar religijny 

1. Oryginalne wglądówki zdjęć z tego posta powstały na papierze Kodak Prof. Mural.
2. Lektura obowiązkowa: Stefan Chwin. Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni. Wydawnictwo Tytuł. Gdańsk

..: RAPID :..

Notatki z prowincji. Jeszcze mniejszy obrazek

SC, 13.04. 2016 (skan) Jakub Dziewit w drugiej części swojej książki Aparaty i obrazy. W stron kulturowej historii fotografii ...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy